Komunikaty wspierające rozwój: etap V i VI (6 – 18 lat)

Dzisiejszy wpis jest już trzecim z cyklu „Komunikaty wspierające rozwój”. Opisuję w nim etapy UMIEJĘTNOŚCI (6-12 rok życia) i REGENERACJI (13-18 rok życia). Dwa poprzednie artykuły omawiały cztery poprzednie etapy rozwoju:
– wprowadzenie oraz okres od 0 do 18 m-ca życia (artykuł znajdziesz tutaj: KLIKNIJ I CZYTAJ);
– okres od 1,5 roku do 6 roku życia (artykuł znajdziesz tutaj: KLIKNIJ I CZYTAJ).

Tu, podobnie jak w poprzednich artykułach, znajdziesz informacje o tym:

  • jakie przesłanki w dorosłym życiu wskazują na to, że nie zakończyliśmy pomyślnie tych etapów?
  • jakie zachowania rodziców potencjalnie wspierają rozwój zasobów u dziecka w trakcie ich trwania?
  • jakie zachowania rodziców potencjalnie ograniczają dziecko w rozwoju na tych etapach?
  • jak możemy „nadrobić” te etapy w dorosłym życiu?
  • jakie wyzwania rozwojowe stoją wówczas przed nami?

 

ETAP V: UMIEJĘTNOŚCI

Pierwszy raz doświadczany między 6 a 12 rokiem życia.

Na tym etapie dziecko rozwija nowe umiejętności i narzędzia oraz decyduje, które z nich są zgodne z jego celami. Potrzebuje eksperymentować z różnymi rozwiązaniami, a także mylić się i wyciągać wnioski z tych porażek. Pozwala mu to układać elementy układanki w całość i w końcu wykombinować dobre rozwiązanie. Jest to też etap tworzenia własnej struktury wewnętrznej – zasad i wartości. Dziecko w tym wieku ma też skłonność do kwestionowania poznanych wcześniej rozwiązań i wartości, a także do szukania odpowiedzi poza poznanym dotychczas systemem, a zatem do inspirowania się ludźmi spoza rodziny i dotychczasowego kręgu. Uczy się w ten sposób, jak inni robią różne rzeczy, co ich do tego motywuje i poszerza swoje horyzonty. Szuka swojej własnej drogi.

Kluczowe pytania:
Jak mogę zbudować stabilną, wewnętrzną strukturę, która będzie wspierać mnie i innych?
Jak mogę rozwinąć umiejętności, których potrzebuję, aby żyć w swojej kulturze?

Rozwijany stan Ja: Rodzic

Jako dorośli doświadczamy tego etapu, gdy:

  • aktualizujemy swoją tożsamość, kiedy na nowo odkrywamy siebie w jakimś aspekcie;
  • uczymy się nowych umiejętności;
  • zmieniamy kulturę, w której żyjemy;
  • jesteśmy rodzicami dziecka w wieku 6-12 lat i towarzyszymy mu w tym etapie.

Symptomy doświadczania tego etapu w dorosłości obejmują większą ilość sytuacji związanych z uczeniem się czegoś nowego lub przewartościowywaniem swoich dotychczasowych zasad i wartości. Ważne staje się zarządzanie czasem, kontakt z grupą rówieśników i presja, którą wywiera oraz relacje z osobami tej samej płci. Nasze myśli zaprząta wówczas definiowanie rzeczywistości, radzenie sobie z autorytetami, a także spieranie się  i ocenianie w odniesieniu do swoich zasad i przekonań. Istotne są również kwestie związane z kompetencjami przypisanymi do płci.

Pam Levin podaje przykład 60-letniego meżczyzny, który widzi, jak wiele ma wspólnego ze swoim synem i wnukiem, jako że wszyscy trzej uczą się właśnie czegoś nowego. Wnuczek uczy się właśnie grać w siatkówkę oraz odrabiać lekcje z kolegami, syn uczy się jak jednocześnie rozwijać się zawodowo i być ojcem, a on sam uczy się, jak być na emeryturze. Wszyscy trzej wkładają w swoją naukę wiele wysiłku, mają swoje wzloty i upadki.

 

Kiedy etap ten wymaga ponownego przejścia? Gdy w dzieciństwie nie rozwinęliśmy w wystarczającym stopniu zasobów z nim związanych. Zobacz, na ile dotyczą Cię poniższe stwierdzenia:

  • Jestem albo częścią jakiejś paczki (rodziny, grupy społecznej / wyznaniowej) albo funkcjonuję w samotności, nie ma nic pośrodku.
  • Nie rozumiem znaczenia zasad i wartości lub tego, że mogą one dawać wolność.
  • Nie chcę weryfikować swoich wartości i zasad moralnych – mam, jakie mam.
  • Mam potrzebę być królem / królową na zamku – ja decyduję o zasadach w grupie / rodzinie.
  • Ufam mądrości grupy bardziej niż swoim myślom lub intuicji – podążam za grupą, której ufam.
  • Oczekuję od siebie, że zrobię pewne rzeczy jak trzeba, mimo że nie wiem jak, nie miałem(am) okazji tego wykombinować, ani nikt mnie jeszcze tego nie nauczył.
  • Raczej nie mam zapału do uczenia się nowych rzeczy lub zwiększania swojej produktywności.

 

Przyzwolenia, które możesz dać dziecku na tym etapie, a także sobie, gdy go doświadczasz już jako dorosła osoba, obejmują wspieranie nabywania kompetencji i decydowania o tym, co jest zgodne z Twoim systemem wartości – co przyjmujesz, a czego nie:

Wspierające zachowania rodziców obejmują:

  • chwalenie dziecka za wykonywanie zadań rozwojowych, szczególnie związanych z poszukiwaniem własnej drogi do wykonania jakiegoś zadania i robienia rzeczy po swojemu oraz za logiczne myślenie i kreatywność;
  • dalsze zapewnianie bezpieczeństwa, ochrony i miłości;
  • adekwatną ocenę bezpieczeństwa środowiska, w którym porusza się dziecko, a także nauczenie go umiejętności rozwiązywania konfliktów oraz dyskutowanie o tym, kiedy warto się angażować, kiedy walczyć, a kiedy uciekać;
  • pozytywne informacje zwrotne i znaki rozpoznania związane z uczeniem się nowych umiejętności;
  • gotowość do udzielania rzetelnych informacji odnośnie ludzi, świata i seksu, a także do oferowania metod i narzędzi rozwiązywania problemów (zamiast dawania gotowych odpowiedzi i rad);
  • zachęcanie dziecka do myślenia przyczynowo-skutkowego, szczególnie w aspekcie przewidywania konsekwencji potencjalnie negatywnych decyzji i ryzykownych zachowań;
  • jasne informowanie o tym, kto i za co jest odpowiedzialny i ustanowienie nienegocjowanych zasad;
  • zapewnianie, że będą się nadal troszczyć o dziecko, nawet jeśli się z nim w jakiejś kwestii nie zgadzają;
  • zachęcanie dziecka do odpowiedzialności za swoje myśli, uczucia i działanie;
  • wspieranie rozwoju dziecka poprzez znajdowanie nauczycieli i mentorów z obszaru, którym się ono interesuje: na początku entuzjastycznych i wspierających, nieco później takich, którzy uczą umiejętności na wysokim poziomie i dbają o ich jakość, a nastolatkom takich, którzy są mentorami i raczej modelują, niż przekazują wiedzę;
  • uważne wspieranie dziecka w przechodzeniu do nastoletniego wieku, jednak bez zachęcania do zbyt szybkiego dorastania.

Niesprzyjające zachowania rodziców obejmują natomiast wymaganie perfekcyjności od dziecka oraz oczekiwanie, że się czegoś nauczy, jednak bez wsparcia, instruktażu czy określenia standardów. To także niejasne i niesprawiedliwe zasady – czasem egzekwowanie czegoś, a czasem nie. Podobnie jak zbyt sztywne i rygorystyczne zasady. Przeszkodą może być również zapełnienie grafiku dziecka po brzegi aktywnościami dodatkowymi: lekcjami, zajęciami pozalekcyjnymi tak, że nie zostaje mu już czasu na swobodne eksplorowanie. Rodzice utrudniają rozwój swojego dziecka także, gdy są nadopiekuńczy i nie wprowadzają adekwatnych do wieku dziecka obowiązków domowych, a także gdy przesadnie starają się chronić je przed najmniejszym dyskomfortem i tym samym nie pozwalają mu doświadczyć radzenia sobie z tym stanem. Równie niewspierające jest zamykanie się na dyskusję o różnorodności, różnych wartościach i zasadach. Nie chodzi tu jednak o łatwe odpuszczanie ustalonych zasad, ale raczej o gotowość na dyskusję o nich – z uwzględnianiem różnorodności oraz ich konsekwencji. Jeśli nie ma na to przestrzeni, nie ma możliwości, aby dziecko rozwinęło odpowiedzialność za swoje decyzje, emocje i czyny.

Gdy natomiast doświadczamy tego etapu jako dorośli, ważne jest, abyśmy pozwolili sobie robić rzeczy po swojemu i w zgodzie z naszym własnym kodeksem wartości. Wyzwania rozwojowe dotyczą wówczas:

  • rozwijania nowych umiejętności i uczenia się na błędach, a także umiejętności słuchania, patrzenia i eksperymentowania, aby zbierać informacje i analizować je;
  • uczenia się różnicy pomiędzy pragnieniem a potrzebą;
  • oglądania, oceny i aktualizacji zasad panujących w rodzinie: aktualnych oraz przeszłych;
  • akceptowania konsekwencji łamania zasad, bez obwiniania czy biadolenia;
  • rozwijania umiejętności niezgadzania się z innymi i jednocześnie dalszego utrzymywania relacji z nimi i przynależenia do grupy, a także rozwijania umiejętności współpracy;
  • testowania pomysłów i wartości poza swoim systemem rodzinnym i/lub kulturowym, wychodzenie poza ramy;
  • oceny, jaka jest odpowiedzialność własna oraz innych i ustanawiania adekwatnych granic, a także testowania swojej zdolności do stawiania czoła innym, szczególnie gdy występują przeciwko naszym wartościom lub nam samym;
  • identyfikacji płciowej ze swoją płcią w konstruktywny, wspierający sposób (rozwój swojej kobiecości / męskości).

 

Zachowania, które mogą pomóc konstruktywnie przejść przez ten etap w dorosłym życiu:

  • Używaj swojego stanu Ja – Rodzic Ochraniający, aby zatroszczyć się o swoje wewnętrzne dziecko.
  • Dołącz do jakiegoś klubu i zobacz, jakie panują w nim zasady.
  • W wybrany wieczór oglądaj telewizję i wychwytuj wartości i zasady, do których odnosi się program. Możesz np. porównać ilość wypitych przez główną postać drinków z ilością wypitych kubków kawy i herbaty oraz wody albo ilość przejawów agresji względem przejawów troski, itd.
  • Uporządkuj i przeorganizuj coś: szafę, garaż, przybornik z narzędziami.
  • Naucz się nowego systemu organizacji czegoś.
  • Naucz się nowej umiejętności.

Możesz skorzystać z terapii, jeśli czujesz, że potrzebujesz.

 

 

ETAP VI: REGENERACJA

Pierwszy raz doświadczany między 13 a 18 rokiem życia.

Na tym etapie dziecko integruje swoje stany Ja, ale także uczy się swojej seksualności. Doświadcza zmian w swoim ciele – nie tylko tych fizycznych, ale również związanych z poziomem energii. Rozwija swoją własną filozofię życia i szuka swojego miejsca w świecie dorosłych. Zadania rozwojowe dotyczą tu rozwijania niezależności razem ze swoim własnym systemem wartości, stopniowego emocjonalnego uniezależniania się od rodziny oraz budowania poczucia kompetencji i odpowiedzialności za swoje potrzeby, uczucia, myśli i zachowania.

Kluczowe pytania:
Jak mogę być odrębną osobą ze swoim własnym systemem wartości i jednocześnie przynależeć?
Czy to jest ok, aby być niezależnym, akceptować swoją seksualność oraz odpowiedzialność?

Rozwijany stan Ja: integrowanie wszystkich stanów Ja rozwiniętych w poprzednich etapach

Symptomy doświadczania tego etapu w dorosłości mogą obejmować potrzebę znalezienia jakiegoś miejsca odpoczynku, typu ulubiona kawiarnia. Pojawią się prawdopodobnie różnego rodzaju zmagania związane z własną seksualnością. Możemy ponownie poczuć się naiwni i niedoświadczeni seksualnie, mimo posiadanych już doświadczeń, do tego stopnia, że możemy mieć potrzebę wycofania się z życia seksualnego. Z drugiej strony możemy poczuć się ograniczeni regułami monogamicznego związku, ponieważ mamy ochotę poeksperymentować z nowymi partnerami lub w nowych sytuacjach. Pojawia się wówczas potrzeba zintegrowania swoich potrzeb seksualnych z potrzebami z pozostałych etapów rozwoju. Potrzebna jest do tego własna filozofia życia. Na tym etapie zrywamy zwykle z mentorami i podążaniem za nimi. Zamiast tego rozwijamy umiejętność życia po swojemu.

Pam Levin podaje przykład pary będącej rodzicami nastolatków, która na nowo definiuje swoją relację. Ona uważa, że przez lata była bardzo dostosowująca się i chciałaby teraz, aby on zobaczył jej potrzeby i wartości i uznał je, tak aby mogła żyć po swojemu. On natomiast chciałby, aby ona na nowo się w nim zakochała. Uważa, że jest dojrzałym, ale wciąż aktywnym i witalnym mężczyzną, pełnym energii seksualnej, którą chce wykorzystać, póki nadal ją ma.

Kiedy etap ten wymaga ponownego przejścia? Gdy w wieku nastoletnim nie rozwinęliśmy w wystarczającym stopniu zasobów z nim związanych. Zobacz, na ile dotyczą Cię poniższe stwierdzenia:

  • Jestem pochłonięty/a kwestią seksualności, ciała, ubrań, wyglądu, przyjaciół albo roli płciowej.
  • Nie jestem pewny/a swoich wartości. Jestem podatny/a na presję otoczenia.
  • Mam problem z zaczynaniem i kończeniem pracy, ról i/lub relacji.
  • Jestem nadmiernie zależny/a lub nadmierne odcięty/a od rodziny i innych osób.
  • Jestem nieodpowiedzialny/a.
  • Mam problemy z podejmowaniem się zobowiązań i dotrzymywaniem ich.
  • Definiuję siebie przez pryzmat innych. Szukam potwierdzenia tego, jaki/a jestem w innych.
  • Mylę seks z troską.
  • Mam jakiś rodzaj zamieszania wokół swojej męskości/kobiecości oraz tego, na ile można mnie kochać.

Przyzwolenia, które możesz dać dziecku na tym etapie, a także sobie, gdy go doświadczasz już jako dorosła osoba, obejmują wsparcie w budowaniu własnej tożsamości i świadomej seksualności:

Wspierające zachowania rodziców obejmują:

  • chwalenie nastolatka za wykonywanie zadań rozwojowych,
  • dalsze zapewnianie bezpieczeństwa, ochrony i miłości;
  • akceptowanie wszystkich emocji, o których mówi dziecko, w tym także rozmawianie o seksualności;
  • konfrontowanie nieakceptowalnych zachowań oraz nierozpoznań;
  • jasne zasady, w szczególności dotyczące zażywania narkotyków oraz seksu;
  • identyfikowanie sposobów, na które nastolatek stara się zindywidualizować i odseparować oraz wspieranie i wzmacnianie tych, które są konstruktywne;
  • celebrowanie dorastania i wchodzenia w dorosłość razem z nastoletnim dzieckiem;
  • zachęcanie i wspieranie rosnącej niezależności poprzez akceptację tożsamości, którą formuje nastolatek oraz aktywne wspieranie wyrażania autentyczności oraz jej dopasowania do norm społecznych – w szczególności, gdy tożsamość ta nie do końca odpowiada wizji / marzeniom / oczekiwaniom rodziców;
  • zaangażowanie się w akcje społeczne mające na celu zadbanie o bezpieczeństwo dzieci w szkole lub na osiedlu.

Niesprzyjające zachowania rodziców obejmują natomiast nieodpowiedzialne zachowania i brak troski, brak okazywania uczuć przez czuły i kochający dotyk. Ograniczające dla rozwoju są również problemy z regułami: ustanawianie zbyt sztywnych reguł, ich brak albo niespójność (w niektórych obszarach zbyt rygorystyczne, w niektóry brak), a także brak gotowości do renegocjowania w niektórych przypadkach. Relacje i rozwój psują także drwiny z seksualności, wyglądu, marzeń i fantazji, przyjaciół, zainteresowań, a także seksualne aluzje. Przeszkodę w rozwoju stanowią również porażki w konfrontowaniu destruktywnych zachowań, niezależnie od ich stopnia – może to być zażywanie narkotyków, a może ograniczanie kontaktów z rówieśnikami lub brak zainteresowań. Równie niebezpieczna jest próba utrzymania dziecka przy sobie, ograniczanie jego prób separowania się oraz nadmierne chronienie, tak aby dziecko nawet przez chwilę nie poczuło się źle, przez co nie ma możliwości doświadczania porażek i budowania umiejętności radzenia sobie z nimi.

 

Gdy doświadczamy tego etapu jako dorośli, ponownie rozwijamy swoje zasoby związane z własną tożsamością, niezależnością i seksualnością. Wyzwania rozwojowe dotyczą wówczas:

  • zbudowania jasnego rozgraniczenia od rodziców przy jednoczesnym zachowaniu relacji i więzi;
  • praktykowania niezależności, ale w taki sposób, aby prowadziła do zdrowej współzależności;
  • stopniowego rozwijania swojej tożsamości i systemu wartości odrębnej od nastoletniej, jednak z akceptacją tych nastoletnich wartości (lub też zaktualizowanie ich do bardziej adekwatnej wersji);
  • odpowiedzialności za własne potrzeby, emocje i zachowania;
  • integrowania swojej seksualności z obecną sytuacją w dorosłym życiu.

 

Zachowania, które mogą pomóc konstruktywnie przejść przez ten etap w dorosłym życiu:

  • Używaj swojego stanu Ja – Rodzic Ochraniający, aby zatroszczyć się o swoje wewnętrzne dziecko.
  • Napisz esej, zaczynający się od „To, co najbardziej chcę osiągnąć w moim życiu, to…”
  • Zrób coś, tylko dlatego, że w to wierzysz.
  • Porozmawiaj ze swoim mentorem o tym, co jest ważne dla Ciebie.
  • Zdecyduj się na nową fryzurę, ubrania, nowy wygląd.
  • Idź na film romantyczny lub sztukę o miłości albo przeczytaj opowiadanie erotyczne.
  • Zdystansuj się od osób, które Cię ranią.
  • Dołącz do grupy wsparcia.

Możesz skorzystać z terapii, jeśli czujesz, że potrzebujesz.

 

CO DALEJ?

Czy wraz z ukończeniem ostatniego etapu cyklu rozwoju kończymy jego bieg? Na szczęście nie! Zdaniem Pam Levin nasza osobowość jest już ukształtowana, jednak dodajemy nowe komponenty. Doświadczamy cyklu ponownie i mierzymy się z poszczególnymi etapami przez pryzmat nowych sytuacji i wyzwań życiowych, których doświadczamy. Dlatego tak ważne jest, aby dbać o dawanie sobie przyzwoleń także w dorosłym życiu – szczególnie tych, które dotyczą najbardziej momentu życia, w którym jesteśmy. Jest to VII etap – odtwarzanie cyklu.

Zachęcam Cię, abyś raz jeszcze przejrzał(a) trzy artykuły o cyklach życia, przeczytał(a) przyzwolenia i zobaczył(a), których z nich najbardziej potrzebujesz właśnie teraz:

Artykuł nr 1: etapy I i II

Artykuł nr 2: etapy III i IV

Artykuł nr 3: etapy V i VI – to ten 🙂

 

Pam Lewin podaje również przyzwolenia, które warto sobie dawać w trakcie odtwarzania cyklu, a zatem w całej naszej dorosłości:

  • Twoje potrzeby są ważne.
  • Możesz kochać siebie i innych w tym samym czasie.
  • Możesz być wyjątkowy/a i jednocześnie doceniać wyjątkowość innych.
  • Możesz być zarówno niezależny/a, jak i współzależny/a, a gdy tego potrzebujesz także zależny/a.
  • Możesz rozwijać swoje zaangażowanie w swój rozwój, a także oddanie swojej rodzinie, społeczności i ludzkości w oparciu o swoje zasady, ważne sprawy, role i zadania.
  • Możesz budować i weryfikować swoje oddanie wartościom i sprawom, zasadom i zadaniom.
  • Możesz być odpowiedzialny/a za swój wkład w każde ze swoich zobowiązań.
  • Możesz być kreatywny/a, kompetentny/a, produktywny/a i radosny/a.
  • Możesz zaufać swojej wewnętrznej mądrości.
  • Możesz witać się oraz żegnać z ludźmi, rolami, marzeniami i decyzjami.
  • Możesz zakończyć każdy z etapów swojej podróży i przywitać nowy.
  • Twoja miłość dojrzewa i wzrasta.
  • Jesteś warty/a miłości w każdym wieku.

Jeśli przy którymś z przyzwoleń czujesz niepewność lub masz poczucie, że trudno Ci się z nim zgodzić, warto, abyś szczególnie mu się przyjrzał(a), ponieważ może to być ważny obszar do pracy rozwojowej.

 

To już koniec serii artykułów o cyklach rozwoju Pam Levin. Jest jednak jeszcze jedno, ciekawe rozszerzenie tej koncepcji, o którym będę chciała Wam napisać niebawem. Jean Clark dodała do cyklów rozwoju etap, który można nazwać etapem 0: stawanie się (z ang. becoming). Zwraca ona uwagę na to, jak ważne są doświadczenia sprzed narodzin. To, czy dziecko było chciane i oczekiwane, czy też nie. Nastawienie przyszłych rodziców i atmosfera, w jakiej rozwijało się dziecko w łonie matki. Zdaniem Clark już na tym etapie dziecko może odbierać przyzwolenia lub może mu ich brakować. Jestem tu ostrożna w kwestii tego, jakie wnioski można wyciągać z okresu prenatalnego, jednak niewątpliwie nastawienie matki wpływa na jej hormony, a te na dziecko, czyniąc środowisko, w którym wzrasta przyjaznym, bądź wrogim. To ważny sygnał o tym, czy przygotowywać się i rozwijać do dobrego (sprzyjający świat), czy złego (wrogi świat). A przygotowywaniu się do dobrego mają sprzyjać właśnie przyzwolenia dawane rosnącemu maleństwu, jeszcze na etapie jego rozwoju w brzuchu mamy. Ale o tym już przy następnej okazji, jako że standardowo rozpisałam się ponad plan 🙂 Zacznę w końcu pisać krótsze artykuły… 😉

Bibliografia:
Clarke, J.I.(2000). A Personal View from a Parent Educator. Transactional Analysis Journal, Vol 30(3), 219-222.
Clarke, J.I.(1998). Growing up Again: Parenting Ourselves, Parenting Our Children. Center City: Hazelden.
Clarke, J.I.; Osnes, R.E. (1998). The Developmental Minithon. Transactional Analysis Journal, Vol 28(1), 71-82.
Levin, P. (1988). Becoming the way we are. Deerfield Beach: Health Communications, Inc.
Levin, P. (1988). Cycles of Power. A user’s guide to the seven seasons of life. Deerfield Beach: Health Communications, Inc.
Levin-Landheer, P. (1982). The Cycle of Development. Transactional Analysis Journal, Vol 12(2), 129-139.

Komunikaty wspierające rozwój: etap III i IV (1,5 roku – 6 lat)

Dzisiejszy wpis jest kontynuacją artykułu Komunikaty wspierające rozwój: etap I i II (0 – 18 miesiąca). Co się dzieje na kolejnych etapach rozwoju?

W tym wpisie o dwóch kolejnych etapach: MYŚLENIE (1,5 – 3 roku życia) i TOŻSAMOŚĆ (3 – 6 lat) oraz o tym:

  • jakie przesłanki w dorosłym życiu wskazują na to, że nie zakończyliśmy pomyślnie tych etapów?
  • jakie zachowania rodziców potencjalnie wspierają rozwój zasobów u dziecka?
  • jakie zachowania rodziców potencjalnie ograniczają dziecko?
  • jak możemy „nadrobić” te etapy w dorosłym życiu?
  • jakie wyzwania rozwojowe stoją wówczas przed nami?

 

ETAP III: MYŚLENIE

Pierwszy raz doświadczany od 1,5 do 3 roku życia.

Na tym etapie dziecko testuje rzeczywistość oraz granice, także w relacjach z innymi. Zaczyna zaznaczać swoją niezależność i indywidualizm oraz podkreślać swoją wyjątkowość. Może przy tym wyrażać niezadowolenie oraz sprzeciw. Zaczyna wyjątkowo chętnie używać „nie” i „nie chcę”. Podkreśla też mocno, co jest jego („To moje!”) i chce to oddzielić od własności innych. Rozwija niezależne myślenie stawiając innym granice, zaczyna wyrażać złość i inne emocje. Odkrywa także swoje granice. Uczy się myśleć, aby rozwiązywać problemy przyczynowo-skutkowe, a także uczy się oddalać od rodziców, jednocześnie nie tracąc ich miłości.

 

Kluczowe pytanie: Czy to dla mnie dobre, abym uczył(a) się samodzielnie myśleć?

Rozwijany stan Ja: Dorosły.

 

Jako dorośli doświadczamy tego etapu, gdy:

  • zrywamy jakąś zależnościową relację (z partnerem/partnerką, mentorem, przyjacielem);
  • uczymy się czegoś nowego;
  • rozwijamy nową pozycję lub zajmujemy stanowisko w jakiejś kwestii;
  • zmieniamy warunki umowy;
  • jesteśmy rodzicami małego dziecka.

 

Symptomy doświadczania tego etapu w dorosłości obejmują intensywniejsze doświadczanie negatywnego nastawienia, ambiwalentnych emocji, w tym szczególnie złości. Bardzo często czujemy się „generalnie źli” i trudno nam nawet wskazać powód tej złości. Często pojawiają się rozważania wokół tego, jak ważni jesteśmy, a także wokół limitów dotyczących nas samych i innych. Jesteśmy zajęci także analizą naszego wpływu i ustaleniem, jaką mamy kontrolę nad sytuacją. Odżywają tematy związane z wyodrębnianiem się, odpowiedzialnością, myśleniem, ale także z oporem, przekorą, uporem, zapominalstwem, prokrastynacją i chciwością. Pojawiają się sny związane z utknięciem gdzieś.

Pam Levin podaje przykład 28-letniego pracownika IT, który pracuje dla swojej firmy odkąd skończył studia. Uważał, że jego praca była dla niego idealna, ale poczuł, że przyszedł moment, w którym nie może już dłużej zostać w firmie. Uznał, że nie ma w niej przestrzeni dla niego. Korporacyjne zasady, tradycja i sposób działania ograniczały go. Miał poczucie, że porasta pajęczyną. Zaczął wówczas myśleć o tym, aby założyć swój biznes.

 

Kiedy etap ten wymaga ponownego przejścia? Gdy w toku wczesnego dzieciństwa nie rozwinęliśmy w wystarczającym stopniu zasobów z nim związanych. Zobacz, na ile dotyczą Cię poniższe stwierdzenia:

  • Często buntuję się w nieodpowiedni sposób – wszczynam kłótnie, złoszczę się, mam pretensje.
  • Przede wszystkim chcę mieć rację, mniejsza o sukces.
  • Terroryzuję innych i używam złości, która przykrywa u mnie smutek lub lęk.
  • Chcę, aby świat kręcił się wokół mnie.
  • Często czuję złość na siebie lub innych, ale wyrażam ją nie wprost, raczej przez zachowania.
  • Podejmuję decyzję (tak / nie) zanim pomyślę.
  • Obawiam się odmawiać, pozwalam innym podejmować decyzje.

 

Przyzwolenia, które możesz dać dziecku na tym etapie, a także sobie, gdy go doświadczasz już jako dorosła osoba, obejmują wspieranie procesu separacji:

Kiedy wspieramy dziecko na tym etapie rozwoju, ważne jest, aby czuło, że może być odrębną jednostką i ustanawiać swoje granice, a jednocześnie nadal być blisko i otrzymywać miłość oraz akceptację. Wspierające zachowania rodziców obejmują:

  • chwalenie dziecka za wykonywanie zadań rozwojowych, szczególnie wymagających myślenia, a także zapewnianie stymulującego środowiska oraz wyjaśnianie, dlaczego coś się dzieje, dostarczanie informacji;
  • wspieranie w przechodzeniu z jednej aktywności do drugiej;
  • dalsze zapewnianie bezpieczeństwa, ochrony, miłości i przytulasów;
  • ustanowienie rozsądnych granic, szczególnie dotyczących bezpieczeństwa, w tym nauczenie dziecka podstawowych zwrotów związanych z nim („nie”, „chodź”);
  • akceptowanie ekspresji emocji dziecka – tych miłych, jak i „niemiłych” w odbiorze oraz zachęcanie do myślenia o emocjach swoich i innych osób, nazywanie emocji;
  • nauka wyrażania „trudnych” emocji w akceptowalny sposób (np. co zamiast bicia, gryzienia);
  • stabilna postawa względem wybuchów czy napadów złości dziecka – bez ustępowania, ale także bez nadużywania swojej siły względem dziecka.

Niesprzyjające zachowania rodziców obejmują natomiast stosowanie zbyt wielu zakazów, w stosunku do przyzwoleń („nie wolno, tego też nie!”), próba wychowania uległego, „grzecznego” dziecka, aby wyglądać na „dobrego rodzica”; brak ustanowienia rozsądnych granic lub oczekiwań względem dziecka albo ustawienie ich zbyt wysoko; zawstydzanie dziecka, zmuszanie, aby bawiło się z innymi dziećmi, gdy jeszcze nie nauczyło się, jak to jest przebywać z nimi.

 

Gdy natomiast doświadczamy tego etapu jako dorośli, ważne, abyśmy pozwolili sobie na sprawdzanie naszych granic i ograniczeń – naciskanie i testowanie, aby określić co jest „nasze”, a co nie. Wyzwania rozwojowe dotyczą wówczas:

  • wzmacniania swojej zdolności do samodzielnego myślenia;
  • testowania rzeczywistości, granic i stawiania granic innym w bezpieczny, konstruktywny sposób;
  • rozwijania umiejętności rozwiązywania problemów, szczególnie poprzez używanie myślenia przyczynowo-skutkowego;
  • rozwijania umiejętności podążania za wskazówkami i poleceniami, bez pokazywania nadmiernej uległości (stan Ja – Dziecko przystosowane) lub buntu (stan Ja – Dziecko zbuntowane);
  • adekwatnego wyrażania emocji, szczególnie złości;
  • uważnej oceny swoich relacji i zakończenia lub zmiany charakteru niektórych z nich, w tym szczególnie zastąpienia zachowań zależnościowych poleganiem na sobie;
  • porzucenia wczesnodziecięcej fantazji o byciu pępkiem świata i praca nad stabilną samooceną.

 

Zachowania, które mogą pomóc konstruktywnie przejść przez ten etap w dorosłym życiu:

  • Używaj swojego stanu Ja – Rodzic Ochraniający, aby zatroszczyć się o swoje wewnętrzne dziecko.
  • Zrób listę „NIE” – listę spraw ważnych dla Ciebie, o które chcesz zadbać i w których chcesz postawić komuś granicę.
  • Wykonaj jakieś nowe zadanie zgodnie z instrukcją i poproś inne osoby, aby oceniły, jak Ci poszło.
  • Pracuj nad swoją pamięcią – poznaj techniki, które ją wspierają (przeczytaj książkę, idź na warsztat) i przetestuj je: wybierz 7 ważnych dla Ciebie rzeczy i regularnie sprawdzaj, czy o nich pamiętasz.
    Możesz skorzystać z terapii, jeśli czujesz, że potrzebujesz.

 

ETAP IV: TOŻSAMOŚĆ

Pierwszy raz doświadczany od 3 do 6 roku życia.

Na tym etapie dziecko uczy się rozpoznawać i rozwijać swoją tożsamość: kim jest, jakiej płci jest. Eksperymentuje też z władzą – sprawdza, jaką ma moc. Testuje konsekwencje swojego zachowania i bada swój wpływ na innych. Uczy się też odróżniać fantazję od rzeczywistości.

 

Kluczowe pytanie: Czy to dla mnie dobre, abym był(a) tym, kim jestem z moimi wyjątkowymi zdolnościami? Czy to jest ok, abym odkrywał(a), kim są inni i uczył(a) się konsekwencji swoich zachowań?

Rozwijany stan Ja: Dziecko Ponadnaturalne – to określenie Pam Levin, którym zastępuje negatywny aspekt Rodzica w Dziecku (RDz) matki / ojca – wiedźmę, ogra, trolla (który formułuje także Rodzica w Dziecku danej osoby), ponieważ nie ma on tak patologicznego wymiaru.

 

Jako dorośli doświadczamy tego etapu, gdy:

  • renegocjujemy jakiś kontrakt społeczny;
  • wchodzimy w nową dla siebie rolę;
  • poszukujemy nowej relacji z rodziną, pracą lub naszą kulturą;
  • opiekujemy się przedszkolnym dzieckiem.

 

Symptomy doświadczania tego etapu w dorosłości mogą obejmować zafascynowanie możliwością wpływania na innych, ale także rozważania odnośnie swojej tożsamości („Nie wiem już, kim jestem”), także płciowej. Pojawiają się rozważania o tym, co to znaczy być kobietą / mężczyzną. Możemy podejmować jakieś działania tylko po to, aby zobaczyć, jak się sprawy potoczą – aby testować. Może to się wiązać z przeorganizowaniem całego życia, aby zyskać czas, na takie eksperymenty. Mogą pojawić się też takie zachowania, jak wzniecanie kłótni, powtarzanie fałszywych plotek lub chęć, aby coś ukraść w sklepie.

Pam Levin podaje przykład pięćdziesięcioletniej pielęgniarki, która dotychczas była skoncentrowana na wspieraniu swoich dzieci. Gdy te dorosły, a czas emerytury zaczął się zbliżać, zaczęła ona coraz częściej zastanawiać się kim jest poza supermamą. W efekcie tych rozważań zdecydowała się sprzedać dom i poczuła ulgę po pozbyciu się gromadzonych przez 30-lat rzeczy, które sama określiła jako rupiecie.

 

Kiedy etap ten wymaga ponownego przejścia? Gdy w toku dzieciństwa nie rozwinęliśmy w wystarczającym stopniu zasobów z nim związanych. Zobacz, na ile dotyczą Cię poniższe stwierdzenia:

  • Uważam, że muszę wychodzić z pozycji siły albo też obawiam się lub niechętnie używam swojej siły.
  • Mam poczucie niejasności, nieadekwatności odnośnie siebie.
  • Odczuwam pewną niejasność odnośnie swojej tożsamości – potrzebuję definiować siebie przez pryzmat swojej pracy lub swojego związku.
  • Nieustannie gonię za osiągnięciami.
  • Często decyduję się na nietypowe, udziwnione ubrania lub zachowanie.
  • Często porównuję siebie do innych i potrzebuję mieć pewność, że jestem lepszy/a.
  • Chcę lub oczekuję magicznych rozwiązań lub efektów – ma tak być i już.

 

Przyzwolenia, które możesz dać dziecku na tym etapie, a także sobie, gdy go doświadczasz już jako dorosła osoba, obejmują akceptację odkrywania i wyrażania siebie, a także zapewnienie, że można być równocześnie silną osobą i mieć potrzeby:

Kiedy wspieramy dziecko na tym etapie rozwoju, ważne jest, aby wspierać je w odkrywaniu siebie i swojej tożsamości, a także konsekwencji własnych działań. Wspierające zachowania rodziców obejmują:

  • chwalenie dziecka za wykonywanie zadań rozwojowych,
  • dalsze zapewnianie wsparcia, ochrony i miłości,
  • wspieranie dziecka w eksplorowaniu świata – ludzi, rzeczy, emocji, idei;
  • wspierające komunikaty odnośnie płci dziecka, a przy tym budowanie pozytywnego obrazu obu płci;
  • zachęcanie dziecka do wyrażania emocji oraz do integrowania emocji i myślenia;
  • dostarczanie informacji o środowisku i otoczeniu dziecka, a także wyjaśnianie ew. nieporozumień, niejasności; odpowiadanie na pytania i dostarczanie informacji;
  • pokazywanie konsekwencji zachowania: zarówno pozytywnych, jak i negatywnych; wskazywanie odpowiedzialności poszczególnych osób za swoje działania; chwalenie za adekwatne zachowania;
  • zachęcanie dziecka do eksplorowania świata fantazji i jednocześnie uczenie oddzielania go od rzeczywistości;
  • dostarczanie opartych na faktach i adekwatnych do wieku dziecka odpowiedzi na pytania o naturę ludzkiego ciała, różnic między chłopcami i dziewczynkami – bez zawstydzania, pomijania tematu, czy też sugerowania, że jest to „zły temat”;
  • zadbanie o obecność w otoczeniu wspierających osób, które pomogą im zadbać o siebie;
  • rozwiązanie własnych problemów z identyfikacją / tożsamością, jeśli występują.

 

Niesprzyjające zachowania rodziców obejmują natomiast droczenie się z dzieckiem i dokuczanie mu, niestałość i niekonsekwencję postawy i zachowań; brak oczekiwań, aby dziecko samodzielnie myślało; niechęć do odpowiadania na pytania dziecka; wyśmiewanie się z odgrywania ról czy fantazji dziecka lub odpowiadanie na fantazje dziecka tak, jakby były realne w rzeczywistym świecie; używanie fantazji, aby zastraszyć lub zawstydzić dziecko; wdawanie się w osądy lub kłótnie odnośnie tego, kto ma rację, co jest lepsze / gorsze; ignorowanie.

 

Gdy doświadczamy tego etapu jako dorośli, ważne jest, abyśmy odnaleźli się w swoich rolach i świadomie zdecydowali, na ile nam one pasują, a na ile nie. Wyzwania rozwojowe dotyczą wówczas:

  • Odseparowania się od innych.
  • Zaktualizowania informacji odnośnie świata, siebie, ciała i ról płciowych.
  • Wybierania działań ze świadomością, że wszystkie wybory mają swoje konsekwencje – pozytywne, negatywne lub dwojakie.
  • Uczenia się adekwatnych zachowań w nowej roli lub sytuacji.
  • Uczenia się oddzielania fantazji od rzeczywistości.
  • Przeglądu swoich przekonań (ideologicznych, kulturowych), aby zaktualizować te, które bazują na archaicznych przekazach, nieadekwatnych w obecnych czasach.
  • Uczenia się adekwatnej oceny swojego wpływu na sytuację (na co mam, a na co nie mam wpływu), aby wzmacniać zarówno siebie, jak i innych.

 

Zachowania, które mogą pomóc konstruktywnie przejść przez ten etap w dorosłym życiu:

  • Używaj swojego stanu Ja – Rodzic Ochraniający, aby zatroszczyć się o swoje wewnętrzne dziecko.
  • Zrób listę 10 rzeczy, które chcesz zrobić.
  • Zorganizuj lub wybierz się na przyjęcie kostiumowe.
  • Dołącz do męskiej / kobiecej grupy (zgodnie ze swoją płcią) – pomyśl i porozmawiaj o koncepcjach związanych z rolami płciowymi.
  • Dowiedz się nieco o innych opcjach zawodowych i ścieżkach kariery.
  • Napisz historię, która zaczyna się od „W moim następnym życiu, będę…”
  • Poczytaj o tym, jakie zachowania są adekwatne w zupełnie innej kulturze.
    Warto rozważyć także psychoterapię, jeśli czujesz, że potrzebujesz.

Zerknij też na pozostałe artykuły, w których omówione zostały następujące etapy:
– BYCIE i ROBIENIE (od 0 do 18 miesiąca): artykuł Komunikaty wspierające rozwój: etap I i II (narodziny – 1,5 roku)
– UMIEJĘTNOŚCI i REGENERACJA (od 6 do 18 roku życia) i RECYKLINK (18+): artykuł 
Komunikaty wspierające rozwój: etap V i VI (6 – 18 lat)

A tym, których interesuje temat, lubią filmiki oraz nie mają problemu z angielskim niezmiennie polecam ciekawe opracowanie nt. tej koncepcji – w 20 krótkich, powiązanych ze sobą filmikach:
https://www.youtube.com/playlist?list=PL1pKfirJFCW0zb6kXHkTN2XNhDamWyUQb

Bibliografia:
Clarke, J.I.(2000). A Personal View from a Parent Educator. Transactional Analysis Journal, Vol 30(3), 219-222.
Clarke, J.I.(1998). Growing up Again: Parenting Ourselves, Parenting Our Children. Center City: Hazelden.
Clarke, J.I.; Osnes, R.E. (1998). The Developmental Minithon. Transactional Analysis Journal, Vol 28(1), 71-82.
Levin, P. (1988). Becoming the way we are. Deerfield Beach: Health Communications, Inc.
Levin, P. (1988). Cycles of Power. A user’s guide to the seven seasons of life. Deerfield Beach: Health Communications, Inc.
Levin-Landheer, P. (1982). The Cycle of Development. Transactional Analysis Journal, Vol 12(2), 129-139.

Na przekór zakazom, czyli o „przekornej decyzji”

Niezależnie od tego, czy Twoje dzieciństwo upływało w szczęściu i dobrobycie, czy też raczej w trudnych warunkach – wychowywali Cię ludzie, ze swoimi wadami i zaletami. Prawdopodobnie Twoi rodzice zrobili wszystko, co mogli, aby zadbać o Ciebie najlepiej jak potrafili. Mimo to każdy z nas otrzymał od rodziców i innych ważnych w dzieciństwie osób, również tzw. komunikaty zakazujące – negatywne komunikaty, które ograniczają nas w jakiś sposób już w dorosłym życiu.

Komunikaty zakazujące najczęściej pochodziły od rodziców, jako kluczowych dla nas figur w dzieciństwie. Mogły to być konkretne słowa, ale często były wyrażone bez słów. Przykładowo osoby, które były wychowywane w tzw. „zimnym” domu, gdzie nie wyrażało się emocji, a najwyższą wartością była niezależność i samodzielność, w najlepszej wierze mogą w ten sam sposób wychowywać swoje dzieci – z nadzieją, że wyrosną na samodzielnych, samowystarczalnych ludzi. Przekazują tym samym jednak komunikaty zakazujące „nie czuj” („emocje są złe, są słabością”), „nie bądź dzieckiem” („zachowuj się dojrzale”). Mogą to robić wprost, tj. mówić o tym przy różnych okazjach, ale też bez słów, po prostu patrząc znacząco na zapłakane dziecko lub też odchodząc, gdy prezentuje nieakceptowane zachowania („zostawiam Cię do czasu, aż się nie uspokoisz”). W każdym z tych przypadków dziecko otrzymuje jasny sygnał, aby nie okazywać emocji, ponieważ budzi to dezaprobatę rodziców.

Znasz może ze swojego domu rodzinnego takie sytuacje, w których jasne było, że jakieś zachowanie nie było mile widziane, choć wprost się o tym nie mówiło. To było raczej to westchnięcie mamy, ostrzejsze spojrzenie taty, a może odesłanie Cię do pokoju bez komentarza – to także silne komunikaty, które odbieraliśmy jako dzieci, choć nie były wyrażone wprost słowami.

 

Wszyscy jesteśmy ludźmi…

Tak, wszyscy otrzymaliśmy komunikaty zakazujące. Jeśli myślisz sobie teraz: „pamiętam moich rodziców, jako wspaniałych i wspierających mnie w dzieciństwie, nic z tych rzeczy nie miało miejsca” to masz rację i mylisz się zarazem. Oczywiście, że Twoi rodzice mogli być dla Ciebie wspaniali, tak jak i Ty dla swojego dziecka. Nie zmienia to jednak faktu, że wszyscy jesteśmy ludźmi – mamy swoje zakazy i przekazujemy je także swoim dzieciom, często w najlepszej wierze, a czasem po prostu dlatego, że mamy swoje obszary do rozwoju i nawet nie mamy świadomości, że w jakiś sposób ograniczamy wówczas dzieci.

Zanim zatem pobiegniesz składać zażalenie do rodziców, zatrzymaj się proszę i obejrzyj szerszy kontekst – oni również byli wychowywani w pewien sposób, również doświadczyli komunikatów zakazujących w swoich domach rodzinnych i możliwe, że w dorosłym życiu działają pod ich wpływem. Zachęcam Cię w związku z tym raczej do obejrzenia, co zdecydowałeś/aś się zrobić z tymi komunikatami i co możesz zrobić teraz, aby nieco wyzwolić się spod ich wpływu.

 

Dwie drogi: desperacja lub… przekora

W analizie transakcyjnej mówimy o zakazach – ograniczających przekonaniach, które przyswoiliśmy w jeszcze w dzieciństwie, a które aktywnie wpływają na całe nasze życie. Kiedy przyjmujemy zakaz, co odbywa się we wczesnym dzieciństwie na nieświadomym poziomie, zaczynamy działać w zgodzie z nim. Przykładowo, jeśli ktoś przyjmie zakaz „nie bądź blisko”, to nieświadomie tak prowadzi swoje życie, aby nie nawiązywać bliskich relacji, a kiedy już ma to miejsce to opuszcza je za każdym razem pod jakimś pretekstem lub prowokuje sytuacje, w których druga strona odchodzi.

John McNeel, wspaniały analityk transakcyjny, w swoim zachwycającym materiale odnośnie zakazów zwraca uwagę na jeszcze jedną opcję, o której rzadko wspomina się w klasycznej literaturze. Pisze on o tym, że kiedy przyjmujemy zakaz, mamy dwie drogi: możemy go przyjąć, co nazywa „desperacką decyzją”, ale też możemy się mu sprzeciwić, co nazywa „przekorną decyzją”.

Kiedy rodzice na nieświadomym poziomie przekazują dziecku zakaz „nie bądź ważny”, przykładowo pracując całymi dniami i nieustannie odganiając dziecko, jak natrętną muchę („nie teraz, idź się pobaw w swoim pokoju, rodzice potrzebują spokoju”), może ono zacząć tak właśnie się czuć (desperacka decyzja: „nie jestem ważny/a”), ale może też zareagować buntem (przekorna decyzja: „a właśnie, że będę!”).

 

A właśnie, że będę!

Co innego cieszyć się życiem, a co innego żyć tak, aby wycisnąć z niego jak najwięcej. Podobnie jak czym innym jest przekonanie o własnej wartości i ważności, a czymś innym silne dążenie do podkreślania swojej ważności i nieustannego zajmowania odpowiednio wysokich i eksponowanych stanowisk. Nie ma nic złego w intensywnym życiu czy też eksponowanych stanowiskach, chodzi raczej o to, co nas motywuje do danego rodzaju zachowania. Paradoksalnie bowiem, może to być właśnie zakaz, który otrzymaliśmy i częściowo przyjęliśmy, ale nie wprost („desperacka decyzja”: „dobrze, tak będzie”), a właśnie w kontrze („przekorna decyzja”: „zobaczysz, że będzie dokładnie na odwrót!”). Nadal jednak zakaz ten jest aktywny, ponieważ nie działamy z dostępem do zasobów, a w przekorze. Nadal czujemy pewnego rodzaju przymus do działania w nastawieniu „a właśnie, że będę!”. Finalnie jesteśmy pod wpływem zakazu. Nie działamy swobodnie, ale musimy coś udowadniać, w ciągłym napięciu, aby osiągnąć swoje założenie.

Pomyśl o zakazie „nie czuj radości”. Może się zdarzyć m.in. w rodzinach, w których radość jest traktowana jako niestosowna: „nie ma z czego się cieszyć, zaraz pewnie zdarzy się coś złego” lub „jak możesz się tak cieszyć, kiedy tata / siostra / babcia choruje” (np. w przypadku przewlekłych chorób i trudnych doświadczeń związanych z długim odchodzeniem członka rodziny). Jeśli dziecko przyjmie zakaz wprost („desperacka decyzja”) będzie żyło z przekonaniem, że życie jest puste, nie ma w nim miejsca na radość. Jeśli jednak przyjmie zakaz buntując się przeciwko niemu („przekorna decyzja”), będzie żyło z przekonaniem: „mój świat będzie taki radosny!” i będzie dążyło do kolekcjonowania radości, chciwie wyszukując wszystkich wydarzeń i okazji, aby się pobawić i pośmiać, czasem wręcz nadmiarowo.

Wspominałam w treści artykułu o zakazie „nie bądź ważny” i o tym, w jakich warunkach może powstawać. Gdy dziecko przyjmie go wprost („desperacja decyzja”) może myśleć o sobie: „jestem nikim” i jako dorosła osoba zachowywać się tak, aby zwracać na siebie jak najmniej uwagi. Gdy jednak dziecko przyjmie go nie wprost, buntując się przeciwko zakazowi („przekorna decyzja”), może już jako dorosła osoba być dominująca, ekspansywna, silnie rywalizacyjna, aby udowadniać na każdym kroku jak jest ważna.

„Desperacka decyzja” i „przekorna decyzja” są jak dwie przeciwległe strony. Balans jest jednak gdzieś pośrodku. Gdy ktoś nie ma zakazu „nie bądź ważny”, po prostu zna swoją wartość i ma w sobie tę siłę stabilności – ani nie wycofuje się nadmiernie i nie umniejsza, ani też nie ma potrzeby za wszelką cenę dążyć do zajmowania eksponowanych stanowisk i udowadniania swojej wartości. Gdy ktoś nie ma zakazu „nie czuj radości”, po prostu cieszy się adekwatnie z tego, co dobrego przynosi życie – ani nie unika tej emocji, ani też nie szuka jej nieustannie, w nadmiarowy sposób.

Właśnie w tym nadmiarze jest klucz. Jeśli zauważasz pewnego rodzaju nadmiarowość w jakimś aspekcie swojego zachowania, warto pooglądać, czy pod spodem nie kryje się jednak głęboko zakorzeniony sprzeciw – działanie przeciwko zakazowi.

McNeel zauważa, że „przekorna decyzja” jest nieco bliżej zdrowia, niż „desperacka”. Pozwala nam bowiem korzystać ze swoich zasobów np. do cieszenia się i bycia ważnym/ą. Niestety nadal nie jest to pożądane optimum, ponieważ jesteśmy wtedy nakręceni do poszukiwania jakiegoś rodzaju aktywności czy doświadczania. Warto zatem uważnie obejrzeć swoje zakazy, rozpoznać, które z nich dotyczą nas wprost, a wobec których działamy przekornie.

 

Zobacz, jak to wygląda u Ciebie!

Pomocą w tym jest materiał do autodiagnozy opracowany przez Johna i Penny McNeelów. Wymieniają w nim 23 zakazy i wskazują przekonania, które pojawiają się, gdy je przyjmujemy wprost („desperacka decyzja”) oraz kiedy stajemy przeciwko nim („przekorna decyzja”). Wskazują także, co warto rozwinąć, aby uzyskać dostęp do zasobów blokowanych przez zakaz. Podają przy tym zarówno nad jakim nowym przekonaniem pracować, jak i wskazują proces, który jest potrzebny do tego, aby się ono ugruntowało. To cenny materiał, który długo studiowałam, aby dobrze go zrozumieć.

Mam nadzieję, że ucieszy Was fakt, że polska wersja tego obszernego i fascynującego materiału będzie niebawem dostępna, oczywiście za zgodą Johna (warto jeździć na międzynarodowe konferencje!). Jeśli nie chcecie jej przeoczyć – zapiszcie się do newslettera w formularzu pod artykułem (na dole strony). Na przełomie lipca / sierpnia ruszam w końcu z listami o AT, a w pierwszym z nich będzie właśnie do pobrania materiał do autodiagnozy „Komunikaty zakazujące i Twoje życie”.

 

Bibliografia
McNeel, J., McNeel, P. Injunctive messages and your life. materiał nieopublikowany
McNeel, J. (2010). Understanding the Power of Injunctive Messages and How They Are Resolved in Redecision Therapy. Transactional Analysis Journal, Vol 40(2), 159-169.

Twoja rola w grupie a pozycja życiowa

Jaką rolę zwykle przyjmujesz w grupie? Angażujesz się w osiągnięcie wspólnego celu, a może stoisz nieco na uboczu albo jesteś w opozycji do głównego nurtu? Może w ogóle nie lubisz grup, bo masz poczucie, że znowu nie wypracujecie niczego wartościowego, ale jednocześnie uważasz, że nie ma sensu się wypowiadać, bo i tak niczego to nie zmieni? Okazuje się, że rola, którą najczęściej przyjmujemy w grupie, wiele mówi o naszej pozycji życiowej. Ten niezwykle ciekawy wniosek przedstawiła na swoim szkoleniu z „Przywództwa i odporności w ujęciu Analizy Transakcyjnej” Rosemary Napper – doświadczona, certyfikowana nauczycielka analizy transakcyjnej, która gościła niedawno w Polsce.

Zapraszam Cię zatem do uważnego spojrzenia w głąb siebie i zdecydowania, czy w grupie jesteś najczęściej uczestnikiem, pasażerem, opozycjonistą czy też więźniem, a także do obejrzenia, co Twoja rola mówi o Twojej pozycji życiowej.

 

Uczestnik

Kiedy aktywnie uczestniczysz w tym, co jest wypracowywane przez grupę z szacunkiem dla siebie oraz dla innych członków grupy, przedstawiasz swoje zdanie, ale też słuchasz innych. Nie wycofujesz się, ani też nie narzucasz swojej racji, a raczej nastawiasz się na wspólne wypracowanie czegoś dobrego dla grupy. Dbasz przy tym o konstruktywne wyrażenie swojego zdania. Jest jednak wyraźna różnica w przedstawianiu swojego zdania i w narzucaniu go. U podstaw pozycji uczestnika leży wzajemny szacunek: do swoich racji, potrzeb, kompetencji, jak i do racji, potrzeb i kompetencji pozostałych uczestników.

Kiedy w ten sposób uczestniczysz, jesteś w pozycji „Ja jestem OK – Ty jesteś OK”. Jest to pozycja życiowa, w której dostrzegasz swoje zasoby i potrzeby oraz dbasz o nie adekwatnie, podobnie jak dostrzegasz zasoby i potrzeby drugiej strony i akceptujesz prawo innych do zadbania o siebie. Szukasz wówczas, wspólnie z innymi uczestnikami grupy, dobrego rozwiązania. To właśnie jest kwintesencja zaangażowania w pracę grupy z pozycji OK-OK. Jeśli generalnie masz takie doświadczenia z obecności w różnych grupach (nie tylko zawodowych, ale także prywatnych), to prawdopodobnie często jesteś w pozycji „Ja jestem OK – Ty jesteś OK”.

 

Pasażer

Kiedy biernie patrzysz na to, co grupa wypracuje, jesteś w roli pasażera. Można by powiedzieć, że pasażera „na gapę”, bo korzystasz z tego, co wypracowali inni, bez wnoszenia swojego wkładu. Kiedy funkcjonujesz w grupie w roli pasażera, rzadko zabierasz głos, biernie słuchasz, może nawet zajmujesz się przeglądaniem telefonu, czy snuciem planów na inny czas. Wewnętrznie czujesz, że nie ma sensu się wypowiadać – w końcu inni coś wypracują i Ty się do tego ustosunkujesz (albo i nie, jeszcze zobaczysz, może po prostu przytakniesz, żeby mieć to z głowy).

Jest to związane z pozycją życiową „Ja nie jestem OK – Ty jesteś OK”. Dlaczego? Ponieważ powstrzymujesz się w jakimś stopniu od zabrania głosu, zadbania o swoje potrzeby i skorzystania ze swoich zasobów, oddając decyzyjność innym i niejako bezwolnie za nimi podążając. Nawet jeśli finalnie nie decydujesz się przyjąć rozwiązania wypracowanego przez grupę, przez brak aktywnego uczestniczenia stawiasz się na gorszej pozycji, wyłączasz się z procesu podejmowania decyzji, być może czując przy tym, że Twoje zdanie i tak nie zostałoby wzięte pod uwagę. Jeśli często obserwujesz siebie w roli pasażera w różnych grupach (w pracy, ale także w gronie znajomych), prawdopodobnie często jesteś w pozycji „Ja nie jestem OK – Ty jesteś OK”.

 

Opozycjonista

Kiedy włączasz tryb opozycjonisty, często kwestionujesz poglądy innych. W końcu masz świetną propozycję i inni powinni ją uwzględnić, musisz tylko udowodnić, że inne pomysły nie są tak dobre. Być może masz pełne przekonanie do swojego pomysłu i nie ma w tym niczego złego. Jeśli jednak w ślad za tym idzie przekonanie, że wiesz lepiej i cicha (albo i wyraźnie zaznaczona) chęć bycia w opozycji do przedstawianego pomysłu – nie jest to pozycja OK-OK. Nie musi to przejawiać się otwartym konfliktem i przekrzykiwaniem, równie dobrze może to być gra w „tak, ale (i tu wstaw kontrpropozycję)” lub lubiane w kręgach „rozwojowców” unikających „ale” – „tak, jednocześnie”. Efekt jest ten sam: kwestionowanie zdania innych.

Jest to związane z pozycją życiową „Ja jestem OK – Ty nie jesteś OK”. Dlaczego? Ponieważ unieważniasz innych i ich potrzeby, zakładając, że Twoje zdanie jest najlepsze. Nie ma w tym jednak realnej dyskusji, nawet jeśli zdajesz się do niej zapraszać, ponieważ głęboko pod spodem kryje się potrzeba wykazania, że inni nie mają racji i wygrania „dyskusji” albo przynajmniej wypunktowania błędów innych. Jeśli jest to znana Ci postawa, możesz także czuć gdzieś głęboko w środku, że irytują Cię ludzie zdobywający w grupie większą popularność i możesz mieć w związku z tym ochotę punktować ich pomyłki, czy też podkreślać, że nie do końca wszystko wzięli pod uwagę, dla samej satysfakcji wykazania tego.

 

Więzień

Kiedy czujesz się więźniem grupy, masz poczucie, że to co robicie nie ma sensu i jednocześnie niczego nie da się z tym zrobić. Nie chcesz się angażować, ale też nie czujesz przestrzeni na to, aby opuścić daną grupę. Tkwisz więc w rosnącym poczuciu krzywdy i beznadziei. Może czasem marudzisz, ale raczej nie podejmujesz żadnych działań, aby coś zmienić. Może temu towarzyszyć poczucie, że się nie da, inni znowu będą wszystko utrudniać, albo będą przeciwko Tobie, więc to generalnie nie ma sensu.

Jest to związane z pozycją życiową „Ja nie jestem OK – Ty nie jesteś OK”. Dlaczego? Ponieważ nie widzisz możliwości rozwiązania problemu ani w sobie, ani w innych. Zakładasz u siebie brak zdolności do zainicjowania zmiany czy zadbania o swoje potrzeby, a jednocześnie innych członków grupy postrzegasz jako niewspierających, niezdolnych do zmiany lub może nawet wrogich. Może przy tym towarzyszyć Ci poczucie beznadziei („nie mam siły, tu niczego nie da się zrobić, nikt nie chce słuchać”), a nawet frustracji („nie ma sensu z nimi rozmawiać, niczego nie rozumieją”) czy wręcz wrogości („niczego nie mogę zrobić, wszyscy są przeciwko mnie”).

 

Gdzie w tym wszystkim jesteś Ty?

Może pomyślisz sobie: „Ok, ostatnio nie chciało mi się rozmawiać ze znajomymi o wspólnym wyjeździe. Czy to znaczy, że jestem generalnie w pozycji życiowej nie-OK?” Nie, zdecydowanie nie chodzi o wyciąganie wniosków z jednostkowej sytuacji. Znasz siebie jednak na tyle, aby wiedzieć, jaką rolę wybierasz najczęściej. Zachęcam Cię tu do uważnej obserwacji i… uczciwości. Pewnie wszyscy chętnie widzielibyśmy siebie w grupie aktywnych uczestników. Obserwacja pracy grupowej pokazuje jednak zwykle coś innego. Przebywanie w grupie to świetna okazja do pooglądania, co też uruchamia się u nas na głębszych poziomach. Pomyśl zatem szczególnie o tym, jak widzisz siebie na tle grupy:

> Co sądzisz o swoich zasobach i kompetencjach?

> Jaki masz wpływ na to, co będzie wypracowane?

> Jak dbasz o swoje potrzeby w grupie?

> Na ile wyrażasz swoje zdanie?

 

A jak widzisz pozostałych uczestników danej grupy?

> Co sądzisz o ich zasobach i kompetencjach?

> Jaki powinni mieć Twoim zdaniem wpływ na to, co będzie wypracowane?

> Na ile, w Twoim odczuciu, mogą dbać o swoje potrzeby?

> Jak chętnie słuchasz tego, co mają do powiedzenia?

Zadaj sobie też pytanie, w jakiej roli jesteś właśnie wtedy, gdy nie jesteś w pozycji OK-OK, a zatem: Kiedy nie angażujesz się w pracę grupy z opcji OK-OK, to co robisz? Wycofujesz się w bierność, oporujesz wobec przedstawianych propozycji, czy też może trwasz w bezsilności? Pokaże Ci to, jakie pozycje życiowe zajmujesz najczęściej właśnie wtedy, gdy tracisz swoje OKness, czyli zdolność do bycia w pozycji OK-OK.  

Dla mnie był to jeden z bardzo odkrywczych momentów warsztatu. Kiedyś długo odkrywałam o sobie to, co Rosemary pokazała w oparciu o tak prosty kawałek teorii, tj. to, w której pozycji życiowej jestem, gdy tracę swoje OK-OK. To niesamowite, jak zwykła obserwacja uczestników grupy i ich rodzaju aktywności wystarczy do wyciągnięcia głębokich wniosków.

Wszyscy czasem tracimy nasze OK-OK. Zdarza się też, że ktoś stale jest w innej pozycji życiowej. Warto wiedzieć, jak to wygląda u nas i pracować nad sobą rozwijając dostęp do swojego zintegrowanego stanu Ja-Dorosły, który pozwala nam utrzymać zdolność do bycia w OK-OK. W dużej mierze temu obszarowi poświęcony był warsztat Rosemary. Przy następnym przypływie weny opiszę też inne ciekawe wnioski z niego 🙂

O pozycji życiowej możesz poczytać więcej także w tym wpisie: Skala pozycji życiowej: Sprawdź czy jesteś w pozycji OK-OK.

Bibliografia:
Napper, R. (2019). materiały ze szkolenia „Przywództwo i odporność w ujęciu Analizy Transakcyjnej”. Katowice, 16-18.04.2019

Driver: Spiesz się – analiza

Na pierwszy rzut oka żywiołowy, aktywny, spontaniczny i nieustannie w biegu. Załatwia miliony spraw naraz, zwykle na ostatnią chwilę. Często sprawia wrażenie, jakby musiał natychmiast wyjść załatwić inne ważne sprawy. Trudno mu usiedzieć w miejscu. Entuzjastycznie podchodzi do nowych znajomości i ma wielu przyjaciół. Tak najczęściej widzimy człowieka, którego dominującym driverem jest Spiesz się. Co jednak kryje się głębiej?

Mavis Klein, psychoterapeutka i analityk transakcyjny w swoich książkach dokonuje dogłębnej analizy driverów, omawiając je począwszy od przyczyn wczesnodziecięcych, przez cel, przejawy, zasoby i koszty, aż po manifestację w wersji ekstremalnej (patologicznej). Wpis ten w całości poświęcam omówieniu drivera Spiesz się w oparciu o jej wnioski.

Osoby preferujące skrótową formę prezentacji wniosków zapraszam do zerknięcia na tabelkę zamieszczoną pod koniec wpisu.

Opis zachowania

Dostrzegana na pierwszy rzut oka aktywność, spontaniczność i pozytywne usposobienie do innych to jednak pewna fasada. Pod nią kryje się strach przed życiem, które jest postrzegane jako przerażające. Ciągła aktywność pozwala nie mieć czasu na myślenie o tym. Driver Spiesz się jest bowiem obroną przed strachem przed życiem. Osoba, którą cechuje, zakłada, że świat jest generalnie wrogi. Trudno jej uzyskać stan zaspokojenia i satysfakcji. Poszukuje ponadczasowej i bezwarunkowej miłości z nadzieją, że zaprzeczy ona bólowi istnienia, co prowadzi do nieuchronnych, nieustannych porażek w tym zakresie. W efekcie staje się podejrzliwa i nieufna w stosunku do innych ludzi.

Osoby te widzą miłość jako coś, co zostanie zabrane po krótkim czasie, podczas gdy ból po tym będzie tak duży, że lepiej w ogóle nie przyjmować miłości, niż płacić tę cenę. W związku z tym idą przez życie realizując skrypt „bez miłości”, jednocześnie łaknąc miłości i pozytywnej uwagi innych. Deklarują także, że to właśnie miłości pragną, jednak paradoksalnie zachowują się tak, aby ostatecznie zostać odtrąconym przez innych. Finalnie udowadniają tym sobie, że nie ma bezwarunkowej miłości, której pragną. Często osoby te są wówczas nienawistne względem osób, które nie dają im tego, czego chcą.

Nie lubią być sami, a jednak gdy są w towarzystwie, wydaje się, że woleliby być gdzieś indziej. Trudno im usiedzieć spokojnie, często stukają palcami w blat, marszczą brwi, jakby nie rozumieli co ktoś do nich mówi. Osoby te są w biegu przez całe swoje życie. Zdają się dbać o to, aby nie mieć czasu na sen. Walczą o wszystko, ale finalnie kończą z niczym.

Osoby o tym driverze często używają słów: „pospiesz się”, „czas”, „szybko”, „niepokój”, „energia”, „zmęczenie”, „bez sensu”. Zwykle mówią „ja”, a nie „my”. Ich ton głosu jest nawołujący, żądający, ale także szybki i urywany (staccato). Mówią szybko i często przerywają innym. Są niecierpliwi, niespokojni. Często piją za dużo alkoholu i w ryzykowny, brawurowy sposób prowadzą samochód, uprawiają sporty ekstremalne.

Kiedy osoba o tym driverze pogodzi się z tym, że nie osiągnie bezwarunkowej, ponadczasowej miłości, zacznie widzieć siebie i innych jako generalnie dobrych oraz zdecyduje się cenić warunkową miłość (taką, na którą musi zapracować) może czerpać ze swoich zasobów. Będzie wówczas pozytywną, spontaniczną osobą, która lubi przygodę i żyje pełnią życia.

Zysk

Zasobem, do którego ma dostęp osoba o driverze Spiesz się, jest szybkość działania i efektywność. Konieczna jest szybka modyfikacja planu i improwizacja? Nie ma problemu, lecimy z tematem. Szybkość, gotowość do dostosowania się do zmian, łatwość w nawiązywaniu relacji z innymi, otwartość na przygodę i ekscytujące wyzwania są pewnego rodzaju zyskiem z posiadania tego drivera.

Koszt

Największym kosztem, który płaci osoba o tym driverze, jest dysonans pomiędzy pragnieniem bycia kochanym, a postrzeganiem innych jako osoby wrogie, którym nie można ufać. W efekcie odczuwa niepokój, napięcie, a także przezornie sama nastawia się wrogo względem innych. Dużym ryzykiem są też autodestrukcyjne zachowania: brawurowa jazda samochodem, nadużywanie alkoholu lub narkotyków, uprawianie sportów ekstremalnych zagrażających życiu. Wszystko to związane jest z chciwością i nieumiejętnością odpuszczania, z chęcią doświadczenia wszystkiego szybko i intensywnie.

Geneza

Rozwinięcie się drivera Spiesz się jest związane z doświadczeniem opuszczenia mającym miejsce do 3 roku życia. Dziecko na nieświadomym poziomie przyjmuje, że to jego wina. Zostało odrzucone przez jego wewnętrzne „zło”. Rodzice i świat byliby szczęśliwsi, gdy się nie narodziło.

Typowe jest także występowanie tego drivera u dzieci, które dorastały w rodzinach, w których oczekiwało się, że natychmiast podporządkują się poleceniom matki lub ojca. Nie czuły one przynależności. Atmosfera w tych rodzinach często była napięta, a członkowie rodziny kłócili się i krzyczeli na siebie nawzajem. W domu panował chaos i przerażająca (dla dziecka) nieprzewidywalność. Nikt nie miał czasu, aby zauważać dziecko, a jeśli już miało to miejsce, to raczej były to negatywne sygnały (złość). Dziecko było traktowane przez rodziców bardziej jako obiekt, o który się potykają. Często zachowywali się tak, jakby miało zejść im z drogi i z oczu, tak by nie musieli poświęcać mu uwagi.

Zwykle osoby z tym driverem mają mgliste wspomnienie bycia kochanymi jako dzieci, ale także doświadczenie nagłego, wstrząsającego odrzucenia w okresie między 18 miesiącem a 3 rokiem życia. Powoduje to narastający brak zaufania względem każdej formy miłości, jaka jest im oferowana.

Umiarkowane natężenie drivera Spiesz się jest zauważalne nawet w najszczęśliwszych rodzinach, gdy ma miejsce separacja dziecka od matki / głównego opiekuna, zanim dziecko jest w stanie zrozumieć znaczenie tej rozłąki. Ma to miejsce np. w przypadku hospitalizacji. Znaczenie ma tu nawet stosunkowo krótka rozłąka, np. tydzień w szpitalu bez obecności głównego opiekuna.

W związku: mężczyzna

Mężczyzna o tym driverze jest skoncentrowany na sobie, nieprzewidywalny i spięty. Potrzebuje dojrzałej partnerki, która zapewni mu bezpieczną strukturę w życiu. Może ją przy tym tyranizować z pozycji ofiary, nadmiernie skupiając się na swoich potrzebach. Może sprawiać wrażenie aktywnego seksualnie, co będzie schlebiało partnerce, ale w rzeczywistości seksualność służy do zapewnienia mu emocjonalnego bezpieczeństwa. Nierzadko zdarza się, że ten namiętny kochanek nad ranem znika.

Poszukuje związku z dojrzałą, dobrą kobietą, która będzie mu matkować, pocieszać i uspokajać. Jednocześnie będzie się buntował przeciwko jej próbom kontroli i nałożenia struktury. Będzie to służyło „testowaniu” jej miłości i sprawdzeniu czy rzeczywiście jest bezwarunkowa.

W umiarkowanym natężeniu drivera mężczyzna ten może być stymulującym towarzyszem, który wnosi spontaniczność do relacji. W ekstremalnym natężeniu zwiąże się tylko z kobietą, która ma ekstremalną potrzebę bycia męczennikiem.

W związku: kobieta

Kobieta o tym driverze jest w związku płaczącą, małą dziewczynką. Jest generalnie niezorganizowana, często źle się czuje, gdy przerastają ją codziennie zobowiązania. Szuka partnera, który będzie „dobrym tatusiem”. Zdarza się, że stosuje emocjonalny szantaż, aby spełniał jej życzenia na każde zawołanie.

Nierzadko otwarcie daje wyraz swojej niechęci do seksu, ale toleruje bliskość i przytulanie z nim związane, aby uzyskać poczucie bycia kochaną. Często ukrywa ją jednak, prezentując dużą ochotę i gotowość na zbliżenie, także w wymyślny sposób, aby zdobyć upragnioną bezwarunkową miłość. Odgrywa rolę seksownej kobiety, aby związać partnera ze sobą, ale w rzeczywistości nie widzi seksu jako wyrazu dojrzałej miłości.

W umiarkowanym natężeniu drivera kobieta ta jest powabna i czarująca poprzez trzymanie swojego partnera w napięciu. W ekstremalnym natężeniu potrafi ustanowić relację tylko z partnerem, który ma bardzo niską samoocenę i ukrywa ją przez bycie lojalnym i pobłażliwym względem swojej nadmiernie potrzebującej partnerki.

W roli rodzica

Rodzice o tym driverze wymagają od dzieci miłości. Matki cechuje zwykle zadowolenie z pierwszego roku macierzyństwa, ponieważ potrzeby noworodka interpretują jako miłość. Kiedy jednak dziecko rośnie i zaczyna wyrażać swoją wolę, czuję one się coraz mniej oczarowane macierzyństwem. Dzieci zwykle boją się rodziców o tym driverze, a zwłaszcza ich gwałtownej zmienności. Uczą się mieć niewielkie oczekiwania co do emocjonalnej odpowiedzi ze strony rodziców.

Rodzice ci cieszą się, gdy dzieci stają się coraz mniej zależne od nich i gdy zaczynają żyć własnym życiem. Kiedy jednak dzieci opuszczą już dom oczekują oni, że dzieci będą się regularnie z nimi kontaktować, aby dowiedzieć się co u nich słychać. Sami nie będą jednak przejawiać dużego zainteresowania życiem dzieci. Dzieci są związane z rodzicami przez poczucie obowiązku lub litości, jednak widzą, że nie otrzymają one od rodziców troski i opieki. Muszą jej szukać w innej relacji.

Podejście: jak budować relację

Jeśli jesteś w kontakcie z osobą o tym driverze chwal ją za jej efektywność i ciesz się jej spontanicznością. Zapewniaj ją także, że ma mnóstwo czasu. Nie pozwól, aby zastraszyła Cię swoimi wybuchami i nadmiernymi żądaniami. Zamiast im ulegać, postaw granicę: cicho, ale stanowczo poinformuj, że opuszczasz ją na chwilę, zapewniając jednak, że wrócisz, aby jej wysłuchać i porozmawiać spokojnie i racjonalnie.

Jeśli jesteś w intymnej relacji z tą osobą, prawdopodobnie podoba Ci się, jak bardzo Cię potrzebuje. Uważaj jednak, aby nie trzymać swojego partnera/partnerki w tym stanie dla zaspokojenia własnej potrzeby bezpieczeństwa emocjonalnego. Pozwól sobie naprawdę kochać przez postawienie jasnych granic, zamiast pobłażliwie spełniać jego/jej nadmierne żądania, a także przedstawiaj swoje oczekiwania. Uzyskasz wówczas miłość ofiarowaną nie z desperacji, a z wolnej woli. W prawdziwej miłości jest miejsce na ustanawianie granic, które pozwalają drugiej osobie wzrastać w autonomii i pozytywnie rozumianej samowystarczalności.

Przekonaj ją/jego o wewnętrznej wartości życia.

Możliwość zmiany

Aby czerpać z korzyści i minimalizować koszty, które daje driver, osoba, którą cechuje, musi nauczyć się kochać życie i chcieć zasłużyć na miłość, której pragnie. Bezwarunkowa miłość jest czymś, co dzieci otrzymują od rodziców. Nie da się tego nadrobić w dorosłym życiu.

Pomocne mogą być wybory, które w jakiś sposób legitymizują kluczową pozycję „outsidera”, np. życie pod miastem, tak aby dojeżdżać do pracy. Idealnie, jeśli praca lub inna życiowa aktywność pozwoli na bycie w ruchu.

Ponad wszystko jednak, osoba o tym driverze, musi nauczyć się zatrzymywać od czasu do czasu. Usiąść, spokojnie pomyśleć i nie podejmować działań, dopóki ich uważnie nie zaplanuje. Pomoże to uporządkować chaos. Pomocne mogą być listy rzeczy do zrobienia i generalnie wprowadzenie nieco struktury do codziennego życia.

Równie ważne dla osoby o tym driverze jest nauczenie się, że inni ludzie także mają swoje potrzeby, które chcą realizować. Warto dać im czas i przestrzeń na nie, bez oczekiwania, że powinni się dostosować, a także wchodzić w interakcje z pozytywnym nastawieniem, zamiast nieufności i podejrzliwości.

Podsumowanie informacji o driverze Spiesz się (za Mavis Klein):

Decyzja skryptowa „Życie jest pozbawione sensu i pełne bólu. Jeśli czegoś chcę, mogę to dostać tylko na krótką chwilę, a później zostanie mi to zabrane na zawsze. Lepiej zatem odrzucić ludzi, zanim ludzie odrzucą mnie.”
Rakieta uczuciowa panika, niezdolność do myślenia, zmęczenie
Antyskrypt spóźnianie się, bezruch
Obronny cel drivera usprawiedliwienie trwającej egzystencji przez gorączkowe poszukiwanie osoby, która będzie kochała bezwarunkowo i wiecznie
Zasoby Otwartość na przygodę, umiejętność odnalezienia się w różnych sytuacjach szybko i pozytywnie, wrażliwość na uczucia innych
Koszty niepokój, wrogość, pasywny opór, chciwość, zachowania autodestrukcyjne
Otrzymane przyzwolenie efektywność
Symptomy behawioralne nieustanny pośpiech, życie w biegu, brak czasu na sen; (pozorne) pozytywne usposobienie względem nowości i innych ludzi
Ekstremalna patologia schizofrenia paranoidalna
Przyczyny
w dzieciństwie
– separacja od matki w wieku poniżej 3 lat (nawet kilkudniowa)
– wychowanie w domu, w którym dziecko „przeszkadzało” rodzicom, miało zejść im z oczu i nie zawracać głowy
Potrzebne nowe przyzwolenie gotowość do zasłużenia na miłość innych
gotowość do kochania życia takim, jakie jest

Osobiście zastanawiam się czy w niektórych aspektach Mavis Klein nie wyciąga zbyt daleko idących wniosków. Tworzy jednak spójny opis stylu funkcjonowania i jego przyczyn. Jeśli jesteście zainteresowani pogłębieniem tego tematu, odsyłam do jej publikacji.

Jeśli zainteresował Cię ten wpis, zerknij na opis pozostałych driverów:
– Driver: Bądź doskonały – analiza;
– Driver: Bądź silny – analiza;
– Driver: Sprawiaj przyjemność – analiza;
– Driver: Staraj się – analiza.

Zobacz też jak rozpoznać driver w 15 minut oraz czego możesz dowiedzieć się o modelu strukturalnym w oparciu o driver: Stany Ja a drivery – model strukturalny.

Bibliografia:
Klein, M. (2013). Intimate Relationships: Pain and Joy. Winchester / Washington: Psyche Books

Czy śmiejesz się z siebie? Nie zawsze jest to dobre!

– „O rety, ale miałam wypadek, ha ha, działo się, ha ha, no auto całe skasowane.”
– „Znowu zawaliłem, he he, jestem taki nieogarnięty heh.”
– „Ależ to było głupie z mojej strony, hi hi hi.”

Znasz osoby, które tak mówią? A może Tobie zdarza się tak pośmiać z siebie? W końcu odrobina dystansu do siebie to dobra sprawa, prawda? To prawda, warto mieć dystans do siebie. Gdy jednak śmiejesz się, mimo że sytuacja ewidentnie nie sprzyja radości, mówi to o czymś innym: o autodestrukcyjnym przekonaniu, które kryje się pod spodem („moje życie / zdrowie nie jest wartościowe”, „ja nie jestem wartościową / mądrą / zaradną osobą”). Zapraszasz wtedy innych do tego, aby pośmiali się razem z Tobą z sytuacji, która obiektywnie śmieszna nie jest. Bo co jest śmiesznego w zagrożeniu życia lub zdrowia albo w umniejszaniu siebie („jestem nieogarnięty”, „jestem taka głupia”)? Gdy inni dołączają do tego śmiechu, na nieświadomym poziomie potwierdzają szkodliwy przekaz, kryjący się pod spodem.

Osoba, która śmieje się z siebie, mimo że sytuacja jest dla niej w jakiś sposób bolesna, może tłumaczyć, że to taki śmiech przez łzy. Że tak radzi sobie ze stresem czy z zakłopotaniem. Są osoby, które mówią, że takie „poczucie humoru” pozwala im nie zwariować. Nie zmienia to faktu, że uśmiech i radość są adekwatne, gdy doświadczamy przyjemności, a nie bólu, strachu czy straty. Śmiech, który pojawia się w tej sytuacji, jest pewnego rodzaju nagrodą za zachowanie autodestrukcyjne, wzmacnia niepożądany przekaz. Co więcej, zaprasza osoby postronne do włączenia się w ten proces. Analiza Transakcyjna nazywa taki śmiech „wisielczym”, a wymianę tego rodzaju „transakcją wisielczą”.

 

Jak zareagować, gdy zauważasz „transakcję wisielczą”?

 

Zamiast zaśmiać się czy uśmiechnąć, powiedz po prostu: „To nie jest śmieszne. Cieszę się, że nic Ci nie jest.” lub „Nie uważam Cię za głupią / głupiego.” Nie podtrzymuj szkodliwego przekonania, które kryje się pod spodem. Zamiast tego daj znać tej osobie, że jest dla Ciebie ważna, podobnie jak jej życie i zdrowie oraz szeroko rozumiany dobrostan.

 

A co, jeśli zauważasz taki kawałek u siebie?

 

Pamiętaj, że Ty, Twoje życie, zdrowie, a także właśnie szeroko rozumiany dobrostan są ważne i nie są powodem do żartów, chyba że serdecznych. Podobnie pamiętaj też, że masz zdolność do odczuwania, myślenia i działania, nawet jeśli czasem popełnisz błąd. Nie jest to powodem do wyśmiewania siebie i umniejszania się w oczach innych.

Jeśli jednak tendencja ta jest u Ciebie wyraźna, poobserwuj uważnie, co się kryje pod spodem. Jakiej emocji starasz się do siebie nie dopuścić? Jakie przekonanie o sobie lub świecie próbujesz w ten sposób potwierdzić? To jest właśnie główny obszar do pracy.

BIBLIOGRAFIA
Steiner, C. (1990). Scripts People Live: Transactional Analysis of Life Scripts. New York: Grove Press.

Sprawdź, co Twoja dziecięca ksywka mówi o Tobie

Pamiętasz, jak określali Cię najczęściej rodzice? Jakie cechy były Ci przypisywane w żartach, rodzinnych historiach, a może w specyficznej ksywce? Może rodzice mówili o Tobie: nasz mały mądrala, słodki aniołek, spokojne dziecko lub nadali Ci jakąś ksywkę: Śmieszek, Gapcio, Głuptasek, Rozrabiaka, Urwis, Pyskatek, Zosia-samosia, itp.

 

Głuptasek czy Profesorek? Śmieszek czy Nerwus?

 

Przypomnij sobie, jak Cię określano i zobacz, z jakimi przyzwoleniami wiążą się te określenia oraz jakie niosą potencjalne zakazy. Śmieszek czy też mały Głuptasek może być rozkoszny i rozbawiać towarzystwo, ale już niekoniecznie odważnie stawiać na swoim, czy też brać odpowiedzialność za ważne zadania. Inteligencja też raczej nie jest związana z tego rodzaju określeniami, prawda? Co innego Mądralińska czy Profesorek – tu jest mocne przyzwolenie na myślenie i rozwój inteligencji. Mniej jest jednak w tych określeniach zgody na spontaniczność i bycie po prostu dzieckiem. A Gapcio czy Oferma? Dość jasno związane są z brakiem zdolności do osiągania sukcesu, zaradności. Raczej wskazują na konieczność pozostawania pod opieką innych, tych bardziej „ogarniętych”.

Częściej niż przydomki, były to konkretne określenia: mądry chłopiec, odważny synek, urocza dziewczynka, śliczna / słodka córeczka (tak, niestety często stereotypowo przypisane do płci). Czasem także te negatywne: pyskata, uparty jak osioł, roztrzepana, niechluj, bałaganiara, brudasek, wścibskie dziecko, itd.

Pamiętasz, jakie Twoje cechy podkreślali rodzice? Może uznasz, że to tylko słowa, których się często używa w odniesieniu do dzieci. Tak, to naturalne, że rodzice używają różnych (zwykle czułych) określeń w stosunku do swoich dzieci. Przydomki mogą być czułe i ciepłe, ale mogą też być umniejszające, niesprawiedliwe czy nawet upokarzające. Nie jest przecież miło słyszeć o sobie Gamoń, Mazgaj, Zołza czy Głupek, nawet jeśli rodzice dodają do nich jakieś przyrostki, które mają teoretycznie złagodzić przekaz, typu Mały Gamoń, Nasz Słodki Mazgaj.

Niezależnie od tego czy pozytywne, czy negatywne, ksywki związane są z jakimś pakietem cech – przywołują na myśl konkretne zachowania. Niosą ważny dla dziecka przekaz. Informację o tym, czego rodzice oczekują, a czego nie akceptują. Tym samym pewne cechy wzmacniają, a inne wygaszają. Dają też dziecku „przyzwolenie” na określony typ zachowania. Obejrzenie, jakie skojarzenia i zachowania są potencjalnie związane z naszym przydomkiem (oraz potencjalnie wykluczające się z nim), pozwala w łatwiejszy sposób odkryć nasze zakazy i przyzwolenia, a zatem nieuświadomione przekazy o tym, czego nam nie wolno (i jakimi ludźmi nie możemy być), a co wolno (i jakimi ludźmi możemy być). Czasem nie jest to też takie oczywiste, szczególnie w przypadku nietypowych przydomków, które mają znaczenie tylko dla rodziny, a niekoniecznie w szerszym kontekście społecznym.

Zdarza się, że przydomek jest odbierany przez dziecko inaczej, niż chcieliby rodzice. James i Jongeward przytaczają przykład czterolatka, którego tata określał przydomkiem Strzelec. Ojciec chłopca był w studenckich czasach utalentowanym piłkarzem. Zwracał uwagę na to, że synek również ma mocne kopnięcie i był z tego dumny. Dziecko zaczęło jednak sprawiać kłopoty w przedszkolu – kopało inne dzieci, a nawet próbowało kopnąć przedszkolankę. Gdy opiekunki chłopca reagowały,  malec mówił, że jego tata powiedział, że ma wspaniałe kopnięcie. Nieświadomie więc rodzice nazywając synka Strzelec i chwaląc kopanie, dali mu przyzwolenie na agresywne kopanie innych dzieci. Gdy tylko przestali tak dziecko określać, zachowanie synka szybko uległo zmianie.

 

To miejsce jest już zajęte

 

Na ciekawy aspekt związany z przydomkami zwrócił uwagę Tony White, podczas webinaru o przyzwoleniach i zakazach. W systemie rodzinnym każdy z nas ma swoje miejsce, a pewne atrybuty przypisane do dziecka rezerwują to miejsce właśnie dla niego. Jeśli masz rodzeństwo, możesz zapewne zauważyć, że były mu przypisane inne cechy niż Tobie. Jeśli Ty „zająłeś miejsce” Mądralińskiego, to Twój brat lub siostra zajęli inną niszę. Może brat był Śmieszkiem, może siostra była Słodkim Aniołkiem, ale już raczej nie kolejnym „Profesorkiem” czy „Mądralińską”. Nie chodzi o to, że nie był(a) inteligentny(a), ale to jednak inne cechy były jego wyróżnikiem w Twojej rodzinie. Dostajemy pewne atrybuty i zajmujemy miejsca z nimi związane. Co więcej, te cechy przejawiają się później w naszym życiu i na spotkaniach dorosłych już ludzi, także dobrze widać, jak określenia te nadal są żywe.

 

Aleksander, Olek, a może Oluś? Kilka słówek o zdrobnionkach.

 

Ciekawej obserwacji dostarcza też zestawienie przydomku z formą imienia, która jest używana w stosunku do dziecka. Nie zdziwi Cię zapewne, że Śmieszek, Gapcio czy też Cukiereczek częściej będzie słyszał zdrobnioną formę imienia, podczas gdy Mądralińska czy też Profesorek – pełniejszą. Oczywiście trudniej to zaobserwować w przypadku małych dzieci – to naturalne, że rodzice zdrabniają ich imiona. Warto jednak poobserwować czy takie zależności występują w rodzinie, szczególnie w stosunku do dorosłych już dzieci.

Jeśli przy rodzinnym stole zasiadają rodzice z dorosłymi dziećmi i do jednego z dzieci zwracają się wyłącznie zdrobnieniem imienia, podczas gdy do drugiego tylko pełną formą, niesie to wyraźną informację o tym, które z dzieci „nie powinno” dorastać i usamodzielniać się zanadto. Oczywiście najczęściej rozgrywa się to na zupełnie nieświadomym dla rodziców poziomie. Jeśli współgra to dodatkowo z określeniami przypisywanymi dzieciom (Aleksander – Mały Naukowiec vs. Oluś – Śmieszek), łatwo można zauważyć, jakie przyzwolenia i zakazy są obecne u poszczególnych dzieci.

Co ciekawe, forma imienia może wpływać także na postrzeganie danej osoby przez otoczenie. Okazuje się bowiem, że osobom posługującym się pełną formą imienia przypisujemy częściej ambicję, inteligencję, kreatywność, odpowiedzialność i wzbudzanie zaufania, szczególnie w sytuacjach formalnych. Natomiast osoby posługujące się zdrobnioną formą imienia częściej postrzegamy jako bardziej dowcipne, otwarte na ludzi, przyjacielskie, radosne, lubiące się bawić. W badaniach wykazano, że gdy stajemy przed formalną lub zadaniową sytuacją, wybieramy częściej oficjalną formę swojego imienia, podczas gdy w sytuacjach nieformalnych przeważa potoczna. Jeśli zatem w rodzinie są wyraźne dysproporcje w odnoszeniu się do poszczególnych członków rodziny pod względem formy imienia – warto wziąć pod uwagę, jaki niesie to przekaz.

Jako konsultant biznesowy interesuje mnie zwykle przełożenie wiedzy psychologicznej na funkcjonowanie biznesowe. Lubię obserwować, jak przedstawiają się managerowie i jak to współgra z ich cechami osobowości. Gdy już dochodzimy do etapu pogłębionej pracy, zdarza się, że zahaczamy też o kwestię ksywek i przydomków – zarówno tych z domu, jak i tych z pracy. Niosą one bogactwo informacji przydatnych do dalszej pracy nad rozwojem kompetencji managerskich.

 

Byłem Gapciem Maciusiem… i co teraz?

 

Może właśnie uświadamiasz sobie, jak Twój przydomek dookreśla Ciebie i jak przejawia się w Twoim dorosłym życiu. Zanim sięgniesz po telefon do rodziców, żeby złożyć „zażalenie”, pomyśl o zasobach, z którymi jest związany – te już masz i możesz dalej rozwijać. Za nie warto być wdzięcznym rodzicom. Jeśli natomiast zauważasz cechy czy zachowania, które raczej nie były wspierane w Twoim domu w stosunku do Ciebie – nic straconego. Jesteś teraz dorosłą osobą i możesz podjąć inną decyzję i świadomie je rozwijać, bazując na swoich zasobach dojrzałego człowieka. Na początek obejrzyj swoje przyzwolenia: co już masz rozwinięte, a nad czym warto jeszcze popracować i świadomie rozwijaj ważne dla siebie cechy.

Pomocny może być przy tym artykuł o zakazach i przyzwoleniach: Koło Przyzwoleń.

 

BIBLIOGRAFIA
Doroszewicz, K.; Krzemińska, M. (2007). Forma imienia jako przesłanka wnioskowania o osobowości. Przegląd Psychologiczny, Vol 50(3), 259-271
James, M.; Jongeward, D. (2017). Narodzić się, by wygrać. Poznań: Dom Wydawniczy Rebis.
Jagieła, J.; Gębuś, D. (2015). What’s In a Name? Name Giving, Identity, and Script Formation. Transactional Analysis Journal, Vol 45(3), 217-227
Holtby, M. (1973). You Become What I Take You to Be: R. D. Laing’s Work on Attributions as Injunctions. Transactional Analysis Journal, Vol 3(4), 25-28.

 

 

Szczęśliwy związek – poznaj kontrakty, które go tworzą

Analiza Transakcyjna przykłada dużą wagę do kontraktów. Od ich jakości zależy jakość relacji, także tej romantycznej. Zdaniem Stephena Karpmana, autora koncepcji Trójkąta Dramatycznego, podwaliny szczęśliwego i trwałego związku związane są z pięcioma typami kontraktów, zawieranymi przez partnerów.

Kontrakt kojarzy się nam zwykle z wielostronicową umową z ogromem załączników. Uspokajam od razu: nie, nie chodzi o to, aby takowe spisywać z partnerem / partnerką 🙂

Kontrakt w ujęciu Analizy Transakcyjnej to jasno określone wzajemne zobowiązanie do określonego typu działania. Jego istotą jest ujawnienie wszystkich istotnych założeń, przez wyciągnięcie na powierzchnię, nazwanie i omówienie oczekiwań, także tych niejawnych. Sprowadza się to do szczerej rozmowy o wzajemnych potrzebach, oczekiwaniach i zobowiązaniach. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić, prawda?

Może pomyślisz: „Acha, czyli wystarczy porozmawiać z drugą stroną? Ok, robię to, także nie ma sensu czytać dalej.” Zerknij jednak, czy Wasze ustalenia we wskazanych obszarach rzeczywiście są tak jawne i dookreślone, jak sądzisz:

 

KONTRAKT NA UTRZYMANIE STRUKTURY

Ma miejsce, gdy partnerzy zgadzają się co do tego, że zadbają o strukturę i stabilność ich relacji. Nie będą grozić sobie odejściem lub nie wprost sugerować takie rozwiązanie, łamać przyjętych wspólnie ustaleń, czy też norm. Nie chodzi o to, że zmiana ustaleń nie jest możliwa, ale o to, w jaki sposób przebiega.

Jak w Twoim związku wygląda utrzymywanie struktury?
Czy w Twojej relacji oboje macie jasność co do tego, że się nie porzucicie, czy też może mówicie sobie czasem „no nie wiem czy to ma sens, skoro tak się zachowujesz” (groźba porzucenia)? Czy jasno powiedzieliście sobie, że rozmawiacie wprost o istotnych zmianach i tak rzeczywiście się dzieje? A może któreś z Was podejmuje ważne decyzje samodzielnie i stawia drugą stronę przed faktem dokonanym?

Gdy brakuje kontraktu na utrzymanie struktury, partnerzy (lub jedna ze stron) bez porozumienia podejmują działania, które mają wpływ na związek. Przykładowo partner / partnerka, bez omówienia sprawy z drugą stroną, podejmuje jakieś większe zobowiązanie (wyjeżdżam w podróż / kupuję dom / rzucam pracę i szukam innej). Towarzyszą temu często sformułowania typu: „Mogę podejmować decyzje, jakie chcę. Nie muszę Ci się tłumaczyć.” Złamaniem tego kontraktu jest także zmiana standardów, które dotychczas obowiązywały w relacji, np. jedna ze stron przestaje dbać o higienę lub wygląd, mimo że dotychczas to robiła albo zaczyna odnosić się do partnera / partnerki wulgarnie lub kpiąco.

Nie chodzi tu o to, aby o każdej najdrobniejszej sprawie debatować razem przez długie godziny. Raczej o wzajemną decyzję o tym, że kluczowe kwestie omawiamy ze sobą otwarcie i uwzględniamy swoje zdania. W ten sposób obie strony czują się bezpieczne w relacji, a związek jest stabilny. Jak widzisz, kluczowe jest tu nazwanie wprost swoich oczekiwań względem związku i bieżąca rozmowa o nich. Szczególnie, gdy któraś ze stron potrzebuje zmiany w jakimś aspekcie przekładającym się na związek.

Kontrakt ten dotyczy porozumienia ze stanów Ja Rodzic Normatywny partnerów. Jest to umowa obejmująca zasady, reguły i bezpieczeństwo związku.

 

KONTRAKT NA OCHRONĘ

Ma miejsce, gdy partnerzy są zdecydowani wspierać się wzajemnie, a także oszczędzać sobie niepotrzebnych zmartwień. Obejmuje to także dawanie sobie jasnych informacji o sytuacji, tak aby nie wzbudzać niepokoju u partnera / partnerki. Gdy ten kontrakt jest ustanowiony, partnerzy będą się wspierać, ale także nie będą zachowywać się w sposób, który może zaniepokoić lub zaboleć drugą stronę.

Jak w Twoim związku wygląda wzajemna ochrona?
Czy w Twojej relacji wspieracie się nawzajem w trudnościach i dodajecie sobie otuchy, gdy czeka na Was jakieś wyzwanie? Czy oboje dbacie o to, aby się nie ranić i nie wzbudzać w sobie nawzajem przykrych emocji? A może masz zwyczaj poflirtować trochę na oczach partnera / partnerki, bo odrobina niepewności jest wskazana (przynajmniej zdaniem kolorowych magazynów i pseudo-poradników)? Albo też zdarza Ci się zniknąć na cały wieczór bez słowa, bo w końcu jesteś dorosłym człowiekiem i nie trzeba się o Ciebie martwić? A może używasz podczas kłótni argumentu, o którym wiesz, że szczególnie zaboli? Czy jasno powiedzieliście sobie czego potrzebujecie, aby nie niepokoić się o drugą stronę oraz o Waszą relację i w Waszych działaniach widać, że dbacie o siebie w tym zakresie?

Gdy brakuje kontraktu na ochronę, partnerzy (lub jedna ze stron) nie wspierają się nawzajem lub nie uwzględniają potrzeb i emocji drugiej strony w swoich działaniach. Przykładowo partner / partnerka wychodzi na spotkanie ze znajomymi, mimo że druga strona przeżywa trudny czas i potrzebuje wsparcia. Pozwala sobie na spotkania na osobności, podczas gdy druga strona doświadczyła kiedyś zdrady i źle sobie radzi z niepewnością tego rodzaju. Nie daje znać, że jest już na miejscu po długiej podróży, mimo że wie, że druga strona zamartwia się w takiej sytuacji. Towarzyszą temu sformułowania typu: „Twoje emocje to Twój problem, masz jakąś paranoję i musisz sobie z nią poradzić.” czy też „Każde z nas potrafi o siebie zadbać, nie ma potrzeby żebyśmy jakoś szczególnie na siebie uważali.

W kontrakcie tym nie chodzi o to, aby zawsze się meldować i sprawozdawać każdy swój krok partnerowi. Dotyczy on raczej omówienia swoich potrzeb i emocji z nimi związanych i uwzględniania ich nawzajem, bez pomijania, umniejszania czy bagatelizowania. Nie mówiąc już o intencjonalnym ranieniu. Czasem będzie to wspólna praca nad przesadnym zamartwianiem się o drugą stronę. Ważne jednak, aby potrzeby i emocje zostały nazwane i miały w relacji swoje miejsce.

Kontrakt ten dotyczy porozumienia ze stanów Ja Rodzic Opiekuńczy partnerów. Jest to umowa obejmująca wzajemną troskę i wsparcie.

 

KONTRAKT NA OTWARTOŚĆ

Ma miejsce, gdy partnerzy są zdecydowani otwarcie ze sobą rozmawiać: o swoich potrzebach, emocjach, trudnościach, przemyśleniach. Chodzi tu o szczerą wymianę zdań, a nie o swobodne wyrzucanie żali. Gdy ten kontrakt jest ustanowiony, partnerzy będą otwarcie mówić co u nich i uważnie słuchać co u drugiej strony. Nie będą zakładać, że ktoś ma się domyślić. Będą się dzielić ważnymi dla nich przemyśleniami i emocjami – nie tylko tymi dotyczącymi relacji, ale także takimi, które po prostu dotyczą ich życia.

Jak w Twoim związku wygląda otwartość?
Czy w Waszym związku otwarcie rozmawiacie o tym, co u Was? Jak Wam minął dzień, jakich trudności doświadczacie w pracy lub w prywatnych relacjach? Czy słuchacie się wówczas i dopytujecie o swoje stanowisko? A może któreś z Was bagatelizuje to, co mówi druga strona? Czy masz gotowość dzielić się swoimi przemyśleniami, czy raczej zachowujesz je dla siebie? A Twój partner / partnerka?

Gdy brakuje kontraktu na otwartość, partnerzy nie rozmawiają ze sobą otwarcie. Wiele spraw jest niedopowiedzianych. Mówią wtedy: „Nie muszę Ci mówić wszystkiego.”, „Powinieneś/aś się domyślić.” albo „To jest tak oczywiste, że nie ma potrzeby o tym rozmawiać”. W efekcie nie rozmawiają o ważnych sprawach, swoich potrzebach lub emocjach, które wywołują. Może to przejawiać się także w słowach: „Nie mówiłem/am Ci, bo nie chcę Cię martwić”, co w praktyce oznacza: nie jesteś dla mnie partnerem / partnerką do rozmowy o tym.

W kontrakcie tym nie chodzi o to, aby nieustannie dzielić się każdą myślą. Raczej o to, aby zaprosić się wzajemnie do swojego świata wewnętrznego. Aby nie zamykać się na siebie lub zakładać, że druga strona powinna się domyślić. Nie, nie powinna. Może jednak wiedzieć o Twojej potrzebie, jeśli o niej powiesz. Zauważ, że realizacja pozostałych kontraktów jest ściśle związana z kontraktem na otwartość. Jeśli nie porozmawiacie o tym, czego od siebie potrzebujecie, aby Wasz związek był stabilny, dający ochronę, przyjemność i pozwalający na kompromis, nie ustanowicie pozostałych kontraktów.

O to właśnie chodzi w kontraktowaniu: o otwartą rozmowę i nazywanie tego, co pod spodem, bez domyślania się i robienia niesprawdzonych założeń. Także o to, aby sprawdzić czy macie wspólne definicje. Czy wiecie co dla Was oznacza wsparcie, troska o rodzinę, zdrada, bezpieczeństwo finansowe? Dla Ciebie troska o rodzinę może obejmować wspólne posiłki i spędzanie czasu razem, a dla partnera / partnerki 14-godzinny dzień pracy, aby zadbać o finansowe potrzeby rodziny. Dla Ciebie zdradą może być seks z inną osobą, a dla partnera / partnerki może to być już emocjonalne zaangażowanie w inną relację, nawet jeśli nie doszło do aktu seksualnego, itd. Może się okazać, że macie nieco inne rozumienie ważnych kwestii, zakładając przy tym, że to przecież oczywiste.

Kontrakt ten dotyczy porozumienia ze stanów Ja Dorosły partnerów. Jest to umowa obejmująca szczerą komunikację odbywającą się z wzajemnym szacunkiem (w AT mówmy tu o postawie Ja OK – Ty OK).

 

KONTRAKT NA PRZYJEMNOŚĆ

Ma miejsce, gdy partnerzy chcą sprawiać sobie frajdę i dawać przyjemność. Gdy chcą, by druga strona była najszczęśliwsza na świecie. Spontanicznie dają sobie wyrazy sympatii i miłości, ale też zapraszają się do zabawy: zarówno w rozumieniu spontanicznych wygłupów, przyjemnego wypoczynku, intrygujących niespodzianek, jak i ekscytującego seksu. Chcą dzielić ze sobą fajny i przyjemny czas, cokolwiek to dla nich oznacza.

Jak w Twoim związku wygląda przyjemność?
Czy chętnie spędzacie ze sobą wolny czas? Umiecie się razem pobawić? A może zabawa kojarzy się Wam raczej z oddzielnymi aktywnościami, realizowanymi samotnie lub z innymi osobami? Czy jest między Wami chemia i jesteście dla siebie atrakcyjni? A może seks jest już raczej rzadkim obowiązkiem, albo zdarza się tylko po alkoholu? Wiecie jak sprawiać sobie przyjemność? Co wywoła szczery uśmiech od ucha do ucha na twarzy partnera / partnerki? Co ją / jego rozbawi? Czy zdarza Wam się czasem robić sobie miłe niespodzianki? A może nie pamiętasz już kiedy partnera / partnerkę ucieszyła lub rozbawiła jakaś Twoja inicjatywa?

Gdy brakuje kontraktu na przyjemność, partnerzy nie chcą lub nie wiedzą jak fajnie spędzać ze sobą czas i dobrze się przy tym bawić. Mają rozdzielne hobby, a wspólne aktywności są raczej poważne. Rzadko bawią się ze sobą, spontanicznie sprawiają sobie przyjemności, czy też robią sobie niespodzianki. Mogą wtedy mówić: „To w porządku mieć swoje hobby, nie musimy wszystkiego robić razem.” (podczas gdy w rzeczywistości nie dzielą razem żadnej aktywności wykonywanej dla przyjemności) lub „To Twój problem, skoro nie potrafisz się bawić, moją rolą nie jest zabawianie Cię”.

W kontrakcie tym nie chodzi o to, aby dzielić każde hobby i wszystko robić razem. Jest jak najbardziej ok, jeśli macie różne hobby i poświęcacie na nie czas, o ile macie też czas na wspólne przyjemności. Niepokojące jest natomiast, jeśli na myśl o przyjemności przychodzą Ci do głowy jedynie aktywności, w których nie ma Twojego partnera / partnerki. Kluczem jest zadbanie o to, aby umieć i chcieć razem się bawić, w różnym tego słowa znaczeniu: przyjemnego wypoczynku, ekscytujących wypraw, miłych niespodzianek, fajnego seksu.

Kontrakt ten dotyczy porozumienia ze stanów Ja Dziecko Wolne. Jest to umowa obejmująca wspólną zabawę i sprawianie sobie przyjemności.

 

KONTRAKT NA ELASTYCZNOŚĆ

Ma miejsce, gdy partnerzy są zdecydowani odpuszczać na korzyść drugiej strony. Gdy dla dobra relacji są skłonni zrobić krok wstecz i opuścić nieco swoje oczekiwania, czy odłożyć na chwilę swoje potrzeby. Nie muszą wygrywać kłótni za wszelką cenę i potrafią czasem dać sobie spokój z dochodzeniem swojej racji.

Jak w Twoim związku wygląda elastyczność?
Czy oboje potraficie sobie czasem ustępować, czy też walczycie do upadłego o swoje zdanie? A może jest tak, że jedno z Was nigdy nie odpuści, dopóki to drugie się nie podda? Czy każde z Was potrafi na chwilę odłożyć swoje potrzeby, aby zadbać o drugą stronę? A może oboje uznajecie, że zrobicie po swojemu i tyle, a druga strona musi się z tym pogodzić i we własnym zakresie ogarnąć swoje sprawy?

Gdy brakuje kontraktu na elastyczność, partnerzy nie są skłonni sobie ustąpić – ani w kłótni, ani pod względem swoich oczekiwań lub potrzeb. Działają w myśl zasady: wszystko albo nic, będzie po mojemu za wszelką cenę. Czasem mówią wtedy: „Cóż, wygląda na to, że mamy inne oczekiwania, bywa. Rób jak chcesz, ja zrobię po swojemu.” albo po prostu deklarują: „Nie mam zamiaru ustąpić ani o krok w tej kwestii i nie interesują mnie Twoje argumenty.

W kontrakcie tym nie chodzi o porzucanie swoich potrzeb lub swojego zdania. Chodzi raczej o zachowanie pewnej elastyczności. To naturalne, że nasze potrzeby będą czasem w konflikcie i że nie raz przyjdzie nam zmierzyć się z różnicą oczekiwań. Ważne aspekty warto omówić szukając dobrego rozwiązania, ale w mniejszych sprawach warto od czasu do czasu ustąpić. Czasem jedno z Was odpuści, innym razem drugie. Na tym także polega sztuka bycia razem. Jasne, że w utopijnym świecie rozmawialibyśmy tak długo, żeby znaleźć idealne rozwiązanie. Ale czasem naprawdę się nie da, a czasem nie warto, bo sprawa nie jest aż tak poważna. O rety, wytrzymasz raz na jakiś czas u teściowej, mimo że wizyty u niej nie sprawiają Ci przyjemności, a później partner / partnerka potowarzyszy Ci w spotkaniu ze znajomymi, mimo że za nimi nie przepada.

Kontrakt ten dotyczy porozumienia ze stanów Ja Dziecko Przystosowane. Jest to umowa obejmująca odpuszczanie od czasu do czasu, aby ochronić relację przed wewnętrzną wojną.

 

DIAGNOZA TWOJEJ RELACJI

Pewnie widzisz już, które obszary macie dobrze zaopiekowane, a które wymagają uwagi. Niezależnie od tego, który kontrakt warto jeszcze wzmocnić w Twojej relacji, kluczem jest otwarta komunikacja. Pomyśl o swoich potrzebach i zaproś partnera / partnerkę do rozmowy o nich z gotowością do wysłuchania jak jest u niego / niej. Często nie nazywamy swoich potrzeb i nie dajemy partnerowi / partnerce szansy na ich realizację albo też nie słuchamy, co druga strona mówi do nas. Warto nad tym pracować. A jeśli w Twojej relacji jest to zbyt trudne, ponieważ oboje lub jedno z Was nie potrafi lub nie chce otwarcie rozmawiać – pomocne może być skorzystanie z terapii dla par, aby nauczyć się prowadzić tego rodzaju dialog. Bez niego zbudowanie trwałej i szczęśliwej relacji nie będzie możliwe.

Bibliografia:
Karpman, S. (2014). A game free life. San Francisco: Drama Triangle Publications.

Trójkąt Dramatyczny: mity, którymi żyjemy

W idealnych warunkach towarzyszy nam poczucie, że jesteśmy w porządku – zarówno my sami, jak i inni ludzie. Mamy wtedy pozytywne nastawienie do siebie i do innych. Analiza transakcyjna określa tę postawę jako „Ja jestem OK i Ty jesteś OK”. Cechuje ją wzajemny szacunek, poszanowanie dla potrzeb i granic swoich i innych osób, życzliwość do siebie i innych. W życiu jednak rzadko bywa idealnie i stan ten często tracimy, a gdy się to dzieje, zapraszamy mity – przekonania, w które wierzymy i które są pierwszym krokiem do wejścia w Trójkąt Dramatyczny w jednej z trzech ról: Ratownika, Prześladowcy lub Ofiary.

Na marginesie dla praktyków AT: Taibi Kahler uważa mity za swoją najważniejszą koncepcję, mimo że wprowadził do analizy transakcyjnej tak ważne pojęcia jak driver i miniskryp. Mity uznał jednak za znacznie ważniejsze odkrycie.

Czym są mity?

To przekonania odnośnie naszego wpływu na emocje innych lub wpływu innych osób na nasze emocje. Bardzo wyraźnie widać je w naszej postawie, a także w sformułowaniach, których używamy. Przyjrzyj się uważnie swoim przekonaniom i temu, jak je wyrażasz w słowach – odkryjesz swój mit. Pomoże Ci to przeanalizować swoje najczęstsze role w Trójkącie Dramatycznym.

Dlaczego mówimy tu o micie? Ponieważ w rzeczywistości odpowiadamy tylko za swoje emocje, a inni za swoje. W określonych sytuacjach możemy oczywiście odczuwać adekwatne emocje – trudno przecież cieszyć się przy stracie, czy smucić podczas przyjemnego momentu. To jednak my sami decydujemy o własnych emocjach i wyrażamy je w zgodzie ze sobą. Kiedy zaczynasz wierzyć w to, że to Ty powodujesz emocje innych lub inni sprawiają, że czujesz się w określony sposób – jesteś pod wpływem mitu, a zatem jedną nogą w Trójkącie Dramatycznym.

 

Trójkąt Dramatyczny - mity


MIT PRZEŚLADOWCY: Mogę sprawić, że poczujesz się źle.

Prześladowca w Trójkącie Dramatycznym działa w obronie swoich racji, jednak ignoruje lub umniejsza przy tym potrzeby innych. Może nie uznawać perspektywy drugiej strony lub chcieć intencjonalnie ukarać kogoś za niewłaściwe, w jego mniemaniu, zachowanie. Mit, który mu towarzyszy, dotyczy przekonania, że może sprawić, że inni ludzie poczują się źle (emocjonalnie). Inaczej mówiąc prześladowca myśli, że ma moc wywołania u innych negatywnych emocji.

– „No cóż, wkurzyłam cię, bo sobie na to zasłużyłeś.” (= mam moc, aby cię wkurzyć kiedy chcę)
– „Tak? To zobaczymy jak ci będzie teraz miło.” (= sprawię, że poczujesz się gorzej)

Mit ten wyraża się także w przekonaniu, że inni ludzie mają taką moc względem domniemanej ofiary:
– „Uważaj na ludzi, mogą cię łatwo zranić.” (= inni sprawią, że poczujesz się źle)

Przyjrzyj się uważnie twoim przekonaniom odnośnie innych osób. Czy pojawiają się w nich fantazje o tym, że kogoś wkurzysz, ukarzesz, sprawisz, że będzie mu smutno lub wywołasz w nim/niej jakieś inne negatywne emocje? To właśnie mit prześladowcy: że Ty to sprawiasz – wywołujesz negatywne emocje u innej osoby, a zatem od Ciebie zależy czy ktoś będzie w złym stanie emocjonalnym. To nieprawda. O ile możesz zadbać o stworzenie takich okoliczności, w których ktoś prawdopodobnie poczuje się źle, o tyle nie masz magicznych mocy umożliwiających „włożenie” w kogoś negatywnych emocji – to już nie zależy od Ciebie, a od decyzji i sposobu przeżywania tej drugiej strony.


MIT RATOWNIKA: Mogę sprawić, że poczujesz się dobrze.

Ratownik przejmuje odpowiedzialność za drugą stronę – niesie pomoc, często z najlepszą intencją, jednak zabiera wówczas sprawczość osobie, którą ratuje. Świadomie lub nie, uważa drugą osobę za gorszą, niezdolną do samodzielnego rozwiązania problemu. Mit, który utrzymuje, dotyczy tego, że może sprawić, aby ktoś poczuł się dobrze (emocjonalnie). Wierzy, że ma moc wywoływania pozytywnych emocji.

– „Kochanie, o nic się nie martw, wiem jak cię uszczęśliwić” (= mogę sprawić, że będziesz szczęśliwy/a)
– „Spokojnie, otrzyj łzy, zajmę się tobą, zaraz poczujesz się lepiej.” (= sprawię, że będziesz się cieszyć zamiast smucić)

Mit ten wyraża się także w przekonaniu, że inni ludzie mają taką moc względem domniemanego odbiorcy „pomocy”:
– „O rety, ależ on/ona cię uszczęśliwia.” (= inni sprawiają, że czujesz się dobrze)

Przeanalizuj swoje przekonania odnośnie innych osób. Czy pojawiają się w nich fantazje o tym, że kogoś uszczęśliwiasz, zadowalasz, sprawiasz, że czuje się dumny/a, rozbawiasz lub wywołujesz w nim/niej jakieś inne pozytywne emocje? To właśnie mit ratownika: że Ty to sprawiasz – wywołujesz pozytywne emocje u innej osoby, a zatem od Ciebie zależy czy ktoś będzie w dobrym stanie emocjonalnym. To nieprawda. O ile możesz zadbać o stworzenie takich okoliczności, w których ktoś prawdopodobnie poczuje się dobrze, o tyle nie masz magicznych mocy umożliwiających „włożenie” w kogoś pozytywnych emocji – to już nie zależy od Ciebie, a od decyzji i sposobu przeżywania tej drugiej strony.


MIT OFIARY: Możesz sprawić, że poczuję się dobrze lub źle.

Ofiara odbiera sobie zdolność do samodzielnego działania. Sprawczości upatruje w innych. Często nie wierzy w swoje zdolności, ma przekonanie, że sama nie da rady, zdarza się też, że czuje się pokrzywdzona. Mit, w który wierzy, dotyczy wpływu innych osób na swoje emocje. Jest przekonana, że to inni mają moc sprawiania, że poczuje się emocjonalnie dobrze lub źle.

– „Sprawiasz, że jestem najszczęśliwszą osobą na świecie.” (= masz moc wywoływania u mnie pozytywnego stanu emocjonalnego)
– „Przez ciebie ciągle płaczę, ranisz mnie nieustannie, przez ciebie jestem w rozsypce.” (= masz moc wywoływania u mnie negatywnego stanu emocjonalnego)

Tu również przyjrzyj się uważnie swoim przekonaniom. Czy masz poczucie, że inne osoby mogą wpłynąć na Twój stan emocjonalny? Uszczęśliwić cię lub unieszczęśliwić? Że gdyby nie on / ona / oni to z Twoimi emocjami byłoby zupełnie inaczej? To właśnie mit ofiary: że to oni, ci inni to sprawiają – wywołują u Ciebie pozytywne lub negatywne emocje. O ile inni faktycznie mogą zorganizować sytuację tak, aby była ona potencjalnie przyjemna lub nieprzyjemna w odbiorze, o tyle to jak ją odbierasz i przeżywasz zależy już tylko od Ciebie.


Trójkąt Dramatyczny: życie w micie

Być może powiesz: „Ale jak to? Przecież ja faktycznie mogę uszczęśliwić / rozzłościć mojego partnera / partnerkę. Tak to działa w naszym związku. Po prostu dobrze wiem, co jego / ją cieszy / złości.”  albo „No tak, ale mój szef ma taki charakterek, że zawsze bez problemu mnie zirytuje.” Zauważ, że do gry psychologicznej potrzeba komplementarnego gracza: Prześladowca i Ratownik poszukują Ofiar i na odwrót. Jeśli postrzegasz swojego szefa jako osobę, która może sprawić, że masz negatywne emocje, prawdopodobnie jesteście w układzie Prześladowca (szef) – Ofiara (Ty). Podobnie jeśli wierzysz, że uszczęśliwiasz swoją drugą połówkę (że to Ty zapewniasz jej szczęście), druga strona prawdopodobnie wierzy w to, że jej szczęście zależy od Ciebie. Jest to układ Ratownik – Ofiara. Tak właśnie wchodzimy w Trójkąt Dramatyczny – z komplementarnym graczem.

Pewnie widzisz już swoje ulubione mity, te najbardziej żywe. Pokazują one Twoją najczęstszą rolę w Trójkącie Dramatycznym. Prawdopodobnie widzisz też, że w różnych sytuacjach i w stosunku do różnych osób uruchamiasz różne mity. Mamy zwykle swoją ulubioną rolę, ale pozostałe także nie są nam obce.

To złudzenie, że wywołujesz emocje u innych ludzi lub oni wywołują je w Tobie. Odbiera to moc sprawczą i decyzyjność: innym lub sobie. Owszem, uruchamiasz i przeżywasz emocje zależnie od sytuacji, a zatem także zależnie od zachowania innych ludzi. Tak, ktoś może zadbać o zorganizowanie okoliczności, które będą dla Ciebie przyjemne lub nieprzyjemne, ale to Ty uruchamiasz emocje i przeżywasz je, nie inni za Ciebie, ani nie Ty za innych. Może się to wydawać banalne, w końcu to tylko sformułowanie, tak się mówi potocznie, nic wielkiego, prawda? Jednak mity pokazują gdzie lokujesz decyzyjność i moc sprawczą, co wskazuje zarówno na Twoją rolę w Trójkącie Dramatycznym, jak i pozycję życiową. W związku z tym warto im się przyjrzeć. Wszystkie te:
– „tak mi się dzieje w życiu” (zamiast: „tak organizuję sobie życie”),
– „inni mi tak robią” (zamiast: „pozwalam na pewne zachowania w stosunku do mnie”),
– „on / ona wywołuje u mnie radość / smutek” (zamiast: „smucę się / cieszę się, kiedy…”),
– „tylko ja mogę ją / jego uszczęśliwić” (zamiast: „on / ona jest szczęśliwa, kiedy…”)
pokazują ważne obszary do pracy nad sobą. Warto obejrzeć kiedy uaktywniamy mit i zadbać o powrót do pozycji OK-OK.

Ty masz wpływ na swoje życie, decyzje, emocje – inna osoba na swoje. I tak jest OK.

A jeśli interesują Cię konkretne wskazówki jak wyjść z roli w Trójkącie Dramatyczny zapraszam Cię do zerknięcia na wpis: Jak wyjść z roli w Trójkącie Dramatycznym?

Bibliografia:
Collignon, G.; Legrand, P.; Parr, J. (2012). Parlez-vous Personality? Process Communication for Coaches. Paris: Kahler Communication Europe.
Kahler, T. (2008). The Process Therapy Model. Little Rock: Taibi Kahler Associates, Inc.

Jak skutecznie umówić się ze sobą na zmianę?

Ile razy zdarzyło Ci się postanowić, że dokonasz jakiejś zmiany w swoim życiu  („tym razem to już na pewno!”), ale ponownie Ci się nie udało? Mam tu na myśli wszystkie doskonale znane „przechodzę na dietę”, „rzucam palenie”, „będę się regularnie uczyć języka”, ale też te mniej oczywiste kontrakty, które zawieramy sami ze sobą. Najlepszym przykładem są oczywiście nasze postanowienia noworoczne, które rzadko kiedy udaje się wprowadzić w czyn na dłużej.

Dlaczego tak się dzieje? Przecież chcesz tej zmiany, umawiasz się ze sobą, często nawet komunikujesz znajomym swój zamiar, żeby dodać sobie motywacji. Mało tego, nierzadko zaczynasz ją wprowadzać i przez jakiś czas jakoś idzie, ale… No właśnie, pojawia się „ale”. Motywacja spada, zaczynają się odstępstwa, aż w końcu całe zobowiązanie staje się tylko wspomnieniem. Masz ochotę przyjrzeć się dlaczego tak się dzieje? Jeśli tak, to zapraszam do dalszej części i do ćwiczenia.

Zamiast suchej teorii zaproponuję Ci ćwiczenie zaczerpnięte z warsztatu „Szkoła redecyzji w praktyce” Tony’ego White’a. Pomyśl o czymś, co chcesz zmienić w swoim życiu i odpowiedz na poniższe pytania:

  1. Czego chcę?
  2. Dlaczego tego chcę?
  3. Czego potrzebuję od innych, aby to osiągnąć?
  4. Co potrzebuję zrobić, aby to osiągnąć?
  5. Jak mogę sabotować swoje działania, aby tego nie osiągnąć?
  6. Kiedy zacznę?

/Nie przechodź dalej bez odpowiedzi na powyższe pytania – omówię je zaraz, wraz ze wskazaniem możliwych pułapek, dlatego warto znać swoje odpowiedzi przed tą analizą./

Ok, masz zatem swoje postanowienie rozpisane w oparciu o powyższe pytania. Zobaczmy zatem jakie zagrożenia dla Twojego kontraktu ze sobą mogą się tu pojawić. Omówienie pierwszego pytania będzie dobrze znane osobom, które pracują już nad sobą i znają ten kawałek z psychologii. Jest to jednak ważne wprowadzenie. Kluczowe pułapki kryją się w odpowiedzi na drugie pytanie. Zapraszam zatem do analizy swoich odpowiedzi:


CZEGO CHCESZ?

Możliwe pułapki: kontrakt stop, kontrakt na zmianę kogoś innego, kontrakt magiczny

Zerknij na swoją odpowiedź i oceń, czy chcesz zacząć coś robić („znajdę nową pracę”, „poprawię swój angielski”), czy też przestać coś robić („przestanę jeść fast food”, „będę się mniej stresować”). Jeśli Twój kontrakt ze sobą dotyczy tego, że przestaniesz coś robić (tzw. kontrakt stop) – przeformuj go na pozytywny, tj. określ, jaką zmianę wprowadzisz.

Kiedy koncentrujesz się na nierobieniu czegoś – w rzeczywistości cały czas koncentrujesz się właśnie na tej kwestii. Znasz pewnie słynne „nie myśl o różowym słoniu, nie myśl o różowym słoniu”. To, co się automatycznie pojawia, to właśnie obraz różowego słonia w naszej wyobraźni. Kiedy używamy przeczenia, przywołujemy najpierw obraz tego, czemu chcemy zaprzeczyć. Dlatego właśnie „nie będę jeść słodyczy” (co słyszymy? jeść słodycze!) warto przeformułować na np. „zadbam o zdrowe żywienie”.

Ma to też związek z Twoją motywacją, omówioną przy kolejnym pytaniu. Kontrakty typu stop częściej są powiązane z powinnością zmiany („muszę przestać to robić”), a zatem ze stanem Ja-Rodzic, co nie sprzyja realnej zmianie. Nie zawsze tak jest, ale warto tu zachować uważność.

Upewnij się też czy Twoje postanowienie dotyczy Ciebie, a nie kogoś innego.Chcę żeby mój syn znalazł pracę” nie jest tak naprawdę Twoim kontraktem. W AT mówilibyśmy tu o kontaminacji (przeniknięciu do stanu Ja-Dorosły treści ze stanu Ja-Dziecko lub Ja-Rodzic), przejawiającej się w myśleniu „jak się bardzo postaram to go/ją zmienię”. Uważaj też na zawoalowane kontrakty na zmianę innych typu „Chcę mieć lepszą relację z żoną”. Co to dokładnie oznacza: że Ty o to zadbasz czy ta druga strona, a może oboje?

To, co możesz zakontraktować ze sobą dotyczy wyłącznie Ciebie, a zatem raczej „Będę pracować nad lepszą relacją z żoną” czy też „Będę wspierać syna w poszukiwaniu pracy”.

Oceń też, na ile Twoje postanowienie jest realne. „Zostanę miss świata” czy „będę milionerem w rok” może nie są zupełnie niemożliwe, ale jedynie pod pewnymi warunkami. Jeśli tych warunków aktualnie nie spełniasz, to nie zakładaj nierealistycznego celu. Lansowane przez niektórych mówców motywacyjnych slogany typu „możesz wszystko”, „the sky is the limit” – przynoszą często więcej frustracji niż pożytku. Owszem, możesz wiele osiągnąć – wymaga to jednak realnych kroków. Jeśli chcesz być milionerem, a aktualnie jesteś bez pracy i oszczędności, to ustal realistyczny cel na najbliższy okres, a później podnoś poprzeczkę.


DLACZEGO TEGO CHCESZ?

Możliwe pułapki: kontrakt ze stanu Ja-Rodzic

Tutaj przyglądamy się motywacji właśnie i jest to sedno analizy z punktu widzenia analizy transakcyjnej. Z jakiego stanu Ja zwierasz swój kontrakt ze sobą?

Jeśli mówisz sobie: „powinnam/em to zmienić”, „muszę zacząć / przestać robić x” – zawierasz swój kontrakt ze stanu Ja-Rodzic. Jest to kontrakt zawierany z powinności, poczucia obowiązku. Uważnie obejrzyj wszystkie „muszę się za siebie zabrać”, „powinnam regularnie ćwiczyć”, „wypadałoby rzucić palenie” i pokrewne. To, co mówisz wtedy, to tak naprawdę: „odczuwam presję, aby to zrobić”. Tę presję narzucasz sobie Ty osobiście. Tak postawiona sprawa jest właściwie czymś odwrotnym od motywacji, o którą nam chodzi. Musisz, ale czy chcesz?

Nawet jeśli Twój cel nie zawiera określeń typu „muszę”, „powinienem”, „wypadałoby”, to zobacz, co pojawia się w odpowiedzi na pytanie: dlaczego tego chcesz? Nawet jeśli nie ma tych konkretnych słów, zobacz jaka energia jest w Twojej argumentacji: czy chcesz tej zmiany, czy raczej uważasz, że musisz ją wprowadzić?

Kontrakty zawarte ze stanu Ja-Rodzic będą sabotowane, ponieważ motywacja ze stanu Ja-Dziecko jest inna. Dlatego właśnie „muszę schudnąć” ze stanu Ja-Rodzic przegrywa najczęściej z „ale ja tak lubię ciasteczka” ze stanu Ja-Dziecko, bo prędzej czy później pojawi się „jedno, małe nie zaszkodzi, ew. dziesięć, bo to był trudny dzień”.

Jeśli chcesz wprowadzić zmianę, ponieważ uważasz, że jest ona logiczna, ma sens w Twojej sytuacji  – zawierasz swój kontrakt ze stanu Ja-Dorosły (np. „Codziennie poświęcę 10 minut na naukę angielskiego – to ma sens, bo mogę wygospodarować taki czas, a poprawa kompetencji językowych to dobra decyzja dla mojej kariery”). To zwykle jest wystarczająco dobry kontrakt i ma szansę powodzenia, ale może w nim brakować energii, jeśli nie jest wspierany motywacją ze stanu Ja-Dziecko.

Największe szanse na powodzenia ma jednak kontrakt ze stanu Ja-Dziecko. Dotyczy on tego, czego chcesz, na co masz ochotę (np. „Będę odkładać co miesiąc 10% wypłaty – chcę jechać na moje wymarzone wakacje!”). To tutaj jest sedno energii i motywacji do zmiany. Stan Ja-Dziecko zawsze znajdzie drogę do realizacji swoich potrzeb – jeśli nie pozytywną, to negatywną. Jeśli kontrakt ze stanu Ja-Rodzic ogranicza potrzeby ze stanu Ja-Dziecko, to prawdopodobnie będzie sabotowany, dopóki nie zostaną uwzględnione potrzeby z Ja-Dziecko.

Dlatego właśnie rezygnacja z używek typu papierosy, alkohol, narkotyki (ale także cukier!) jest tak trudna – osoba uzależniona (o ile jest na tym etapie świadomości) wie, że należy je rzucić, bo źle wpływają na jej zdrowie, rodzinę, otoczenie, ale jednocześnie chce być pod ich wpływem. Ze stanu Ja-Dziecko szuka możliwości zaspokojenia tej ochoty.

Zobacz, jaka jest różnica w motywacji do odchudzania:
Ja-Rodzic: Muszę schudnąć, bo już po prostu źle wyglądam. Powinnam/em się za siebie zabrać. To straszne do jakiego stanu się doprowadziłem/am. Trzeba coś z tym zrobić. Wypadałoby jakoś wyglądać na plaży.
Ja-Dorosły: Schudnę, bo to dobre dla zdrowia. Warto utrzymywać optymalną wagę – to zmniejsza ryzyko różnych chorób, pozwala mi zachować sprawność.
Ja-Dziecko: Chcę zrzucić żeby śmigać po górach bez zadyszki. No i mam ochotę znowu założyć mój ukochany ciuszek, w który nie mieszczę się od jakiegoś czasu. Poza tym lubię fajnie wyglądać.

Jeśli Twoja odpowiedź na pytanie o motywację do zmiany zawiera zarówno elementy ze stanu Ja-Dorosły, jak i Ja-Dziecko, to Twój kontrakt ma największe szanse na powodzenie, ponieważ jednocześnie chcesz jego realizacji, jak i uważasz ją za sensowną w Twojej sytuacji.

Jeśli jednak Twoja odpowiedź na to pytanie pochodzi ze stanu Ja-Rodzic, skup się na swoich potrzebach, zobacz co tam w Twoim Dziecku Wolnym i zastanów się, jak je zachęcić do współpracy, tak żeby była to zmiana z ochotą i chęcią, a nie w poczuciu powinności czy obowiązku, bo wówczas w ten czy inny sposób zasabotujesz realizację celu.


CZEGO POTRZEBUJĘ OD INNYCH, ABY TO OSIĄGNĄĆ?

Możliwe pułapki: konieczna zmiana innych

Zerknij na to, co masz zapisane i określ na skali 0 – 100% na ile realne jest, aby to osiągnąć. Jeśli szansa jest bardzo niska, najwyraźniej Twoje oczekiwania od innych wymagają zmiany lub przeformułowania. Jeśli zmiana jest zależna od innych, a jednocześnie oceniasz szanse na wsparcie z ich strony na kilka-kilkanaście procent, to sprawdź na ile Twój cel nie jest jednak powiązany z zawoalowanym kontraktem na zmianę innych.


CO POTRZEBUJĘ ZROBIĆ, ABY TO OSIĄGNĄĆ?

Możliwe pułapki: kontrakt stop, kontrakt na zmianę kogoś innego, kontrakt magiczny

Tutaj, podobnie jak w pytaniu pierwszym, pułapki dotyczą tego, że być może planujesz przestać coś robić (zamiast zacząć coś robić), potrzebujesz zmienić kogoś, aby osiągnąć swój cel (zamiast skoncentrować się na zmianie siebie) albo możesz zakładać nierealistyczne działania.


JAK MOGĘ SABOTOWAĆ SWOJE DZIAŁANIA, ABY TEGO NIE OSIĄGNĄĆ?

Możliwe pułapki: sabotaż ze stanu Ja-Dziecko Zaadaptowane lub ogólnie stanu Ja-Dziecko.

Mamy naturalną chęć do zmiany, motywowaną przez nasz stan Ja-Dziecko Wolne. Nasz stan Ja-Dziecko Zaadaptowane mówi jednak zwykle: „nie chcę zmiany”, stąd każdy z nas w jakimś stopniu sabotuje swoją zmianę, nawet jeśli kontrakt jest generalnie ze stanu Ja-Dziecko. Warto rozpoznać w jaki sposób to robimy.

Jak zazwyczaj utrudniasz sobie realizację swoich zamiarów? Może bierzesz na siebie za dużo, aby Ci się nie udało? Albo szukasz wymówek, aby zrzucić odpowiedzialność za porażkę na kogoś / coś innego? A może jesteś wiecznie niezadowolony/a z nie dość doskonałego efektu, frustrujesz się i porzucasz swój zamiar? Każdy z nas ma kilka swoich sposobów. Aby je odkryć, przeanalizuj swoje poprzednie postanowienia i zobacz, co stanęło im na przeszkodzie – bardzo możliwe, że odkryjesz powtarzający się schemat.

Co ważne, jeśli kontrakt jest zawarty ze stanu Ja-Rodzic, to zwykle stoi w sprzeczności z potrzebami ze stanu Ja-Dziecko i możemy się spodziewać prób sabotażu – nasze wewnętrzne dziecko będzie szukać możliwości realizacji swoich, często innych celów.


KIEDY ZACZNĘ?

Możliwe pułapki: unikanie konkretów (sabotowanie pierwszego kroku)

Masz tutaj konkretny termin czy może pojawiło się „nie wiem”, „to zależy od”, „muszę to jeszcze przemyśleć”? Jeśli nie masz terminu, to zobacz co jest powodem: być może Twój cel wymaga rozbicia na mniejsze cele i określenie terminów dla nich. Jeśli jednak odkładasz start, ponieważ nie czujesz się jeszcze gotowy/a, to warto, abyś spojrzał/a na swój cel pod kątem tego, skąd pochodzi Twoja motywacja i jakie widzisz tendencje do sabotowania swoich postanowień.

I jak patrzycie teraz na swoje cele? Ja się właśnie zastanawiam jak przehandlować wprowadzenie ćwiczeń z moim Ja-Dziecko, które lubi sobie poleniuchować (i ciasteczka też lubi). Może kupię sobie jakąś fajną, acz nieco za małą kieckę, żebym miała ochotę się w nią wbić? 😉

Najważniejsze jest bowiem to, aby zmiany naprawdę chcieć.

 

Bibliografia:
materiały ze szkolenia „Szkoła redecyzji w praktyce”, Tony White, 05-06.06.2018 r., Poznań