IMPAS. Kiedy czujesz, że nie możesz ruszyć.

Masz czasem poczucie, że tkwisz w miejscu, mimo świadomości, że czas się ruszyć? Wiesz, że musisz coś zrobić, ale po prostu nie możesz się za to zabrać? Analiza Transakcyjna nazywa ten stan impasem. Impas ma miejsce, gdy poszczególne stany Ja są ze sobą w konflikcie. Wiesz, co trzeba zrobić i jednocześnie nie chcesz tego robić albo wiesz, że czegoś nie powinno się robić, ale tak bardzo chcesz…

– „Muszę wyrobić teraz 110% normy i pracować profesjonalnie jak nigdy dotąd. Mam szansę na awans.”, ale „Tak bardzo mam ochotę to wszystko rzucić i odpocząć. Może zrobię sobie chwilę urlopu?”;
– „Czas zabrać się za naukę do tego ważnego egzaminu”, ale „Mam ochotę na jeszcze jeden odcinek serialu i może piwo ze znajomymi, zanim do tego usiądę.”

Kiedy nasze wewnętrzne komunikaty są sprzeczne, doświadczamy konfliktu i najczęściej utykamy w miejscu. Finał często jest taki, że ani nie wykonujemy założonej pracy („bo nie chcę!”), ani nie odpoczywamy tak, jakbyśmy chcieli, skoro już nie pracujemy („bo praca czeka!”). Ten stan może trwać bardzo długo. Kojarzysz takie momenty ze swojego życia, w których odkładałeś/aś coś nieustannie z poczuciem narastającej presji i jednocześnie totalnej niemocy zabrania się za ten temat? To jest właśnie impas.

Jak to wygląda najczęściej? W tym najbardziej podstawowym wydaniu odczuwamy jakiś przymus (ze stanu Ja Rodzic), który stoi w sprzeczności z naszymi pragnieniami (ze stanu Ja Dziecko). A zatem muszę i nie chcę jednocześnie. Co możesz z tym zrobić? Zapraszam Cię do zadania sobie kilku pytań:

  • Co masz zrobić, a tego nie robisz?

Zidentyfikuj, czego dotyczy impas: nazwij zadanie, które masz do zrobienia.

  • Jaki przymus dodajesz sobie do tego, co jest do zrobienia?

Zobacz, pod jakim warunkiem zrobisz to tak „jak należy”. Może ma być perfekcyjne i bez błędu? A może wszyscy mają być zadowoleni? Może musisz w to włożyć maksimum wysiłku, bo inaczej się nie liczy? Sprawdź, jak to jest u Ciebie. Tu zwykle pojawia się pewien warunek, który utrudnia sprawę. Jeśli AT jest Ci już bliskie, to trafnie zakładasz pewnie, że może to być driver, a zatem ten nasz wewnętrzny przymus, aby zrobić coś jakoś: ma być doskonałe, ma sprawiać przyjemność innym, ma być związane z wysilaniem się albo też masz przy tym być silny/a i nie prosić o pomoc, ani też nie nazywać swoich potrzeb.

  • Z jakim pragnieniem stoi w sprzeczności to, co (i jak) masz do zrobienia?

Co czujesz, kiedy myślisz o tym zadaniu? Co Cię blokuje? Pooglądaj emocje, które są z tym związane. Może czujesz frustrację, bo tak naprawdę chcesz inaczej? Być może wcale nie na najwyższym poziomie i z napięciem, ale z poczuciem flow i przyjemności. Może nie tak, aby wszyscy byli zadowoleni, ale tak, aby sprawiało to przyjemność Tobie. Tu dochodzą do głosu nasze potrzeby ze stanu Ja Dziecko Wolne. Te autentyczne pragnienia i emocje. Kiedy nie chcemy ich uznać, łatwo o auto-sabotaż.

  • Jak możesz uznać to pragnienie i jednocześnie zrobić to, co masz do zrobienia?

A może to wcale nie jest aż tak bardzo przeciwstawne, jeśli tylko poluzujesz nieco oczekiwania i pozwolisz sobie także na realizację tego, czego na tym głębokim poziomie pragniesz? Sprawdź, jak możesz odnaleźć przestrzeń na to pragnienie właśnie w tym, co masz do zrobienia.

  • Co „zyskasz” na utrzymywaniu tego stanu?

Zysk celowo jest tu ujęty w cudzysłów. Chodzi o to, aby sprawdzić, jakie fałszywe przekonanie o świecie sobie potwierdzasz tkwiąc w tym stanie. Jest to związane z Twoim skryptem życiowym, a zatem historią, którą nieświadomie odtwarzasz w toku swojego życia.

Przykładowo: Może planujesz przenieść swoją pracę w przestrzeń on-line. To teraz częsty przypadek, dotyczy wielu z nas. Załóżmy, że jest to szkolenie, które dotychczas odbywało się stacjonarnie, a teraz będzie w wersji online. Wiesz, co masz do zrobienia: trzeba opracować materiał tak, aby pasował do nowej formy nauczania; przygotować listę sprzętów i kupić je; zrobić test na małej grupie.

Wiesz to wszystko, ale nie podejmujesz działania. Czas upływa, coraz więcej osób w Twoim otoczeniu oferuje już takie rozwiązania, a Ty nie możesz się za to zabrać i jednocześnie czujesz narastającą frustrację. Czytasz już szóste zestawienie sprzętów do pracy online i bierzesz udział w kolejnym warsztacie u kogoś innego, aby zobaczyć, jak to jest, ale nic z tego nie wynika. Wciąż nie podejmujesz działania. Myślisz sobie: „Och, rety, no rusz się!”, ale zaraz dodajesz „jeszcze muszę doczytać / sprawdzić / pomyśleć, co z tym i tym.” Co może za tym stać?

Możliwości jest wiele i tylko Ty znasz odpowiedź, jeśli właśnie ten temat dotyczy Ciebie. W podanym przykładzie mógłby to być np. driver Bądź doskonały, a zatem przymus, aby wszystko przygotować na 110% i perfekcyjnie. To trudne, kiedy pierwszy raz za coś się zabierasz. Jeśli pierwsza realizacja ma być od razu na mistrzowskim poziomie, to rzeczywiście możesz czuć blokadę przed ruszeniem i sprawdzać godzinami, o co jeszcze zadbać. Jednocześnie na poziomie pragnień może pojawiać się ochota, aby szkolenie, było takie, jak dotychczas, bo takie właśnie lubisz i czujesz, że służy uczestnikom. Jak zatem możesz zadbać, aby było równie fajnie i praktycznie, ale w tych nowych okolicznościach? Co chcesz zabezpieczyć, o co zadbać? Jak możesz to zrobić, bez poczucia straty? No i jak możesz spuścić nieco z tonu i pozwolić sobie na „wystarczająco dobrze”? Najczęściej wystarczy zidentyfikować kluczowe oczekiwania naszych odbiorców i odpowiedzieć na nie, zamiast próbować zachwycić cały świat (i swoje ja-idealne!) 😉

Patrząc od strony AT do rozwiązania impasu tego rodzaju przydatne są dwa konstrukty:
dorosłego zintegrowanego, który uwzględnia zarówno sygnały ze stanu Ja Rodzic, jak i Ja Dziecko, które jest w końcu źródłem naszej motywacji (zerknij tutaj: Jak skutecznie umówić się ze sobą na zmianę?)
pracy nad nierozpoznaniami: aby zobaczyć, że zawsze są opcje i to zazwyczaj więcej niż jedna (zerknij tutaj: Nierozpoznania – kiedy nie wiesz, że nie wiesz).

To jednak nie wszystko. Impasy mają różne poziomy głębokości. Nie ma lekko, co? 🙂 To już kawałek dla tych nieco bardziej zaawansowanych w AT. Zasygnalizuję go tu tylko:

Opisany impas nazywamy impasem I stopnia i dotyczy konfliktu między stanem Ja Rodzic a Ja Dziecko. Można go łatwo wyrazić słowami i zidentyfikować konflikt wewnętrzny. Nieco głębszy jest impas II stopnia, który ma miejsce między wewnętrznymi strukturami samego Ja Dziecko (R1 i Dz1). Dotyczy konfliktu między zakazem (R1 – Rodzic w Dziecku), a potrzebami (Dz1 – Dziecko w Dziecku). Ten impas jest głębszy i wymaga także głębszej pracy: redecyzji. Jest on wyrażany raczej w emocjach, niż w słowach.

Jest jednak jeszcze jeden, głębszy poziom: impas III stopnia, który rozgrywa się na bardzo pierwotnym poziomie – w Dz1 (miedzy R0, a Dz0). Mówimy tu więc o strukturze III rzędu. Na tym poziomie impas jest przedwerbalny, a zatem zwykle nie do ujęcia w słowach. Jest on związany z protokołem skryptu – wczesnym planem, na bazie którego formułowany jest skrypt. Protokół jest sednem niewerbalnego doświadczenia płynącego z ciała, które stanowi zręb przyszłego skryptu życiowego. O protokole skryptu pewnie jeszcze kiedyś napiszę. To fascynujący temat, o którym brakuje polskojęzycznej literatury.

Wracając jednak do impasów. Zazwyczaj patrzymy na nie, jak na coś złego. Widzimy je jako frustrujące momenty utknięcia. Bardzo podoba mi się nieco inna perspektywa, którą wniósł Gianpiero Petriglieri na łamach Transactional Analysis Journal: Te momenty utknięcia towarzyszą nam przez całe życie i nierzadko są impulsem do dalszej zmiany. Kiedy doświadczamy impasu i tkwimy w pewnym dylemacie jakiś czas, oznacza to, że doświadczamy konfliktu naszych wewnętrznych głosów. Mamy więc okazję przyjrzeć się im, zobaczyć o co w nich chodzi i wybrać nową drogę, zgodną z naszymi wewnętrznymi pragnieniami. To może być zatem przełomowy moment i impuls do zmiany.

Bibliografia:
Cornell, W., Landaiche III, M. (2006). Impasse and Intimacy: Applying Berne’s Concept of Script Protocol. Transactional Analysis Journal, Vol 36 (3), 196-213.
Goulding, M., Goulding, R. (1997). Changing Lives Through Redecision Therapy. Grove Press: New York.
Mellor, K. (1980). Impasses: A Developmental and Structural Understanding. Transactional Analysis Journal, Vol 10 (3), 213-220.
Petriglieri, G. (2007). Stuck in a Moment: A Developmental Perspective on Impasses. Transactional Analysis Journal, Vol 37 (3), 185-194.

/ Praktykom AT, którzy chcą się zagłębić w temat impasów i ich stopni wraz z rozrysowaniem tematu na „bałwankach” (stanach Ja), polecam przy tej okazji kluczowy artykuł dotyczący tego zagadnienia: „Impasses: A Developmental and Structural Understanding” (Ken Mellor). Jeśli natomiast interesuje Was impas III stopnia i praca z nim, to bardzo polecam „Impasse and Intimacy: Applying Berne’s Concept
of Script Protocol” (William F. Cornell & N. Michel Landaiche III) – bardzo ciekawa analiza tego, czym jest impas III stopnia z odniesieniem do protokołu skryptu i opcji pracy nad nim. /

Jakie znaki rozpoznania dajesz i przyjmujesz?

Czym są znaki rozpoznania? W Analizie Transakcyjnej mówi się w ten sposób na wszystko to, co sygnalizujemy w relacji – to, co mówimy i pokazujemy innym, ale też i sobie. Analiza tego, jakie znaki rozpoznania dajemy i jakie odbieramy, jest bardzo cenną informacją o obszarach, w których warto coś zmienić. Dzisiaj właśnie o tym:

czym są znaki rozpoznania i jakie są ich rodzaje;

ekonomia znaków rozpoznania: czyli sprawdź, jak ich używasz;

– a na koniec opcja dla zaawansowanych w AT: rysy osobowościowe a upragnione, oczekiwane i faktycznie potrzebne rodzaje znaków rozpoznania.

RODZAJE ZNAKÓW ROZPOZNANIA


Znaki rozpoznania mogą być pozytywne – takie, które odbieramy jako miłe, wspierające, za którymi stoi pozytywna intencja (uśmiech, miły gest, słowa uznania) lub negatywne – takie, które odbieramy jako trudne, nieprzyjemne, a czasem stoi za nimi też negatywna intencja (gdy ktoś skrzywi się na nasz widok, słowa krytyki, nieprzyjemne w odbiorze gesty).

Dzielimy je również pod względem tego, czy dotyczą określonego zachowania, czy też generalnie istnienia. Te, które dotyczą zachowania, nazywane są warunkowymi, ponieważ dajemy je pod warunkiem, że ktoś zachowuje się w jakiś sposób, np. lubimy czyjeś poczucie humoru. Natomiast te, które dotyczą istnienia, są bezwarunkowe – mamy jakiś stosunek do kogoś, niezależnie od tego, co zrobi, np. kochamy i wspieramy, choćby nie wiem co albo nie znosimy niezależnie od wszystkiego.


Możemy zatem wyróżnić cztery warianty znaków rozpoznania:

POZYTYWNE BEZWARUNKOWE:

Kocham cię.”, „Lubię cię.”, „Jesteś wspaniałym człowiekiem.”, „Cieszę się, że mam w tobie przyjaciela.”, „Miło cię widzieć, zawsze cieszę się, gdy jesteś obok.

Dotyczą doceniania i uznania czyjegoś istnienia, a zatem pozytywne jest dla nas to, jaki ktoś jest i pokazujemy wtedy, że doceniamy jego/jej istnienie – bez żadnych warunków. Może to być także niewerbalny sygnał: szczery uśmiech na widok tej osoby, przytulenie albo ciepły gest, jak pamiętanie o urodzinach albo o tym, jaka jest ulubiona herbata tej osoby.

Potrzebujemy ich jak najwięcej. Jest to szczególnie ważne dla dzieci, aby czuły się akceptowane, kochane i wspierane. Dawanie pozytywnych bezwarunkowych znaków rozpoznania wzmacnia poczucie pewności siebie i jest podstawą budowania zdrowej samoakceptacji.


POZYTYWNE WARUNKOWE

 „Świetnie gotujesz.”, „Doskonale zrealizowany projekt, gratuluję.”, „Doceniam twoje wnikliwe uwagi.”, „Pięknie wyglądasz w tej sukience.

Dotyczą doceniania i uznania kogoś za coś, a zatem dajemy wyraz, że pozytywne jest dla nas to, co ktoś zrobił, wybrał. Sygnały te również mogą być niewerbalne, jak kiwanie głową z uznaniem podczas udanej prezentacji służbowej.

Tutaj uwaga na niuanse. Co sądzisz o takich znakach rozpoznania?

– „Świetna sukienka, uwielbiam ją. Idealnie maskuje te dodatkowe kilogramy, które ostatnio chyba nazbierałaś.

– „Gratuluję realizacji wskaźników. Widzę, że trafił ci się w końcu łatwy projekt i jakoś się udało.

– „No, nareszcie piątka ze sprawdzianu, wspaniale. Nauczyciel dał same proste zadania tym razem?

Niezbyt miłe, prawda? Choć z początku wydają się pozytywne, to jednak finalnie są nacechowane negatywnie. Jeśli więc ktoś daje Ci pozytywną informację, ale tak, aby na końcu zabolało – nie jest to pozytywny znak rozpoznania.

Jest to ważna kategoria znaków rozpoznania. Ich dawanie wspiera budowanie poczucia kompetencji, akceptacji dla działań i wyborów u osoby, która je otrzymuje. Równie ważne w dzieciństwie, gdy dziecko uczy się, co jest dobre i za co jest nagradzane.

Jest tu jednak pewna pułapka: Jeśli rodzice nie dają zbyt wielu pozytywnych bezwarunkowych znaków rozpoznania, a dają dużo pozytywnych warunkowych, może to prowadzić do wypracowania „pracoholizmu”. Dzieci potrzebują pozytywnych znaków rozpoznania. Jeśli nie dostają bezwarunkowych, będą starały się uzyskać warunkowe – a zatem będą się starały zasłużyć na ciepłe słowa. Może to prowadzić do wypracowania warunkowej pozytywnej samooceny, tj. zależnej od osiągnięć i uznania. A to już krok w stronę pracoholizmu i nieustannego udowadniania sobie, że się zasługuje na dobre słowa.

Jeśli zaś dzieci nie otrzymują także warunkowych pozytywnych, będą starały się dostać jakiekolwiek. Jakakolwiek uwaga rodzica jest bowiem lepsza, niż jej brak. A co pozostaje, jeśli nie pozytywne znaki rozpoznania?


NEGATYWNE WARUNKOWE

Nie podoba mi się twój pomysł, chyba tego nie przemyślałeś.”, „Źle w tym wyglądasz, nie leży na tobie.”, „Nie akceptuję takiego zachowania, nie podoba mi się to, co robisz.”, „Jak ty się zachowujesz?!

Dotyczą dezaprobaty w związku z jakimś zachowaniem. Dajemy wyraz temu, że nie podoba nam się coś, co ktoś robi lub mówi albo coś, co dotyczy jakiejś osoby w danej sytuacji. Możemy zasygnalizować to również bez słów: kręcąc przecząco głową, gdy ktoś pokazuje nam swój nowy projekt lub wzdychając, gdy ktoś zaprasza nas do jakiejś aktywności.

One także mają swoją ważną rolę w dzieciństwie – uczą dzieci, co nie jest akceptowane, wyznaczają granice. Ważne jednak, aby w ślad za nimi szły bezwarunkowe i warunkowe pozytywne znaki rozpoznania. Tak, aby dziecko wiedziało, że rodzice je kochają i wspierają, nawet jeśli w danej chwili zrobiło coś, czego nie akceptują, a także że są inne obszary, w których to, co i jak robi, jest przez nich doceniane. Znaczenie ma także to, jak są udzielane. Można bowiem tę samą słuszną krytykę przekazać konstruktywnie, jak i destruktywnie, np.

– „W twoim raporcie są cenne wnioski, jednak nie podoba mi się jego styl. Widzę w nim błędy stylistyczne i interpunkcyjne. Popraw je i będzie świetnie. Daj znać, jeśli potrzebujesz wskazówek lub wsparcia.” 

– „Jak to wygląda?! Ten raport jest koszmarny! Jakby go pisało dziecko z podstawówki. Weź mi to stąd, w życiu nie pokażę klientowi czegoś takiego.”

Ta kategoria może być zatem konstruktywna i destruktywna, zależnie od formy. Warto dbać o to, aby przekazywać negatywne warunkowe znaki rozpoznania w sposób uważny na emocje drugiej osoby. W końcu naszym celem jest zasygnalizowanie czegoś, co nam się nie podoba – najczęściej z nadzieją na zmianę. A zmianę wspieramy, jeśli wskazujemy co jest nie tak i pokazujemy, jak można to zmienić, a nie kiedy personalnie krytykujemy, ośmieszamy i rzucamy złośliwościami. Tu ważny jest także kontrakt. Czy ktoś chce poznać Twoje zdanie i jesteście na to umówieni? Warto zapytać, czy możesz przestawić swoją opinię, zanim to zrobisz. Wujek „dobra rada” i ciocia „zawsze wiem lepiej” nie są mile widzianymi towarzyszami, szczególnie jeśli mają deficyty w umiejętności udzielania pozytywnych znaków rozpoznania 😉


NEGATYWNE BEZWARUNKOWE:

Jesteś beznadziejny.”, „Jesteś okropna.”, „Nie lubię cię.”, „Idź sobie stąd, nie chcę cię widzieć.”, „Po tobie można się spodziewać tylko najgorszego.

Mają miejsce, gdy kogoś nie akceptujemy. Nie ma znaczenia, co robi ta osoba – jej towarzystwo nie jest mile widziane. Tu również może to odbywać się bez słów: gdy krzywimy się lub przewracamy oczami na widok jakiejś osoby, odwracamy od niej plecami lub odchodzimy, gdy do nas mówi.

To jedyna kategoria znaków rozpoznania, której warto bezwzględnie unikać. Prowadzi do negatywnych konsekwencji psychologicznych. Jeśli otrzymujemy je w dzieciństwie, trudno nam budować pozytywną samoocenę i poczucie kompetencji i sprawstwa.

Znasz już zatem rodzaje znaków rozpoznania – czy wiesz jednak, jak ich używasz?



EKONOMIA ZNAKÓW ROZPOZNANIA


Kiedy znasz już rodzaje znaków rozpoznania, zacznij od tego, aby obejrzeć, jak ich używasz:

Czy dajesz znaki rozpoznania, które chcesz dać?

A może powstrzymujesz się przed tym, aby je dawać? Jakie masz wtedy wymówki?

Głupio tak prawić ludziom komplementy, jeszcze sobie pomyślą, że czegoś od nich chcę.”, „Co ja się będę wtrącał/a, lepiej siedzieć cicho.”, „No bez przesady, jakbyśmy tak sobie dziękowali za każdą oczywistość, to zajmowalibyśmy się tylko kurtuazyjnymi gratulacjami. To nie przedszkole.”, „No przecież wie, że go lubię.”, „Raz powiedziałem, że ją kocham, nie muszę tego co chwilę powtarzać.”

Spójrz na to w ten sposób: Pozytywne znaki rozpoznania symbolicznie ładują nasze baterie. Jak się czujesz, kiedy ktoś szczerze mówi Ci, że Cię lubi lub docenia coś, co zrobiłeś/aś? Dlaczego więc powstrzymujesz się przed tym, aby dać komuś taki miły prezent? A jeśli ktoś szczerze i taktowanie daje Ci znać, że nie podoba mu się Twoje zachowanie? Może nie jest to już aż tak miłe, ale również jest prezentem – daje Ci szansę obejrzeć swoje zachowanie i wyciągnąć wnioski. Może zdecydujesz się coś skorygować, a może uznasz, że ktoś nie ma racji, ale przynajmniej zobaczysz, że coś, co robisz, może być tak postrzegane przez niektóre osoby. O ile oczywiście informacja taka jest udzielana taktownie i za Twoją zgodą.

Zastanów się chwilę: Kiedy ostatnio doceniłeś/aś kogoś? Podziękowałeś/aś za coś? Powiedziałeś/aś jakieś ciepłe słowo? Jeśli dzisiaj jeszcze nie miałeś/aś okazji, to przytul z uczuciem najbliższą osobę i powiedz, co do niej czujesz, złap za telefon do przyjaciela i powiedz mu, jak ważny jest dla Ciebie, napisz do współpracownika kilka ciepłych słów o jego pracy albo doceń to, co ktoś robi w jakimkolwiek aspekcie. Jeśli lubisz czytać moje artykuły – daj mi znać! 🙂 Takie znaki rozpoznania przyjmuję z wdzięcznością 🙂

Zasada nr 1: Dawaj szczere znaki rozpoznania. Dotyczy to bezwarunkowych pozytywnych oraz warunkowych pozytywnych i negatywnych (dawanych jednak w konstruktywny sposób – taktownie i za zgodą).


Czy prosisz o znaki rozpoznania, które chcesz dostać?

A jak to jest z proszeniem o to, czego potrzebujesz? Czy kiedy czujesz, że Twoje baterie są rozładowane, prosisz bliskie osoby, aby powiedziały Ci parę ciepłych słów? Czy kiedy masz niejasność co do swojej pracy lub zachowania, prosisz zaufane osoby o szczerą opinię z otwartością na warunkowe znaki rozpoznania – zarówno pozytywne, jak i negatywne?

Może powiesz: „Nie mam zamiaru. Takie wyproszone słowa nie są nic warte. To będą fałszywe pochlebstwa.” To częsty mit. I nieprawdziwy. Pamiętaj, że inni mogą mieć w głowie te same wymówki, co Ty (albo inne!) i również powstrzymują się przed dawaniem znaków rozpoznania, mimo że mieliby na to ochotę 😉 Warto zatem prosić o znaki rozpoznania, używając do tego naszego stanu Ja-Dorosły, a zatem oceniając, od kogo możemy je otrzymać szczerze. Jeśli wiesz, że ktoś jest nieautentycznym pochlebcą – nie jest to najlepsza osoba do proszenia o znak rozpoznania. Za to zaufanego przyjaciela lub szczerą koleżankę warto o to poprosić.

Zasada nr 2: Proś o znaki rozpoznania, których potrzebujesz. To również dotyczy bezwarunkowych pozytywnych oraz warunkowych pozytywnych i negatywnych.


Czy akceptujesz znaki rozpoznania, które chcesz?

A jak u Ciebie z przyjmowaniem znaków rozpoznania? Czy jeśli ktoś daje Ci szczerą pochwałę, przyjmujesz ją? A może umniejszasz siebie lub swój udział w sukcesie?

– „Świetnie ci w tej sukience!” | – „A wiesz, była przeceniona to wzięłam, całkiem fajna, ale nie leży na mnie tak ładnie, jak na Monice. Ta to dopiero w niej wygląda!”

– „Fantastyczna prezentacja! Z przyjemnością cię słuchałem!” – „A daj spokój, tyle niedoróbek, że szkoda gadać. Może tego nie było słychać, ale mnóstwo rzeczy powiedziałem inaczej, niż planowałem.”

– „Świetna robota, gratulacje!” – „Dzięki, udało się jakoś. Mam farta.”

Zasada nr 3: Akceptuj znaki rozpoznania, które Ci pasują, szczególnie bezwarunkowe i warunkowe pozytywne. Warto również obejrzeć swoją gotowość do przyjmowania konstruktywnie udzielanych negatywnych, warunkowych znaków rozpoznania.


Czy odrzucasz znaki rozpoznania, których nie chcesz?

A jak jest z tymi znakami rozpoznania, których sobie nie życzysz? Tak, są też takie. Chociażby przytoczone powyżej „jadowite” komentarze pod pretekstem komplementu, a także bezwarunkowe negatywne. Czasem komuś wydaje się też, że daje pozytywny znak rozpoznania, ale jego forma i miejsce są dla Ciebie nieakceptowalne.

– „Hej maleńka, ale masz apetyczny tyłeczek, no, no. Umówimy się?

Dotyczy to także negatywnych znaków rozpoznania: szczególnie destrukcyjnych warunkowych i wszystkich bezwarunkowych. To, że komuś coś się nie podoba, wyzłośliwia się albo jest wręcz wrogi w stosunku do Ciebie, nie oznacza, że musisz to brać do siebie. Bardzo często nie jest to zresztą o Tobie, a właśnie o tej osobie i jej własnych deficytach. Warto więc zdystansować się od tego rodzaju opinii i ich po prostu nie przyjmować.

Zasada nr 4: Odrzucaj znaki rozpoznania, których nie chcesz. Szczególnie bezwarunkowe negatywne, ale nie tylko – wszystkie te, których sobie nie życzysz. Masz do tego prawo.


Czy dajesz znaki rozpoznania sobie?

Bardzo ważne pytanie. No to jak to jest: Kiedy powiedziałeś/aś sobie coś ciepłego? Że jesteś wspaniała, że jesteś świetny, że robisz dobrą robotę, że jesteś fajną osobą, że jesteś dobrą mamą / dobrym tatą / godnym zaufania przyjacielem / dobrym człowiekiem?

A może częściej słyszysz w głowie ten negatywny głos, którym wyrzucasz sobie wszystko to, co poszło nie tak? To najczęściej negatywny aspekt stanu Ja Rodzic Normatywny. Zachęcam Cię zatem do rozwinięcia pozytywnego aspektu Rodzica Opiekuńczego i pielęgnowania dawania budujących znaków rozpoznania sobie! W grę wchodzą tylko pozytywne każdego rodzaju i ew. konstruktywne i dawane z wyczuciem negatywne warunkowe. Bo w końcu czasem każdy z nas wie, że coś skopał. To jednak nie koniec świata (no, chyba że przypadkowo nacisnąłeś/aś przycisk do wyrzutni atomowej…). Zazwyczaj jest wiele opcji naprawy, a my sami mamy kompetencje, aby to zrobić. Tu wzięłam sobie bardzo do serca cytat, którym podzielił się John McNeel na konferencji AT w Berlinie: „Jeśli głos w Twojej głowie nie mówi z ciepłym współczuciem – nie wierz mu.” (V. Price)

Zasada nr 5: Dawaj pozytywne znaki rozpoznania sobie!


No i na koniec warto przyjrzeć się temu, jaki rodzaj znaków rozpoznania najczęściej dajesz sobie i innym oraz jakie otrzymujesz. Zachęcam Cię do szczerej analizy – robisz to tylko dla siebie.

Przyjrzyj się najważniejszym dla siebie osobom / grupom:

  • partnerowi / partnerce (mężowi / żonie),
  • najbliższej rodzinie (jeśli jesteś rodzicem pomyśl szczególnie o swoich dzieciach),
  • przyjaciołom,
  • współpracownikom (jeśli jesteś szefem zwróć szczególną uwagę na swoich podwładnych).

Odpowiedz sobie na pytania:

  1. Jakiego rodzaju znaków rozpoznania najbardziej pragnę od tej osoby / grupy?
  2. Jaki rodzaj znaków rozpoznania najczęściej daję tej osobie / grupie?
  3. Jaki rodzaj znaków rozpoznania najczęściej dostaję od tej osoby / grupy?

Odpowiedz sobie również na pytanie:

Jaki rodzaj znaków rozpoznania najczęściej daję sobie?

Czy widzisz w tym jakąś regułę? Może masz tendencję do dawania innym pozytywnych znaków rozpoznania, a sobie raczej negatywnych? A może jest na odwrót? Może chętnie dajesz warunkowe znaki rozpoznania, ale z trudem przychodzi Ci dawanie bezwarunkowych pozytywnych? A może masz tendencję do dawania głównie warunkowych negatywnych, bo widzisz je jako okazję do rozwoju, ale zapominasz o dawaniu pozytywnych? Może są w Twoim otoczeniu osoby, którym dajesz szczególnie dużo znaków rozpoznania określonego rodzaju?

Pamiętaj, że potrzebujemy dużo pozytywnych znaków rozpoznania, zarówno bezwarunkowych, jak i warunkowych. Nie powstrzymuj się przed ich dawaniem. Steiner twierdzi, że większość ludzi żyje z deficytem znaków rozpoznania. To smutny wniosek, ale na szczęście możemy mieć swój wkład w zmienianiu tego!

W AT o pozytywnych znakach rozpoznania mówimy także „ciepłe i puchate”. Jest o tym bajka przytaczana przez samego Steinera. Posłuchaj jej tutaj: link do youtube. To wyjaśnia również, dlaczego na konferencjach AT możesz zobaczyć sporo puchatych kuleczek przyczepionych do torebek uczestników 😉

A teraz wisienka na torcie – dla tych nieco bardziej zaawansowanych praktyków AT:


RYSY OSOBOWOŚCIOWE A ZNAKI ROZPOZNANIA


To podsumowanie znalazłam jakieś 2 lata temu na profilu Tony’ego White’a – cenionego nauczyciela AT i psychoterapeuty. Nie znam niestety oryginalnego źródła, a i sam Tony nie pamięta już, skąd pochodzi. Przedstawia poszczególne rysy osobowościowe z adnotacją, jakie znaki rozpoznania są dla osób o tej charakterystyce upragnione (takich pragnie jak najwięcej), oczekiwane (tych się spodziewa w relacjach z innymi) oraz potrzebne (te realnie powinna dostawać, aby iść w stronę zdrowia):

Rys antyspołeczny
Upragnione: brak
Oczekiwane: negatywne warunkowe i negatywne bezwarunkowe
Potrzebne:  negatywne warunkowe i pozytywne warunkowe

Rys paranoidalny
Upragnione: pozytywne warunkowe
Oczekiwane: negatywne bezwarunkowe
Potrzebne: pozytywne bezwarunkowe

Rys schizoidalny
Upragnione: pozytywne bezwarunkowe
Oczekiwane: negatywne warunkowe i negatywne bezwarunkowe
Potrzebne: pozytywne bezwarunkowe i negatywne warunkowe oraz pozytywne warunkowe

Rys histrioniczny
Upragnione: pozytywne bezwarunkowe (autentyczne)
Oczekiwane: pozytywne bezwarunkowe (sztuczne, udawane)
Potrzebne: pozytywne warunkowe (za myślenie)

Rys bierno-agresywny
Upragnione: bardzo pozytywne bezwarunkowe (dużo!)
Oczekiwane: brak
Potrzebne: negatywne warunkowe

Rys obsesyjno-kompulsywny
Upragnione: pozytywne warunkowe
Oczekiwane:  pozytywne warunkowe, negatywne warunkowe
Potrzebne: pozytywne bezwarunkowe

Ech, to miał być króciutki tekst o tym, że warto dawać znaki rozpoznania i standardowo rozpisałam się, jak to ja 🙂 Zamiast wyrzucać sobie, że nie umiem pisać krótko, dam sobie jednak pozytywny warunkowy znak rozpoznania: Dbam o to, aby rzetelnie zgłębić temat i dostarczyć tekst dobrej jakości 🙂  


A na koniec zaproszenie dla Ciebie na dzisiaj:

  1. Daj komuś pozytywny znak rozpoznania: bezwarunkowy lub warunkowy.
  2. Poproś kogoś bliskiego i zaufanego o pozytywny znak rozpoznania dla siebie.
  3. Przyjmij otrzymany pozytywny znak rozpoznania, nie próbuj go umniejszać lub przekręcać 😉
  4. (jeśli zdarzy się, że taki otrzymasz) Nie przyjmuj znaku rozpoznania, którego nie chcesz.
  5. Daj pozytywny znak rozpoznania sobie!

Ja mam w planach powiedzieć dzisiaj moim przyjaciołom, jak bardzo ich cenię. Uznałam też, że poświęcę parę chwil na to, aby napisać pozytywne recenzje osobom, które mnie o to prosiły, ale także tym, które cenię za ich pracę.

A w kwestii proszenia o znaki rozpoznania: Proszę Ciebie o pozytywny znak rozpoznania 🙂 Jeśli lubisz to, co piszę, to będzie mi miło, jeśli zostawisz taki znak rozpoznania w formie komentarza na blogu lub Facebooku. A szczególnie wdzięczna będę za rekomendację na fanpage’u bloga lub na moim LinkedIn (w sekcji rekomendacje).

Przyjmę z wdzięcznością! 🙂

Bibilografia:
Snyder, J. (1978). Stroke Pattern Analysis Chart. Transactional Analysis Journal, Vol 8(4), Oct 1978, 310-311.
Steiner, C. (1971). The Stroke Economy. Transactional Analysis Journal, Vol 1(3), Jul 1971, 9-15.
Steiner, C. (2003). Emotional Literacy: Intelligence with a Heart. Personhood Press.
Stewart, I.; Joines, V. (2016). Analiza Transakcyjna dzisiaj. Poznań: Dom Wydawniczy REBIS.
www.tony-white.com/blogs (opracowanie opisane w artykule dostępne jest na prywatnym fp Tony’ego, linkuję jednak do bloga dla zainteresowanych)

Co Twój harmonogram mówi o Twoich stanach Ja?

Jak wygląda Twój grafik? Deadline goni deadline, a Ty ciągle gasisz pożary? Hobby poszło w odstawkę, a przyjaciele zastanawiają się, czy wszystko między Wami ok, bo dawno się nie odzywałeś/aś? Myślisz może: „Jeszcze chwila, jeszcze ten ostatni projekt…” – i tak od paru miesięcy? A lista z zadaniami do zrobienia na wczoraj zdaje się nie mieć końca i ciągle się wydłuża?

A może wręcz przeciwnie: poświęcasz mnóstwo czasu na drobne przyjemności? Trudno Ci już wybrać coś na Netflixie – wszystko już znasz, a Facebooka scrollujesz kilka razy dziennie? Za to zadania, które masz zaplanowane, leżą i czekają, bo nie możesz się za nie zabrać? Masz w planach to zrobić, już za 15 minut, no może za godzinkę, jeszcze tylko jeden odcinek serialu i rzut okiem na socialmedia.

Umiejętność zarządzania projektami i utrzymywania przy tym założeń czasowych przez długi czas uznawałam za kompetencje twarde. Nie potrafisz lub potrzebujesz robić to lepiej? Wybierz się na szkolenie, naucz metod ustalania priorytetów, optymalizacji pracy i… jedziesz 🙂 A ponieważ moja lista rzeczy do zrobienia zaczynała się ostatnio niepokojąco wydłużać, uznałam, że to najwyższy czas wybrać się na szkolenie do eksperta od ogarniania czasoprzestrzeni. A na nim…

… zobaczyłam, jak wiele wspólnego ma zarządzanie czasem z naszą kondycją psychiczną. I jak dużo nasza lista zadań mówi o naszych stanach Ja w myśl analizy transakcyjnej.

To niecodzienny wpis, bo wychodzę w nim nie od analizy transakcyjnej, a od narzędzia z obszaru efektywności osobistej: matrycy Eisenhowera. Okazała się bowiem świetnym narzędziem do analizy naszych stanów Ja i punktem wyjścia do pooglądania zakazów w myśl AT. Zobaczcie sami.

 

Parę słów o matrycy Eisenhowera i zarządzaniu sobą w czasie

 

W fotograficznym skrócie matryca służy do przyporządkowania naszych zadań do wymiarów:
ważne / nieważne: Na ile jest to dla mnie istotne: prowadzi do realizacji moich celów czy niekoniecznie?
pilne / niepilne: Na kiedy to jest: na już / niebawem czy może poczekać?

Celem jest pogrupowanie zadań, które pomoże nam zbudować racjonalny grafik. Oceniamy zatem każde zadanie przez pryzmat tego, czy jest ważne oraz czy jest pilne. Powstają nam wówczas 4 pola – jak na przedstawionej poniżej grafice:

źródło: www.mariusztomaszewski.pl/blog/macierz-eisenhowera (za zgodą autora)

Czy wiesz już, w której ćwiartce najczęściej przebywasz? Czy większa część Twojego tygodnia to gaszenie pożarów (ważne i pilne)? A może nieustannie odkopujesz się ze spraw, które dosyłają Ci inni (nieważne, ale pilne)? Albo prokrastynujesz (nieważne i niepilne), nie mogąc zabrać się za swoje priorytety?

Ekspertem w temacie zarządzania sobą w czasie nie jestem, więc poprzestanę na tym krótkim wprowadzeniu. Jeśli interesuje Cię wgryzienie się w ten obszar, to zapraszam już na blog Mariusza Tomaszewskiego. W jednym ze swoich wpisów rozwija on właśnie temat matrycy Eisenhowera: www.mariusztomaszewski.pl/blog/macierz-eisenhowera. No i tak na marginesie, to właśnie u Mariusza byłam na szkoleniu, z którego wyniosłam nie tylko AT-owskie przemyślenia, ale też świetne pomysły na poukładanie swojej to-do list!

No dobrze, to przechodzimy do mojego obszaru, czyli…

 

Co ma do tego wszystkiego analiza transakcyjna?

 

Analizując swój grafik możemy pokusić się o autodiagnozę stanów Ja – ocenić, które są u nas najbardziej aktywne. To z kolei pomoże nam zrozumieć, dlaczego nasza matryca wygląda tak, a nie inaczej.

Innymi słowy: jeśli masz poczucie, że Twój grafik wymyka Ci się spod kontroli i że nieustannie gasisz pożary, to niekoniecznie potrzebujesz większego kalendarza i pakietu narzędzi do optymalizacji zadań. Może warto zacząć od tego, co jest przyczyną. Możliwe bowiem, że sedno tkwi nie w lepszym planowaniu, ale w emocjach i postawach związanych z tym planowaniem.

Obejrzyj zatem, jak się ma Twoja matryca Eisenhowera do stanów Ja, które znasz z AT. A jeśli nie znasz lub przyda Ci się krótkie odświeżenie tematu, to podrzucam:

 

Krótkie przypomnienie stanów Ja

(przejdź do następnego rozdziału, jeśli znasz model funkcjonalny)

W analizie transakcyjnej wyróżniamy 5 funkcjonalnych stanów Ja. Można powiedzieć, że są to tryby, w jakich funkcjonujemy. Idealnie, jeśli są zbalansowane, tj. korzystamy z ich konstruktywnych przejawów w zrównoważony sposób. Mamy wtedy dostęp do wszystkich swoich zasobów. Czasem jednak jakiś stan Ja jest niedoinwestowany (korzystamy z niego zbyt mało) lub przeinwestowany (korzystamy zbyt dużo i wówczas w jego negatywnej formie).

 

Rodzic Normatywny

Gdy korzystamy konstruktywnie: umiemy ustanawiać zasady dla naszego dobra („Warto dobrze się odżywiać – kup tym razem więcej warzyw. To ważne, aby dbać o zdrowie.”) i stawiać granice sobie oraz innym.

Gdy korzystamy nadmiernie: przesadzamy z regułami i powinnościami, uruchamiamy wewnętrznego krytyka („Jeszcze nie gotowe?! Taka prosta sprawa. Wstyd i żenada, zacznij w końcu porządnie pracować.”) albo pouczamy innych.

 

Rodzic Opiekuńczy

Gdy korzystamy konstruktywnie: w autentyczny sposób troszczymy się o siebie oraz o innych, szanując jednak także pewne granice – nie narzucamy się z pomocą, zamiast tego empatycznie reagujemy na potrzeby (również swoje!).

Gdy korzystamy nadmiernie: udzielamy pomocy nieproszeni, uruchamiamy „pomagactwo” – nadmiarowe ratowanie wszystkich, których uznamy za potrzebujących („Daj, pomogę Ci! Nic się nie stanie, jak zostawię na chwilę swoje sprawy, a zrobię to szybciej niż Ty.”)

 

Dziecko Wolne

Gdy korzystamy konstruktywnie: mamy dostęp do autentycznych emocji, twórczej swobody, kreatywności. To jednak nie tylko zabawa i cukierkowy świat. To również ta część nas, która doświadcza szczerego smutku, czy też strachu. Doświadczanie jest tu kluczem – to dostęp do naszych uczuć i ich życzliwa akceptacja.

Gdy korzystamy nadmiernie: hulaj dusza, piekła nie ma – chcę, więc robię, bez względu na konsekwencje. Niech ktoś tylko spróbuje mnie zatrzymać. Działamy wtedy jak dzieci, które jeszcze nie nauczyły się reguł dorosłego życia. Nie jest to wcale ani dobre, ani konstruktywne.

 

Dziecko Przystosowane

Gdy korzystamy konstruktywnie: wiemy, kiedy ustąpić, coś przemilczeć oraz że są pewne zasady, których należy się trzymać (społeczne / kulturowe / biznesowe), nawet jeśli nie do końca nam z nimi wygodnie. Umiemy iść na kompromis – czasem z innymi, czasem ze sobą. Korzystamy z tej części, gdy wykonujemy prace, których nie lubimy, ale wiemy, że trzeba je zrobić.

Gdy korzystamy nadmiernie: umniejszamy siebie i odbieramy sobie moc sprawczą, czekamy aż decyzję podejmą inni (lepsi, mądrzejsi, bardziej zaradni). Trudno nam wtedy przedstawić swoje stanowisko i zadbać o swoje potrzeby – inni są ważniejsi, a nasze potrzeby idą w odstawkę.

 

Dorosły

To ta wyważona, analityczna część nas, która wnioskuje w oparciu o fakty oraz działa tu i teraz z wykorzystaniem naszych zasobów. Nie ma negatywnego przejawu, jednak warto wiedzieć, że tzw. zintegrowany dorosły uwzględnia wszystkie pozostałe stany Ja. Kiedy z niego korzystamy, nie przypominamy chodzącego komputera bez emocji analizującego dane, jak mogłoby się zdawać. Przeciwnie, mamy dostęp zarówno do emocji, jak i do logicznego myślenia. Wiemy, jak siebie ochronić z uwzględnieniem swoich uczuć i potrzeb, stawiamy jasne granice i dbamy o zasady, ale też wiemy, kiedy warto zastosować się do odgórnych wytycznych. Innymi słowy, działając ze zintegrowanego dorosłego podejmujemy akcję z uwzględnieniem wskazówek płynących ze wszystkich stanów Ja. Odpowiadamy sobie na pytania: Jakie są fakty: co mam, a do czego dążę? Co chcę teraz zrobić? Jak się z tym czuję? Jak to się wpisuje w ustalenia, których mam dotrzymać? Czy to jest dobre dla mnie i dla innych? Czy warto przysiąść chwilę, mimo że nie mam ochoty, aby zrealizować cel, do którego dążę?

 

Ok, krótkie przypomnienie stanów Ja za nami, to przechodzimy do sedna, czyli…

 

Jak matryca Eisenhowera ma się do naszych stanów Ja?

 

Zobacz, co się dzieje z Twoimi emocjami, gdy poszczególne ćwiartki są (za) mocno rozbudowane.

 

WAŻNE I PILNE

To sprawy dużej wagi i na wczoraj. Pożary, kryzysy lub ważne tematy odkładane za długo. Gdy ich lista jest długa, jesteśmy w nieustannym napięciu i pogoni za deadline’ami. Znam osoby, które funkcjonują tak latami. Niektóre zatrzymują się dopiero w szpitalu, bo gdy nie potrafimy wyhamować sami – wyhamuje nas nasze ciało, kiedy już dobijemy do kresu możliwości fizycznych.

Jaki głos dominuje w Twojej głowie, gdy doświadczasz zadań z tej ćwiartki zbyt mocno?
– „Musisz! To mega ważne i na wczoraj, weź się w garść. Trudno, zarwiesz noc, ale to musi być zrobione!
– „Trzeba było się za to zabrać wcześniej, jak zwykle nie potrafisz zaplanować prostych zadań i teraz masz babo placek, musisz to ogarnąć, natychmiast!.

Z którym stanem Ja kojarzy Ci się ten głos?

Dla mnie to negatywny przejaw Rodzica Normatywnego. Do zarzucenia tej ćwiartki sprawami przykładają się też z pewnością negatywne przejawy Rodzica Opiekuńczego („tak, zostaw, zrobię to za Ciebie, już mi wszystko jedno i tak siedzę w nocy”) i/lub Dziecka Przystosowanego („przerasta mnie to, nie dam rady, nie wiem co robić, po prostu wezmę L4”). W ćwiartce „ważne i pilne” dominuje jednak Rodzic Normatywny i jego charakterystyczne MUSISZ. Głos w naszej głowie jest tu zwykle krytyczny, karzący, naciskający na więcej wysiłku w imię ważnej sprawy. Odczuwamy presję i związane z tym napięcie, a często także złość na siebie lub innych.

Jeśli masz wyjątkowo dużo spraw właśnie w tej ćwiartce, sprawdź:

Dlaczego jest ich aż tyle?
Może wymagasz od siebie za dużo na raz i nie uwzględniasz czasu na swoje potrzeby? Jesteś więc pod tyranią negatywnego aspektu Rodzica Normatywnego. A może odkładasz rzeczy ważne, ale niepilne tak długo, aż staną się pilnymi pożarami do ugaszenia? Czy dlatego, że za dużo czasu poświęcasz na rzeczy mało ważne? Tu jest pułapka błędnego koła, o której za chwilę.

Czy wszystkie faktycznie są pilne?
Co się stanie, jeśli ich nie zrobisz w najbliższych dniach? Może tylko wydaje Ci się, że są pilne, albo sam/a sobie narzucasz taki rygor czasowy. Tu znowu kłania się Rodzic Normatywny, który pogania Cię batem. Może nikt / nic Cię nie goni, ale ścigasz się sam/a ze sobą?

Czy one rzeczywiście są dla Ciebie ważne, tzn. prowadzą do osiągnięcia Twoich celów?
Może wrzucasz tutaj rzeczy ważne dla innych ludzi, a niekoniecznie dla Ciebie? Coś, czego ktoś od Ciebie wymaga, mimo że nie jest to dla Ciebie priorytetem. Jeśli tak, to może to wskazywać na zbyt mocno doinwestowane Dziecko Przystosowane („nie mogę mu/jej odmówić”) lub Rodzica Opiekuńczego („zrobię to za niego/nią”). Co więcej, to nie miejsce na nie – przenieś je do ćwiartki „nieważne, ale pilne”.

Czego naprawdę potrzebujesz? Wsłuchać się w pragnienia i emocje płynące z Twojego Dziecka Wolnego i uruchomić pozytywne aspekty Rodzica Ochraniającego – względem siebie! A Rodzica Normatywnego wysłać od czasu do czasu na urlop 😉

 

NIEWAŻNE, ALE PILNE

Te męczące sprawy, które trzeba zrobić na wczoraj. Zazwyczaj mało istotne dla nas (w końcu nie nadaliśmy im kategorii „ważne”), ale ktoś nam wierci dziurę w brzuchu i trzeba wreszcie ruszyć temat.

Jaki głos odzywa się najczęściej tutaj?
– „O rety, już dawno powinienem/powinnam jej odpisać, zaraz się na mnie obrazi.”
– „No dobra, odkopię się z tych drobiazgów i zabieram się za mój projekt. O nie, 15 nieprzeczytanych maili… ech… zobaczmy, czego oni ode mnie znowu chcą.

Jak Ci to brzmi?

Ja tu widzę sporo negatywnego aspektu Dziecka Przystosowanego. Nie chcę, ale muszę, bo oni chcą. Zostawiam więc swoje ważne sprawy i robię ważne sprawy innych. Być może dołącza do tego negatywny aspekt Rodzica Opiekuńczego: nie mogę ich zostawić, oni tego potrzebują, powinienem/powinnam pomagać.

Nie ma oczywiście niczego złego w solidarnym wpieraniu zespołu czy też pomaganiu innym, o ile nie cierpią na tym nasze priorytety. Jeśli więc codziennie odkopujesz się z takich błahostek, po czym zdajesz sobie sprawę, że nie ruszyłeś/aś ważnych dla Ciebie, zaplanowanych na ten dzień spraw – coś jest nie tak. Najwyraźniej potrzeby innych stawiasz wyżej niż swoje. I tu właśnie kłania się Dziecko Przystosowane.

Pułapka, w którą tu często wpadamy, to myśl, że jak się odkopiemy z tych wszystkich drobnych spraw, które inni nam wrzucają do koszyczka, to ruszymy już ze swoimi. Tylko, że tych kamyczków w koszyczku przybywa, a w końcu nasze ważne, ale niepilne sprawy stają się pilnymi i trafiają do ćwiartki z pożarami.

Jeśli masz dużo spraw właśnie w tej ćwiartce, sprawdź:
Czy nie rzucasz się od razu do maila / telefonu, bo ktoś od Ciebie czegoś chce w tym momencie? A co z Twoim planem i priorytetami? Zdradzę Ci sekret: Ty też jesteś swoim klientem. Najważniejszym.

Czy podczas spotkania z kluczowym klientem odbierasz telefony albo przyjmujesz interesantów? Ok, w gardłowych sytuacjach może się tak zdarzyć. Najczęściej jednak wyciszamy telefon na czas spotkania i nie przyjmujemy innych wizyt, prawda? Umów się zatem, że Twoje kluczowe spotkanie danego dnia to spotkanie ze sobą i praca nad najważniejszym na ten dzień projektem – tym, który ma kategorię „ważne”, ale dla Ciebie. Oddzwonisz i odpiszesz, jak skończysz. Tak jak oddzwaniasz i odpisujesz po spotkaniach z klientami, a nie w ich trakcie.

Techniki i narzędzia w tym obszarze to już temat na szkolenie z zarządzania sobą w czasie. Od strony AT natomiast dodam: jesteś ważny/a i Twoje spawy i plany są ważne. Nie mniej, niż sprawy osób, które do Ciebie dzwonią, piszą lub przychodzą. Rozwijaj więc swoją asertywność i znajdź zdrową równowagę. Inaczej inni nauczą się, że jesteś zawsze i wszędzie dostępny/a, a Twoje Dziecko Przystosowane wkrótce będzie w kropce – wybierając, do kogo się przystosować, gdy petentów będzie coraz więcej.

Czego zatem naprawdę potrzebujesz? Uruchomić wspierającego Rodzica Normatywnego do wprowadzenia zasad i reguł, które zabezpieczają Twój interes oraz Rodzica Ochraniającego, aby życzliwie zadbać o siebie, zauważając przy tym również potrzeby innych. A także pooglądać z jakimi pragnieniami Dziecka Wolnego związane jest to nadmierne zaspokajanie potrzeb innych 😉

 

WAŻNE i NIEPILNE

Crème de la crème, Święty Graal i kwintesencja produktywności 🙂 Czyli rzeczy ważne, wpisujące się w nasze cele, ale bez noża na gardle – do zrealizowania na spokojnie. Yeti takie – podobno niektórzy widzieli, ale to tylko plotki. Kuzyn szwagra opowiadał, że poznał kiedyś człowieka, który rzekomo tak na spokojnie i bez presji osiąga swoje cele 😉 Ale zaraz, zaraz, dlaczego to nie ma być o Tobie?

Głos, który odzywa się tutaj, mówi: „Ok, to mam jasny cel, określone priorytety, mogę to sobie rozplanować na poszczególne etapy, żeby działać możliwie produktywnie i kreatywnie, bez presji.

Wiesz z jakim stanem Ja związana jest ta ćwiartka?

Dla mnie to kwintesencja zintegrowanego Dorosłego, który uwzględnia wszystkie inne stany Ja. To, jakie ważne zadania przed sobą stawiam – kluczowe priorytety (Rodzic Normatywny). I to, jak zadbam o siebie, swój dobrostan (Rodzic Opiekuńczy). Także to, jak się przy tym dobrze bawić, uruchamiać kreatywność, ale też reagować na te mniej przyjemne odczucia – uwzględniać swój strach / smutek / lęk (Dziecko Wolne). W końcu także, jak robić te rzeczy, które nie są aż tak fajne, ale ważne dla naszego celu i trzeba je po prostu przełknąć (Dziecko Przystosowane). Działamy tu z dostępem do swoich zasobów, a nie pod presją czasu lub oczekiwań innych.

Tu jest jeszcze jeden myk, którego zrozumienie zajęło mi lata (nie, nie żartuję, naprawdę lata). To właśnie tu jest Twój odpoczynek i Twoje zdrowie. | Jeśli jesteś pracoholikiem to usiądź, oddychaj, postaraj się nie zhiperwentylować, zaraz Ci minie szok.

Tak, troska o swoją produktywność obejmuje także odpoczywanie, ładowanie baterii w przyjemny sposób i dbanie o zdrowie. Wbrew pozorom produktywność to nie dokręcanie śrubki coraz mocniej i mocniej. Jeśli odpoczynek i zdrowie nie będą u Ciebie w tej ćwiartce, to niebawem mogą wpaść do „ważne i pilne”, gdy rozchorujesz się z przemęczenia lub, co gorsza, wylądujesz w szpitalu.

Czego tutaj potrzebujesz? Trzymać tak dalej! 🙂

No i mamy jeszcze jedną…

 

NIEWAŻNE i NIEPILNE

Błahostki, zapychacze czasu i wszystko to, co robimy, żeby prokrastynować. Wiecie, że ja kiedyś odpoczynek wrzucałam właśnie tutaj? Sęk w tym, że tutaj są zapychacze czasu, a nie prawdziwy odpoczynek – taki, który realnie ładuje baterie.

Kojarzycie ten stan, w którym planujecie przyjemny wieczór z ulubionym serialem lub spotkanie z przyjaciółmi? Czas zarezerwowany tylko na tę właśnie wymarzoną aktywność. Nawet jeśli jesteście w trakcie ważnych projektów, na ten moment to odkładacie i cieszycie się chwilą spokoju lub kontaktem z bliskimi. To jest odpoczynek i on jest w ćwiartce „ważne, ale niepilne”. Gdy jednak oglądasz serial za serialem, żeby nie myśleć o ważnej i pilnej sprawie, która jest już pożarem i zbliża się do bycia katastrofą – jesteś właśnie tutaj. W ćwiartce „nieważne i niepilne”. Podobnie, gdy godzinami scrollujesz Facebooka, bo po prostu nie możesz zabrać się za temat, który Cię przerasta. Zapychasz czas nieistotnymi spawami i wcale przy nich nie odpoczywasz, bo z tyłu głowy cały czas masz świadomość, co na Ciebie czeka i że wraz z upływem czasu jest coraz gorzej.

Jaki głos się tu pojawia?
Jeszcze chwilka. Pogram / poczytam / pooglądam pierdoły jeszcze pół godziny i równo o 13 zabieram się za pracę.”; „Jednak o 14.”; „No ok, teraz to trzeba robić obiad, ale o 16 już siadam.”; „No dobrze, jest już późno, lepiej jak się wcześniej położę i wyśpię. Wstanę o 5, żeby nadrobić. Zaczynam punkt 5”; „Jednak 5:30”.

Z czym Wam się kojarzy ten głos?

Presja i opór, który skutkuje odwlekaniem. To najczęściej przejaw Dziecka Przystosowanego, nierzadko w specyficznej formie: Dziecka Zbuntowanego („A właśnie, że nie teraz! Chyba należy mi się trochę odpoczynku.”). Może mu towarzyszyć też negatywny aspekt Dziecka Wolnego, które nazywamy w AT również tzw. dzieckiem szalonym („A co mi tam, nie mam ochoty to nie robię, co mi zrobią? Wywalą mnie? Chcę się bawić, a nie siedzieć nad tym nudnym tematem.”)

Przy okazji ćwiartki „ważne i pilne” pisałam o pułapce – błędnym kole. To właśnie ten moment, kiedy spraw w ćwiartce „ważne i pilne” mamy tak dużo, że nas to przerasta i w efekcie spadamy tutaj – do „nieważne i niepilne”. Prokrastynujemy, odwlekamy. I wcale przy tym nie odpoczywamy. A potem rzucamy się do ćwiartki „ważne i pilne”, żeby zapobiegać katastrofom. Kończymy wyczerpani.

Doświadczamy wówczas czegoś, co w AT nazywamy impasem. Rodzic Normatywny grzmi „musisz natychmiast się za to zabrać!”, ale ze stanu Ja Dziecko pojawia się opór. Impas ma to do siebie, że omijamy Dorosłego. Jest więc „musisz” i „nie chcę / nie mogę / nie mam siły”. Dlatego tu pojawiają się często decyzje, które w normalnych okolicznościach są dla nas niezrozumiałe. Jakim cudem 6 godzin grałem w grę / oglądałam serial, kiedy mam do zrobienia ważny projekt na wczoraj? Syndrom studenta sprzątającego mieszkanie w trakcie sesji. Bo nagle ten okropny kurz, który leżał tu cały semestr, jest nie do zniesienia – nie można się uczyć w takich warunkach!

Jeśli często bywasz w tej ćwiartce, sprawdź:
– Czy w ćwiartce ważne i pilne nie masz za dużo pożarów, od których uciekasz? Jeśli tak, to dlaczego jest ich aż tyle?
Jak planujesz swój wysokojakościowy odpoczynek: zdrowy sen, dobre odżywianie się, spotkania z przyjaciółmi i czas na swoje hobby?
Jak radzisz sobie z rozpraszaczami? To już temat na szkolenie z zarządzania sobą w czasie: może warto włączyć ograniczenie dostępu do socialmediów i Internetu w czasie pracy albo nauczyć się stawiać cele i określać priorytety? Jest sporo ciekawych metod i narzędzi, zainteresuj się nimi.

Co jest tutaj potrzebne? Włączenie pozytywnego aspektu Rodzica Normatywnego do ustanowienia reguł pracy dla siebie; Dorosłego do racjonalnego planowania, a także Rodzica Ochraniającego, aby zadbać o realizację swoich potrzeb i zachcianek w konstruktywny sposób.

 

Zakaz na ważne i niepilne

Jest jeszcze jeden, kluczowy konstrukt AT, który pomaga nam obejrzeć, dlaczego nie działamy produktywnie. Są to zakazy przekazy otrzymane od rodziców, najczęściej wysyłane i odbierane nieświadomie. Dotyczą one naszego istnienia, zachowania, ekspresji emocji, a konkretniej tego, czego nie wolno nam robić, stąd właśnie określenie „zakaz”.

O zakazach pisałam w dwóch poprzednich artykułach:
– Na przekór zakazom, czyli o „przekornej decyzji”
– Narzędzie: Koło Przyzwoleń

To właściwie temat na odrębny, szeroki artykuł, także tylko go zasygnalizuję. Jeśli masz poczucie, że Twój grafik nie jest taki, jaki byś chciał/a, to warto obejrzeć, czy nie wiąże się on z realizacją jakiegoś zakazu właśnie. Może to być np.:

 

Niech Ci się nie uda (zakaz na osiągnięcie sukcesu)

Będąc pod jego wpływem możesz tak organizować swoją pracę, aby nie osiągnąć założonego celu. Nadmiar obowiązków i wyczerpanie idealnie się do tego nadaje, podobnie jak prokrastynowanie i odwlekanie ważnych zadań. Możesz też zareagować na ten zakaz przekorną decyzją („A właśnie, że osiągnę to, co chcę!”) – idąc po trupach do celu. Najczęściej jednak po swoim trupie, bo kosztem swojego życia osobistego i zdrowia – za wszelką cenę goniąc sukces i ścigając się ze sobą. Czy to jednak aby na pewno sukces? Trudno go celebrować ze zrujnowanym zdrowiem i gdy już nikogo nie ma koło nas.

 

Nie bądź blisko

Ciągła gonitwa za zadaniami do wykonania to wprost wymarzona wymówka i idealna odpowiedź na pytanie, dlaczego nie masz czasu dla rodziny i przyjaciół. Przecież właśnie dbasz o rodzinę, zaharowujesz się dla niej! Czy rzeczywiście właśnie tego potrzebuje Twoja rodzina?

 

Nie bądź ważny/a

A może doświadczasz zakazu „nie bądź ważny” i koncentrujesz się na potrzebach innych osób tak bardzo, że nie starcza Ci czasu na swoje. Biegasz wtedy po ćwiartce „nieważne i pilne”, bo nie potrafisz odmówić innym. W efekcie przerzucasz swoje sprawy z „ważne i niepilne” do „ważne i pilne”, jako że masz już pożary do gaszenia. Kończysz w „nieważne i niepilne” – prokrastynacją. Możesz też zareagować na ten zakaz przekorną decyzją („A właśnie, że będę ważny/a”!). Tylko musisz osiągnąć to, i to, i jeszcze to. Najlepiej wszystko na raz i na wczoraj, a zatem wrzucone do „ważne i pilne”. Osiągając cele kosztem siebie i paradoksalnie realizując tym samym zakaz – nie będąc ważnym/ą dla samego/ej siebie.

 

Nie czuj

Nadmiar pracy i poczucie ciągłej presji pozwalają też nie mieć dostępu do autentycznych emocji. W stresie i napięciu do głosu dochodzą przecież najczęściej tzw. uczucia pasożytnicze, o których pisałam tutaj: Czy emocje, które odczuwasz są autentyczne?

 

To oczywiście nie jedyne zakazy, do których podtrzymania możemy używać pracy i zachwianego grafiku. Dlatego jeśli doświadczasz przepracowania – czy to ze względu na pożary, czy też zalewającą Cię drobnicę ze strony innych – i/lub prokrastynacji, to zachęcam Cię do oglądania, gdzie w tym wszystkim jesteś Ty: Twoje potrzeby, cele, priorytety, wartości.

Masz prawo wyznaczać swoje cele oraz związane z nimi zadania i traktować je priorytetowo. Pomocna będzie tu praca na przyzwoleniach. Ci z Was, którzy czytają bloga regularnie, wypatrują zapewne dawno obiecanego materiału do autodiagnozy zakazów autorstwa Johna McNeela. John pokazuje w nim, jak identyfikować zakazy oraz przekuwać je na przyzwolenia. Przyznaję, że wypadł z mojej listy priorytetów, ale już wraca 🙂 Tylko do „ważne i niepilne”, także dajcie mi jeszcze chwilę czasu, abym mogła przygotować ten materiał z przyjemnością i bez presji 😉

Efektem udziału w szkoleniu z zarządzania sobą w czasie była u mnie refleksja, że wcale nie muszę więcej i szybciej, a wprost przeciwnie: mniej i wolniej! Za to z głową, uczciwie (polecam blokadę na socialmedia!) i z dobrym systemem do ogarniania zadań. Z przyjemnością wyrzuciłam zatem sporo spraw z „nieważne, ale pilne” oraz „ważne i pilne”. Bo wiecie, okazało się, że można też skreślać 😉

Tymczasem zapraszam do zapisania się do newslettera (formularz na dole strony), jeśli nie chcecie przeoczyć materiału do autodiagnozy! To jeszcze jedna, ważna rzecz, którą wyniosłam – tam, gdzie nie trzeba czegoś pamiętać samemu, warto sobie ułatwiać sprawę i zwalniać zasoby poznawcze 🙂 Możecie więc zostawić pamiętanie o tym temacie mi – napiszę, gdy materiał będzie gotowy.

Bibliografia:
Stewart, I.; Joines, V. (2016). Analiza Transakcyjna dzisiaj. Poznań: Dom Wydawniczy REBIS.
www.mariusztomaszewski.pl/blog/matryca-eisenhowera (stan na 26.03.2020)

Komunikaty wspierające rozwój: etap V i VI (6 – 18 lat)

Dzisiejszy wpis jest już trzecim z cyklu „Komunikaty wspierające rozwój”. Opisuję w nim etapy UMIEJĘTNOŚCI (6-12 rok życia) i REGENERACJI (13-18 rok życia). Dwa poprzednie artykuły omawiały cztery poprzednie etapy rozwoju:
– wprowadzenie oraz okres od 0 do 18 m-ca życia (artykuł znajdziesz tutaj: KLIKNIJ I CZYTAJ);
– okres od 1,5 roku do 6 roku życia (artykuł znajdziesz tutaj: KLIKNIJ I CZYTAJ).

Tu, podobnie jak w poprzednich artykułach, znajdziesz informacje o tym:

  • jakie przesłanki w dorosłym życiu wskazują na to, że nie zakończyliśmy pomyślnie tych etapów?
  • jakie zachowania rodziców potencjalnie wspierają rozwój zasobów u dziecka w trakcie ich trwania?
  • jakie zachowania rodziców potencjalnie ograniczają dziecko w rozwoju na tych etapach?
  • jak możemy „nadrobić” te etapy w dorosłym życiu?
  • jakie wyzwania rozwojowe stoją wówczas przed nami?

 

ETAP V: UMIEJĘTNOŚCI

Pierwszy raz doświadczany między 6 a 12 rokiem życia.

Na tym etapie dziecko rozwija nowe umiejętności i narzędzia oraz decyduje, które z nich są zgodne z jego celami. Potrzebuje eksperymentować z różnymi rozwiązaniami, a także mylić się i wyciągać wnioski z tych porażek. Pozwala mu to układać elementy układanki w całość i w końcu wykombinować dobre rozwiązanie. Jest to też etap tworzenia własnej struktury wewnętrznej – zasad i wartości. Dziecko w tym wieku ma też skłonność do kwestionowania poznanych wcześniej rozwiązań i wartości, a także do szukania odpowiedzi poza poznanym dotychczas systemem, a zatem do inspirowania się ludźmi spoza rodziny i dotychczasowego kręgu. Uczy się w ten sposób, jak inni robią różne rzeczy, co ich do tego motywuje i poszerza swoje horyzonty. Szuka swojej własnej drogi.

Kluczowe pytania:
Jak mogę zbudować stabilną, wewnętrzną strukturę, która będzie wspierać mnie i innych?
Jak mogę rozwinąć umiejętności, których potrzebuję, aby żyć w swojej kulturze?

Rozwijany stan Ja: Rodzic

Jako dorośli doświadczamy tego etapu, gdy:

  • aktualizujemy swoją tożsamość, kiedy na nowo odkrywamy siebie w jakimś aspekcie;
  • uczymy się nowych umiejętności;
  • zmieniamy kulturę, w której żyjemy;
  • jesteśmy rodzicami dziecka w wieku 6-12 lat i towarzyszymy mu w tym etapie.

Symptomy doświadczania tego etapu w dorosłości obejmują większą ilość sytuacji związanych z uczeniem się czegoś nowego lub przewartościowywaniem swoich dotychczasowych zasad i wartości. Ważne staje się zarządzanie czasem, kontakt z grupą rówieśników i presja, którą wywiera oraz relacje z osobami tej samej płci. Nasze myśli zaprząta wówczas definiowanie rzeczywistości, radzenie sobie z autorytetami, a także spieranie się  i ocenianie w odniesieniu do swoich zasad i przekonań. Istotne są również kwestie związane z kompetencjami przypisanymi do płci.

Pam Levin podaje przykład 60-letniego meżczyzny, który widzi, jak wiele ma wspólnego ze swoim synem i wnukiem, jako że wszyscy trzej uczą się właśnie czegoś nowego. Wnuczek uczy się właśnie grać w siatkówkę oraz odrabiać lekcje z kolegami, syn uczy się jak jednocześnie rozwijać się zawodowo i być ojcem, a on sam uczy się, jak być na emeryturze. Wszyscy trzej wkładają w swoją naukę wiele wysiłku, mają swoje wzloty i upadki.

 

Kiedy etap ten wymaga ponownego przejścia? Gdy w dzieciństwie nie rozwinęliśmy w wystarczającym stopniu zasobów z nim związanych. Zobacz, na ile dotyczą Cię poniższe stwierdzenia:

  • Jestem albo częścią jakiejś paczki (rodziny, grupy społecznej / wyznaniowej) albo funkcjonuję w samotności, nie ma nic pośrodku.
  • Nie rozumiem znaczenia zasad i wartości lub tego, że mogą one dawać wolność.
  • Nie chcę weryfikować swoich wartości i zasad moralnych – mam, jakie mam.
  • Mam potrzebę być królem / królową na zamku – ja decyduję o zasadach w grupie / rodzinie.
  • Ufam mądrości grupy bardziej niż swoim myślom lub intuicji – podążam za grupą, której ufam.
  • Oczekuję od siebie, że zrobię pewne rzeczy jak trzeba, mimo że nie wiem jak, nie miałem(am) okazji tego wykombinować, ani nikt mnie jeszcze tego nie nauczył.
  • Raczej nie mam zapału do uczenia się nowych rzeczy lub zwiększania swojej produktywności.

 

Przyzwolenia, które możesz dać dziecku na tym etapie, a także sobie, gdy go doświadczasz już jako dorosła osoba, obejmują wspieranie nabywania kompetencji i decydowania o tym, co jest zgodne z Twoim systemem wartości – co przyjmujesz, a czego nie:

Wspierające zachowania rodziców obejmują:

  • chwalenie dziecka za wykonywanie zadań rozwojowych, szczególnie związanych z poszukiwaniem własnej drogi do wykonania jakiegoś zadania i robienia rzeczy po swojemu oraz za logiczne myślenie i kreatywność;
  • dalsze zapewnianie bezpieczeństwa, ochrony i miłości;
  • adekwatną ocenę bezpieczeństwa środowiska, w którym porusza się dziecko, a także nauczenie go umiejętności rozwiązywania konfliktów oraz dyskutowanie o tym, kiedy warto się angażować, kiedy walczyć, a kiedy uciekać;
  • pozytywne informacje zwrotne i znaki rozpoznania związane z uczeniem się nowych umiejętności;
  • gotowość do udzielania rzetelnych informacji odnośnie ludzi, świata i seksu, a także do oferowania metod i narzędzi rozwiązywania problemów (zamiast dawania gotowych odpowiedzi i rad);
  • zachęcanie dziecka do myślenia przyczynowo-skutkowego, szczególnie w aspekcie przewidywania konsekwencji potencjalnie negatywnych decyzji i ryzykownych zachowań;
  • jasne informowanie o tym, kto i za co jest odpowiedzialny i ustanowienie nienegocjowanych zasad;
  • zapewnianie, że będą się nadal troszczyć o dziecko, nawet jeśli się z nim w jakiejś kwestii nie zgadzają;
  • zachęcanie dziecka do odpowiedzialności za swoje myśli, uczucia i działanie;
  • wspieranie rozwoju dziecka poprzez znajdowanie nauczycieli i mentorów z obszaru, którym się ono interesuje: na początku entuzjastycznych i wspierających, nieco później takich, którzy uczą umiejętności na wysokim poziomie i dbają o ich jakość, a nastolatkom takich, którzy są mentorami i raczej modelują, niż przekazują wiedzę;
  • uważne wspieranie dziecka w przechodzeniu do nastoletniego wieku, jednak bez zachęcania do zbyt szybkiego dorastania.

Niesprzyjające zachowania rodziców obejmują natomiast wymaganie perfekcyjności od dziecka oraz oczekiwanie, że się czegoś nauczy, jednak bez wsparcia, instruktażu czy określenia standardów. To także niejasne i niesprawiedliwe zasady – czasem egzekwowanie czegoś, a czasem nie. Podobnie jak zbyt sztywne i rygorystyczne zasady. Przeszkodą może być również zapełnienie grafiku dziecka po brzegi aktywnościami dodatkowymi: lekcjami, zajęciami pozalekcyjnymi tak, że nie zostaje mu już czasu na swobodne eksplorowanie. Rodzice utrudniają rozwój swojego dziecka także, gdy są nadopiekuńczy i nie wprowadzają adekwatnych do wieku dziecka obowiązków domowych, a także gdy przesadnie starają się chronić je przed najmniejszym dyskomfortem i tym samym nie pozwalają mu doświadczyć radzenia sobie z tym stanem. Równie niewspierające jest zamykanie się na dyskusję o różnorodności, różnych wartościach i zasadach. Nie chodzi tu jednak o łatwe odpuszczanie ustalonych zasad, ale raczej o gotowość na dyskusję o nich – z uwzględnianiem różnorodności oraz ich konsekwencji. Jeśli nie ma na to przestrzeni, nie ma możliwości, aby dziecko rozwinęło odpowiedzialność za swoje decyzje, emocje i czyny.

Gdy natomiast doświadczamy tego etapu jako dorośli, ważne jest, abyśmy pozwolili sobie robić rzeczy po swojemu i w zgodzie z naszym własnym kodeksem wartości. Wyzwania rozwojowe dotyczą wówczas:

  • rozwijania nowych umiejętności i uczenia się na błędach, a także umiejętności słuchania, patrzenia i eksperymentowania, aby zbierać informacje i analizować je;
  • uczenia się różnicy pomiędzy pragnieniem a potrzebą;
  • oglądania, oceny i aktualizacji zasad panujących w rodzinie: aktualnych oraz przeszłych;
  • akceptowania konsekwencji łamania zasad, bez obwiniania czy biadolenia;
  • rozwijania umiejętności niezgadzania się z innymi i jednocześnie dalszego utrzymywania relacji z nimi i przynależenia do grupy, a także rozwijania umiejętności współpracy;
  • testowania pomysłów i wartości poza swoim systemem rodzinnym i/lub kulturowym, wychodzenie poza ramy;
  • oceny, jaka jest odpowiedzialność własna oraz innych i ustanawiania adekwatnych granic, a także testowania swojej zdolności do stawiania czoła innym, szczególnie gdy występują przeciwko naszym wartościom lub nam samym;
  • identyfikacji płciowej ze swoją płcią w konstruktywny, wspierający sposób (rozwój swojej kobiecości / męskości).

 

Zachowania, które mogą pomóc konstruktywnie przejść przez ten etap w dorosłym życiu:

  • Używaj swojego stanu Ja – Rodzic Ochraniający, aby zatroszczyć się o swoje wewnętrzne dziecko.
  • Dołącz do jakiegoś klubu i zobacz, jakie panują w nim zasady.
  • W wybrany wieczór oglądaj telewizję i wychwytuj wartości i zasady, do których odnosi się program. Możesz np. porównać ilość wypitych przez główną postać drinków z ilością wypitych kubków kawy i herbaty oraz wody albo ilość przejawów agresji względem przejawów troski, itd.
  • Uporządkuj i przeorganizuj coś: szafę, garaż, przybornik z narzędziami.
  • Naucz się nowego systemu organizacji czegoś.
  • Naucz się nowej umiejętności.

Możesz skorzystać z terapii, jeśli czujesz, że potrzebujesz.

 

 

ETAP VI: REGENERACJA

Pierwszy raz doświadczany między 13 a 18 rokiem życia.

Na tym etapie dziecko integruje swoje stany Ja, ale także uczy się swojej seksualności. Doświadcza zmian w swoim ciele – nie tylko tych fizycznych, ale również związanych z poziomem energii. Rozwija swoją własną filozofię życia i szuka swojego miejsca w świecie dorosłych. Zadania rozwojowe dotyczą tu rozwijania niezależności razem ze swoim własnym systemem wartości, stopniowego emocjonalnego uniezależniania się od rodziny oraz budowania poczucia kompetencji i odpowiedzialności za swoje potrzeby, uczucia, myśli i zachowania.

Kluczowe pytania:
Jak mogę być odrębną osobą ze swoim własnym systemem wartości i jednocześnie przynależeć?
Czy to jest ok, aby być niezależnym, akceptować swoją seksualność oraz odpowiedzialność?

Rozwijany stan Ja: integrowanie wszystkich stanów Ja rozwiniętych w poprzednich etapach

Symptomy doświadczania tego etapu w dorosłości mogą obejmować potrzebę znalezienia jakiegoś miejsca odpoczynku, typu ulubiona kawiarnia. Pojawią się prawdopodobnie różnego rodzaju zmagania związane z własną seksualnością. Możemy ponownie poczuć się naiwni i niedoświadczeni seksualnie, mimo posiadanych już doświadczeń, do tego stopnia, że możemy mieć potrzebę wycofania się z życia seksualnego. Z drugiej strony możemy poczuć się ograniczeni regułami monogamicznego związku, ponieważ mamy ochotę poeksperymentować z nowymi partnerami lub w nowych sytuacjach. Pojawia się wówczas potrzeba zintegrowania swoich potrzeb seksualnych z potrzebami z pozostałych etapów rozwoju. Potrzebna jest do tego własna filozofia życia. Na tym etapie zrywamy zwykle z mentorami i podążaniem za nimi. Zamiast tego rozwijamy umiejętność życia po swojemu.

Pam Levin podaje przykład pary będącej rodzicami nastolatków, która na nowo definiuje swoją relację. Ona uważa, że przez lata była bardzo dostosowująca się i chciałaby teraz, aby on zobaczył jej potrzeby i wartości i uznał je, tak aby mogła żyć po swojemu. On natomiast chciałby, aby ona na nowo się w nim zakochała. Uważa, że jest dojrzałym, ale wciąż aktywnym i witalnym mężczyzną, pełnym energii seksualnej, którą chce wykorzystać, póki nadal ją ma.

Kiedy etap ten wymaga ponownego przejścia? Gdy w wieku nastoletnim nie rozwinęliśmy w wystarczającym stopniu zasobów z nim związanych. Zobacz, na ile dotyczą Cię poniższe stwierdzenia:

  • Jestem pochłonięty/a kwestią seksualności, ciała, ubrań, wyglądu, przyjaciół albo roli płciowej.
  • Nie jestem pewny/a swoich wartości. Jestem podatny/a na presję otoczenia.
  • Mam problem z zaczynaniem i kończeniem pracy, ról i/lub relacji.
  • Jestem nadmiernie zależny/a lub nadmierne odcięty/a od rodziny i innych osób.
  • Jestem nieodpowiedzialny/a.
  • Mam problemy z podejmowaniem się zobowiązań i dotrzymywaniem ich.
  • Definiuję siebie przez pryzmat innych. Szukam potwierdzenia tego, jaki/a jestem w innych.
  • Mylę seks z troską.
  • Mam jakiś rodzaj zamieszania wokół swojej męskości/kobiecości oraz tego, na ile można mnie kochać.

Przyzwolenia, które możesz dać dziecku na tym etapie, a także sobie, gdy go doświadczasz już jako dorosła osoba, obejmują wsparcie w budowaniu własnej tożsamości i świadomej seksualności:

Wspierające zachowania rodziców obejmują:

  • chwalenie nastolatka za wykonywanie zadań rozwojowych,
  • dalsze zapewnianie bezpieczeństwa, ochrony i miłości;
  • akceptowanie wszystkich emocji, o których mówi dziecko, w tym także rozmawianie o seksualności;
  • konfrontowanie nieakceptowalnych zachowań oraz nierozpoznań;
  • jasne zasady, w szczególności dotyczące zażywania narkotyków oraz seksu;
  • identyfikowanie sposobów, na które nastolatek stara się zindywidualizować i odseparować oraz wspieranie i wzmacnianie tych, które są konstruktywne;
  • celebrowanie dorastania i wchodzenia w dorosłość razem z nastoletnim dzieckiem;
  • zachęcanie i wspieranie rosnącej niezależności poprzez akceptację tożsamości, którą formuje nastolatek oraz aktywne wspieranie wyrażania autentyczności oraz jej dopasowania do norm społecznych – w szczególności, gdy tożsamość ta nie do końca odpowiada wizji / marzeniom / oczekiwaniom rodziców;
  • zaangażowanie się w akcje społeczne mające na celu zadbanie o bezpieczeństwo dzieci w szkole lub na osiedlu.

Niesprzyjające zachowania rodziców obejmują natomiast nieodpowiedzialne zachowania i brak troski, brak okazywania uczuć przez czuły i kochający dotyk. Ograniczające dla rozwoju są również problemy z regułami: ustanawianie zbyt sztywnych reguł, ich brak albo niespójność (w niektórych obszarach zbyt rygorystyczne, w niektóry brak), a także brak gotowości do renegocjowania w niektórych przypadkach. Relacje i rozwój psują także drwiny z seksualności, wyglądu, marzeń i fantazji, przyjaciół, zainteresowań, a także seksualne aluzje. Przeszkodę w rozwoju stanowią również porażki w konfrontowaniu destruktywnych zachowań, niezależnie od ich stopnia – może to być zażywanie narkotyków, a może ograniczanie kontaktów z rówieśnikami lub brak zainteresowań. Równie niebezpieczna jest próba utrzymania dziecka przy sobie, ograniczanie jego prób separowania się oraz nadmierne chronienie, tak aby dziecko nawet przez chwilę nie poczuło się źle, przez co nie ma możliwości doświadczania porażek i budowania umiejętności radzenia sobie z nimi.

 

Gdy doświadczamy tego etapu jako dorośli, ponownie rozwijamy swoje zasoby związane z własną tożsamością, niezależnością i seksualnością. Wyzwania rozwojowe dotyczą wówczas:

  • zbudowania jasnego rozgraniczenia od rodziców przy jednoczesnym zachowaniu relacji i więzi;
  • praktykowania niezależności, ale w taki sposób, aby prowadziła do zdrowej współzależności;
  • stopniowego rozwijania swojej tożsamości i systemu wartości odrębnej od nastoletniej, jednak z akceptacją tych nastoletnich wartości (lub też zaktualizowanie ich do bardziej adekwatnej wersji);
  • odpowiedzialności za własne potrzeby, emocje i zachowania;
  • integrowania swojej seksualności z obecną sytuacją w dorosłym życiu.

 

Zachowania, które mogą pomóc konstruktywnie przejść przez ten etap w dorosłym życiu:

  • Używaj swojego stanu Ja – Rodzic Ochraniający, aby zatroszczyć się o swoje wewnętrzne dziecko.
  • Napisz esej, zaczynający się od „To, co najbardziej chcę osiągnąć w moim życiu, to…”
  • Zrób coś, tylko dlatego, że w to wierzysz.
  • Porozmawiaj ze swoim mentorem o tym, co jest ważne dla Ciebie.
  • Zdecyduj się na nową fryzurę, ubrania, nowy wygląd.
  • Idź na film romantyczny lub sztukę o miłości albo przeczytaj opowiadanie erotyczne.
  • Zdystansuj się od osób, które Cię ranią.
  • Dołącz do grupy wsparcia.

Możesz skorzystać z terapii, jeśli czujesz, że potrzebujesz.

 

CO DALEJ?

Czy wraz z ukończeniem ostatniego etapu cyklu rozwoju kończymy jego bieg? Na szczęście nie! Zdaniem Pam Levin nasza osobowość jest już ukształtowana, jednak dodajemy nowe komponenty. Doświadczamy cyklu ponownie i mierzymy się z poszczególnymi etapami przez pryzmat nowych sytuacji i wyzwań życiowych, których doświadczamy. Dlatego tak ważne jest, aby dbać o dawanie sobie przyzwoleń także w dorosłym życiu – szczególnie tych, które dotyczą najbardziej momentu życia, w którym jesteśmy. Jest to VII etap – odtwarzanie cyklu.

Zachęcam Cię, abyś raz jeszcze przejrzał(a) trzy artykuły o cyklach życia, przeczytał(a) przyzwolenia i zobaczył(a), których z nich najbardziej potrzebujesz właśnie teraz:

Artykuł nr 1: etapy I i II

Artykuł nr 2: etapy III i IV

Artykuł nr 3: etapy V i VI – to ten 🙂

 

Pam Lewin podaje również przyzwolenia, które warto sobie dawać w trakcie odtwarzania cyklu, a zatem w całej naszej dorosłości:

  • Twoje potrzeby są ważne.
  • Możesz kochać siebie i innych w tym samym czasie.
  • Możesz być wyjątkowy/a i jednocześnie doceniać wyjątkowość innych.
  • Możesz być zarówno niezależny/a, jak i współzależny/a, a gdy tego potrzebujesz także zależny/a.
  • Możesz rozwijać swoje zaangażowanie w swój rozwój, a także oddanie swojej rodzinie, społeczności i ludzkości w oparciu o swoje zasady, ważne sprawy, role i zadania.
  • Możesz budować i weryfikować swoje oddanie wartościom i sprawom, zasadom i zadaniom.
  • Możesz być odpowiedzialny/a za swój wkład w każde ze swoich zobowiązań.
  • Możesz być kreatywny/a, kompetentny/a, produktywny/a i radosny/a.
  • Możesz zaufać swojej wewnętrznej mądrości.
  • Możesz witać się oraz żegnać z ludźmi, rolami, marzeniami i decyzjami.
  • Możesz zakończyć każdy z etapów swojej podróży i przywitać nowy.
  • Twoja miłość dojrzewa i wzrasta.
  • Jesteś warty/a miłości w każdym wieku.

Jeśli przy którymś z przyzwoleń czujesz niepewność lub masz poczucie, że trudno Ci się z nim zgodzić, warto, abyś szczególnie mu się przyjrzał(a), ponieważ może to być ważny obszar do pracy rozwojowej.

 

To już koniec serii artykułów o cyklach rozwoju Pam Levin. Jest jednak jeszcze jedno, ciekawe rozszerzenie tej koncepcji, o którym będę chciała Wam napisać niebawem. Jean Clark dodała do cyklów rozwoju etap, który można nazwać etapem 0: stawanie się (z ang. becoming). Zwraca ona uwagę na to, jak ważne są doświadczenia sprzed narodzin. To, czy dziecko było chciane i oczekiwane, czy też nie. Nastawienie przyszłych rodziców i atmosfera, w jakiej rozwijało się dziecko w łonie matki. Zdaniem Clark już na tym etapie dziecko może odbierać przyzwolenia lub może mu ich brakować. Jestem tu ostrożna w kwestii tego, jakie wnioski można wyciągać z okresu prenatalnego, jednak niewątpliwie nastawienie matki wpływa na jej hormony, a te na dziecko, czyniąc środowisko, w którym wzrasta przyjaznym, bądź wrogim. To ważny sygnał o tym, czy przygotowywać się i rozwijać do dobrego (sprzyjający świat), czy złego (wrogi świat). A przygotowywaniu się do dobrego mają sprzyjać właśnie przyzwolenia dawane rosnącemu maleństwu, jeszcze na etapie jego rozwoju w brzuchu mamy. Ale o tym już przy następnej okazji, jako że standardowo rozpisałam się ponad plan 🙂 Zacznę w końcu pisać krótsze artykuły… 😉

Bibliografia:
Clarke, J.I.(2000). A Personal View from a Parent Educator. Transactional Analysis Journal, Vol 30(3), 219-222.
Clarke, J.I.(1998). Growing up Again: Parenting Ourselves, Parenting Our Children. Center City: Hazelden.
Clarke, J.I.; Osnes, R.E. (1998). The Developmental Minithon. Transactional Analysis Journal, Vol 28(1), 71-82.
Levin, P. (1988). Becoming the way we are. Deerfield Beach: Health Communications, Inc.
Levin, P. (1988). Cycles of Power. A user’s guide to the seven seasons of life. Deerfield Beach: Health Communications, Inc.
Levin-Landheer, P. (1982). The Cycle of Development. Transactional Analysis Journal, Vol 12(2), 129-139.

Komunikaty wspierające rozwój: etap III i IV (1,5 roku – 6 lat)

Dzisiejszy wpis jest kontynuacją artykułu Komunikaty wspierające rozwój: etap I i II (0 – 18 miesiąca). Co się dzieje na kolejnych etapach rozwoju?

W tym wpisie o dwóch kolejnych etapach: MYŚLENIE (1,5 – 3 roku życia) i TOŻSAMOŚĆ (3 – 6 lat) oraz o tym:

  • jakie przesłanki w dorosłym życiu wskazują na to, że nie zakończyliśmy pomyślnie tych etapów?
  • jakie zachowania rodziców potencjalnie wspierają rozwój zasobów u dziecka?
  • jakie zachowania rodziców potencjalnie ograniczają dziecko?
  • jak możemy „nadrobić” te etapy w dorosłym życiu?
  • jakie wyzwania rozwojowe stoją wówczas przed nami?

 

ETAP III: MYŚLENIE

Pierwszy raz doświadczany od 1,5 do 3 roku życia.

Na tym etapie dziecko testuje rzeczywistość oraz granice, także w relacjach z innymi. Zaczyna zaznaczać swoją niezależność i indywidualizm oraz podkreślać swoją wyjątkowość. Może przy tym wyrażać niezadowolenie oraz sprzeciw. Zaczyna wyjątkowo chętnie używać „nie” i „nie chcę”. Podkreśla też mocno, co jest jego („To moje!”) i chce to oddzielić od własności innych. Rozwija niezależne myślenie stawiając innym granice, zaczyna wyrażać złość i inne emocje. Odkrywa także swoje granice. Uczy się myśleć, aby rozwiązywać problemy przyczynowo-skutkowe, a także uczy się oddalać od rodziców, jednocześnie nie tracąc ich miłości.

 

Kluczowe pytanie: Czy to dla mnie dobre, abym uczył(a) się samodzielnie myśleć?

Rozwijany stan Ja: Dorosły.

 

Jako dorośli doświadczamy tego etapu, gdy:

  • zrywamy jakąś zależnościową relację (z partnerem/partnerką, mentorem, przyjacielem);
  • uczymy się czegoś nowego;
  • rozwijamy nową pozycję lub zajmujemy stanowisko w jakiejś kwestii;
  • zmieniamy warunki umowy;
  • jesteśmy rodzicami małego dziecka.

 

Symptomy doświadczania tego etapu w dorosłości obejmują intensywniejsze doświadczanie negatywnego nastawienia, ambiwalentnych emocji, w tym szczególnie złości. Bardzo często czujemy się „generalnie źli” i trudno nam nawet wskazać powód tej złości. Często pojawiają się rozważania wokół tego, jak ważni jesteśmy, a także wokół limitów dotyczących nas samych i innych. Jesteśmy zajęci także analizą naszego wpływu i ustaleniem, jaką mamy kontrolę nad sytuacją. Odżywają tematy związane z wyodrębnianiem się, odpowiedzialnością, myśleniem, ale także z oporem, przekorą, uporem, zapominalstwem, prokrastynacją i chciwością. Pojawiają się sny związane z utknięciem gdzieś.

Pam Levin podaje przykład 28-letniego pracownika IT, który pracuje dla swojej firmy odkąd skończył studia. Uważał, że jego praca była dla niego idealna, ale poczuł, że przyszedł moment, w którym nie może już dłużej zostać w firmie. Uznał, że nie ma w niej przestrzeni dla niego. Korporacyjne zasady, tradycja i sposób działania ograniczały go. Miał poczucie, że porasta pajęczyną. Zaczął wówczas myśleć o tym, aby założyć swój biznes.

 

Kiedy etap ten wymaga ponownego przejścia? Gdy w toku wczesnego dzieciństwa nie rozwinęliśmy w wystarczającym stopniu zasobów z nim związanych. Zobacz, na ile dotyczą Cię poniższe stwierdzenia:

  • Często buntuję się w nieodpowiedni sposób – wszczynam kłótnie, złoszczę się, mam pretensje.
  • Przede wszystkim chcę mieć rację, mniejsza o sukces.
  • Terroryzuję innych i używam złości, która przykrywa u mnie smutek lub lęk.
  • Chcę, aby świat kręcił się wokół mnie.
  • Często czuję złość na siebie lub innych, ale wyrażam ją nie wprost, raczej przez zachowania.
  • Podejmuję decyzję (tak / nie) zanim pomyślę.
  • Obawiam się odmawiać, pozwalam innym podejmować decyzje.

 

Przyzwolenia, które możesz dać dziecku na tym etapie, a także sobie, gdy go doświadczasz już jako dorosła osoba, obejmują wspieranie procesu separacji:

Kiedy wspieramy dziecko na tym etapie rozwoju, ważne jest, aby czuło, że może być odrębną jednostką i ustanawiać swoje granice, a jednocześnie nadal być blisko i otrzymywać miłość oraz akceptację. Wspierające zachowania rodziców obejmują:

  • chwalenie dziecka za wykonywanie zadań rozwojowych, szczególnie wymagających myślenia, a także zapewnianie stymulującego środowiska oraz wyjaśnianie, dlaczego coś się dzieje, dostarczanie informacji;
  • wspieranie w przechodzeniu z jednej aktywności do drugiej;
  • dalsze zapewnianie bezpieczeństwa, ochrony, miłości i przytulasów;
  • ustanowienie rozsądnych granic, szczególnie dotyczących bezpieczeństwa, w tym nauczenie dziecka podstawowych zwrotów związanych z nim („nie”, „chodź”);
  • akceptowanie ekspresji emocji dziecka – tych miłych, jak i „niemiłych” w odbiorze oraz zachęcanie do myślenia o emocjach swoich i innych osób, nazywanie emocji;
  • nauka wyrażania „trudnych” emocji w akceptowalny sposób (np. co zamiast bicia, gryzienia);
  • stabilna postawa względem wybuchów czy napadów złości dziecka – bez ustępowania, ale także bez nadużywania swojej siły względem dziecka.

Niesprzyjające zachowania rodziców obejmują natomiast stosowanie zbyt wielu zakazów, w stosunku do przyzwoleń („nie wolno, tego też nie!”), próba wychowania uległego, „grzecznego” dziecka, aby wyglądać na „dobrego rodzica”; brak ustanowienia rozsądnych granic lub oczekiwań względem dziecka albo ustawienie ich zbyt wysoko; zawstydzanie dziecka, zmuszanie, aby bawiło się z innymi dziećmi, gdy jeszcze nie nauczyło się, jak to jest przebywać z nimi.

 

Gdy natomiast doświadczamy tego etapu jako dorośli, ważne, abyśmy pozwolili sobie na sprawdzanie naszych granic i ograniczeń – naciskanie i testowanie, aby określić co jest „nasze”, a co nie. Wyzwania rozwojowe dotyczą wówczas:

  • wzmacniania swojej zdolności do samodzielnego myślenia;
  • testowania rzeczywistości, granic i stawiania granic innym w bezpieczny, konstruktywny sposób;
  • rozwijania umiejętności rozwiązywania problemów, szczególnie poprzez używanie myślenia przyczynowo-skutkowego;
  • rozwijania umiejętności podążania za wskazówkami i poleceniami, bez pokazywania nadmiernej uległości (stan Ja – Dziecko przystosowane) lub buntu (stan Ja – Dziecko zbuntowane);
  • adekwatnego wyrażania emocji, szczególnie złości;
  • uważnej oceny swoich relacji i zakończenia lub zmiany charakteru niektórych z nich, w tym szczególnie zastąpienia zachowań zależnościowych poleganiem na sobie;
  • porzucenia wczesnodziecięcej fantazji o byciu pępkiem świata i praca nad stabilną samooceną.

 

Zachowania, które mogą pomóc konstruktywnie przejść przez ten etap w dorosłym życiu:

  • Używaj swojego stanu Ja – Rodzic Ochraniający, aby zatroszczyć się o swoje wewnętrzne dziecko.
  • Zrób listę „NIE” – listę spraw ważnych dla Ciebie, o które chcesz zadbać i w których chcesz postawić komuś granicę.
  • Wykonaj jakieś nowe zadanie zgodnie z instrukcją i poproś inne osoby, aby oceniły, jak Ci poszło.
  • Pracuj nad swoją pamięcią – poznaj techniki, które ją wspierają (przeczytaj książkę, idź na warsztat) i przetestuj je: wybierz 7 ważnych dla Ciebie rzeczy i regularnie sprawdzaj, czy o nich pamiętasz.
    Możesz skorzystać z terapii, jeśli czujesz, że potrzebujesz.

 

ETAP IV: TOŻSAMOŚĆ

Pierwszy raz doświadczany od 3 do 6 roku życia.

Na tym etapie dziecko uczy się rozpoznawać i rozwijać swoją tożsamość: kim jest, jakiej płci jest. Eksperymentuje też z władzą – sprawdza, jaką ma moc. Testuje konsekwencje swojego zachowania i bada swój wpływ na innych. Uczy się też odróżniać fantazję od rzeczywistości.

 

Kluczowe pytanie: Czy to dla mnie dobre, abym był(a) tym, kim jestem z moimi wyjątkowymi zdolnościami? Czy to jest ok, abym odkrywał(a), kim są inni i uczył(a) się konsekwencji swoich zachowań?

Rozwijany stan Ja: Dziecko Ponadnaturalne – to określenie Pam Levin, którym zastępuje negatywny aspekt Rodzica w Dziecku (RDz) matki / ojca – wiedźmę, ogra, trolla (który formułuje także Rodzica w Dziecku danej osoby), ponieważ nie ma on tak patologicznego wymiaru.

 

Jako dorośli doświadczamy tego etapu, gdy:

  • renegocjujemy jakiś kontrakt społeczny;
  • wchodzimy w nową dla siebie rolę;
  • poszukujemy nowej relacji z rodziną, pracą lub naszą kulturą;
  • opiekujemy się przedszkolnym dzieckiem.

 

Symptomy doświadczania tego etapu w dorosłości mogą obejmować zafascynowanie możliwością wpływania na innych, ale także rozważania odnośnie swojej tożsamości („Nie wiem już, kim jestem”), także płciowej. Pojawiają się rozważania o tym, co to znaczy być kobietą / mężczyzną. Możemy podejmować jakieś działania tylko po to, aby zobaczyć, jak się sprawy potoczą – aby testować. Może to się wiązać z przeorganizowaniem całego życia, aby zyskać czas, na takie eksperymenty. Mogą pojawić się też takie zachowania, jak wzniecanie kłótni, powtarzanie fałszywych plotek lub chęć, aby coś ukraść w sklepie.

Pam Levin podaje przykład pięćdziesięcioletniej pielęgniarki, która dotychczas była skoncentrowana na wspieraniu swoich dzieci. Gdy te dorosły, a czas emerytury zaczął się zbliżać, zaczęła ona coraz częściej zastanawiać się kim jest poza supermamą. W efekcie tych rozważań zdecydowała się sprzedać dom i poczuła ulgę po pozbyciu się gromadzonych przez 30-lat rzeczy, które sama określiła jako rupiecie.

 

Kiedy etap ten wymaga ponownego przejścia? Gdy w toku dzieciństwa nie rozwinęliśmy w wystarczającym stopniu zasobów z nim związanych. Zobacz, na ile dotyczą Cię poniższe stwierdzenia:

  • Uważam, że muszę wychodzić z pozycji siły albo też obawiam się lub niechętnie używam swojej siły.
  • Mam poczucie niejasności, nieadekwatności odnośnie siebie.
  • Odczuwam pewną niejasność odnośnie swojej tożsamości – potrzebuję definiować siebie przez pryzmat swojej pracy lub swojego związku.
  • Nieustannie gonię za osiągnięciami.
  • Często decyduję się na nietypowe, udziwnione ubrania lub zachowanie.
  • Często porównuję siebie do innych i potrzebuję mieć pewność, że jestem lepszy/a.
  • Chcę lub oczekuję magicznych rozwiązań lub efektów – ma tak być i już.

 

Przyzwolenia, które możesz dać dziecku na tym etapie, a także sobie, gdy go doświadczasz już jako dorosła osoba, obejmują akceptację odkrywania i wyrażania siebie, a także zapewnienie, że można być równocześnie silną osobą i mieć potrzeby:

Kiedy wspieramy dziecko na tym etapie rozwoju, ważne jest, aby wspierać je w odkrywaniu siebie i swojej tożsamości, a także konsekwencji własnych działań. Wspierające zachowania rodziców obejmują:

  • chwalenie dziecka za wykonywanie zadań rozwojowych,
  • dalsze zapewnianie wsparcia, ochrony i miłości,
  • wspieranie dziecka w eksplorowaniu świata – ludzi, rzeczy, emocji, idei;
  • wspierające komunikaty odnośnie płci dziecka, a przy tym budowanie pozytywnego obrazu obu płci;
  • zachęcanie dziecka do wyrażania emocji oraz do integrowania emocji i myślenia;
  • dostarczanie informacji o środowisku i otoczeniu dziecka, a także wyjaśnianie ew. nieporozumień, niejasności; odpowiadanie na pytania i dostarczanie informacji;
  • pokazywanie konsekwencji zachowania: zarówno pozytywnych, jak i negatywnych; wskazywanie odpowiedzialności poszczególnych osób za swoje działania; chwalenie za adekwatne zachowania;
  • zachęcanie dziecka do eksplorowania świata fantazji i jednocześnie uczenie oddzielania go od rzeczywistości;
  • dostarczanie opartych na faktach i adekwatnych do wieku dziecka odpowiedzi na pytania o naturę ludzkiego ciała, różnic między chłopcami i dziewczynkami – bez zawstydzania, pomijania tematu, czy też sugerowania, że jest to „zły temat”;
  • zadbanie o obecność w otoczeniu wspierających osób, które pomogą im zadbać o siebie;
  • rozwiązanie własnych problemów z identyfikacją / tożsamością, jeśli występują.

 

Niesprzyjające zachowania rodziców obejmują natomiast droczenie się z dzieckiem i dokuczanie mu, niestałość i niekonsekwencję postawy i zachowań; brak oczekiwań, aby dziecko samodzielnie myślało; niechęć do odpowiadania na pytania dziecka; wyśmiewanie się z odgrywania ról czy fantazji dziecka lub odpowiadanie na fantazje dziecka tak, jakby były realne w rzeczywistym świecie; używanie fantazji, aby zastraszyć lub zawstydzić dziecko; wdawanie się w osądy lub kłótnie odnośnie tego, kto ma rację, co jest lepsze / gorsze; ignorowanie.

 

Gdy doświadczamy tego etapu jako dorośli, ważne jest, abyśmy odnaleźli się w swoich rolach i świadomie zdecydowali, na ile nam one pasują, a na ile nie. Wyzwania rozwojowe dotyczą wówczas:

  • Odseparowania się od innych.
  • Zaktualizowania informacji odnośnie świata, siebie, ciała i ról płciowych.
  • Wybierania działań ze świadomością, że wszystkie wybory mają swoje konsekwencje – pozytywne, negatywne lub dwojakie.
  • Uczenia się adekwatnych zachowań w nowej roli lub sytuacji.
  • Uczenia się oddzielania fantazji od rzeczywistości.
  • Przeglądu swoich przekonań (ideologicznych, kulturowych), aby zaktualizować te, które bazują na archaicznych przekazach, nieadekwatnych w obecnych czasach.
  • Uczenia się adekwatnej oceny swojego wpływu na sytuację (na co mam, a na co nie mam wpływu), aby wzmacniać zarówno siebie, jak i innych.

 

Zachowania, które mogą pomóc konstruktywnie przejść przez ten etap w dorosłym życiu:

  • Używaj swojego stanu Ja – Rodzic Ochraniający, aby zatroszczyć się o swoje wewnętrzne dziecko.
  • Zrób listę 10 rzeczy, które chcesz zrobić.
  • Zorganizuj lub wybierz się na przyjęcie kostiumowe.
  • Dołącz do męskiej / kobiecej grupy (zgodnie ze swoją płcią) – pomyśl i porozmawiaj o koncepcjach związanych z rolami płciowymi.
  • Dowiedz się nieco o innych opcjach zawodowych i ścieżkach kariery.
  • Napisz historię, która zaczyna się od „W moim następnym życiu, będę…”
  • Poczytaj o tym, jakie zachowania są adekwatne w zupełnie innej kulturze.
    Warto rozważyć także psychoterapię, jeśli czujesz, że potrzebujesz.

Zerknij też na pozostałe artykuły, w których omówione zostały następujące etapy:
– BYCIE i ROBIENIE (od 0 do 18 miesiąca): artykuł Komunikaty wspierające rozwój: etap I i II (narodziny – 1,5 roku)
– UMIEJĘTNOŚCI i REGENERACJA (od 6 do 18 roku życia) i RECYKLINK (18+): artykuł 
Komunikaty wspierające rozwój: etap V i VI (6 – 18 lat)

A tym, których interesuje temat, lubią filmiki oraz nie mają problemu z angielskim niezmiennie polecam ciekawe opracowanie nt. tej koncepcji – w 20 krótkich, powiązanych ze sobą filmikach:
https://www.youtube.com/playlist?list=PL1pKfirJFCW0zb6kXHkTN2XNhDamWyUQb

Bibliografia:
Clarke, J.I.(2000). A Personal View from a Parent Educator. Transactional Analysis Journal, Vol 30(3), 219-222.
Clarke, J.I.(1998). Growing up Again: Parenting Ourselves, Parenting Our Children. Center City: Hazelden.
Clarke, J.I.; Osnes, R.E. (1998). The Developmental Minithon. Transactional Analysis Journal, Vol 28(1), 71-82.
Levin, P. (1988). Becoming the way we are. Deerfield Beach: Health Communications, Inc.
Levin, P. (1988). Cycles of Power. A user’s guide to the seven seasons of life. Deerfield Beach: Health Communications, Inc.
Levin-Landheer, P. (1982). The Cycle of Development. Transactional Analysis Journal, Vol 12(2), 129-139.

Komunikaty wspierające rozwój: etap I i II (0 – 18 miesiąca)

W toku rozwoju doświadczamy różnych konfliktów i rozwijamy wewnętrzne zasoby, aby poradzić sobie z leżącymi u ich podstaw kwestiami. Pozwala to nam przejść do następnego etapu rozwoju. Nie zawsze jednak udaje nam się pozytywnie zakończyć dany etap w dzieciństwie. Zdarza się, że nie otrzymujemy wystarczającej ilości przyzwoleń w naszym domu rodzinnym i na jakimś etapie doświadczamy niepowodzenia. Na szczęście mamy możliwość rozwinąć te zasoby (związane z danym etapem) już w dorosłym życiu.

Pam Levin, analityczka transakcyjna i laureatka nagrody Erica Berne’a, zwraca uwagę na to, że w naszym dorosłym życiu występuje pewien przewidywalny wzorzec, tożsamy z tym, którego doświadczaliśmy w dzieciństwie. Bazuje on właśnie na etapach rozwoju z naszego dzieciństwa. Doświadczamy wówczas tych samych konfliktów, choć tym razem w wydaniu dorosłego życia. Na poziomie psychologicznym do rozstrzygnięcia są jednak te same kwestie, które wymagają analogicznych zasobów i które prowadzą do budowania potencjału w siedmiu kluczowych obszarach:

  • mocy bycia – do istnienia;
  • mocy robienia – do działania;
  • mocy myślenia – do używania logiki i różnych konceptów;
  • mocy tożsamości – aby wiedzieć, kim jestem;
  • mocy swoich umiejętności – aby rozwijać swój potencjał;
  • mocy regeneracji – aby „produkować” życie na nowo;
  • mocy odzyskiwania – do rozwijania swojej efektywności w każdym wieku.

 

Mocy w tych obszarach nabywamy na poszczególnych etapach naszego rozwoju w dzieciństwie, a następnie podczas odtwarzania ich w dorosłym życiu.

Dzisiejszy tekst miał być o tym, jakie przyzwolenia są potrzebne dzieciom na poszczególnych etapach rozwoju oraz kiedy szczególnie warto je sobie dawać już w dorosłym życiu. Miał być, ponieważ im bardziej zagłębiałam się w temat, tym więcej ciekawych szczegółów odkrywałam:

  • jakie przesłanki w dorosłym życiu wskazują na to, że nie zakończyliśmy pomyślnie danego etapu?
  • jakie zachowania rodziców potencjalnie wspierają rozwój zasobów u dziecka?
  • jakie zachowania rodziców potencjalnie ograniczają dziecko?
  • jak możemy „nadrobić” dany etap w dorosłym życiu?
  • jakie wyzwania rozwojowe stoją wówczas przed nami?

Wyszło mi z tego opracowanie znacznie większe, niż planowałam. Z tego też względu przedstawiam dzisiaj szczegółowo opisane dwa pierwsze etapy: BYCIE i ROBIENIE, obejmujące czas od narodzenia do 18 m-ca życia. Kolejne etapy opiszę niebawem!

 

ETAP I: BYCIE

Pierwszy raz doświadczany od narodzin do 6 miesiąca życia.

Na tym etapie zadania rozwojowe związane są z byciem blisko i sygnalizowaniem oraz zaspokajaniem potrzeb. Ważny jest fizyczny kontakt, intymność i dotyk. Kluczowa jest potrzeba, aby to inni zaopiekowali się nami przez jakiś czas, aby możliwe było przejście do kolejnego etapu (robienia). Dziecko uczy się sygnalizować swoje potrzeby, akceptować dotyk i opiekę, tworzyć wieź i ufać, że rodzic zatroszczy się o nie. Na tym etapie decyduje też o tym, aby być oraz żyć.

 

Kluczowe pytanie: Czy to jest OK dla mnie być tutaj, aby dać znać o swoich potrzebach i uzyskać opiekę?

Rozwijany stan Ja: Dziecko Wolne.

 

Jako dorośli doświadczamy tego etapu, gdy:

  • jesteśmy zmęczeni, zranieni, bezbronni, chorzy lub pod wpływem stresu;
  • przechodzimy przez okres gwałtownych zmian albo rozwoju;
  • doświadczamy osobistej straty;
  • opiekujemy się niemowlęciem (także w trakcie ciąży);
  • jesteśmy na początku istotnego procesu (nowa praca, nowy związek).

 

Symptomy doświadczania tego etapu w dorosłości mogą obejmować: potrzebę częstszego jedzenia (słodycze!) oraz większej ilości snu, trudności z myśleniem i problemy z koncentracją, zwiększoną wrażliwość ust i dziąseł (wskazówką jest też częste kierowanie dłoni do ust). Pojawia się potrzeba, aby na chwilę przestać myśleć i działać, pragnienie, aby mieć kogoś, kto się wszystkim zaopiekuje. Zauważalna jest potrzeba fizycznej bliskości i rozwijania z kimś więzi opartej na miłości, zmysłowości, emocjonalności. Często pojawia się poczucie wyczerpania emocjonalnego i potrzeba naładowania swoich baterii. Odżywają kwestie związane z zależnością i zadbaniem o zasoby: Czy mogę komuś zaufać? Czy umiem zadbać o swoje potrzeby / witalność / zmysły? Czy mam wystarczająco pieniędzy / jedzenia / miłości / seksu (zasobów), aby zadbać o siebie?

Pam Levin podaje przykład 52-letniej businesswoman, odnoszącej sukcesy zawodowe, która doświadczając tego etapu zaczęła intensywnie delegować wszystkie możliwe do oddelegowania obowiązki na innych. Poszukiwała przy tym spokoju dla siebie – chciała zaszyć się na kilka miesięcy w domu, ze swoim mężem. Nie chciała też myśleć o niczym. Jak sama określiła, miała potrzebę hibernować. Czerpała też jednak przyjemność z przyjęć i podróży, na które w końcu miała czas.

 

Kiedy etap ten wymaga ponownego przejścia? Gdy w toku niemowlęctwa nie rozwinęliśmy w wystarczającym stopniu zasobów z nim związanych. Zobacz, na ile dotyczą Cię poniższe stwierdzenia:

  • Nie ufam innym.
  • Chcę, aby inni domyślali się moich potrzeb, mimo że ich o nic nie proszę.
  • Nie wiem, czego chcę.
  • Nie potrzebuję niczego, czuję się odrętwiały/a, bez czucia.
  • Wierzę, że potrzeby innych są ważniejsze niż moje.
  • Nie wierzę, że inni wyjdą mi naprzeciw.
  • Nie lubię być dotykany/a albo przeciwnie – kompulsywnie dotykam lub też nie czerpię przyjemności z dotyku o charakterze erotycznym.
  • Niechętnie ujawniam informacje o sobie, szczególnie negatywne.

 

Przyzwolenia, które możesz dać dziecku na tym etapie, a także sobie, gdy go doświadczasz już jako dorosła osoba, obejmują troskliwe i karmiące komunikaty, ciepło, intymność, przyjemny kontakt fizyczny:

Kiedy wspieramy dziecko na tym etapie rozwoju, ważne jest, aby czuło, że jest chciane, mile widziane i akceptowane takie, jakie jest, bezwarunkowo, a także, że jego potrzeby są ważne. Wspierające zachowania rodziców obejmują:

  • dostarczanie stałej, kochającej opieki;
  • odpowiadanie na potrzeby niemowlęcia;
  • myślenie za dziecko;
  • trzymanie i patrzenie na dziecko podczas karmienia;
  • mówienie do dziecka i naśladowanie jego dźwięków;
  • troskę wyrażaną dotykiem, patrzeniem, mówieniem i śpiewaniem;
  • uzyskanie wsparcia, gdy sami nie są pewni, jak zatroszczyć się o dziecko;
  • bycie wiarygodnymi i godnymi zaufania;
  • pozwolenie sobie na to, aby inni zatroszczyli się także o nich samych.

Niesprzyjające zachowania rodziców obejmują natomiast ignorowanie i niereagowanie na sygnały dziecka, brak wystarczającej ilości dotyku i noszenia na rękach, reagowanie z usztywnieniem lub złością albo zdenerwowaniem, karmienie zanim dziecko zasygnalizuje potrzebę, karanie, krytykowanie dziecka (za cokolwiek), brak ochrony malucha (w tym także od rodzeństwa), brak zdrowego otoczenia (fizycznie – niezdrowe warunki).

 

Gdy doświadczamy tego etapu jako dorośli, ważne, abyśmy pozwolili sobie poczuć się OK w miejscu, w którym jesteśmy, a także abyśmy pozwolili sobie przyjmować opiekę oraz pozytywny i chciany dotyk – bez poczucia winy, czy wstydu. Wyzwania rozwojowe dotyczą wówczas:

  • proszenia o opiekę;
  • szukania sposobów zaspokojenia swoich potrzeb;
  • akceptowania dotyku (pożądanego!);
  • akceptowania opieki;
  • tworzenia emocjonalnych więzi i uczenia się zaufania do innych dorosłych oraz do siebie;
  • decyzji o tym, aby być i żyć w pełni.

 

Zachowania, które mogą pomóc konstruktywnie przejść przez ten etap w dorosłym życiu:

  • używanie stanu Ja-Rodzic Ochraniający do zadbania o potrzeby swojego wewnętrznego dziecka;
  • ciepła kąpiel i terapeutyczny masaż;
  • śpiewanie kołysanek swojemu wewnętrznemu dziecku;
  • przytulanie się;
  • zadbanie o przyjemną i komfortową przestrzeń w swoim domu;
  • przeżycie żałoby po wczesnodziecięcej separacji od rodziców (pobyt w szpitalu, rozwód, adopcja);
  • wizualizacja: Wyobraź sobie siebie, jako dziecko. Wyobraź sobie też wszystkich wspaniałych, idealnych, troskliwych rodziców: mamy i tatów, którzy widzą to dziecko. Co robią? Co mówią? Zrób to względem siebie i powiedz to sobie. Poproś też kogoś, kogo kochasz, aby zrobił to i powiedział te słowa do Ciebie.
    Warto rozważyć także psychoterapię, jeśli czujesz, że potrzebujesz.

 

ETAP II: ROBIENIE

Pierwszy raz doświadczany od 6 do 18 miesiąca życia.

Etap ten związany jest z potrzebą eksploracji, szczególnie zmysłami. Czuć, dotknąć, widzieć, poczuć zapach i posmakować świata – to kluczowe zadania rozwojowe. Potrzebna jest różnorodna stymulacja. To czas, w którym dziecko decyduje się ufać innym oraz ufać, że eksplorowanie świata jest bezpieczne i wspaniałe. Uczy się także ufać swoim zmysłom, być kreatywne i aktywne oraz otrzymywać wsparcie, gdy to wszystko robi.

 

Kluczowe pytanie: Czy eksplorowanie i próbowanie nowych rzeczy jest dla mnie bezpieczne i czy mogę ufać temu, czego się uczę?

Rozwijany stan Ja: Mały Profesor.

 

Jako dorośli doświadczamy tego etapu, gdy:

  • pozwoliliśmy komuś zaopiekować się nami przez jakiś czas;
  • jesteśmy w nowym miejscu;
  • jesteśmy w trakcie kreatywnego procesu;
  • uczymy się czegoś związanego z sensorycznością (śpiew, nauka gry na instrumencie, nowy język);
  • jesteśmy na początku ustanawiania nowego poziomu niezależności;
  • opiekujemy się małym dzieckiem.

Symptomy doświadczania tego etapu w dorosłości obejmują potrzebę bycia w ruchu, mobilności. Może to być ważne do tego stopnia, że pojawi się lęk przed stagnacją. Ważna staje się wówczas ciekawość i intuicja, odkrywamy nowe motywacje życiowe i poszukujemy przyjemności, szczególnie związanej z ruchem, jak np. spacery po nowych miejscach. Może pojawić się konflikt dotyczący tego, kiedy coś inicjować, a kiedy wybrać brak aktywności oraz kiedy podążać do celu, a kiedy pozwolić sobie na brak celu.

Pam Levin podaje przykład młodego lekarza, który stwierdza, że uczy się od 5 roku życia i nawet nie wie, jaka jest reszta świata. Decyduje się w związku z tym odłożyć na bok rezydenturę oraz przyszłą specjalizację i rusza w podróż, zobaczyć wybrane przez siebie kraje. Chce poznać trochę świata zanim zdecyduje, gdzie chce się wpasować.

 

Kiedy etap ten wymaga ponownego przejścia? Gdy w toku niemowlęctwa nie rozwinęliśmy w wystarczającym stopniu zasobów z nim związanych. Zobacz, na ile dotyczą Cię poniższe stwierdzenia:

  • Jestem znudzony/a.
  • Nie chcę niczego inicjować.
  • Inni widzą mnie, jako nadmiernie aktywnego/ą lub namiętnie cichego/ą.
  • Nie chcę robić czegoś, jeśli nie można tego zrobić perfekcyjnie.
  • Inni widzą mnie, jako nadmiernie starannego/ą i schludnego/ą.
  • Sam/a nie wiem, co rzeczywiście wiem.
  • Czuję, że bycie wspieranym/ą i chronionym/ą nie jest tak naprawdę ok.

 

Przyzwolenia, które możesz dać dziecku na tym etapie, a także sobie, gdy go doświadczasz już jako dorosła osoba, obejmują dalsze dostarczenie fizycznej uwagi oraz wspierające przekazy:

Kiedy wspieramy dziecko na tym etapie rozwoju, ważne jest, aby czuło, że może eksplorować i doświadczać, znajdować swoją drogę i nadal ma przy tym nasze wsparcie i akceptację. Chodzi tu o dostęp do różnego środowiska i eksplorowania go w bezpiecznych, rodzicielskich ramach. O pełną akceptację: zarówno witalności, jak i pokazywanych emocji oraz chwil wyciszenia. Wspierające zachowania rodziców obejmują:

  • uznanie dla dziecka za podejmowanie się zadań rozwojowych;
  • dalsze zapewnianie miłości;
  • zadbanie o bezpieczne środowisko;
  • chronienie dziecka przez zrobieniem sobie krzywdy;
  • powiedzenie dwóch „tak” na każde „nie”;
  • dostarczanie różnorodnych doświadczeń stymulujących zmysły z wykorzystaniem różnych form adekwatnych dla maluchów (zabawki edukacyjne, muzyka, dotyk, itp.);
  • powstrzymywanie się przed przerywaniem dziecku eksplorowania, jeśli to możliwe;
  • powstrzymywanie się przed przerywaniem danego zachowania dziecka, np. przez komentowanie, które rozprasza dziecko i kieruje uwagę na coś innego; zamiast tego mówienie o tym, co dziecko robi w danej chwili;
  • naśladowanie dźwięków wydawanych przez dziecko;
  • mówienie do dziecka (dużo!);
  • reagowanie, gdy dziecko inicjuje zabawę;
  • zadbanie o swoje własne potrzeby.

Niesprzyjające zachowania rodziców obejmują natomiast niezapewnienie właściwej ochrony dziecku, ograniczanie jego mobilności, krytykowanie lub zawstydzanie malucha (szczególnie za eksplorowanie); karanie; oczekiwanie od dziecka, że nie będzie dotykało „cennych” rzeczy; oczekiwanie szybkiego odstawienia od nocnika; negatywne znaki rozpoznania.

 

Gdy natomiast doświadczamy tego etapu jako dorośli, ważne, abyśmy pozwolili sobie eksplorować i szukać swojej drogi, karmić zmysły i otrzymywać przy tym wsparcie. Czasami oznacza to podróż w nieznane i to także wymaga naszej zgody: aby wyruszyć w podróż bez celu, w którym swoją drogę odkrywamy już w trakcie. Może to dotyczyć faktycznej podróży, a może znajdowania swoje przestrzeni zawodowej lub prywatnej. Wyzwania rozwojowe dotyczą wówczas:

  • eksplorowania i doświadczania świata w nowy i zarazem bezpieczny sposób;
  • wzmacniania doświadczania wszystkim zmysłami;
  • sygnalizowania potrzeb i zaufania do osób, które są jego warte oraz do siebie;
  • kontynuowania tworzenia bezpiecznego przywiązania do kochających i wspierających osób;
  • proszenia o pomoc w trudnych, stresujących sytuacjach;
  • poszukiwania opcji działania oraz akceptowania, że nie wszystkie problemy można z łatwością rozwiązać;
  • wykazywania większej inicjatywy;
  • dalszego rozwijania zadań związanych z pierwszym etapem.

 

Zachowania, które mogą pomóc konstruktywnie przejść przez ten etap w dorosłym życiu:

  • używanie stanu Ja-Rodzic Ochraniający do zadbania o potrzeby swojego wewnętrznego dziecka;
  • eksplorowanie swojego domu na czworakach i dostrzeganie, jak inna to perspektywa;
  • poproszenie bliskiej osoby, aby zabrała Cię w miejsce, którego nie znasz;
  • eksplorowanie nowych, bezpiecznych przedmiotów wszystkimi zmysłami (smak, zapach, wygląd, faktura, dźwięki) z uważnością na detale; obserwowanie siebie i swoich reakcji, gdy spoglądasz na rzeczy w inny niż zwykle sposób;
  • odkrywanie nowego: talentów, jedzenia, aktywności i kultur;
  • wybranie innej niż zwykle drogi do pracy.
    Warto rozważyć także psychoterapię, jeśli czujesz, że potrzebujesz.

 

W kolejnych artykułach następne etapy:
MYŚLENIE (1,5 – 3 roku) i – TOŻSAMOŚĆ (3-6 lat): KLIKNIJ TUTAJ

Niebawem:
– UMIEJĘTNOŚCI (6-12 lat);
REGENERACJA (13-18 lat);
RECYKLING (19+);
– dodatkowy etap (etap 0) – STAWANIE SIĘ (o etapie przed narodzinami!).

„STAWANIE SIĘ”, czyli etap przed narodzinami, dodała do powyższej koncepcji Jean Clark – analityczka transakcyjna, która rozwija koncepcję Pam Levin. Clark uważa, że czas przed narodzinami także ma znaczenie dla naszego rozwoju, a to, jak rodzice przygotowują się na narodziny maleństwa, wpływa na nie równie mocno, jak czas po jego narodzinach. Wyodrębnię ten etap w osobnym artykule kończącym tę serię.

 

Przyznam, że jeszcze klika lat temu byłabym sceptyczna względem części wniosków, które płyną z prac obu pań. Im bardziej zagłębiam się jednak w kwestie związane ze skryptem, protokołem skryptu (tym najgłębszym tłem, na bazie którego formułuje się skrypt), zakazami i przyzwoleniami – zarówno u siebie, jak i u osób, z którymi analizuję te tematy, tym bardziej widzę, jak ważne to aspekty naszego funkcjonowania. Często nie uświadamiamy ich sobie i nawet nie mamy dostępu do tych treści, mimo że mocno wpływają na nasze życie. Z tego względu warto zaglądać nieco za zasłonkę i stopniowo zyskiwać dostęp do tego, co nie zawsze jest nam od razu dostępne. W swoim tempie.

O kolejnych etapach przeczytasz w następnych artykułach:
– Komunikaty wspierające rozwój: etap III i IV (1,5 roku – 6 lat)
– Komunikaty wspierające rozwój: etap V i VI (6 – 18 lat)

A tym, których interesuje temat, lubią filmiki oraz nie mają problemu z angielskim, polecam ciekawe opracowanie nt. tej koncepcji – w 20 krótkich, powiązanych ze sobą filmikach: KLIKNIJ TUTAJ (odnośnik do youtube).

Bibliografia:
Clarke, J.I.(2000). A Personal View from a Parent Educator. Transactional Analysis Journal, Vol 30(3), 219-222.
Clarke, J.I.(1998). Growing up Again: Parenting Ourselves, Parenting Our Children. Center City: Hazelden.
Clarke, J.I.; Osnes, R.E. (1998). The Developmental Minithon. Transactional Analysis Journal, Vol 28(1), 71-82.
Levin, P. (1988). Becoming the way we are. Deerfield Beach: Health Communications, Inc.
Levin, P. (1988). Cycles of Power. A user’s guide to the seven seasons of life. Deerfield Beach: Health Communications, Inc.
Levin-Landheer, P. (1982). The Cycle of Development. Transactional Analysis Journal, Vol 12(2), 129-139.

Na przekór zakazom, czyli o „przekornej decyzji”

Niezależnie od tego, czy Twoje dzieciństwo upływało w szczęściu i dobrobycie, czy też raczej w trudnych warunkach – wychowywali Cię ludzie, ze swoimi wadami i zaletami. Prawdopodobnie Twoi rodzice zrobili wszystko, co mogli, aby zadbać o Ciebie najlepiej jak potrafili. Mimo to każdy z nas otrzymał od rodziców i innych ważnych w dzieciństwie osób, również tzw. komunikaty zakazujące – negatywne komunikaty, które ograniczają nas w jakiś sposób już w dorosłym życiu.

Komunikaty zakazujące najczęściej pochodziły od rodziców, jako kluczowych dla nas figur w dzieciństwie. Mogły to być konkretne słowa, ale często były wyrażone bez słów. Przykładowo osoby, które były wychowywane w tzw. „zimnym” domu, gdzie nie wyrażało się emocji, a najwyższą wartością była niezależność i samodzielność, w najlepszej wierze mogą w ten sam sposób wychowywać swoje dzieci – z nadzieją, że wyrosną na samodzielnych, samowystarczalnych ludzi. Przekazują tym samym jednak komunikaty zakazujące „nie czuj” („emocje są złe, są słabością”), „nie bądź dzieckiem” („zachowuj się dojrzale”). Mogą to robić wprost, tj. mówić o tym przy różnych okazjach, ale też bez słów, po prostu patrząc znacząco na zapłakane dziecko lub też odchodząc, gdy prezentuje nieakceptowane zachowania („zostawiam Cię do czasu, aż się nie uspokoisz”). W każdym z tych przypadków dziecko otrzymuje jasny sygnał, aby nie okazywać emocji, ponieważ budzi to dezaprobatę rodziców.

Znasz może ze swojego domu rodzinnego takie sytuacje, w których jasne było, że jakieś zachowanie nie było mile widziane, choć wprost się o tym nie mówiło. To było raczej to westchnięcie mamy, ostrzejsze spojrzenie taty, a może odesłanie Cię do pokoju bez komentarza – to także silne komunikaty, które odbieraliśmy jako dzieci, choć nie były wyrażone wprost słowami.

 

Wszyscy jesteśmy ludźmi…

Tak, wszyscy otrzymaliśmy komunikaty zakazujące. Jeśli myślisz sobie teraz: „pamiętam moich rodziców, jako wspaniałych i wspierających mnie w dzieciństwie, nic z tych rzeczy nie miało miejsca” to masz rację i mylisz się zarazem. Oczywiście, że Twoi rodzice mogli być dla Ciebie wspaniali, tak jak i Ty dla swojego dziecka. Nie zmienia to jednak faktu, że wszyscy jesteśmy ludźmi – mamy swoje zakazy i przekazujemy je także swoim dzieciom, często w najlepszej wierze, a czasem po prostu dlatego, że mamy swoje obszary do rozwoju i nawet nie mamy świadomości, że w jakiś sposób ograniczamy wówczas dzieci.

Zanim zatem pobiegniesz składać zażalenie do rodziców, zatrzymaj się proszę i obejrzyj szerszy kontekst – oni również byli wychowywani w pewien sposób, również doświadczyli komunikatów zakazujących w swoich domach rodzinnych i możliwe, że w dorosłym życiu działają pod ich wpływem. Zachęcam Cię w związku z tym raczej do obejrzenia, co zdecydowałeś/aś się zrobić z tymi komunikatami i co możesz zrobić teraz, aby nieco wyzwolić się spod ich wpływu.

 

Dwie drogi: desperacja lub… przekora

W analizie transakcyjnej mówimy o zakazach – ograniczających przekonaniach, które przyswoiliśmy w jeszcze w dzieciństwie, a które aktywnie wpływają na całe nasze życie. Kiedy przyjmujemy zakaz, co odbywa się we wczesnym dzieciństwie na nieświadomym poziomie, zaczynamy działać w zgodzie z nim. Przykładowo, jeśli ktoś przyjmie zakaz „nie bądź blisko”, to nieświadomie tak prowadzi swoje życie, aby nie nawiązywać bliskich relacji, a kiedy już ma to miejsce to opuszcza je za każdym razem pod jakimś pretekstem lub prowokuje sytuacje, w których druga strona odchodzi.

John McNeel, wspaniały analityk transakcyjny, w swoim zachwycającym materiale odnośnie zakazów zwraca uwagę na jeszcze jedną opcję, o której rzadko wspomina się w klasycznej literaturze. Pisze on o tym, że kiedy przyjmujemy zakaz, mamy dwie drogi: możemy go przyjąć, co nazywa „desperacką decyzją”, ale też możemy się mu sprzeciwić, co nazywa „przekorną decyzją”.

Kiedy rodzice na nieświadomym poziomie przekazują dziecku zakaz „nie bądź ważny”, przykładowo pracując całymi dniami i nieustannie odganiając dziecko, jak natrętną muchę („nie teraz, idź się pobaw w swoim pokoju, rodzice potrzebują spokoju”), może ono zacząć tak właśnie się czuć (desperacka decyzja: „nie jestem ważny/a”), ale może też zareagować buntem (przekorna decyzja: „a właśnie, że będę!”).

 

A właśnie, że będę!

Co innego cieszyć się życiem, a co innego żyć tak, aby wycisnąć z niego jak najwięcej. Podobnie jak czym innym jest przekonanie o własnej wartości i ważności, a czymś innym silne dążenie do podkreślania swojej ważności i nieustannego zajmowania odpowiednio wysokich i eksponowanych stanowisk. Nie ma nic złego w intensywnym życiu czy też eksponowanych stanowiskach, chodzi raczej o to, co nas motywuje do danego rodzaju zachowania. Paradoksalnie bowiem, może to być właśnie zakaz, który otrzymaliśmy i częściowo przyjęliśmy, ale nie wprost („desperacka decyzja”: „dobrze, tak będzie”), a właśnie w kontrze („przekorna decyzja”: „zobaczysz, że będzie dokładnie na odwrót!”). Nadal jednak zakaz ten jest aktywny, ponieważ nie działamy z dostępem do zasobów, a w przekorze. Nadal czujemy pewnego rodzaju przymus do działania w nastawieniu „a właśnie, że będę!”. Finalnie jesteśmy pod wpływem zakazu. Nie działamy swobodnie, ale musimy coś udowadniać, w ciągłym napięciu, aby osiągnąć swoje założenie.

Pomyśl o zakazie „nie czuj radości”. Może się zdarzyć m.in. w rodzinach, w których radość jest traktowana jako niestosowna: „nie ma z czego się cieszyć, zaraz pewnie zdarzy się coś złego” lub „jak możesz się tak cieszyć, kiedy tata / siostra / babcia choruje” (np. w przypadku przewlekłych chorób i trudnych doświadczeń związanych z długim odchodzeniem członka rodziny). Jeśli dziecko przyjmie zakaz wprost („desperacka decyzja”) będzie żyło z przekonaniem, że życie jest puste, nie ma w nim miejsca na radość. Jeśli jednak przyjmie zakaz buntując się przeciwko niemu („przekorna decyzja”), będzie żyło z przekonaniem: „mój świat będzie taki radosny!” i będzie dążyło do kolekcjonowania radości, chciwie wyszukując wszystkich wydarzeń i okazji, aby się pobawić i pośmiać, czasem wręcz nadmiarowo.

Wspominałam w treści artykułu o zakazie „nie bądź ważny” i o tym, w jakich warunkach może powstawać. Gdy dziecko przyjmie go wprost („desperacja decyzja”) może myśleć o sobie: „jestem nikim” i jako dorosła osoba zachowywać się tak, aby zwracać na siebie jak najmniej uwagi. Gdy jednak dziecko przyjmie go nie wprost, buntując się przeciwko zakazowi („przekorna decyzja”), może już jako dorosła osoba być dominująca, ekspansywna, silnie rywalizacyjna, aby udowadniać na każdym kroku jak jest ważna.

„Desperacka decyzja” i „przekorna decyzja” są jak dwie przeciwległe strony. Balans jest jednak gdzieś pośrodku. Gdy ktoś nie ma zakazu „nie bądź ważny”, po prostu zna swoją wartość i ma w sobie tę siłę stabilności – ani nie wycofuje się nadmiernie i nie umniejsza, ani też nie ma potrzeby za wszelką cenę dążyć do zajmowania eksponowanych stanowisk i udowadniania swojej wartości. Gdy ktoś nie ma zakazu „nie czuj radości”, po prostu cieszy się adekwatnie z tego, co dobrego przynosi życie – ani nie unika tej emocji, ani też nie szuka jej nieustannie, w nadmiarowy sposób.

Właśnie w tym nadmiarze jest klucz. Jeśli zauważasz pewnego rodzaju nadmiarowość w jakimś aspekcie swojego zachowania, warto pooglądać, czy pod spodem nie kryje się jednak głęboko zakorzeniony sprzeciw – działanie przeciwko zakazowi.

McNeel zauważa, że „przekorna decyzja” jest nieco bliżej zdrowia, niż „desperacka”. Pozwala nam bowiem korzystać ze swoich zasobów np. do cieszenia się i bycia ważnym/ą. Niestety nadal nie jest to pożądane optimum, ponieważ jesteśmy wtedy nakręceni do poszukiwania jakiegoś rodzaju aktywności czy doświadczania. Warto zatem uważnie obejrzeć swoje zakazy, rozpoznać, które z nich dotyczą nas wprost, a wobec których działamy przekornie.

 

Zobacz, jak to wygląda u Ciebie!

Pomocą w tym jest materiał do autodiagnozy opracowany przez Johna i Penny McNeelów. Wymieniają w nim 23 zakazy i wskazują przekonania, które pojawiają się, gdy je przyjmujemy wprost („desperacka decyzja”) oraz kiedy stajemy przeciwko nim („przekorna decyzja”). Wskazują także, co warto rozwinąć, aby uzyskać dostęp do zasobów blokowanych przez zakaz. Podają przy tym zarówno nad jakim nowym przekonaniem pracować, jak i wskazują proces, który jest potrzebny do tego, aby się ono ugruntowało. To cenny materiał, który długo studiowałam, aby dobrze go zrozumieć.

Mam nadzieję, że ucieszy Was fakt, że polska wersja tego obszernego i fascynującego materiału będzie niebawem dostępna, oczywiście za zgodą Johna (warto jeździć na międzynarodowe konferencje!). Jeśli nie chcecie jej przeoczyć – zapiszcie się do newslettera w formularzu pod artykułem (na dole strony). Na przełomie lipca / sierpnia ruszam w końcu z listami o AT, a w pierwszym z nich będzie właśnie do pobrania materiał do autodiagnozy „Komunikaty zakazujące i Twoje życie”.

 

Bibliografia
McNeel, J., McNeel, P. Injunctive messages and your life. materiał nieopublikowany
McNeel, J. (2010). Understanding the Power of Injunctive Messages and How They Are Resolved in Redecision Therapy. Transactional Analysis Journal, Vol 40(2), 159-169.

Twoja rola w grupie a pozycja życiowa

Jaką rolę zwykle przyjmujesz w grupie? Angażujesz się w osiągnięcie wspólnego celu, a może stoisz nieco na uboczu albo jesteś w opozycji do głównego nurtu? Może w ogóle nie lubisz grup, bo masz poczucie, że znowu nie wypracujecie niczego wartościowego, ale jednocześnie uważasz, że nie ma sensu się wypowiadać, bo i tak niczego to nie zmieni? Okazuje się, że rola, którą najczęściej przyjmujemy w grupie, wiele mówi o naszej pozycji życiowej. Ten niezwykle ciekawy wniosek przedstawiła na swoim szkoleniu z „Przywództwa i odporności w ujęciu Analizy Transakcyjnej” Rosemary Napper – doświadczona, certyfikowana nauczycielka analizy transakcyjnej, która gościła niedawno w Polsce.

Zapraszam Cię zatem do uważnego spojrzenia w głąb siebie i zdecydowania, czy w grupie jesteś najczęściej uczestnikiem, pasażerem, opozycjonistą czy też więźniem, a także do obejrzenia, co Twoja rola mówi o Twojej pozycji życiowej.

 

Uczestnik

Kiedy aktywnie uczestniczysz w tym, co jest wypracowywane przez grupę z szacunkiem dla siebie oraz dla innych członków grupy, przedstawiasz swoje zdanie, ale też słuchasz innych. Nie wycofujesz się, ani też nie narzucasz swojej racji, a raczej nastawiasz się na wspólne wypracowanie czegoś dobrego dla grupy. Dbasz przy tym o konstruktywne wyrażenie swojego zdania. Jest jednak wyraźna różnica w przedstawianiu swojego zdania i w narzucaniu go. U podstaw pozycji uczestnika leży wzajemny szacunek: do swoich racji, potrzeb, kompetencji, jak i do racji, potrzeb i kompetencji pozostałych uczestników.

Kiedy w ten sposób uczestniczysz, jesteś w pozycji „Ja jestem OK – Ty jesteś OK”. Jest to pozycja życiowa, w której dostrzegasz swoje zasoby i potrzeby oraz dbasz o nie adekwatnie, podobnie jak dostrzegasz zasoby i potrzeby drugiej strony i akceptujesz prawo innych do zadbania o siebie. Szukasz wówczas, wspólnie z innymi uczestnikami grupy, dobrego rozwiązania. To właśnie jest kwintesencja zaangażowania w pracę grupy z pozycji OK-OK. Jeśli generalnie masz takie doświadczenia z obecności w różnych grupach (nie tylko zawodowych, ale także prywatnych), to prawdopodobnie często jesteś w pozycji „Ja jestem OK – Ty jesteś OK”.

 

Pasażer

Kiedy biernie patrzysz na to, co grupa wypracuje, jesteś w roli pasażera. Można by powiedzieć, że pasażera „na gapę”, bo korzystasz z tego, co wypracowali inni, bez wnoszenia swojego wkładu. Kiedy funkcjonujesz w grupie w roli pasażera, rzadko zabierasz głos, biernie słuchasz, może nawet zajmujesz się przeglądaniem telefonu, czy snuciem planów na inny czas. Wewnętrznie czujesz, że nie ma sensu się wypowiadać – w końcu inni coś wypracują i Ty się do tego ustosunkujesz (albo i nie, jeszcze zobaczysz, może po prostu przytakniesz, żeby mieć to z głowy).

Jest to związane z pozycją życiową „Ja nie jestem OK – Ty jesteś OK”. Dlaczego? Ponieważ powstrzymujesz się w jakimś stopniu od zabrania głosu, zadbania o swoje potrzeby i skorzystania ze swoich zasobów, oddając decyzyjność innym i niejako bezwolnie za nimi podążając. Nawet jeśli finalnie nie decydujesz się przyjąć rozwiązania wypracowanego przez grupę, przez brak aktywnego uczestniczenia stawiasz się na gorszej pozycji, wyłączasz się z procesu podejmowania decyzji, być może czując przy tym, że Twoje zdanie i tak nie zostałoby wzięte pod uwagę. Jeśli często obserwujesz siebie w roli pasażera w różnych grupach (w pracy, ale także w gronie znajomych), prawdopodobnie często jesteś w pozycji „Ja nie jestem OK – Ty jesteś OK”.

 

Opozycjonista

Kiedy włączasz tryb opozycjonisty, często kwestionujesz poglądy innych. W końcu masz świetną propozycję i inni powinni ją uwzględnić, musisz tylko udowodnić, że inne pomysły nie są tak dobre. Być może masz pełne przekonanie do swojego pomysłu i nie ma w tym niczego złego. Jeśli jednak w ślad za tym idzie przekonanie, że wiesz lepiej i cicha (albo i wyraźnie zaznaczona) chęć bycia w opozycji do przedstawianego pomysłu – nie jest to pozycja OK-OK. Nie musi to przejawiać się otwartym konfliktem i przekrzykiwaniem, równie dobrze może to być gra w „tak, ale (i tu wstaw kontrpropozycję)” lub lubiane w kręgach „rozwojowców” unikających „ale” – „tak, jednocześnie”. Efekt jest ten sam: kwestionowanie zdania innych.

Jest to związane z pozycją życiową „Ja jestem OK – Ty nie jesteś OK”. Dlaczego? Ponieważ unieważniasz innych i ich potrzeby, zakładając, że Twoje zdanie jest najlepsze. Nie ma w tym jednak realnej dyskusji, nawet jeśli zdajesz się do niej zapraszać, ponieważ głęboko pod spodem kryje się potrzeba wykazania, że inni nie mają racji i wygrania „dyskusji” albo przynajmniej wypunktowania błędów innych. Jeśli jest to znana Ci postawa, możesz także czuć gdzieś głęboko w środku, że irytują Cię ludzie zdobywający w grupie większą popularność i możesz mieć w związku z tym ochotę punktować ich pomyłki, czy też podkreślać, że nie do końca wszystko wzięli pod uwagę, dla samej satysfakcji wykazania tego.

 

Więzień

Kiedy czujesz się więźniem grupy, masz poczucie, że to co robicie nie ma sensu i jednocześnie niczego nie da się z tym zrobić. Nie chcesz się angażować, ale też nie czujesz przestrzeni na to, aby opuścić daną grupę. Tkwisz więc w rosnącym poczuciu krzywdy i beznadziei. Może czasem marudzisz, ale raczej nie podejmujesz żadnych działań, aby coś zmienić. Może temu towarzyszyć poczucie, że się nie da, inni znowu będą wszystko utrudniać, albo będą przeciwko Tobie, więc to generalnie nie ma sensu.

Jest to związane z pozycją życiową „Ja nie jestem OK – Ty nie jesteś OK”. Dlaczego? Ponieważ nie widzisz możliwości rozwiązania problemu ani w sobie, ani w innych. Zakładasz u siebie brak zdolności do zainicjowania zmiany czy zadbania o swoje potrzeby, a jednocześnie innych członków grupy postrzegasz jako niewspierających, niezdolnych do zmiany lub może nawet wrogich. Może przy tym towarzyszyć Ci poczucie beznadziei („nie mam siły, tu niczego nie da się zrobić, nikt nie chce słuchać”), a nawet frustracji („nie ma sensu z nimi rozmawiać, niczego nie rozumieją”) czy wręcz wrogości („niczego nie mogę zrobić, wszyscy są przeciwko mnie”).

 

Gdzie w tym wszystkim jesteś Ty?

Może pomyślisz sobie: „Ok, ostatnio nie chciało mi się rozmawiać ze znajomymi o wspólnym wyjeździe. Czy to znaczy, że jestem generalnie w pozycji życiowej nie-OK?” Nie, zdecydowanie nie chodzi o wyciąganie wniosków z jednostkowej sytuacji. Znasz siebie jednak na tyle, aby wiedzieć, jaką rolę wybierasz najczęściej. Zachęcam Cię tu do uważnej obserwacji i… uczciwości. Pewnie wszyscy chętnie widzielibyśmy siebie w grupie aktywnych uczestników. Obserwacja pracy grupowej pokazuje jednak zwykle coś innego. Przebywanie w grupie to świetna okazja do pooglądania, co też uruchamia się u nas na głębszych poziomach. Pomyśl zatem szczególnie o tym, jak widzisz siebie na tle grupy:

> Co sądzisz o swoich zasobach i kompetencjach?

> Jaki masz wpływ na to, co będzie wypracowane?

> Jak dbasz o swoje potrzeby w grupie?

> Na ile wyrażasz swoje zdanie?

 

A jak widzisz pozostałych uczestników danej grupy?

> Co sądzisz o ich zasobach i kompetencjach?

> Jaki powinni mieć Twoim zdaniem wpływ na to, co będzie wypracowane?

> Na ile, w Twoim odczuciu, mogą dbać o swoje potrzeby?

> Jak chętnie słuchasz tego, co mają do powiedzenia?

Zadaj sobie też pytanie, w jakiej roli jesteś właśnie wtedy, gdy nie jesteś w pozycji OK-OK, a zatem: Kiedy nie angażujesz się w pracę grupy z opcji OK-OK, to co robisz? Wycofujesz się w bierność, oporujesz wobec przedstawianych propozycji, czy też może trwasz w bezsilności? Pokaże Ci to, jakie pozycje życiowe zajmujesz najczęściej właśnie wtedy, gdy tracisz swoje OKness, czyli zdolność do bycia w pozycji OK-OK.  

Dla mnie był to jeden z bardzo odkrywczych momentów warsztatu. Kiedyś długo odkrywałam o sobie to, co Rosemary pokazała w oparciu o tak prosty kawałek teorii, tj. to, w której pozycji życiowej jestem, gdy tracę swoje OK-OK. To niesamowite, jak zwykła obserwacja uczestników grupy i ich rodzaju aktywności wystarczy do wyciągnięcia głębokich wniosków.

Wszyscy czasem tracimy nasze OK-OK. Zdarza się też, że ktoś stale jest w innej pozycji życiowej. Warto wiedzieć, jak to wygląda u nas i pracować nad sobą rozwijając dostęp do swojego zintegrowanego stanu Ja-Dorosły, który pozwala nam utrzymać zdolność do bycia w OK-OK. W dużej mierze temu obszarowi poświęcony był warsztat Rosemary. Przy następnym przypływie weny opiszę też inne ciekawe wnioski z niego 🙂

O pozycji życiowej możesz poczytać więcej także w tym wpisie: Skala pozycji życiowej: Sprawdź czy jesteś w pozycji OK-OK.

Bibliografia:
Napper, R. (2019). materiały ze szkolenia „Przywództwo i odporność w ujęciu Analizy Transakcyjnej”. Katowice, 16-18.04.2019

Czy śmiejesz się z siebie? Nie zawsze jest to dobre!

– „O rety, ale miałam wypadek, ha ha, działo się, ha ha, no auto całe skasowane.”
– „Znowu zawaliłem, he he, jestem taki nieogarnięty heh.”
– „Ależ to było głupie z mojej strony, hi hi hi.”

Znasz osoby, które tak mówią? A może Tobie zdarza się tak pośmiać z siebie? W końcu odrobina dystansu do siebie to dobra sprawa, prawda? To prawda, warto mieć dystans do siebie. Gdy jednak śmiejesz się, mimo że sytuacja ewidentnie nie sprzyja radości, mówi to o czymś innym: o autodestrukcyjnym przekonaniu, które kryje się pod spodem („moje życie / zdrowie nie jest wartościowe”, „ja nie jestem wartościową / mądrą / zaradną osobą”). Zapraszasz wtedy innych do tego, aby pośmiali się razem z Tobą z sytuacji, która obiektywnie śmieszna nie jest. Bo co jest śmiesznego w zagrożeniu życia lub zdrowia albo w umniejszaniu siebie („jestem nieogarnięty”, „jestem taka głupia”)? Gdy inni dołączają do tego śmiechu, na nieświadomym poziomie potwierdzają szkodliwy przekaz, kryjący się pod spodem.

Osoba, która śmieje się z siebie, mimo że sytuacja jest dla niej w jakiś sposób bolesna, może tłumaczyć, że to taki śmiech przez łzy. Że tak radzi sobie ze stresem czy z zakłopotaniem. Są osoby, które mówią, że takie „poczucie humoru” pozwala im nie zwariować. Nie zmienia to faktu, że uśmiech i radość są adekwatne, gdy doświadczamy przyjemności, a nie bólu, strachu czy straty. Śmiech, który pojawia się w tej sytuacji, jest pewnego rodzaju nagrodą za zachowanie autodestrukcyjne, wzmacnia niepożądany przekaz. Co więcej, zaprasza osoby postronne do włączenia się w ten proces. Analiza Transakcyjna nazywa taki śmiech „wisielczym”, a wymianę tego rodzaju „transakcją wisielczą”.

 

Jak zareagować, gdy zauważasz „transakcję wisielczą”?

 

Zamiast zaśmiać się czy uśmiechnąć, powiedz po prostu: „To nie jest śmieszne. Cieszę się, że nic Ci nie jest.” lub „Nie uważam Cię za głupią / głupiego.” Nie podtrzymuj szkodliwego przekonania, które kryje się pod spodem. Zamiast tego daj znać tej osobie, że jest dla Ciebie ważna, podobnie jak jej życie i zdrowie oraz szeroko rozumiany dobrostan.

 

A co, jeśli zauważasz taki kawałek u siebie?

 

Pamiętaj, że Ty, Twoje życie, zdrowie, a także właśnie szeroko rozumiany dobrostan są ważne i nie są powodem do żartów, chyba że serdecznych. Podobnie pamiętaj też, że masz zdolność do odczuwania, myślenia i działania, nawet jeśli czasem popełnisz błąd. Nie jest to powodem do wyśmiewania siebie i umniejszania się w oczach innych.

Jeśli jednak tendencja ta jest u Ciebie wyraźna, poobserwuj uważnie, co się kryje pod spodem. Jakiej emocji starasz się do siebie nie dopuścić? Jakie przekonanie o sobie lub świecie próbujesz w ten sposób potwierdzić? To jest właśnie główny obszar do pracy.

BIBLIOGRAFIA
Steiner, C. (1990). Scripts People Live: Transactional Analysis of Life Scripts. New York: Grove Press.

Sprawdź, co Twoja dziecięca ksywka mówi o Tobie

Pamiętasz, jak określali Cię najczęściej rodzice? Jakie cechy były Ci przypisywane w żartach, rodzinnych historiach, a może w specyficznej ksywce? Może rodzice mówili o Tobie: nasz mały mądrala, słodki aniołek, spokojne dziecko lub nadali Ci jakąś ksywkę: Śmieszek, Gapcio, Głuptasek, Rozrabiaka, Urwis, Pyskatek, Zosia-samosia, itp.

 

Głuptasek czy Profesorek? Śmieszek czy Nerwus?

 

Przypomnij sobie, jak Cię określano i zobacz, z jakimi przyzwoleniami wiążą się te określenia oraz jakie niosą potencjalne zakazy. Śmieszek czy też mały Głuptasek może być rozkoszny i rozbawiać towarzystwo, ale już niekoniecznie odważnie stawiać na swoim, czy też brać odpowiedzialność za ważne zadania. Inteligencja też raczej nie jest związana z tego rodzaju określeniami, prawda? Co innego Mądralińska czy Profesorek – tu jest mocne przyzwolenie na myślenie i rozwój inteligencji. Mniej jest jednak w tych określeniach zgody na spontaniczność i bycie po prostu dzieckiem. A Gapcio czy Oferma? Dość jasno związane są z brakiem zdolności do osiągania sukcesu, zaradności. Raczej wskazują na konieczność pozostawania pod opieką innych, tych bardziej „ogarniętych”.

Częściej niż przydomki, były to konkretne określenia: mądry chłopiec, odważny synek, urocza dziewczynka, śliczna / słodka córeczka (tak, niestety często stereotypowo przypisane do płci). Czasem także te negatywne: pyskata, uparty jak osioł, roztrzepana, niechluj, bałaganiara, brudasek, wścibskie dziecko, itd.

Pamiętasz, jakie Twoje cechy podkreślali rodzice? Może uznasz, że to tylko słowa, których się często używa w odniesieniu do dzieci. Tak, to naturalne, że rodzice używają różnych (zwykle czułych) określeń w stosunku do swoich dzieci. Przydomki mogą być czułe i ciepłe, ale mogą też być umniejszające, niesprawiedliwe czy nawet upokarzające. Nie jest przecież miło słyszeć o sobie Gamoń, Mazgaj, Zołza czy Głupek, nawet jeśli rodzice dodają do nich jakieś przyrostki, które mają teoretycznie złagodzić przekaz, typu Mały Gamoń, Nasz Słodki Mazgaj.

Niezależnie od tego czy pozytywne, czy negatywne, ksywki związane są z jakimś pakietem cech – przywołują na myśl konkretne zachowania. Niosą ważny dla dziecka przekaz. Informację o tym, czego rodzice oczekują, a czego nie akceptują. Tym samym pewne cechy wzmacniają, a inne wygaszają. Dają też dziecku „przyzwolenie” na określony typ zachowania. Obejrzenie, jakie skojarzenia i zachowania są potencjalnie związane z naszym przydomkiem (oraz potencjalnie wykluczające się z nim), pozwala w łatwiejszy sposób odkryć nasze zakazy i przyzwolenia, a zatem nieuświadomione przekazy o tym, czego nam nie wolno (i jakimi ludźmi nie możemy być), a co wolno (i jakimi ludźmi możemy być). Czasem nie jest to też takie oczywiste, szczególnie w przypadku nietypowych przydomków, które mają znaczenie tylko dla rodziny, a niekoniecznie w szerszym kontekście społecznym.

Zdarza się, że przydomek jest odbierany przez dziecko inaczej, niż chcieliby rodzice. James i Jongeward przytaczają przykład czterolatka, którego tata określał przydomkiem Strzelec. Ojciec chłopca był w studenckich czasach utalentowanym piłkarzem. Zwracał uwagę na to, że synek również ma mocne kopnięcie i był z tego dumny. Dziecko zaczęło jednak sprawiać kłopoty w przedszkolu – kopało inne dzieci, a nawet próbowało kopnąć przedszkolankę. Gdy opiekunki chłopca reagowały,  malec mówił, że jego tata powiedział, że ma wspaniałe kopnięcie. Nieświadomie więc rodzice nazywając synka Strzelec i chwaląc kopanie, dali mu przyzwolenie na agresywne kopanie innych dzieci. Gdy tylko przestali tak dziecko określać, zachowanie synka szybko uległo zmianie.

 

To miejsce jest już zajęte

 

Na ciekawy aspekt związany z przydomkami zwrócił uwagę Tony White, podczas webinaru o przyzwoleniach i zakazach. W systemie rodzinnym każdy z nas ma swoje miejsce, a pewne atrybuty przypisane do dziecka rezerwują to miejsce właśnie dla niego. Jeśli masz rodzeństwo, możesz zapewne zauważyć, że były mu przypisane inne cechy niż Tobie. Jeśli Ty „zająłeś miejsce” Mądralińskiego, to Twój brat lub siostra zajęli inną niszę. Może brat był Śmieszkiem, może siostra była Słodkim Aniołkiem, ale już raczej nie kolejnym „Profesorkiem” czy „Mądralińską”. Nie chodzi o to, że nie był(a) inteligentny(a), ale to jednak inne cechy były jego wyróżnikiem w Twojej rodzinie. Dostajemy pewne atrybuty i zajmujemy miejsca z nimi związane. Co więcej, te cechy przejawiają się później w naszym życiu i na spotkaniach dorosłych już ludzi, także dobrze widać, jak określenia te nadal są żywe.

 

Aleksander, Olek, a może Oluś? Kilka słówek o zdrobnionkach.

 

Ciekawej obserwacji dostarcza też zestawienie przydomku z formą imienia, która jest używana w stosunku do dziecka. Nie zdziwi Cię zapewne, że Śmieszek, Gapcio czy też Cukiereczek częściej będzie słyszał zdrobnioną formę imienia, podczas gdy Mądralińska czy też Profesorek – pełniejszą. Oczywiście trudniej to zaobserwować w przypadku małych dzieci – to naturalne, że rodzice zdrabniają ich imiona. Warto jednak poobserwować czy takie zależności występują w rodzinie, szczególnie w stosunku do dorosłych już dzieci.

Jeśli przy rodzinnym stole zasiadają rodzice z dorosłymi dziećmi i do jednego z dzieci zwracają się wyłącznie zdrobnieniem imienia, podczas gdy do drugiego tylko pełną formą, niesie to wyraźną informację o tym, które z dzieci „nie powinno” dorastać i usamodzielniać się zanadto. Oczywiście najczęściej rozgrywa się to na zupełnie nieświadomym dla rodziców poziomie. Jeśli współgra to dodatkowo z określeniami przypisywanymi dzieciom (Aleksander – Mały Naukowiec vs. Oluś – Śmieszek), łatwo można zauważyć, jakie przyzwolenia i zakazy są obecne u poszczególnych dzieci.

Co ciekawe, forma imienia może wpływać także na postrzeganie danej osoby przez otoczenie. Okazuje się bowiem, że osobom posługującym się pełną formą imienia przypisujemy częściej ambicję, inteligencję, kreatywność, odpowiedzialność i wzbudzanie zaufania, szczególnie w sytuacjach formalnych. Natomiast osoby posługujące się zdrobnioną formą imienia częściej postrzegamy jako bardziej dowcipne, otwarte na ludzi, przyjacielskie, radosne, lubiące się bawić. W badaniach wykazano, że gdy stajemy przed formalną lub zadaniową sytuacją, wybieramy częściej oficjalną formę swojego imienia, podczas gdy w sytuacjach nieformalnych przeważa potoczna. Jeśli zatem w rodzinie są wyraźne dysproporcje w odnoszeniu się do poszczególnych członków rodziny pod względem formy imienia – warto wziąć pod uwagę, jaki niesie to przekaz.

Jako konsultant biznesowy interesuje mnie zwykle przełożenie wiedzy psychologicznej na funkcjonowanie biznesowe. Lubię obserwować, jak przedstawiają się managerowie i jak to współgra z ich cechami osobowości. Gdy już dochodzimy do etapu pogłębionej pracy, zdarza się, że zahaczamy też o kwestię ksywek i przydomków – zarówno tych z domu, jak i tych z pracy. Niosą one bogactwo informacji przydatnych do dalszej pracy nad rozwojem kompetencji managerskich.

 

Byłem Gapciem Maciusiem… i co teraz?

 

Może właśnie uświadamiasz sobie, jak Twój przydomek dookreśla Ciebie i jak przejawia się w Twoim dorosłym życiu. Zanim sięgniesz po telefon do rodziców, żeby złożyć „zażalenie”, pomyśl o zasobach, z którymi jest związany – te już masz i możesz dalej rozwijać. Za nie warto być wdzięcznym rodzicom. Jeśli natomiast zauważasz cechy czy zachowania, które raczej nie były wspierane w Twoim domu w stosunku do Ciebie – nic straconego. Jesteś teraz dorosłą osobą i możesz podjąć inną decyzję i świadomie je rozwijać, bazując na swoich zasobach dojrzałego człowieka. Na początek obejrzyj swoje przyzwolenia: co już masz rozwinięte, a nad czym warto jeszcze popracować i świadomie rozwijaj ważne dla siebie cechy.

Pomocny może być przy tym artykuł o zakazach i przyzwoleniach: Koło Przyzwoleń.

 

BIBLIOGRAFIA
Doroszewicz, K.; Krzemińska, M. (2007). Forma imienia jako przesłanka wnioskowania o osobowości. Przegląd Psychologiczny, Vol 50(3), 259-271
James, M.; Jongeward, D. (2017). Narodzić się, by wygrać. Poznań: Dom Wydawniczy Rebis.
Jagieła, J.; Gębuś, D. (2015). What’s In a Name? Name Giving, Identity, and Script Formation. Transactional Analysis Journal, Vol 45(3), 217-227
Holtby, M. (1973). You Become What I Take You to Be: R. D. Laing’s Work on Attributions as Injunctions. Transactional Analysis Journal, Vol 3(4), 25-28.