Na przekór zakazom, czyli o „przekornej decyzji”

Niezależnie od tego, czy Twoje dzieciństwo upływało w szczęściu i dobrobycie, czy też raczej w trudnych warunkach – wychowywali Cię ludzie, ze swoimi wadami i zaletami. Prawdopodobnie Twoi rodzice zrobili wszystko, co mogli, aby zadbać o Ciebie najlepiej jak potrafili. Mimo to każdy z nas otrzymał od rodziców i innych ważnych w dzieciństwie osób, również tzw. komunikaty zakazujące – negatywne komunikaty, które ograniczają nas w jakiś sposób już w dorosłym życiu.

Komunikaty zakazujące najczęściej pochodziły od rodziców, jako kluczowych dla nas figur w dzieciństwie. Mogły to być konkretne słowa, ale często były wyrażone bez słów. Przykładowo osoby, które były wychowywane w tzw. „zimnym” domu, gdzie nie wyrażało się emocji, a najwyższą wartością była niezależność i samodzielność, w najlepszej wierze mogą w ten sam sposób wychowywać swoje dzieci – z nadzieją, że wyrosną na samodzielnych, samowystarczalnych ludzi. Przekazują tym samym jednak komunikaty zakazujące „nie czuj” („emocje są złe, są słabością”), „nie bądź dzieckiem” („zachowuj się dojrzale”). Mogą to robić wprost, tj. mówić o tym przy różnych okazjach, ale też bez słów, po prostu patrząc znacząco na zapłakane dziecko lub też odchodząc, gdy prezentuje nieakceptowane zachowania („zostawiam Cię do czasu, aż się nie uspokoisz”). W każdym z tych przypadków dziecko otrzymuje jasny sygnał, aby nie okazywać emocji, ponieważ budzi to dezaprobatę rodziców.

Znasz może ze swojego domu rodzinnego takie sytuacje, w których jasne było, że jakieś zachowanie nie było mile widziane, choć wprost się o tym nie mówiło. To było raczej to westchnięcie mamy, ostrzejsze spojrzenie taty, a może odesłanie Cię do pokoju bez komentarza – to także silne komunikaty, które odbieraliśmy jako dzieci, choć nie były wyrażone wprost słowami.

 

Wszyscy jesteśmy ludźmi…

Tak, wszyscy otrzymaliśmy komunikaty zakazujące. Jeśli myślisz sobie teraz: „pamiętam moich rodziców, jako wspaniałych i wspierających mnie w dzieciństwie, nic z tych rzeczy nie miało miejsca” to masz rację i mylisz się zarazem. Oczywiście, że Twoi rodzice mogli być dla Ciebie wspaniali, tak jak i Ty dla swojego dziecka. Nie zmienia to jednak faktu, że wszyscy jesteśmy ludźmi – mamy swoje zakazy i przekazujemy je także swoim dzieciom, często w najlepszej wierze, a czasem po prostu dlatego, że mamy swoje obszary do rozwoju i nawet nie mamy świadomości, że w jakiś sposób ograniczamy wówczas dzieci.

Zanim zatem pobiegniesz składać zażalenie do rodziców, zatrzymaj się proszę i obejrzyj szerszy kontekst – oni również byli wychowywani w pewien sposób, również doświadczyli komunikatów zakazujących w swoich domach rodzinnych i możliwe, że w dorosłym życiu działają pod ich wpływem. Zachęcam Cię w związku z tym raczej do obejrzenia, co zdecydowałeś/aś się zrobić z tymi komunikatami i co możesz zrobić teraz, aby nieco wyzwolić się spod ich wpływu.

 

Dwie drogi: desperacja lub… przekora

W analizie transakcyjnej mówimy o zakazach – ograniczających przekonaniach, które przyswoiliśmy w jeszcze w dzieciństwie, a które aktywnie wpływają na całe nasze życie. Kiedy przyjmujemy zakaz, co odbywa się we wczesnym dzieciństwie na nieświadomym poziomie, zaczynamy działać w zgodzie z nim. Przykładowo, jeśli ktoś przyjmie zakaz „nie bądź blisko”, to nieświadomie tak prowadzi swoje życie, aby nie nawiązywać bliskich relacji, a kiedy już ma to miejsce to opuszcza je za każdym razem pod jakimś pretekstem lub prowokuje sytuacje, w których druga strona odchodzi.

John McNeel, wspaniały analityk transakcyjny, w swoim zachwycającym materiale odnośnie zakazów zwraca uwagę na jeszcze jedną opcję, o której rzadko wspomina się w klasycznej literaturze. Pisze on o tym, że kiedy przyjmujemy zakaz, mamy dwie drogi: możemy go przyjąć, co nazywa „desperacką decyzją”, ale też możemy się mu sprzeciwić, co nazywa „przekorną decyzją”.

Kiedy rodzice na nieświadomym poziomie przekazują dziecku zakaz „nie bądź ważny”, przykładowo pracując całymi dniami i nieustannie odganiając dziecko, jak natrętną muchę („nie teraz, idź się pobaw w swoim pokoju, rodzice potrzebują spokoju”), może ono zacząć tak właśnie się czuć (desperacka decyzja: „nie jestem ważny/a”), ale może też zareagować buntem (przekorna decyzja: „a właśnie, że będę!”).

 

A właśnie, że będę!

Co innego cieszyć się życiem, a co innego żyć tak, aby wycisnąć z niego jak najwięcej. Podobnie jak czym innym jest przekonanie o własnej wartości i ważności, a czymś innym silne dążenie do podkreślania swojej ważności i nieustannego zajmowania odpowiednio wysokich i eksponowanych stanowisk. Nie ma nic złego w intensywnym życiu czy też eksponowanych stanowiskach, chodzi raczej o to, co nas motywuje do danego rodzaju zachowania. Paradoksalnie bowiem, może to być właśnie zakaz, który otrzymaliśmy i częściowo przyjęliśmy, ale nie wprost („desperacka decyzja”: „dobrze, tak będzie”), a właśnie w kontrze („przekorna decyzja”: „zobaczysz, że będzie dokładnie na odwrót!”). Nadal jednak zakaz ten jest aktywny, ponieważ nie działamy z dostępem do zasobów, a w przekorze. Nadal czujemy pewnego rodzaju przymus do działania w nastawieniu „a właśnie, że będę!”. Finalnie jesteśmy pod wpływem zakazu. Nie działamy swobodnie, ale musimy coś udowadniać, w ciągłym napięciu, aby osiągnąć swoje założenie.

Pomyśl o zakazie „nie czuj radości”. Może się zdarzyć m.in. w rodzinach, w których radość jest traktowana jako niestosowna: „nie ma z czego się cieszyć, zaraz pewnie zdarzy się coś złego” lub „jak możesz się tak cieszyć, kiedy tata / siostra / babcia choruje” (np. w przypadku przewlekłych chorób i trudnych doświadczeń związanych z długim odchodzeniem członka rodziny). Jeśli dziecko przyjmie zakaz wprost („desperacka decyzja”) będzie żyło z przekonaniem, że życie jest puste, nie ma w nim miejsca na radość. Jeśli jednak przyjmie zakaz buntując się przeciwko niemu („przekorna decyzja”), będzie żyło z przekonaniem: „mój świat będzie taki radosny!” i będzie dążyło do kolekcjonowania radości, chciwie wyszukując wszystkich wydarzeń i okazji, aby się pobawić i pośmiać, czasem wręcz nadmiarowo.

Wspominałam w treści artykułu o zakazie „nie bądź ważny” i o tym, w jakich warunkach może powstawać. Gdy dziecko przyjmie go wprost („desperacja decyzja”) może myśleć o sobie: „jestem nikim” i jako dorosła osoba zachowywać się tak, aby zwracać na siebie jak najmniej uwagi. Gdy jednak dziecko przyjmie go nie wprost, buntując się przeciwko zakazowi („przekorna decyzja”), może już jako dorosła osoba być dominująca, ekspansywna, silnie rywalizacyjna, aby udowadniać na każdym kroku jak jest ważna.

„Desperacka decyzja” i „przekorna decyzja” są jak dwie przeciwległe strony. Balans jest jednak gdzieś pośrodku. Gdy ktoś nie ma zakazu „nie bądź ważny”, po prostu zna swoją wartość i ma w sobie tę siłę stabilności – ani nie wycofuje się nadmiernie i nie umniejsza, ani też nie ma potrzeby za wszelką cenę dążyć do zajmowania eksponowanych stanowisk i udowadniania swojej wartości. Gdy ktoś nie ma zakazu „nie czuj radości”, po prostu cieszy się adekwatnie z tego, co dobrego przynosi życie – ani nie unika tej emocji, ani też nie szuka jej nieustannie, w nadmiarowy sposób.

Właśnie w tym nadmiarze jest klucz. Jeśli zauważasz pewnego rodzaju nadmiarowość w jakimś aspekcie swojego zachowania, warto pooglądać, czy pod spodem nie kryje się jednak głęboko zakorzeniony sprzeciw – działanie przeciwko zakazowi.

McNeel zauważa, że „przekorna decyzja” jest nieco bliżej zdrowia, niż „desperacka”. Pozwala nam bowiem korzystać ze swoich zasobów np. do cieszenia się i bycia ważnym/ą. Niestety nadal nie jest to pożądane optimum, ponieważ jesteśmy wtedy nakręceni do poszukiwania jakiegoś rodzaju aktywności czy doświadczania. Warto zatem uważnie obejrzeć swoje zakazy, rozpoznać, które z nich dotyczą nas wprost, a wobec których działamy przekornie.

 

Zobacz, jak to wygląda u Ciebie!

Pomocą w tym jest materiał do autodiagnozy opracowany przez Johna i Penny McNeelów. Wymieniają w nim 23 zakazy i wskazują przekonania, które pojawiają się, gdy je przyjmujemy wprost („desperacka decyzja”) oraz kiedy stajemy przeciwko nim („przekorna decyzja”). Wskazują także, co warto rozwinąć, aby uzyskać dostęp do zasobów blokowanych przez zakaz. Podają przy tym zarówno nad jakim nowym przekonaniem pracować, jak i wskazują proces, który jest potrzebny do tego, aby się ono ugruntowało. To cenny materiał, który długo studiowałam, aby dobrze go zrozumieć.

Mam nadzieję, że ucieszy Was fakt, że polska wersja tego obszernego i fascynującego materiału będzie niebawem dostępna, oczywiście za zgodą Johna (warto jeździć na międzynarodowe konferencje!). Jeśli nie chcecie jej przeoczyć – zapiszcie się do newslettera w formularzu pod artykułem (na dole strony). Na przełomie lipca / sierpnia ruszam w końcu z listami o AT, a w pierwszym z nich będzie właśnie do pobrania materiał do autodiagnozy „Komunikaty zakazujące i Twoje życie”.

 

Bibliografia
McNeel, J., McNeel, P. Injunctive messages and your life. materiał nieopublikowany
McNeel, J. (2010). Understanding the Power of Injunctive Messages and How They Are Resolved in Redecision Therapy. Transactional Analysis Journal, Vol 40(2), 159-169.

Sprawdź, co Twoja dziecięca ksywka mówi o Tobie

Pamiętasz, jak określali Cię najczęściej rodzice? Jakie cechy były Ci przypisywane w żartach, rodzinnych historiach, a może w specyficznej ksywce? Może rodzice mówili o Tobie: nasz mały mądrala, słodki aniołek, spokojne dziecko lub nadali Ci jakąś ksywkę: Śmieszek, Gapcio, Głuptasek, Rozrabiaka, Urwis, Pyskatek, Zosia-samosia, itp.

 

Głuptasek czy Profesorek? Śmieszek czy Nerwus?

 

Przypomnij sobie, jak Cię określano i zobacz, z jakimi przyzwoleniami wiążą się te określenia oraz jakie niosą potencjalne zakazy. Śmieszek czy też mały Głuptasek może być rozkoszny i rozbawiać towarzystwo, ale już niekoniecznie odważnie stawiać na swoim, czy też brać odpowiedzialność za ważne zadania. Inteligencja też raczej nie jest związana z tego rodzaju określeniami, prawda? Co innego Mądralińska czy Profesorek – tu jest mocne przyzwolenie na myślenie i rozwój inteligencji. Mniej jest jednak w tych określeniach zgody na spontaniczność i bycie po prostu dzieckiem. A Gapcio czy Oferma? Dość jasno związane są z brakiem zdolności do osiągania sukcesu, zaradności. Raczej wskazują na konieczność pozostawania pod opieką innych, tych bardziej „ogarniętych”.

Częściej niż przydomki, były to konkretne określenia: mądry chłopiec, odważny synek, urocza dziewczynka, śliczna / słodka córeczka (tak, niestety często stereotypowo przypisane do płci). Czasem także te negatywne: pyskata, uparty jak osioł, roztrzepana, niechluj, bałaganiara, brudasek, wścibskie dziecko, itd.

Pamiętasz, jakie Twoje cechy podkreślali rodzice? Może uznasz, że to tylko słowa, których się często używa w odniesieniu do dzieci. Tak, to naturalne, że rodzice używają różnych (zwykle czułych) określeń w stosunku do swoich dzieci. Przydomki mogą być czułe i ciepłe, ale mogą też być umniejszające, niesprawiedliwe czy nawet upokarzające. Nie jest przecież miło słyszeć o sobie Gamoń, Mazgaj, Zołza czy Głupek, nawet jeśli rodzice dodają do nich jakieś przyrostki, które mają teoretycznie złagodzić przekaz, typu Mały Gamoń, Nasz Słodki Mazgaj.

Niezależnie od tego czy pozytywne, czy negatywne, ksywki związane są z jakimś pakietem cech – przywołują na myśl konkretne zachowania. Niosą ważny dla dziecka przekaz. Informację o tym, czego rodzice oczekują, a czego nie akceptują. Tym samym pewne cechy wzmacniają, a inne wygaszają. Dają też dziecku „przyzwolenie” na określony typ zachowania. Obejrzenie, jakie skojarzenia i zachowania są potencjalnie związane z naszym przydomkiem (oraz potencjalnie wykluczające się z nim), pozwala w łatwiejszy sposób odkryć nasze zakazy i przyzwolenia, a zatem nieuświadomione przekazy o tym, czego nam nie wolno (i jakimi ludźmi nie możemy być), a co wolno (i jakimi ludźmi możemy być). Czasem nie jest to też takie oczywiste, szczególnie w przypadku nietypowych przydomków, które mają znaczenie tylko dla rodziny, a niekoniecznie w szerszym kontekście społecznym.

Zdarza się, że przydomek jest odbierany przez dziecko inaczej, niż chcieliby rodzice. James i Jongeward przytaczają przykład czterolatka, którego tata określał przydomkiem Strzelec. Ojciec chłopca był w studenckich czasach utalentowanym piłkarzem. Zwracał uwagę na to, że synek również ma mocne kopnięcie i był z tego dumny. Dziecko zaczęło jednak sprawiać kłopoty w przedszkolu – kopało inne dzieci, a nawet próbowało kopnąć przedszkolankę. Gdy opiekunki chłopca reagowały,  malec mówił, że jego tata powiedział, że ma wspaniałe kopnięcie. Nieświadomie więc rodzice nazywając synka Strzelec i chwaląc kopanie, dali mu przyzwolenie na agresywne kopanie innych dzieci. Gdy tylko przestali tak dziecko określać, zachowanie synka szybko uległo zmianie.

 

To miejsce jest już zajęte

 

Na ciekawy aspekt związany z przydomkami zwrócił uwagę Tony White, podczas webinaru o przyzwoleniach i zakazach. W systemie rodzinnym każdy z nas ma swoje miejsce, a pewne atrybuty przypisane do dziecka rezerwują to miejsce właśnie dla niego. Jeśli masz rodzeństwo, możesz zapewne zauważyć, że były mu przypisane inne cechy niż Tobie. Jeśli Ty „zająłeś miejsce” Mądralińskiego, to Twój brat lub siostra zajęli inną niszę. Może brat był Śmieszkiem, może siostra była Słodkim Aniołkiem, ale już raczej nie kolejnym „Profesorkiem” czy „Mądralińską”. Nie chodzi o to, że nie był(a) inteligentny(a), ale to jednak inne cechy były jego wyróżnikiem w Twojej rodzinie. Dostajemy pewne atrybuty i zajmujemy miejsca z nimi związane. Co więcej, te cechy przejawiają się później w naszym życiu i na spotkaniach dorosłych już ludzi, także dobrze widać, jak określenia te nadal są żywe.

 

Aleksander, Olek, a może Oluś? Kilka słówek o zdrobnionkach.

 

Ciekawej obserwacji dostarcza też zestawienie przydomku z formą imienia, która jest używana w stosunku do dziecka. Nie zdziwi Cię zapewne, że Śmieszek, Gapcio czy też Cukiereczek częściej będzie słyszał zdrobnioną formę imienia, podczas gdy Mądralińska czy też Profesorek – pełniejszą. Oczywiście trudniej to zaobserwować w przypadku małych dzieci – to naturalne, że rodzice zdrabniają ich imiona. Warto jednak poobserwować czy takie zależności występują w rodzinie, szczególnie w stosunku do dorosłych już dzieci.

Jeśli przy rodzinnym stole zasiadają rodzice z dorosłymi dziećmi i do jednego z dzieci zwracają się wyłącznie zdrobnieniem imienia, podczas gdy do drugiego tylko pełną formą, niesie to wyraźną informację o tym, które z dzieci „nie powinno” dorastać i usamodzielniać się zanadto. Oczywiście najczęściej rozgrywa się to na zupełnie nieświadomym dla rodziców poziomie. Jeśli współgra to dodatkowo z określeniami przypisywanymi dzieciom (Aleksander – Mały Naukowiec vs. Oluś – Śmieszek), łatwo można zauważyć, jakie przyzwolenia i zakazy są obecne u poszczególnych dzieci.

Co ciekawe, forma imienia może wpływać także na postrzeganie danej osoby przez otoczenie. Okazuje się bowiem, że osobom posługującym się pełną formą imienia przypisujemy częściej ambicję, inteligencję, kreatywność, odpowiedzialność i wzbudzanie zaufania, szczególnie w sytuacjach formalnych. Natomiast osoby posługujące się zdrobnioną formą imienia częściej postrzegamy jako bardziej dowcipne, otwarte na ludzi, przyjacielskie, radosne, lubiące się bawić. W badaniach wykazano, że gdy stajemy przed formalną lub zadaniową sytuacją, wybieramy częściej oficjalną formę swojego imienia, podczas gdy w sytuacjach nieformalnych przeważa potoczna. Jeśli zatem w rodzinie są wyraźne dysproporcje w odnoszeniu się do poszczególnych członków rodziny pod względem formy imienia – warto wziąć pod uwagę, jaki niesie to przekaz.

Jako konsultant biznesowy interesuje mnie zwykle przełożenie wiedzy psychologicznej na funkcjonowanie biznesowe. Lubię obserwować, jak przedstawiają się managerowie i jak to współgra z ich cechami osobowości. Gdy już dochodzimy do etapu pogłębionej pracy, zdarza się, że zahaczamy też o kwestię ksywek i przydomków – zarówno tych z domu, jak i tych z pracy. Niosą one bogactwo informacji przydatnych do dalszej pracy nad rozwojem kompetencji managerskich.

 

Byłem Gapciem Maciusiem… i co teraz?

 

Może właśnie uświadamiasz sobie, jak Twój przydomek dookreśla Ciebie i jak przejawia się w Twoim dorosłym życiu. Zanim sięgniesz po telefon do rodziców, żeby złożyć „zażalenie”, pomyśl o zasobach, z którymi jest związany – te już masz i możesz dalej rozwijać. Za nie warto być wdzięcznym rodzicom. Jeśli natomiast zauważasz cechy czy zachowania, które raczej nie były wspierane w Twoim domu w stosunku do Ciebie – nic straconego. Jesteś teraz dorosłą osobą i możesz podjąć inną decyzję i świadomie je rozwijać, bazując na swoich zasobach dojrzałego człowieka. Na początek obejrzyj swoje przyzwolenia: co już masz rozwinięte, a nad czym warto jeszcze popracować i świadomie rozwijaj ważne dla siebie cechy.

Pomocny może być przy tym artykuł o zakazach i przyzwoleniach: Koło Przyzwoleń.

 

BIBLIOGRAFIA
Doroszewicz, K.; Krzemińska, M. (2007). Forma imienia jako przesłanka wnioskowania o osobowości. Przegląd Psychologiczny, Vol 50(3), 259-271
James, M.; Jongeward, D. (2017). Narodzić się, by wygrać. Poznań: Dom Wydawniczy Rebis.
Jagieła, J.; Gębuś, D. (2015). What’s In a Name? Name Giving, Identity, and Script Formation. Transactional Analysis Journal, Vol 45(3), 217-227
Holtby, M. (1973). You Become What I Take You to Be: R. D. Laing’s Work on Attributions as Injunctions. Transactional Analysis Journal, Vol 3(4), 25-28.

 

 

Narzędzie: Koło Przyzwoleń

Jeśli interesuje Cię kwestia zakazów oraz pracy z nimi może zaciekawić Cię nieco inne spojrzenie na zakazy: koło przyzwoleń to ciekawe, a zarazem proste i praktyczne narzędzie, które można wykorzystać w pracy z klientami, a także do własnego rozwoju.

Zakazy są częścią naszego skryptu. Są to ograniczające przekazy otrzymane od rodziców, często niewerbalnie. Dotyczą one naszego istnienia, zachowania, ekspresji emocji. Najbardziej ograniczający zakaz dotyczy właśnie istnienia: dziecko otrzymuje wówczas, najczęściej na nieświadomym poziomie (zarówno dla dziecka, jak i dla rodzica), zakaz „nie istniej”. Bardzo destrukcyjne są także zakazy dotyczące egzystencji, takie jak „nie bądź sobą” (w tym „nie bądź określonej płci”), „nie bądź zdrowy”. Inne zakazy dotyczą naszego zachowania i funkcjonowania, np. „nie czuj” (w tym „nie czuj określonych emocji”, np. radości lub złości), „nie myśl”, „niech ci się nie uda” (tj. „nie odnoś sukcesu”), „nie bądź dzieckiem” lub przeciwny „nie dorastaj”. Są także zakazy związane z budowaniem relacji z innymi: „nie przynależ” (do grupy, społeczności, itd.), „nie ufaj”. Podświadomie stosujemy się do tych zakazów, co istotnie wpływa na nasze wybory i sposób, w jaki przeżywamy swoje życie. Z tego względu zakazy i ich identyfikacja są ważnym elementem pracy analityka transakcyjnego.

Gysa Jaoui zaproponowała nieco inne spojrzenie na kwestię zakazów. Zamiast określać je zero-jedynkowo (ktoś ma lub nie ma zakaz np. „nie istniej”) preferowała określenie, że ktoś jest w jakimś stopniu dotknięty zakazem. Widziała zakaz jako pewne kontinuum, a nie całkowite posiadanie lub nie danego zakazu w kategoriach jest – nie ma. Przykładowo, gdyby ktoś miał absolutny zakaz „nie istniej” nie mógłby w ogóle żyć. W rozumieniu Jaoui zakaz nie jest kategorią absolutną, ale raczej w jakimś stopniu nas dotyka.

Gysa Jaoui zaproponowała także inną perspektywę: określenie jak dużo przyzwolenia powiązanego z danym zakazem ma osoba. Przykładowo, zamiast stwierdzenia, że ktoś ma zakaz „nie myśl”, wolała powiedzieć, że osoba ta ma niewiele przyzwolenia na myślenie. Podobną skalę, od całkowitego zakazu do całkowitego przyzwolenia, zaproponował także Woolams.

Co daje ta perspektywa? Pozwala uniknąć etykietki, która może być ograniczająca. Ktoś może stwierdzić, że to oczywiste, że np. nie nawiązuje bliskich relacji z innymi, skoro ma zakaz „nie ufaj” i że tak już po prostu ma. Przeformułowanie tego na niewielką ilość przyzwolenia na zaufanie pozwala operować pozytywnymi terminami oraz wskazuje na obszary do pracy także określone w pozytywny sposób – podniesienie poziomu przyzwolenia na zaufanie.

Wychodząc z tej perspektywy Gysa Jaoui zaproponowała Koło przyzwoleń do określenia jak dużo przyzwoleń posiada dana osoba. Podzieliła Koło przyzwoleń na cztery obszary, z których każdy zawiera cztery przyzwolenia, jak na załączonej rycinie:

rycina

Źródło ryciny: Hawkes, L. (2007). The Permission Wheel. Transactional Analysis Journal, Vol 37(3), Jul 2007, 210-217. Kolorowe dopiski w języku polskim – własne.

Obszar dotyczący emocji
Pokazuje, na ile osoba może wyrażać podstawowe emocje: radość, złość, strach i smutek. Pełne przyzwolenie oznacza, że dana osoba może wyrażać je swobodnie w różnych sytuacjach i względem różnych osób. Częściowe ograniczenie tej ekspresji ma miejsce, gdy osoba może wyrażać daną emocję, ale tylko względem określonych osób lub w określonych sytuacjach. Najniższy poziom przyzwolenia oznacza, że osoba nie jest nawet świadoma, że coś czuje lub nie wie co czuje.

Obszar dotyczący swojego Ja (self)
Związany jest z istnieniem, zarówno na podstawowym poziomie (przyzwolenie na życie), jak i w nawiązaniu do bycia zdrowym, bycia sobą (w tym także osobą określonej płci) oraz odczuwania przyjemności (a zatem życia w pełni).

Obszar dotyczący relacji z innymi
Określa przyzwolenia niezbędne do nawiązywania więzi z innymi: zaufanie, przynależność – do czegoś większego niż tylko my sami (rodzina, grupa społeczna, narodowość), bycie blisko oraz bycie dzieckiem (przyzwolenie, aby inni opiekowali się nami w razie potrzeby, a także sama uważność na swoje potrzeby).

Obszar dotyczący świata
Określa możliwość wpływu na otoczenie poprzez dorastanie i stawanie się dorosłymi, wiedzę – o tym co się dzieje oraz dostrzeganie prawdziwych znaczeń, trzeźwe myślenie i przyzwolenie na odnoszenie sukcesu.

Wewnętrzne okręgi pokazują procent, w jakim dana osoba posiada przyzwolenie (od 0% do 100%). Określenie poziomu przyzwoleń pozwala przyjrzeć się, w jakim stopniu ograniczający jest skrypt, a także wytyczyć obszary do pracy. Kiedy poziom przyzwoleń jest niski – skrypt jest bardziej restrykcyjny i ograniczający, podczas gdy przy wysokim poziomie przyzwoleń pozwala on na większą wolność.

Praca z Kołem przyzwoleń polega na określeniu, w którym momencie znajduje się klient (ocena poziomu przyzwoleń), zaplanowaniu działań oraz sprawdzeniu ponownie na Kole przyzwoleń jak wygląda sytuacja po zakończonym procesie.

Gysa Jaoui nie zdążyła opisać swojego zamysłu i Koła przyzwoleń przed śmiercią. Z tego względu koncepcja ta została opisana na łamach Transactional Analysis Journal przez Laurie Hawkes, jako niezwykle użyteczna w praktyce i warta zachowania oraz przekazania kolejnym pokoleniom analityków transakcyjnych.

Bardzo podoba mi się sposób w jaki Gysa Jaoui patrzyła na zakazy. Analiza Transakcyjna jest nurtem, który koncentruje się na możliwości rozwoju osobistego oraz zmiany ograniczających decyzji skryptowych. Warto zatem spojrzeć na siebie (i naszych klientów!) w kategoriach zasobów (przyzwolenia), które mogą w pewnych obszarach wymagać wzmocnienia, a nie tylko ograniczeń (zakazy), które mogą prowadzić do wymówek „tak już mam – to przez mój zakaz”.

Bibliografia:
Hawkes, L. (2007). The Permission Wheel. Transactional Analysis Journal, Vol 37(3), Jul 2007, 210-217.