Twoja rola w grupie a pozycja życiowa

Jaką rolę zwykle przyjmujesz w grupie? Angażujesz się w osiągnięcie wspólnego celu, a może stoisz nieco na uboczu albo jesteś w opozycji do głównego nurtu? Może w ogóle nie lubisz grup, bo masz poczucie, że znowu nie wypracujecie niczego wartościowego, ale jednocześnie uważasz, że nie ma sensu się wypowiadać, bo i tak niczego to nie zmieni? Okazuje się, że rola, którą najczęściej przyjmujemy w grupie, wiele mówi o naszej pozycji życiowej. Ten niezwykle ciekawy wniosek przedstawiła na swoim szkoleniu z „Przywództwa i odporności w ujęciu Analizy Transakcyjnej” Rosemary Napper – doświadczona, certyfikowana nauczycielka analizy transakcyjnej, która gościła niedawno w Polsce.

Zapraszam Cię zatem do uważnego spojrzenia w głąb siebie i zdecydowania, czy w grupie jesteś najczęściej uczestnikiem, pasażerem, opozycjonistą czy też więźniem, a także do obejrzenia, co Twoja rola mówi o Twojej pozycji życiowej.

 

Uczestnik

Kiedy aktywnie uczestniczysz w tym, co jest wypracowywane przez grupę z szacunkiem dla siebie oraz dla innych członków grupy, przedstawiasz swoje zdanie, ale też słuchasz innych. Nie wycofujesz się, ani też nie narzucasz swojej racji, a raczej nastawiasz się na wspólne wypracowanie czegoś dobrego dla grupy. Dbasz przy tym o konstruktywne wyrażenie swojego zdania. Jest jednak wyraźna różnica w przedstawianiu swojego zdania i w narzucaniu go. U podstaw pozycji uczestnika leży wzajemny szacunek: do swoich racji, potrzeb, kompetencji, jak i do racji, potrzeb i kompetencji pozostałych uczestników.

Kiedy w ten sposób uczestniczysz, jesteś w pozycji „Ja jestem OK – Ty jesteś OK”. Jest to pozycja życiowa, w której dostrzegasz swoje zasoby i potrzeby oraz dbasz o nie adekwatnie, podobnie jak dostrzegasz zasoby i potrzeby drugiej strony i akceptujesz prawo innych do zadbania o siebie. Szukasz wówczas, wspólnie z innymi uczestnikami grupy, dobrego rozwiązania. To właśnie jest kwintesencja zaangażowania w pracę grupy z pozycji OK-OK. Jeśli generalnie masz takie doświadczenia z obecności w różnych grupach (nie tylko zawodowych, ale także prywatnych), to prawdopodobnie często jesteś w pozycji „Ja jestem OK – Ty jesteś OK”.

 

Pasażer

Kiedy biernie patrzysz na to, co grupa wypracuje, jesteś w roli pasażera. Można by powiedzieć, że pasażera „na gapę”, bo korzystasz z tego, co wypracowali inni, bez wnoszenia swojego wkładu. Kiedy funkcjonujesz w grupie w roli pasażera, rzadko zabierasz głos, biernie słuchasz, może nawet zajmujesz się przeglądaniem telefonu, czy snuciem planów na inny czas. Wewnętrznie czujesz, że nie ma sensu się wypowiadać – w końcu inni coś wypracują i Ty się do tego ustosunkujesz (albo i nie, jeszcze zobaczysz, może po prostu przytakniesz, żeby mieć to z głowy).

Jest to związane z pozycją życiową „Ja nie jestem OK – Ty jesteś OK”. Dlaczego? Ponieważ powstrzymujesz się w jakimś stopniu od zabrania głosu, zadbania o swoje potrzeby i skorzystania ze swoich zasobów, oddając decyzyjność innym i niejako bezwolnie za nimi podążając. Nawet jeśli finalnie nie decydujesz się przyjąć rozwiązania wypracowanego przez grupę, przez brak aktywnego uczestniczenia stawiasz się na gorszej pozycji, wyłączasz się z procesu podejmowania decyzji, być może czując przy tym, że Twoje zdanie i tak nie zostałoby wzięte pod uwagę. Jeśli często obserwujesz siebie w roli pasażera w różnych grupach (w pracy, ale także w gronie znajomych), prawdopodobnie często jesteś w pozycji „Ja nie jestem OK – Ty jesteś OK”.

 

Opozycjonista

Kiedy włączasz tryb opozycjonisty, często kwestionujesz poglądy innych. W końcu masz świetną propozycję i inni powinni ją uwzględnić, musisz tylko udowodnić, że inne pomysły nie są tak dobre. Być może masz pełne przekonanie do swojego pomysłu i nie ma w tym niczego złego. Jeśli jednak w ślad za tym idzie przekonanie, że wiesz lepiej i cicha (albo i wyraźnie zaznaczona) chęć bycia w opozycji do przedstawianego pomysłu – nie jest to pozycja OK-OK. Nie musi to przejawiać się otwartym konfliktem i przekrzykiwaniem, równie dobrze może to być gra w „tak, ale (i tu wstaw kontrpropozycję)” lub lubiane w kręgach „rozwojowców” unikających „ale” – „tak, jednocześnie”. Efekt jest ten sam: kwestionowanie zdania innych.

Jest to związane z pozycją życiową „Ja jestem OK – Ty nie jesteś OK”. Dlaczego? Ponieważ unieważniasz innych i ich potrzeby, zakładając, że Twoje zdanie jest najlepsze. Nie ma w tym jednak realnej dyskusji, nawet jeśli zdajesz się do niej zapraszać, ponieważ głęboko pod spodem kryje się potrzeba wykazania, że inni nie mają racji i wygrania „dyskusji” albo przynajmniej wypunktowania błędów innych. Jeśli jest to znana Ci postawa, możesz także czuć gdzieś głęboko w środku, że irytują Cię ludzie zdobywający w grupie większą popularność i możesz mieć w związku z tym ochotę punktować ich pomyłki, czy też podkreślać, że nie do końca wszystko wzięli pod uwagę, dla samej satysfakcji wykazania tego.

 

Więzień

Kiedy czujesz się więźniem grupy, masz poczucie, że to co robicie nie ma sensu i jednocześnie niczego nie da się z tym zrobić. Nie chcesz się angażować, ale też nie czujesz przestrzeni na to, aby opuścić daną grupę. Tkwisz więc w rosnącym poczuciu krzywdy i beznadziei. Może czasem marudzisz, ale raczej nie podejmujesz żadnych działań, aby coś zmienić. Może temu towarzyszyć poczucie, że się nie da, inni znowu będą wszystko utrudniać, albo będą przeciwko Tobie, więc to generalnie nie ma sensu.

Jest to związane z pozycją życiową „Ja nie jestem OK – Ty nie jesteś OK”. Dlaczego? Ponieważ nie widzisz możliwości rozwiązania problemu ani w sobie, ani w innych. Zakładasz u siebie brak zdolności do zainicjowania zmiany czy zadbania o swoje potrzeby, a jednocześnie innych członków grupy postrzegasz jako niewspierających, niezdolnych do zmiany lub może nawet wrogich. Może przy tym towarzyszyć Ci poczucie beznadziei („nie mam siły, tu niczego nie da się zrobić, nikt nie chce słuchać”), a nawet frustracji („nie ma sensu z nimi rozmawiać, niczego nie rozumieją”) czy wręcz wrogości („niczego nie mogę zrobić, wszyscy są przeciwko mnie”).

 

Gdzie w tym wszystkim jesteś Ty?

Może pomyślisz sobie: „Ok, ostatnio nie chciało mi się rozmawiać ze znajomymi o wspólnym wyjeździe. Czy to znaczy, że jestem generalnie w pozycji życiowej nie-OK?” Nie, zdecydowanie nie chodzi o wyciąganie wniosków z jednostkowej sytuacji. Znasz siebie jednak na tyle, aby wiedzieć, jaką rolę wybierasz najczęściej. Zachęcam Cię tu do uważnej obserwacji i… uczciwości. Pewnie wszyscy chętnie widzielibyśmy siebie w grupie aktywnych uczestników. Obserwacja pracy grupowej pokazuje jednak zwykle coś innego. Przebywanie w grupie to świetna okazja do pooglądania, co też uruchamia się u nas na głębszych poziomach. Pomyśl zatem szczególnie o tym, jak widzisz siebie na tle grupy:

> Co sądzisz o swoich zasobach i kompetencjach?

> Jaki masz wpływ na to, co będzie wypracowane?

> Jak dbasz o swoje potrzeby w grupie?

> Na ile wyrażasz swoje zdanie?

 

A jak widzisz pozostałych uczestników danej grupy?

> Co sądzisz o ich zasobach i kompetencjach?

> Jaki powinni mieć Twoim zdaniem wpływ na to, co będzie wypracowane?

> Na ile, w Twoim odczuciu, mogą dbać o swoje potrzeby?

> Jak chętnie słuchasz tego, co mają do powiedzenia?

Zadaj sobie też pytanie, w jakiej roli jesteś właśnie wtedy, gdy nie jesteś w pozycji OK-OK, a zatem: Kiedy nie angażujesz się w pracę grupy z opcji OK-OK, to co robisz? Wycofujesz się w bierność, oporujesz wobec przedstawianych propozycji, czy też może trwasz w bezsilności? Pokaże Ci to, jakie pozycje życiowe zajmujesz najczęściej właśnie wtedy, gdy tracisz swoje OKness, czyli zdolność do bycia w pozycji OK-OK.  

Dla mnie był to jeden z bardzo odkrywczych momentów warsztatu. Kiedyś długo odkrywałam o sobie to, co Rosemary pokazała w oparciu o tak prosty kawałek teorii, tj. to, w której pozycji życiowej jestem, gdy tracę swoje OK-OK. To niesamowite, jak zwykła obserwacja uczestników grupy i ich rodzaju aktywności wystarczy do wyciągnięcia głębokich wniosków.

Wszyscy czasem tracimy nasze OK-OK. Zdarza się też, że ktoś stale jest w innej pozycji życiowej. Warto wiedzieć, jak to wygląda u nas i pracować nad sobą rozwijając dostęp do swojego zintegrowanego stanu Ja-Dorosły, który pozwala nam utrzymać zdolność do bycia w OK-OK. W dużej mierze temu obszarowi poświęcony był warsztat Rosemary. Przy następnym przypływie weny opiszę też inne ciekawe wnioski z niego 🙂

O pozycji życiowej możesz poczytać więcej także w tym wpisie: Skala pozycji życiowej: Sprawdź czy jesteś w pozycji OK-OK.

Bibliografia:
Napper, R. (2019). materiały ze szkolenia „Przywództwo i odporność w ujęciu Analizy Transakcyjnej”. Katowice, 16-18.04.2019

Process Communication Model: certyfikacja

Zdałam! Już oficjalnie mogę napisać, że jestem coachem i trenerem Process Communication Model.

Pisałam na fanpage’u (Analiza Transakcyjna dla entuzjastów i praktyków) o moim szkoleniu w Paryżu i o tym, że proszę o kciuki przed egzaminem. Dziękuję za kciuki i wszystkie ciepłe wiadomości – pomogły mi bardzo, bo stresowałam się porządnie. Wróciłam już z Paryża i wczoraj świętowaliśmy we francuskim stylu, jak widać na jednym z powyższych zdjęć 🙂

Pojawiło się też sporo pytań co konkretnie zdałam i jak się to ma do AT 🙂 Dzisiejszy wpis jest właśnie o tym.

Czym jest Process Communication Model?

Process Communication Model to świetne narzędzie, które pozwoliło mi lepiej zrozumieć drivery i ich wpływ. Zakochałam się w nim jak tylko przeczytałam pierwszą książkę o modelu – wspomniałam o niej na fanpage’u. Model powstał w wyniku dalszych prac Taibiego Kahlera (twórcy pojęć miniskrypt i driver) właśnie nad driverami i powiązanymi z nimi typami osobowości. Zakłada, że istnieje sześć typów osobowości, które posiadają swoją charakterystykę. Są one powiązane z określonymi driverami, mocnymi stronami, potrzebami, motywatorami, a także sekwencją stresu. Każdy z typów ma preferowaną percepcję oraz styl komunikacji.

Nie jesteśmy jednak jednym typem. Każdy z nas ma w sobie wszystkich sześć typów, jednak w różnym natężeniu i można to zmierzyć kwestionariuszem zaprojektowanym do tego modelu. PCM pozwala zidentyfikować jaki mamy dostęp do każdego z typów oraz który jest naszą bazą (naszym podstawowym typem), a który fazą (obecnie doświadczanym typem). Rozpoznanie własnej bazy i fazy oraz bazy i fazy rozmówcy ułatwia wzajemne zrozumienie, zbudowanie porozumienia i efektywną komunikację. Co ważne, można to zrobić skutecznie w oparciu o obserwację – i tego właśnie uczyliśmy się cały czas w trakcie warsztatów. PCM pozwala także zrozumieć (i przewidzieć!) jakie zachowania pojawią się w stresie i jak przebiegnie sekwencja: od subtelnych sygnałów świadczących o pojawieniu się drivera, przez mechanizm błędu, aż do wypłaty.

Ciekawostka: Przez 20 lat PCM był używany przez NASA jako element procesu rekrutacji i szkolenia astronautów, w szczególności pod kątem zarządzania stresem. Obecnie wykorzystywany jest przede wszystkim w biznesie – w działaniach rozwojowych na rzecz budowania relacji z innymi, efektywnej komunikacji, skutecznym zarządzaniu, motywowaniu i ograniczaniu stresu.

Jak wygląda certyfikacja?

Szkolenie było podzielone na dwie części, stąd moje wpisy na fanpage’u o pobycie w Paryżu w październiku i listopadzie. Przez łącznie 10 dni uczyłam się jak wykorzystywać model w praktyce, a egzamin miał być weryfikacją nie tego czy znam model, a raczej czy umiem go używać. Zaczynał się od zaprezentowania każdego z 6 typów poprzez odpowiednie przesłanki: słowa, ton głosu, gesty, postawę i mimikę. Potrzebujemy zgodności min. 3 z 5 przesłanek, także egzaminator oceniał czy prezentuję min. 3. Najtrudniejsze zaczęło się jednak później: każdy z nas prezentował 1 z 12 tematów zaczynając od anegdoty z własnego życia ilustrującej ten fragment koncepcji i przechodząc do treści merytorycznych, a w trakcie prezentacji w dowolnych momentach uczestnicy podgrywali każdy z typów w pozycji OK/OK oraz jako driver (a zatem już nie OK/OK). Oceniany był nie tylko kontent merytoryczny, ale przede wszystkim adekwatne reakcje na zachowanie grupy. Mam nadzieję, że już rozumiecie mój stres 😉 Zrobienie tego po angielsku było dla mnie sporym wyzwaniem.

Co dalej?

Napiszę niebawem 😉 Jeśli już wiecie, że temat Was interesuje i chcielibyście rozpoznać swój układ typów lub nauczyć się jak to robić u innych – dajcie znać.

 

Z czym wróciłam ze Światowej Konferencji AT

Pojechałam do Berlina podekscytowana i przestraszona zarazem.  Z jednej strony miałam sporo obaw czy będę w stanie swobodnie uczestniczyć w warsztatach po angielsku, a z drugiej cieszyłam się na możliwość osobistej rozmowy z osobami, które kojarzę tylko z artykułów i książek. Jesteście ciekawi jak było na World Conference of Transactional Analysis w Berlinie 27-29.07.2017 i z czym wróciłam? Dzisiejszy wpis w całości o konferencji!

Chyba wszyscy uczestnicy (a przynajmniej Ci, z którymi rozmawiałam) są zgodni co do jednego: organizacja konferencji pozostawiała wiele do życzenia. Niestety panował dość duży chaos. Nie to stanowi o merytorycznej wartości konferencji, ale jednak usterki tego rodzaju obniżają przyjemność z udziału. Skupię się jednak na aspektach merytorycznych. Tutaj wnioski są na szczęście znacznie bardziej pozytywne. Konferencja była warsztatowa. Po porannym rozpoczęciu uczestnicy wybierali codziennie dwa warsztaty, w których wezmą udział. W efekcie wnioski z uczestnictwa zależne są od jakości sześciu warsztatów. Opowiem Wam krótko o moich wyborach.

Wiadomości zakazujące – o zakazach
Mój najciekawszy wybór. Trochę determinacji wymagało wejście na ten warsztat, ponieważ początkowo odbiłam się od zamkniętych drzwi, zablokowanych (dosłownie – ciałem uczestniczki!) ze względu na brak miejsc. Miejsc może nie ma, ale w końcu jest podłoga i parapet, prawda? 🙂 Te zapełniły się równie szybko i w ekstremalnie zatłoczonej sali spędziliśmy wspaniały czas. Prowadzący (John McNeel) okazał się być bardzo serdecznym człowiekiem. Rzadko spotyka się ludzi, od których bije jednocześnie taka pewność siebie i ciepło. Ten starszy pan stał się moją reprezentacją pozycji OK-OK. Do tego udostępnił uczestnikom nieopublikowany artykuł dot. autodiagnozy i zachęcał do przekazywania go dalej. Zapytałam po warsztacie czy mogę opisać go na blogu i usłyszałam, że jak najbardziej. Będzie zatem nowy wpis, zerkajcie na blog 🙂

Warsztat dotyczył zakazów, a te jak wiecie analizuję ostatnio od różnych stron. Mamy dwa rodzaje decyzji na wiadomości zakazowe (z ang. „injunctive messages”, które to określenie prowadzący preferuje zamiast słowa „zakaz”):
– rozpaczliwą (z ang. „despairing decision”),
– buntowniczą (z ang. „defiant decision”).
W przypadku rozpaczliwej decyzji przyjmujemy wiadomość zakazową jako prawdziwą, co przejawia się w naszym życiu. Jeśli jednak podejmujemy buntowniczą decyzję, zaczynamy działać w myśl sekwencji: „Nie mogę?! Już ja Ci pokażę!”. Jest to forma poradzenia sobie z otrzymywaną wiadomością zakazową, jednak w rzeczywistości utrzymuje nas ona nadal w jej sidłach. Prowadzący podzielił wiadomości zakazowe na kategorie, wskazał czym charakteryzują się oba rodzaje decyzji i jak je rozpoznać: jakie zachowania maskujące wskazują na decyzję buntowniczą oraz jakie przekonania mogą wskazywać na występowanie zakazu, a jakie na zdrowe spojrzenie na daną kwestię. W udostępnionych materiałach zaprezentował też skrótowo proces terapii w odniesieniu do każdego zakazu, tj. treść redecyzji oraz pożądany nowy nawyk. Z całą pewnością napiszę niebawem artykuł odnoszący się do tego warsztatu, bo całość jest niezwykle interesująca!

Z warsztatu wyszłam też z pięknym cytatem (autorstwa V. Price):
„Jeśli głos w Twojej głowie nie mówi ze współczuciem – nie wierz mu”.

mcneel.jpg

Warsztat Johna McNeela „Resolving Injunctive Messages, Creating Healthy Boundaries”


Trójkąt Dramatyczny i jego rozwinięcie
Zdecydowałam się też na warsztat sławy – Stephena Karpmana, autora koncepcji Trójkąta Dramatycznego. Sala, jak możecie się domyślać, pękała w szwach. Sam warsztat był przeglądem koncepcji z zarysem historycznym dot. Trójkąta Dramatycznego. Wyniosłam z niego raczej bardziej uporządkowaną wiedzę nt. rozwoju teorii niż jakieś konkretne nowości. Nie będę się tu rozpisywać, ponieważ o koncepcjach Stephena Karpmana napiszę jeszcze w osobnym poście. Materiału mam sporo, jako że po konferencji zostałam na całodniowym szkoleniu! Niestety na szkolenie nie dojechały egzemplarze nowej książki autora („A Game Free Life”), ale uczestnicy mają niebawem otrzymać je pocztą. Wpis połączę zatem z recenzją książki, a na tę muszę jeszcze chwilę poczekać.

Z warsztatu wychodzę z inspirującym cytatem Steve’a Karpmana:
„W Trójkącie Dramatycznym jest też pozytywna energia. Tak jak jest pozytywny i negatywny aspekt każdego ze stanów Ja, tak Trójkąt Dramatyczny ma pozytywną i negatywną energię – jest pozytywna i negatywna Ofiara, Ratownik i Prześladowca”.
Rozwinę tę myśl w obiecanym artykule!

karpman-e1502042291476.jpg

Warsztat Stephena Karpmana: „The Drama Triangle and Compassion Triangle”

IntrovisionCoaching
To autorska metoda pogłębionej pracy coachingowej, w myśl której w momencie rozpoczynania sekwencji skryptowej pojawia się alarm z poziomu ciała migdałowatego. Jego główną funkcją jest ochrona przed zagrożeniem. Sednem pracy coachingowej jest zidentyfikowanie zagrożenia, które zdaniem autora sprowadza się do czterech obszarów:
– bezradności (z ang. „helpless”),
– bezwartościowości (z ang. „worthless”),
– braku miłości (z ang. „loveless”)
– konieczności śmierci (z ang. „I must die”).
U osoby doświadczającej tego sygnału zagrożenia na nieświadomym poziomie pojawia się imperatyw: W każdej sytuacji unikaj ww. obszaru (tj. jednego z czterech wymienionych powyżej). Rolą prowadzącego sesję jest nauczyć klienta obserwacji swojego stanu (kolejno na poziomie ciała, emocji i kognitywnym) w myśl zasad przypominających mi ćwiczenie uważności. Po tym następuje diagnoza lęku, tj. czego w rzeczywistości obawia się klient w trudnej dla niego sytuacji, co się stanie, jeśli sobie z nią nie poradzi. Kiedy już imperatyw zostanie ujawniony, prowadzący sesję wprowadza komunikat, w którym przyznaje, że ta obawa może być urzeczywistniona, ale w odniesieniu do rzeczywistości, tj. „Jest możliwe, że zawalisz tę prezentację i szef uzna cię za bezwartościowego” (ale nie: „Jest możliwe, że jesteś bezwartościowy”!). Komunikat odnosi się do zachowania, sytuacji, a nie generalnie do osoby. Klient ma za zadanie obserwować bez interpretowania swoje ciało, następnie emocje i kolejno myśli. Prowadzący sesję nagrywa też komunikat i klient pracuje z nim także w domu. Całość przypomina mi mocno ćwiczenia związane z uważnością i niektóre techniki stosowane w terapii behawioralno-poznawczej. Metoda jest bardzo ciekawa, jednak wyszłam z warsztatu z jednym znaczącym pytaniem: Gdzie do jasnej ciasnej moje AT, dla którego tu przyjechałam? 🙂 Przyznam, że spodziewałam się powiązania imperatywów z driverami lub zakazami, ale nic takiego nie nastąpiło. Już w trakcie warsztatów ułożyłam mi się w głowie teoria na ten temat, ale muszę lepiej poznać metodę, żeby sprawdzić czy moje wnioski są prawidłowe. Jeśli uda mi się znaleźć literaturę i poćwiczyć w praktyce podzielę się z Wami wnioskami.

Z warsztatu wyniosłam za to ciekawą myśl związaną już z AT – tzw. „pozytywne myślenie” może być niekonstruktywne. Zaskakujące, prawda? W ujęciu AT: Jeśli nasze Ja-Dziecko mówi „Boję się”, a Ja-Rodzic odpowiada „Myśl pozytywnie!” to w rzeczywistości odsyła Ja-Dziecko, a nie odpowiada na jego potrzeby. Tendencja do „pozytywnego myślenia”, zamiast docierania do potrzeb i odpowiadania na nie, może być strategią na unikanie zmierzenia się z potrzebami płynącymi ze stanu Ja-Dziecko.

Ciało, waga i AT
Warsztat, na który trafiłam zupełnie przypadkowo (to efekt wspomnianych usterek organizacyjnych…) dotyczył postrzegania ciała. Nie fascynował mnie ten temat, ale musze przyznać, że wyszłam zaciekawiona przedstawioną koncepcją. W jej myśl psychologicznym celem wzrostu wagi może być:
– próba schowania „złego self”,
– ochrona wrażliwego self,
– pragnienie trzymania świata na dystans (ochranianie siebie przez zwiększanie dystansu do oprawców, charakterystyczne szczególnie dla osób doświadczających przemocy lub nadużyć),
– wspieranie siebie w przypadku zbyt dużej odpowiedzialności, charakterystycznej dla osób z zakazem „nie bądź dzieckiem” (w końcu dla dziecka dorosły = duży),
– pragnienie bycia dostrzeżonym (żeby zająć miejsce w świecie).

Prowadząca zwróciła uwagę na psychologiczne potrzeby związane z większym ciałem (np. ciało jako ochrona przed światem lub sposób zajęcia miejsca w świecie) oraz emocjonalną potrzebę jedzenia w efekcie przeżywanego poczucia niedostatku. W konsekwencji może pojawić się sytuacja, w której utrata wagi jest korzystna fizycznie, biorąc pod uwagę aspekt zdrowia i kondycji, ale niekorzystna psychologicznie poprzez utratę funkcji, jaką spełnia większe ciało. Prowadząca odwoływała się do badań i publikacji Kathy Leach, do których z pewnością zajrzę. Zainteresowanych odsyłam do artykułu „Treatment Considerations for Female Overeating and Obesity Using a Transactional Analysis Framework” (opublikowany w Transactional Analysis Journal) oraz do książki „The Overweight Patient – a Psychological Approach to Understanding and Working with Obesity”, w której autorka integruje wiedzę nt. pracy z wagą oraz analizy transakcyjnej. Zachętą do tej publikacji niech będzie przedmowa, w której autorka dziękuje za zaangażowanie w pomoc nad pisaniem książki samej Charlotte Sills!

Myśl, którą wyniosłam (dotyczy odchudzania):
„Jeśli Ja-Dziecko nie jest włączone w proces, możemy wykonać wiele pracy z Ja-Rodzic i Ja-Dorosły, ale to niczego nie zmieni.”

Witajcie w swojej bajce…
Sobotnie przedpołudnie było bardzo poruszające za sprawą warsztatu o bajkach. Tak, dobrze czytacie – bajkach, takich dla dzieci. Autorki koncepcji przedstawiały swoją metodę pracy z bajkami i pokazywały jak w oparciu o analizę bajki, przy użyciu 16 pytań, można wnikliwie przeanalizować skrypt. O tym także będę chciała napisać w osobnym artykule. Czy pamiętacie swoją ulubioną bajkę lub opowieść? A może nie macie ulubionej, ale taką, która zapadła Wam w pamięć? Miejcie ją na uwadze, pojawi się niebawem na blogu wpis o tym jak interpretować swoją bajkę. I tak, na różnych etapach życia mogą to być różne bajki, temu też warto się przyjrzeć. Warsztat składał się także z drugiej części –  prowadzące pokazały jak pracują z ciałem w oparciu o treści z bajki. Bajka stanowi tu pretekst do wejścia w świat klienta i omówienia napięć dostrzeganych w ciele. Poruszająca była obserwacja pracy z jedną z uczestniczek.

Warsztat dał mi użyteczne narzędzie w postaci listy 16 pytań, które pozwalają na analizę własnej bajki.

Cytatów nie będzie, weszłam w osobisty proces tak mocno, że skupiłam się na pracy indywidualnej i obserwacji pracy prowadzących, zamiast na robieniu notatek 🙂

Episkrypt i redecyzja
Tu, przyznaję, wynudziłam się mocno. Prowadząca wydawała się być zaskoczona obecnością osób angielskojęzycznych. Warsztat prowadziła po niemiecku, a tłumaczka bardziej streszczała niż tłumaczyła. W dodatku brakowało jej słownictwa z zakresu AT. W efekcie podczas dość długich wypowiedzi prowadzącej nie miałam pojęcia o czym mowa, a krótkie i niedokładne streszczenia po angielsku nie były zbyt satysfakcjonujące. A szkoda, bo temat zapowiadał się ciekawie. Prowadząca pokazywała jak pracuje nad redecyzją w odniesieniu do episkryptu (przekazu skryptowego przekazywanego przez pokolenia), a zatem w pracy na krzesłach zasiadał już nie tylko klient i jego przykładowo (wyobrażona) matka, ale także (wyobrażona) babcia.

Tu także bez cytatów, jako że, póki co, nie szprecham po niemiecku 😉

Reasumując trafność moich wyborów: 5/6! Całkiem nieźle 🙂

Bonusem płynącym z międzynarodowej konferencji jest możliwość spotkania wielu ciekawych osób z różnych stron świata. Ucieszyłam się bardzo mogąc w końcu poznać osobiście Tony’ego White’a, o którym dość często wspominam w swoich wpisach. Dużo inspiracji czerpię z jego bloga, na który niezmiennie zapraszam (www.tony-white.com). Miałam też możliwość porozmawiać z Vannem Joinesem, współautorem książki „Analiza Transakcyjna dzisiaj” i Stephenem Karpmanem – autorem koncepcji Trójkąta Dramatycznego. Miło też było zobaczyć, a czasem także posłuchać, takich osobistości świata AT jak Charlotte Sills, Keith Tudor czy Mark Widdowson (ten ostatni otrzymał na konferencji nagrodę ITAA za swoje badania!). Fajnie było spotkać ludzi, których nazwiska kojarzyłam dotychczas tylko z artykułów i książek.

Na zdjęciu z Tonym Whitem (po lewej) i Vannem Joinesem (po prawej) 🙂

Ach, i na koniec jeszcze jedna świetna informacja wprost z konferencji: dostęp do Transactional Analysis Journal jest za darmo do 31 sierpnia!

Mam nadzieję, że spodobała się Wam relacja i że zaciekawiły Was tematy, które będą niebawem opisane. 🙂

Bibliografia:
Wyjątkowo brak 😉
No dobrze, obiecałam, że wpisy zawsze będą w oparciu o źródła, a zatem:
Word Conference for Transactional Analysis, 27-29.07.2017 – program i materiały konferencyjne dla warsztatów:
– „A new approach to dissolving scripts” (prowadzący: Ulrich Dehner),
– „Resolving Injunctive Messages, Creating Healthy Boundaries” (prowadzący: John McNeel),
– „The Drama Triangle and Compassion Triangle: entry, reinforcements, Kahler drivers and escapes” (prowadzący: Stephen Karpman, Rainer Musselmann),
– „Body Boundaries: The Place Where We Meet the World” (prowadząca: Mrinalini Sharma),
– „Scrpit: boundaries, meeting, identity. LIFE SCRIPT and my favorite fairy tale” (prowadzące: Katerina Bulhakova, Natalia Isaieva),
– „Emotion focused work with different ego states within therapy and counselinh” (prowadząca: Monika Hunziker-Hansen).