Co Twój harmonogram mówi o Twoich stanach Ja?

Jak wygląda Twój grafik? Deadline goni deadline, a Ty ciągle gasisz pożary? Hobby poszło w odstawkę, a przyjaciele zastanawiają się, czy wszystko między Wami ok, bo dawno się nie odzywałeś/aś? Myślisz może: „Jeszcze chwila, jeszcze ten ostatni projekt…” – i tak od paru miesięcy? A lista z zadaniami do zrobienia na wczoraj zdaje się nie mieć końca i ciągle się wydłuża?

A może wręcz przeciwnie: poświęcasz mnóstwo czasu na drobne przyjemności? Trudno Ci już wybrać coś na Netflixie – wszystko już znasz, a Facebooka scrollujesz kilka razy dziennie? Za to zadania, które masz zaplanowane, leżą i czekają, bo nie możesz się za nie zabrać? Masz w planach to zrobić, już za 15 minut, no może za godzinkę, jeszcze tylko jeden odcinek serialu i rzut okiem na socialmedia.

Umiejętność zarządzania projektami i utrzymywania przy tym założeń czasowych przez długi czas uznawałam za kompetencje twarde. Nie potrafisz lub potrzebujesz robić to lepiej? Wybierz się na szkolenie, naucz metod ustalania priorytetów, optymalizacji pracy i… jedziesz 🙂 A ponieważ moja lista rzeczy do zrobienia zaczynała się ostatnio niepokojąco wydłużać, uznałam, że to najwyższy czas wybrać się na szkolenie do eksperta od ogarniania czasoprzestrzeni. A na nim…

… zobaczyłam, jak wiele wspólnego ma zarządzanie czasem z naszą kondycją psychiczną. I jak dużo nasza lista zadań mówi o naszych stanach Ja w myśl analizy transakcyjnej.

To niecodzienny wpis, bo wychodzę w nim nie od analizy transakcyjnej, a od narzędzia z obszaru efektywności osobistej: matrycy Eisenhowera. Okazała się bowiem świetnym narzędziem do analizy naszych stanów Ja i punktem wyjścia do pooglądania zakazów w myśl AT. Zobaczcie sami.

 

Parę słów o matrycy Eisenhowera i zarządzaniu sobą w czasie

 

W fotograficznym skrócie matryca służy do przyporządkowania naszych zadań do wymiarów:
ważne / nieważne: Na ile jest to dla mnie istotne: prowadzi do realizacji moich celów czy niekoniecznie?
pilne / niepilne: Na kiedy to jest: na już / niebawem czy może poczekać?

Celem jest pogrupowanie zadań, które pomoże nam zbudować racjonalny grafik. Oceniamy zatem każde zadanie przez pryzmat tego, czy jest ważne oraz czy jest pilne. Powstają nam wówczas 4 pola – jak na przedstawionej poniżej grafice:

źródło: www.mariusztomaszewski.pl/blog/macierz-eisenhowera (za zgodą autora)

Czy wiesz już, w której ćwiartce najczęściej przebywasz? Czy większa część Twojego tygodnia to gaszenie pożarów (ważne i pilne)? A może nieustannie odkopujesz się ze spraw, które dosyłają Ci inni (nieważne, ale pilne)? Albo prokrastynujesz (nieważne i niepilne), nie mogąc zabrać się za swoje priorytety?

Ekspertem w temacie zarządzania sobą w czasie nie jestem, więc poprzestanę na tym krótkim wprowadzeniu. Jeśli interesuje Cię wgryzienie się w ten obszar, to zapraszam już na blog Mariusza Tomaszewskiego. W jednym ze swoich wpisów rozwija on właśnie temat matrycy Eisenhowera: www.mariusztomaszewski.pl/blog/macierz-eisenhowera. No i tak na marginesie, to właśnie u Mariusza byłam na szkoleniu, z którego wyniosłam nie tylko AT-owskie przemyślenia, ale też świetne pomysły na poukładanie swojej to-do list!

No dobrze, to przechodzimy do mojego obszaru, czyli…

 

Co ma do tego wszystkiego analiza transakcyjna?

 

Analizując swój grafik możemy pokusić się o autodiagnozę stanów Ja – ocenić, które są u nas najbardziej aktywne. To z kolei pomoże nam zrozumieć, dlaczego nasza matryca wygląda tak, a nie inaczej.

Innymi słowy: jeśli masz poczucie, że Twój grafik wymyka Ci się spod kontroli i że nieustannie gasisz pożary, to niekoniecznie potrzebujesz większego kalendarza i pakietu narzędzi do optymalizacji zadań. Może warto zacząć od tego, co jest przyczyną. Możliwe bowiem, że sedno tkwi nie w lepszym planowaniu, ale w emocjach i postawach związanych z tym planowaniem.

Obejrzyj zatem, jak się ma Twoja matryca Eisenhowera do stanów Ja, które znasz z AT. A jeśli nie znasz lub przyda Ci się krótkie odświeżenie tematu, to podrzucam:

 

Krótkie przypomnienie stanów Ja

(przejdź do następnego rozdziału, jeśli znasz model funkcjonalny)

W analizie transakcyjnej wyróżniamy 5 funkcjonalnych stanów Ja. Można powiedzieć, że są to tryby, w jakich funkcjonujemy. Idealnie, jeśli są zbalansowane, tj. korzystamy z ich konstruktywnych przejawów w zrównoważony sposób. Mamy wtedy dostęp do wszystkich swoich zasobów. Czasem jednak jakiś stan Ja jest niedoinwestowany (korzystamy z niego zbyt mało) lub przeinwestowany (korzystamy zbyt dużo i wówczas w jego negatywnej formie).

 

Rodzic Normatywny

Gdy korzystamy konstruktywnie: umiemy ustanawiać zasady dla naszego dobra („Warto dobrze się odżywiać – kup tym razem więcej warzyw. To ważne, aby dbać o zdrowie.”) i stawiać granice sobie oraz innym.

Gdy korzystamy nadmiernie: przesadzamy z regułami i powinnościami, uruchamiamy wewnętrznego krytyka („Jeszcze nie gotowe?! Taka prosta sprawa. Wstyd i żenada, zacznij w końcu porządnie pracować.”) albo pouczamy innych.

 

Rodzic Opiekuńczy

Gdy korzystamy konstruktywnie: w autentyczny sposób troszczymy się o siebie oraz o innych, szanując jednak także pewne granice – nie narzucamy się z pomocą, zamiast tego empatycznie reagujemy na potrzeby (również swoje!).

Gdy korzystamy nadmiernie: udzielamy pomocy nieproszeni, uruchamiamy „pomagactwo” – nadmiarowe ratowanie wszystkich, których uznamy za potrzebujących („Daj, pomogę Ci! Nic się nie stanie, jak zostawię na chwilę swoje sprawy, a zrobię to szybciej niż Ty.”)

 

Dziecko Wolne

Gdy korzystamy konstruktywnie: mamy dostęp do autentycznych emocji, twórczej swobody, kreatywności. To jednak nie tylko zabawa i cukierkowy świat. To również ta część nas, która doświadcza szczerego smutku, czy też strachu. Doświadczanie jest tu kluczem – to dostęp do naszych uczuć i ich życzliwa akceptacja.

Gdy korzystamy nadmiernie: hulaj dusza, piekła nie ma – chcę, więc robię, bez względu na konsekwencje. Niech ktoś tylko spróbuje mnie zatrzymać. Działamy wtedy jak dzieci, które jeszcze nie nauczyły się reguł dorosłego życia. Nie jest to wcale ani dobre, ani konstruktywne.

 

Dziecko Przystosowane

Gdy korzystamy konstruktywnie: wiemy, kiedy ustąpić, coś przemilczeć oraz że są pewne zasady, których należy się trzymać (społeczne / kulturowe / biznesowe), nawet jeśli nie do końca nam z nimi wygodnie. Umiemy iść na kompromis – czasem z innymi, czasem ze sobą. Korzystamy z tej części, gdy wykonujemy prace, których nie lubimy, ale wiemy, że trzeba je zrobić.

Gdy korzystamy nadmiernie: umniejszamy siebie i odbieramy sobie moc sprawczą, czekamy aż decyzję podejmą inni (lepsi, mądrzejsi, bardziej zaradni). Trudno nam wtedy przedstawić swoje stanowisko i zadbać o swoje potrzeby – inni są ważniejsi, a nasze potrzeby idą w odstawkę.

 

Dorosły

To ta wyważona, analityczna część nas, która wnioskuje w oparciu o fakty oraz działa tu i teraz z wykorzystaniem naszych zasobów. Nie ma negatywnego przejawu, jednak warto wiedzieć, że tzw. zintegrowany dorosły uwzględnia wszystkie pozostałe stany Ja. Kiedy z niego korzystamy, nie przypominamy chodzącego komputera bez emocji analizującego dane, jak mogłoby się zdawać. Przeciwnie, mamy dostęp zarówno do emocji, jak i do logicznego myślenia. Wiemy, jak siebie ochronić z uwzględnieniem swoich uczuć i potrzeb, stawiamy jasne granice i dbamy o zasady, ale też wiemy, kiedy warto zastosować się do odgórnych wytycznych. Innymi słowy, działając ze zintegrowanego dorosłego podejmujemy akcję z uwzględnieniem wskazówek płynących ze wszystkich stanów Ja. Odpowiadamy sobie na pytania: Jakie są fakty: co mam, a do czego dążę? Co chcę teraz zrobić? Jak się z tym czuję? Jak to się wpisuje w ustalenia, których mam dotrzymać? Czy to jest dobre dla mnie i dla innych? Czy warto przysiąść chwilę, mimo że nie mam ochoty, aby zrealizować cel, do którego dążę?

 

Ok, krótkie przypomnienie stanów Ja za nami, to przechodzimy do sedna, czyli…

 

Jak matryca Eisenhowera ma się do naszych stanów Ja?

 

Zobacz, co się dzieje z Twoimi emocjami, gdy poszczególne ćwiartki są (za) mocno rozbudowane.

 

WAŻNE I PILNE

To sprawy dużej wagi i na wczoraj. Pożary, kryzysy lub ważne tematy odkładane za długo. Gdy ich lista jest długa, jesteśmy w nieustannym napięciu i pogoni za deadline’ami. Znam osoby, które funkcjonują tak latami. Niektóre zatrzymują się dopiero w szpitalu, bo gdy nie potrafimy wyhamować sami – wyhamuje nas nasze ciało, kiedy już dobijemy do kresu możliwości fizycznych.

Jaki głos dominuje w Twojej głowie, gdy doświadczasz zadań z tej ćwiartki zbyt mocno?
– „Musisz! To mega ważne i na wczoraj, weź się w garść. Trudno, zarwiesz noc, ale to musi być zrobione!
– „Trzeba było się za to zabrać wcześniej, jak zwykle nie potrafisz zaplanować prostych zadań i teraz masz babo placek, musisz to ogarnąć, natychmiast!.

Z którym stanem Ja kojarzy Ci się ten głos?

Dla mnie to negatywny przejaw Rodzica Normatywnego. Do zarzucenia tej ćwiartki sprawami przykładają się też z pewnością negatywne przejawy Rodzica Opiekuńczego („tak, zostaw, zrobię to za Ciebie, już mi wszystko jedno i tak siedzę w nocy”) i/lub Dziecka Przystosowanego („przerasta mnie to, nie dam rady, nie wiem co robić, po prostu wezmę L4”). W ćwiartce „ważne i pilne” dominuje jednak Rodzic Normatywny i jego charakterystyczne MUSISZ. Głos w naszej głowie jest tu zwykle krytyczny, karzący, naciskający na więcej wysiłku w imię ważnej sprawy. Odczuwamy presję i związane z tym napięcie, a często także złość na siebie lub innych.

Jeśli masz wyjątkowo dużo spraw właśnie w tej ćwiartce, sprawdź:

Dlaczego jest ich aż tyle?
Może wymagasz od siebie za dużo na raz i nie uwzględniasz czasu na swoje potrzeby? Jesteś więc pod tyranią negatywnego aspektu Rodzica Normatywnego. A może odkładasz rzeczy ważne, ale niepilne tak długo, aż staną się pilnymi pożarami do ugaszenia? Czy dlatego, że za dużo czasu poświęcasz na rzeczy mało ważne? Tu jest pułapka błędnego koła, o której za chwilę.

Czy wszystkie faktycznie są pilne?
Co się stanie, jeśli ich nie zrobisz w najbliższych dniach? Może tylko wydaje Ci się, że są pilne, albo sam/a sobie narzucasz taki rygor czasowy. Tu znowu kłania się Rodzic Normatywny, który pogania Cię batem. Może nikt / nic Cię nie goni, ale ścigasz się sam/a ze sobą?

Czy one rzeczywiście są dla Ciebie ważne, tzn. prowadzą do osiągnięcia Twoich celów?
Może wrzucasz tutaj rzeczy ważne dla innych ludzi, a niekoniecznie dla Ciebie? Coś, czego ktoś od Ciebie wymaga, mimo że nie jest to dla Ciebie priorytetem. Jeśli tak, to może to wskazywać na zbyt mocno doinwestowane Dziecko Przystosowane („nie mogę mu/jej odmówić”) lub Rodzica Opiekuńczego („zrobię to za niego/nią”). Co więcej, to nie miejsce na nie – przenieś je do ćwiartki „nieważne, ale pilne”.

Czego naprawdę potrzebujesz? Wsłuchać się w pragnienia i emocje płynące z Twojego Dziecka Wolnego i uruchomić pozytywne aspekty Rodzica Ochraniającego – względem siebie! A Rodzica Normatywnego wysłać od czasu do czasu na urlop 😉

 

NIEWAŻNE, ALE PILNE

Te męczące sprawy, które trzeba zrobić na wczoraj. Zazwyczaj mało istotne dla nas (w końcu nie nadaliśmy im kategorii „ważne”), ale ktoś nam wierci dziurę w brzuchu i trzeba wreszcie ruszyć temat.

Jaki głos odzywa się najczęściej tutaj?
– „O rety, już dawno powinienem/powinnam jej odpisać, zaraz się na mnie obrazi.”
– „No dobra, odkopię się z tych drobiazgów i zabieram się za mój projekt. O nie, 15 nieprzeczytanych maili… ech… zobaczmy, czego oni ode mnie znowu chcą.

Jak Ci to brzmi?

Ja tu widzę sporo negatywnego aspektu Dziecka Przystosowanego. Nie chcę, ale muszę, bo oni chcą. Zostawiam więc swoje ważne sprawy i robię ważne sprawy innych. Być może dołącza do tego negatywny aspekt Rodzica Opiekuńczego: nie mogę ich zostawić, oni tego potrzebują, powinienem/powinnam pomagać.

Nie ma oczywiście niczego złego w solidarnym wpieraniu zespołu czy też pomaganiu innym, o ile nie cierpią na tym nasze priorytety. Jeśli więc codziennie odkopujesz się z takich błahostek, po czym zdajesz sobie sprawę, że nie ruszyłeś/aś ważnych dla Ciebie, zaplanowanych na ten dzień spraw – coś jest nie tak. Najwyraźniej potrzeby innych stawiasz wyżej niż swoje. I tu właśnie kłania się Dziecko Przystosowane.

Pułapka, w którą tu często wpadamy, to myśl, że jak się odkopiemy z tych wszystkich drobnych spraw, które inni nam wrzucają do koszyczka, to ruszymy już ze swoimi. Tylko, że tych kamyczków w koszyczku przybywa, a w końcu nasze ważne, ale niepilne sprawy stają się pilnymi i trafiają do ćwiartki z pożarami.

Jeśli masz dużo spraw właśnie w tej ćwiartce, sprawdź:
Czy nie rzucasz się od razu do maila / telefonu, bo ktoś od Ciebie czegoś chce w tym momencie? A co z Twoim planem i priorytetami? Zdradzę Ci sekret: Ty też jesteś swoim klientem. Najważniejszym.

Czy podczas spotkania z kluczowym klientem odbierasz telefony albo przyjmujesz interesantów? Ok, w gardłowych sytuacjach może się tak zdarzyć. Najczęściej jednak wyciszamy telefon na czas spotkania i nie przyjmujemy innych wizyt, prawda? Umów się zatem, że Twoje kluczowe spotkanie danego dnia to spotkanie ze sobą i praca nad najważniejszym na ten dzień projektem – tym, który ma kategorię „ważne”, ale dla Ciebie. Oddzwonisz i odpiszesz, jak skończysz. Tak jak oddzwaniasz i odpisujesz po spotkaniach z klientami, a nie w ich trakcie.

Techniki i narzędzia w tym obszarze to już temat na szkolenie z zarządzania sobą w czasie. Od strony AT natomiast dodam: jesteś ważny/a i Twoje spawy i plany są ważne. Nie mniej, niż sprawy osób, które do Ciebie dzwonią, piszą lub przychodzą. Rozwijaj więc swoją asertywność i znajdź zdrową równowagę. Inaczej inni nauczą się, że jesteś zawsze i wszędzie dostępny/a, a Twoje Dziecko Przystosowane wkrótce będzie w kropce – wybierając, do kogo się przystosować, gdy petentów będzie coraz więcej.

Czego zatem naprawdę potrzebujesz? Uruchomić wspierającego Rodzica Normatywnego do wprowadzenia zasad i reguł, które zabezpieczają Twój interes oraz Rodzica Ochraniającego, aby życzliwie zadbać o siebie, zauważając przy tym również potrzeby innych. A także pooglądać z jakimi pragnieniami Dziecka Wolnego związane jest to nadmierne zaspokajanie potrzeb innych 😉

 

WAŻNE i NIEPILNE

Crème de la crème, Święty Graal i kwintesencja produktywności 🙂 Czyli rzeczy ważne, wpisujące się w nasze cele, ale bez noża na gardle – do zrealizowania na spokojnie. Yeti takie – podobno niektórzy widzieli, ale to tylko plotki. Kuzyn szwagra opowiadał, że poznał kiedyś człowieka, który rzekomo tak na spokojnie i bez presji osiąga swoje cele 😉 Ale zaraz, zaraz, dlaczego to nie ma być o Tobie?

Głos, który odzywa się tutaj, mówi: „Ok, to mam jasny cel, określone priorytety, mogę to sobie rozplanować na poszczególne etapy, żeby działać możliwie produktywnie i kreatywnie, bez presji.

Wiesz z jakim stanem Ja związana jest ta ćwiartka?

Dla mnie to kwintesencja zintegrowanego Dorosłego, który uwzględnia wszystkie inne stany Ja. To, jakie ważne zadania przed sobą stawiam – kluczowe priorytety (Rodzic Normatywny). I to, jak zadbam o siebie, swój dobrostan (Rodzic Opiekuńczy). Także to, jak się przy tym dobrze bawić, uruchamiać kreatywność, ale też reagować na te mniej przyjemne odczucia – uwzględniać swój strach / smutek / lęk (Dziecko Wolne). W końcu także, jak robić te rzeczy, które nie są aż tak fajne, ale ważne dla naszego celu i trzeba je po prostu przełknąć (Dziecko Przystosowane). Działamy tu z dostępem do swoich zasobów, a nie pod presją czasu lub oczekiwań innych.

Tu jest jeszcze jeden myk, którego zrozumienie zajęło mi lata (nie, nie żartuję, naprawdę lata). To właśnie tu jest Twój odpoczynek i Twoje zdrowie. | Jeśli jesteś pracoholikiem to usiądź, oddychaj, postaraj się nie zhiperwentylować, zaraz Ci minie szok.

Tak, troska o swoją produktywność obejmuje także odpoczywanie, ładowanie baterii w przyjemny sposób i dbanie o zdrowie. Wbrew pozorom produktywność to nie dokręcanie śrubki coraz mocniej i mocniej. Jeśli odpoczynek i zdrowie nie będą u Ciebie w tej ćwiartce, to niebawem mogą wpaść do „ważne i pilne”, gdy rozchorujesz się z przemęczenia lub, co gorsza, wylądujesz w szpitalu.

Czego tutaj potrzebujesz? Trzymać tak dalej! 🙂

No i mamy jeszcze jedną…

 

NIEWAŻNE i NIEPILNE

Błahostki, zapychacze czasu i wszystko to, co robimy, żeby prokrastynować. Wiecie, że ja kiedyś odpoczynek wrzucałam właśnie tutaj? Sęk w tym, że tutaj są zapychacze czasu, a nie prawdziwy odpoczynek – taki, który realnie ładuje baterie.

Kojarzycie ten stan, w którym planujecie przyjemny wieczór z ulubionym serialem lub spotkanie z przyjaciółmi? Czas zarezerwowany tylko na tę właśnie wymarzoną aktywność. Nawet jeśli jesteście w trakcie ważnych projektów, na ten moment to odkładacie i cieszycie się chwilą spokoju lub kontaktem z bliskimi. To jest odpoczynek i on jest w ćwiartce „ważne, ale niepilne”. Gdy jednak oglądasz serial za serialem, żeby nie myśleć o ważnej i pilnej sprawie, która jest już pożarem i zbliża się do bycia katastrofą – jesteś właśnie tutaj. W ćwiartce „nieważne i niepilne”. Podobnie, gdy godzinami scrollujesz Facebooka, bo po prostu nie możesz zabrać się za temat, który Cię przerasta. Zapychasz czas nieistotnymi spawami i wcale przy nich nie odpoczywasz, bo z tyłu głowy cały czas masz świadomość, co na Ciebie czeka i że wraz z upływem czasu jest coraz gorzej.

Jaki głos się tu pojawia?
Jeszcze chwilka. Pogram / poczytam / pooglądam pierdoły jeszcze pół godziny i równo o 13 zabieram się za pracę.”; „Jednak o 14.”; „No ok, teraz to trzeba robić obiad, ale o 16 już siadam.”; „No dobrze, jest już późno, lepiej jak się wcześniej położę i wyśpię. Wstanę o 5, żeby nadrobić. Zaczynam punkt 5”; „Jednak 5:30”.

Z czym Wam się kojarzy ten głos?

Presja i opór, który skutkuje odwlekaniem. To najczęściej przejaw Dziecka Przystosowanego, nierzadko w specyficznej formie: Dziecka Zbuntowanego („A właśnie, że nie teraz! Chyba należy mi się trochę odpoczynku.”). Może mu towarzyszyć też negatywny aspekt Dziecka Wolnego, które nazywamy w AT również tzw. dzieckiem szalonym („A co mi tam, nie mam ochoty to nie robię, co mi zrobią? Wywalą mnie? Chcę się bawić, a nie siedzieć nad tym nudnym tematem.”)

Przy okazji ćwiartki „ważne i pilne” pisałam o pułapce – błędnym kole. To właśnie ten moment, kiedy spraw w ćwiartce „ważne i pilne” mamy tak dużo, że nas to przerasta i w efekcie spadamy tutaj – do „nieważne i niepilne”. Prokrastynujemy, odwlekamy. I wcale przy tym nie odpoczywamy. A potem rzucamy się do ćwiartki „ważne i pilne”, żeby zapobiegać katastrofom. Kończymy wyczerpani.

Doświadczamy wówczas czegoś, co w AT nazywamy impasem. Rodzic Normatywny grzmi „musisz natychmiast się za to zabrać!”, ale ze stanu Ja Dziecko pojawia się opór. Impas ma to do siebie, że omijamy Dorosłego. Jest więc „musisz” i „nie chcę / nie mogę / nie mam siły”. Dlatego tu pojawiają się często decyzje, które w normalnych okolicznościach są dla nas niezrozumiałe. Jakim cudem 6 godzin grałem w grę / oglądałam serial, kiedy mam do zrobienia ważny projekt na wczoraj? Syndrom studenta sprzątającego mieszkanie w trakcie sesji. Bo nagle ten okropny kurz, który leżał tu cały semestr, jest nie do zniesienia – nie można się uczyć w takich warunkach!

Jeśli często bywasz w tej ćwiartce, sprawdź:
– Czy w ćwiartce ważne i pilne nie masz za dużo pożarów, od których uciekasz? Jeśli tak, to dlaczego jest ich aż tyle?
Jak planujesz swój wysokojakościowy odpoczynek: zdrowy sen, dobre odżywianie się, spotkania z przyjaciółmi i czas na swoje hobby?
Jak radzisz sobie z rozpraszaczami? To już temat na szkolenie z zarządzania sobą w czasie: może warto włączyć ograniczenie dostępu do socialmediów i Internetu w czasie pracy albo nauczyć się stawiać cele i określać priorytety? Jest sporo ciekawych metod i narzędzi, zainteresuj się nimi.

Co jest tutaj potrzebne? Włączenie pozytywnego aspektu Rodzica Normatywnego do ustanowienia reguł pracy dla siebie; Dorosłego do racjonalnego planowania, a także Rodzica Ochraniającego, aby zadbać o realizację swoich potrzeb i zachcianek w konstruktywny sposób.

 

Zakaz na ważne i niepilne

Jest jeszcze jeden, kluczowy konstrukt AT, który pomaga nam obejrzeć, dlaczego nie działamy produktywnie. Są to zakazy przekazy otrzymane od rodziców, najczęściej wysyłane i odbierane nieświadomie. Dotyczą one naszego istnienia, zachowania, ekspresji emocji, a konkretniej tego, czego nie wolno nam robić, stąd właśnie określenie „zakaz”.

O zakazach pisałam w dwóch poprzednich artykułach:
– Na przekór zakazom, czyli o „przekornej decyzji”
– Narzędzie: Koło Przyzwoleń

To właściwie temat na odrębny, szeroki artykuł, także tylko go zasygnalizuję. Jeśli masz poczucie, że Twój grafik nie jest taki, jaki byś chciał/a, to warto obejrzeć, czy nie wiąże się on z realizacją jakiegoś zakazu właśnie. Może to być np.:

 

Niech Ci się nie uda (zakaz na osiągnięcie sukcesu)

Będąc pod jego wpływem możesz tak organizować swoją pracę, aby nie osiągnąć założonego celu. Nadmiar obowiązków i wyczerpanie idealnie się do tego nadaje, podobnie jak prokrastynowanie i odwlekanie ważnych zadań. Możesz też zareagować na ten zakaz przekorną decyzją („A właśnie, że osiągnę to, co chcę!”) – idąc po trupach do celu. Najczęściej jednak po swoim trupie, bo kosztem swojego życia osobistego i zdrowia – za wszelką cenę goniąc sukces i ścigając się ze sobą. Czy to jednak aby na pewno sukces? Trudno go celebrować ze zrujnowanym zdrowiem i gdy już nikogo nie ma koło nas.

 

Nie bądź blisko

Ciągła gonitwa za zadaniami do wykonania to wprost wymarzona wymówka i idealna odpowiedź na pytanie, dlaczego nie masz czasu dla rodziny i przyjaciół. Przecież właśnie dbasz o rodzinę, zaharowujesz się dla niej! Czy rzeczywiście właśnie tego potrzebuje Twoja rodzina?

 

Nie bądź ważny/a

A może doświadczasz zakazu „nie bądź ważny” i koncentrujesz się na potrzebach innych osób tak bardzo, że nie starcza Ci czasu na swoje. Biegasz wtedy po ćwiartce „nieważne i pilne”, bo nie potrafisz odmówić innym. W efekcie przerzucasz swoje sprawy z „ważne i niepilne” do „ważne i pilne”, jako że masz już pożary do gaszenia. Kończysz w „nieważne i niepilne” – prokrastynacją. Możesz też zareagować na ten zakaz przekorną decyzją („A właśnie, że będę ważny/a”!). Tylko musisz osiągnąć to, i to, i jeszcze to. Najlepiej wszystko na raz i na wczoraj, a zatem wrzucone do „ważne i pilne”. Osiągając cele kosztem siebie i paradoksalnie realizując tym samym zakaz – nie będąc ważnym/ą dla samego/ej siebie.

 

Nie czuj

Nadmiar pracy i poczucie ciągłej presji pozwalają też nie mieć dostępu do autentycznych emocji. W stresie i napięciu do głosu dochodzą przecież najczęściej tzw. uczucia pasożytnicze, o których pisałam tutaj: Czy emocje, które odczuwasz są autentyczne?

 

To oczywiście nie jedyne zakazy, do których podtrzymania możemy używać pracy i zachwianego grafiku. Dlatego jeśli doświadczasz przepracowania – czy to ze względu na pożary, czy też zalewającą Cię drobnicę ze strony innych – i/lub prokrastynacji, to zachęcam Cię do oglądania, gdzie w tym wszystkim jesteś Ty: Twoje potrzeby, cele, priorytety, wartości.

Masz prawo wyznaczać swoje cele oraz związane z nimi zadania i traktować je priorytetowo. Pomocna będzie tu praca na przyzwoleniach. Ci z Was, którzy czytają bloga regularnie, wypatrują zapewne dawno obiecanego materiału do autodiagnozy zakazów autorstwa Johna McNeela. John pokazuje w nim, jak identyfikować zakazy oraz przekuwać je na przyzwolenia. Przyznaję, że wypadł z mojej listy priorytetów, ale już wraca 🙂 Tylko do „ważne i niepilne”, także dajcie mi jeszcze chwilę czasu, abym mogła przygotować ten materiał z przyjemnością i bez presji 😉

Efektem udziału w szkoleniu z zarządzania sobą w czasie była u mnie refleksja, że wcale nie muszę więcej i szybciej, a wprost przeciwnie: mniej i wolniej! Za to z głową, uczciwie (polecam blokadę na socialmedia!) i z dobrym systemem do ogarniania zadań. Z przyjemnością wyrzuciłam zatem sporo spraw z „nieważne, ale pilne” oraz „ważne i pilne”. Bo wiecie, okazało się, że można też skreślać 😉

Tymczasem zapraszam do zapisania się do newslettera (formularz na dole strony), jeśli nie chcecie przeoczyć materiału do autodiagnozy! To jeszcze jedna, ważna rzecz, którą wyniosłam – tam, gdzie nie trzeba czegoś pamiętać samemu, warto sobie ułatwiać sprawę i zwalniać zasoby poznawcze 🙂 Możecie więc zostawić pamiętanie o tym temacie mi – napiszę, gdy materiał będzie gotowy.

Bibliografia:
Stewart, I.; Joines, V. (2016). Analiza Transakcyjna dzisiaj. Poznań: Dom Wydawniczy REBIS.
www.mariusztomaszewski.pl/blog/matryca-eisenhowera (stan na 26.03.2020)

Czy śmiejesz się z siebie? Nie zawsze jest to dobre!

– „O rety, ale miałam wypadek, ha ha, działo się, ha ha, no auto całe skasowane.”
– „Znowu zawaliłem, he he, jestem taki nieogarnięty heh.”
– „Ależ to było głupie z mojej strony, hi hi hi.”

Znasz osoby, które tak mówią? A może Tobie zdarza się tak pośmiać z siebie? W końcu odrobina dystansu do siebie to dobra sprawa, prawda? To prawda, warto mieć dystans do siebie. Gdy jednak śmiejesz się, mimo że sytuacja ewidentnie nie sprzyja radości, mówi to o czymś innym: o autodestrukcyjnym przekonaniu, które kryje się pod spodem („moje życie / zdrowie nie jest wartościowe”, „ja nie jestem wartościową / mądrą / zaradną osobą”). Zapraszasz wtedy innych do tego, aby pośmiali się razem z Tobą z sytuacji, która obiektywnie śmieszna nie jest. Bo co jest śmiesznego w zagrożeniu życia lub zdrowia albo w umniejszaniu siebie („jestem nieogarnięty”, „jestem taka głupia”)? Gdy inni dołączają do tego śmiechu, na nieświadomym poziomie potwierdzają szkodliwy przekaz, kryjący się pod spodem.

Osoba, która śmieje się z siebie, mimo że sytuacja jest dla niej w jakiś sposób bolesna, może tłumaczyć, że to taki śmiech przez łzy. Że tak radzi sobie ze stresem czy z zakłopotaniem. Są osoby, które mówią, że takie „poczucie humoru” pozwala im nie zwariować. Nie zmienia to faktu, że uśmiech i radość są adekwatne, gdy doświadczamy przyjemności, a nie bólu, strachu czy straty. Śmiech, który pojawia się w tej sytuacji, jest pewnego rodzaju nagrodą za zachowanie autodestrukcyjne, wzmacnia niepożądany przekaz. Co więcej, zaprasza osoby postronne do włączenia się w ten proces. Analiza Transakcyjna nazywa taki śmiech „wisielczym”, a wymianę tego rodzaju „transakcją wisielczą”.

 

Jak zareagować, gdy zauważasz „transakcję wisielczą”?

 

Zamiast zaśmiać się czy uśmiechnąć, powiedz po prostu: „To nie jest śmieszne. Cieszę się, że nic Ci nie jest.” lub „Nie uważam Cię za głupią / głupiego.” Nie podtrzymuj szkodliwego przekonania, które kryje się pod spodem. Zamiast tego daj znać tej osobie, że jest dla Ciebie ważna, podobnie jak jej życie i zdrowie oraz szeroko rozumiany dobrostan.

 

A co, jeśli zauważasz taki kawałek u siebie?

 

Pamiętaj, że Ty, Twoje życie, zdrowie, a także właśnie szeroko rozumiany dobrostan są ważne i nie są powodem do żartów, chyba że serdecznych. Podobnie pamiętaj też, że masz zdolność do odczuwania, myślenia i działania, nawet jeśli czasem popełnisz błąd. Nie jest to powodem do wyśmiewania siebie i umniejszania się w oczach innych.

Jeśli jednak tendencja ta jest u Ciebie wyraźna, poobserwuj uważnie, co się kryje pod spodem. Jakiej emocji starasz się do siebie nie dopuścić? Jakie przekonanie o sobie lub świecie próbujesz w ten sposób potwierdzić? To jest właśnie główny obszar do pracy.

BIBLIOGRAFIA
Steiner, C. (1990). Scripts People Live: Transactional Analysis of Life Scripts. New York: Grove Press.

Sprawdź, co Twoja dziecięca ksywka mówi o Tobie

Pamiętasz, jak określali Cię najczęściej rodzice? Jakie cechy były Ci przypisywane w żartach, rodzinnych historiach, a może w specyficznej ksywce? Może rodzice mówili o Tobie: nasz mały mądrala, słodki aniołek, spokojne dziecko lub nadali Ci jakąś ksywkę: Śmieszek, Gapcio, Głuptasek, Rozrabiaka, Urwis, Pyskatek, Zosia-samosia, itp.

 

Głuptasek czy Profesorek? Śmieszek czy Nerwus?

 

Przypomnij sobie, jak Cię określano i zobacz, z jakimi przyzwoleniami wiążą się te określenia oraz jakie niosą potencjalne zakazy. Śmieszek czy też mały Głuptasek może być rozkoszny i rozbawiać towarzystwo, ale już niekoniecznie odważnie stawiać na swoim, czy też brać odpowiedzialność za ważne zadania. Inteligencja też raczej nie jest związana z tego rodzaju określeniami, prawda? Co innego Mądralińska czy Profesorek – tu jest mocne przyzwolenie na myślenie i rozwój inteligencji. Mniej jest jednak w tych określeniach zgody na spontaniczność i bycie po prostu dzieckiem. A Gapcio czy Oferma? Dość jasno związane są z brakiem zdolności do osiągania sukcesu, zaradności. Raczej wskazują na konieczność pozostawania pod opieką innych, tych bardziej „ogarniętych”.

Częściej niż przydomki, były to konkretne określenia: mądry chłopiec, odważny synek, urocza dziewczynka, śliczna / słodka córeczka (tak, niestety często stereotypowo przypisane do płci). Czasem także te negatywne: pyskata, uparty jak osioł, roztrzepana, niechluj, bałaganiara, brudasek, wścibskie dziecko, itd.

Pamiętasz, jakie Twoje cechy podkreślali rodzice? Może uznasz, że to tylko słowa, których się często używa w odniesieniu do dzieci. Tak, to naturalne, że rodzice używają różnych (zwykle czułych) określeń w stosunku do swoich dzieci. Przydomki mogą być czułe i ciepłe, ale mogą też być umniejszające, niesprawiedliwe czy nawet upokarzające. Nie jest przecież miło słyszeć o sobie Gamoń, Mazgaj, Zołza czy Głupek, nawet jeśli rodzice dodają do nich jakieś przyrostki, które mają teoretycznie złagodzić przekaz, typu Mały Gamoń, Nasz Słodki Mazgaj.

Niezależnie od tego czy pozytywne, czy negatywne, ksywki związane są z jakimś pakietem cech – przywołują na myśl konkretne zachowania. Niosą ważny dla dziecka przekaz. Informację o tym, czego rodzice oczekują, a czego nie akceptują. Tym samym pewne cechy wzmacniają, a inne wygaszają. Dają też dziecku „przyzwolenie” na określony typ zachowania. Obejrzenie, jakie skojarzenia i zachowania są potencjalnie związane z naszym przydomkiem (oraz potencjalnie wykluczające się z nim), pozwala w łatwiejszy sposób odkryć nasze zakazy i przyzwolenia, a zatem nieuświadomione przekazy o tym, czego nam nie wolno (i jakimi ludźmi nie możemy być), a co wolno (i jakimi ludźmi możemy być). Czasem nie jest to też takie oczywiste, szczególnie w przypadku nietypowych przydomków, które mają znaczenie tylko dla rodziny, a niekoniecznie w szerszym kontekście społecznym.

Zdarza się, że przydomek jest odbierany przez dziecko inaczej, niż chcieliby rodzice. James i Jongeward przytaczają przykład czterolatka, którego tata określał przydomkiem Strzelec. Ojciec chłopca był w studenckich czasach utalentowanym piłkarzem. Zwracał uwagę na to, że synek również ma mocne kopnięcie i był z tego dumny. Dziecko zaczęło jednak sprawiać kłopoty w przedszkolu – kopało inne dzieci, a nawet próbowało kopnąć przedszkolankę. Gdy opiekunki chłopca reagowały,  malec mówił, że jego tata powiedział, że ma wspaniałe kopnięcie. Nieświadomie więc rodzice nazywając synka Strzelec i chwaląc kopanie, dali mu przyzwolenie na agresywne kopanie innych dzieci. Gdy tylko przestali tak dziecko określać, zachowanie synka szybko uległo zmianie.

 

To miejsce jest już zajęte

 

Na ciekawy aspekt związany z przydomkami zwrócił uwagę Tony White, podczas webinaru o przyzwoleniach i zakazach. W systemie rodzinnym każdy z nas ma swoje miejsce, a pewne atrybuty przypisane do dziecka rezerwują to miejsce właśnie dla niego. Jeśli masz rodzeństwo, możesz zapewne zauważyć, że były mu przypisane inne cechy niż Tobie. Jeśli Ty „zająłeś miejsce” Mądralińskiego, to Twój brat lub siostra zajęli inną niszę. Może brat był Śmieszkiem, może siostra była Słodkim Aniołkiem, ale już raczej nie kolejnym „Profesorkiem” czy „Mądralińską”. Nie chodzi o to, że nie był(a) inteligentny(a), ale to jednak inne cechy były jego wyróżnikiem w Twojej rodzinie. Dostajemy pewne atrybuty i zajmujemy miejsca z nimi związane. Co więcej, te cechy przejawiają się później w naszym życiu i na spotkaniach dorosłych już ludzi, także dobrze widać, jak określenia te nadal są żywe.

 

Aleksander, Olek, a może Oluś? Kilka słówek o zdrobnionkach.

 

Ciekawej obserwacji dostarcza też zestawienie przydomku z formą imienia, która jest używana w stosunku do dziecka. Nie zdziwi Cię zapewne, że Śmieszek, Gapcio czy też Cukiereczek częściej będzie słyszał zdrobnioną formę imienia, podczas gdy Mądralińska czy też Profesorek – pełniejszą. Oczywiście trudniej to zaobserwować w przypadku małych dzieci – to naturalne, że rodzice zdrabniają ich imiona. Warto jednak poobserwować czy takie zależności występują w rodzinie, szczególnie w stosunku do dorosłych już dzieci.

Jeśli przy rodzinnym stole zasiadają rodzice z dorosłymi dziećmi i do jednego z dzieci zwracają się wyłącznie zdrobnieniem imienia, podczas gdy do drugiego tylko pełną formą, niesie to wyraźną informację o tym, które z dzieci „nie powinno” dorastać i usamodzielniać się zanadto. Oczywiście najczęściej rozgrywa się to na zupełnie nieświadomym dla rodziców poziomie. Jeśli współgra to dodatkowo z określeniami przypisywanymi dzieciom (Aleksander – Mały Naukowiec vs. Oluś – Śmieszek), łatwo można zauważyć, jakie przyzwolenia i zakazy są obecne u poszczególnych dzieci.

Co ciekawe, forma imienia może wpływać także na postrzeganie danej osoby przez otoczenie. Okazuje się bowiem, że osobom posługującym się pełną formą imienia przypisujemy częściej ambicję, inteligencję, kreatywność, odpowiedzialność i wzbudzanie zaufania, szczególnie w sytuacjach formalnych. Natomiast osoby posługujące się zdrobnioną formą imienia częściej postrzegamy jako bardziej dowcipne, otwarte na ludzi, przyjacielskie, radosne, lubiące się bawić. W badaniach wykazano, że gdy stajemy przed formalną lub zadaniową sytuacją, wybieramy częściej oficjalną formę swojego imienia, podczas gdy w sytuacjach nieformalnych przeważa potoczna. Jeśli zatem w rodzinie są wyraźne dysproporcje w odnoszeniu się do poszczególnych członków rodziny pod względem formy imienia – warto wziąć pod uwagę, jaki niesie to przekaz.

Jako konsultant biznesowy interesuje mnie zwykle przełożenie wiedzy psychologicznej na funkcjonowanie biznesowe. Lubię obserwować, jak przedstawiają się managerowie i jak to współgra z ich cechami osobowości. Gdy już dochodzimy do etapu pogłębionej pracy, zdarza się, że zahaczamy też o kwestię ksywek i przydomków – zarówno tych z domu, jak i tych z pracy. Niosą one bogactwo informacji przydatnych do dalszej pracy nad rozwojem kompetencji managerskich.

 

Byłem Gapciem Maciusiem… i co teraz?

 

Może właśnie uświadamiasz sobie, jak Twój przydomek dookreśla Ciebie i jak przejawia się w Twoim dorosłym życiu. Zanim sięgniesz po telefon do rodziców, żeby złożyć „zażalenie”, pomyśl o zasobach, z którymi jest związany – te już masz i możesz dalej rozwijać. Za nie warto być wdzięcznym rodzicom. Jeśli natomiast zauważasz cechy czy zachowania, które raczej nie były wspierane w Twoim domu w stosunku do Ciebie – nic straconego. Jesteś teraz dorosłą osobą i możesz podjąć inną decyzję i świadomie je rozwijać, bazując na swoich zasobach dojrzałego człowieka. Na początek obejrzyj swoje przyzwolenia: co już masz rozwinięte, a nad czym warto jeszcze popracować i świadomie rozwijaj ważne dla siebie cechy.

Pomocny może być przy tym artykuł o zakazach i przyzwoleniach: Koło Przyzwoleń.

 

BIBLIOGRAFIA
Doroszewicz, K.; Krzemińska, M. (2007). Forma imienia jako przesłanka wnioskowania o osobowości. Przegląd Psychologiczny, Vol 50(3), 259-271
James, M.; Jongeward, D. (2017). Narodzić się, by wygrać. Poznań: Dom Wydawniczy Rebis.
Jagieła, J.; Gębuś, D. (2015). What’s In a Name? Name Giving, Identity, and Script Formation. Transactional Analysis Journal, Vol 45(3), 217-227
Holtby, M. (1973). You Become What I Take You to Be: R. D. Laing’s Work on Attributions as Injunctions. Transactional Analysis Journal, Vol 3(4), 25-28.

 

 

6 sekwencji stresu: czy potrafisz rozpoznać swoją?

Wiesz, że Twoja reakcja na stres jest przewidywalna? Moja zresztą też. Każdy z nas ma swoją „ulubioną” sekwencję stresu – jedną spośród sześciu możliwych. Przechodzimy przez nią w charakterystyczny dla siebie sposób, jednak nadal wyraźnie widać jeden z sześciu wzorców wyodrębnionych w badaniach klinicznych prowadzonych przez dr Taibiego Kahlera dla NASA

Zaraz, zaraz – może pomyślisz – jak to dla NASA? Dlaczego agencja kosmiczna interesuje się stresem i co to ma wspólnego z życiem przeciętnego Kowalskiego? Otóż psychiatrów NASA interesowało, którzy członkowie załogi lotów kosmicznych będą pod wpływem stresu zagrażać powodzeniu misji, jak to można przewidzieć i, co najważniejsze, jak można temu przeciwdziałać. Powiedzmy sobie szczerze: jak zamkniesz grupę ludzi w ciasnej, metalowej puszce i wyślesz w kosmos, gdzie będą zdani tylko na siebie – z całą pewnością w pewnym momencie się zestresują. Pytanie tylko, jak to wpłynie na ich pracę i co zrobić, aby zminimalizować negatywny wpływ.

Eksperci NASA zadawali sobie to pytanie, a z pomocą badań klinicznych prowadzonych przez dr Kahlera znaleźli odpowiedzi. Na tyle trafne i ważne, że przez ponad 20 lat model ten był wykorzystywany do rekrutacji i szkolenia kolejnych zespołów astronautów.

Przyznasz, że wiedza o tym, jak przebiega u kogoś sekwencja stresu, jak wpływa na funkcjonowanie tej osoby oraz jak ją zatrzymać, jest przydatna nie tylko w kosmosie? 🙂 Model opracowany przez dr Kahlera – Process Communication Model, jest dzisiaj z powodzeniem stosowany do rozwoju osobistego oraz wsparcia biznesu w zakresie efektywnej komunikacji, motywowania, zarządzania i przeciwdziałania sytuacjom konfliktowym. Zresztą ma zastosowanie nie tylko w biznesie. Dr Kahler był wieloletnim doradcą Billa Clintona, który ów model sprawnie wykorzystywał w relacjach politycznych, a także w życiu prywatnym.

Stres jest naturalnym elementem naszego życia. Nie ma co się łudzić, nie unikniemy go. Dobrze zatem rozpoznać, jak na niego reagujemy. Zanim omówię poszczególne scenariusze, pokażę Ci, jaka jest generalna zasada.

Kiedy nie doświadczamy stresu, znajdujemy się w pozycji, którą w AT określamy: Ja jestem OK – Ty jesteś OK. A zatem mamy zdolność widzieć zarówno swoje zasoby, jak i zasoby innych. Cenimy siebie, jak i innych. Byłoby pięknie, gdyby tak już zawsze było. Nie miej jednak złudzeń, setki razy dziennie tracimy ten stan i zaglądamy do naszej sekwencji stresu, jednak zwykle z powodzeniem wracamy do pozycji OK-OK. Jak zatem wygląda sekwencja, którą odkrył dr Kahler?

 

GDY POJAWIA SIĘ STRES

I ETAP: Gdy pojawia się stres, pojawia się pewien specyficzny warunek, tj. „Jestem OK, ale tylko jeśli…” lub „Jesteś OK, ale tylko jeśli…” – jest to tzw. driver, a zatem coś, co napędza nasze dalsze zachowanie. Zaczynamy wykazywać pierwsze, subtelne oznaki stresu, ściśle powiązane z naszym driverem: oczekujemy określonego zachowania od siebie lub od innych.

II ETAP: Jeśli nie zatrzymamy sekwencji, przejdziemy do drugiego kroku, w którym definitywnie utracimy pozycję OK-OK, nawet tę warunkową z I etapu. Jednoznacznie opowiemy się za tym, że to my nie jesteśmy OK lub inni nie są OK i podejmiemy adekwatne działania: zaatakujemy, wejdziemy w rolę ofiary lub zaczniemy obwiniać innych, zależnie od tego, która sekwencja nas dotyczy.

III ETAP: Finałem sekwencji jest desperacja i wypłata – tu już nikt nie jest OK, zostaje tylko gorycz, a treść naszych gorzkich myśli jest powiązana z poprzedzającą tę wypłatę sekwencją.

Entuzjastów Analizy Transakcyjnej może zainteresować fakt, że jest to rozwinięcie koncepcji driverów i miniskryptu, której autorem jest właśnie dr Taibi Kahler. Dalsze badania nad driverami i ich przejawami doprowadziły Kahlera do wyodrębnienia 6 typów osobowości, z których każdy jest powiązany ze specyficzną sekwencją stresu.

SZEŚĆ SCENARIUSZY

Jest sześć wzorców, według których może przebiegać sekwencja stresu:

  1. Nikt nie myśli! (atak)
  2. Nikt się nie angażuje! (atak)
  3. Znikam stąd… (rola ofiary)
  4. O rety, nic mi nie wychodzi… (rola ofiary)
  5. To wszystko przez ciebie! (obwinianie)
  6. Jeszcze cię dopadnę! (obwinianie)

Sprawdź, który z nich jest u Ciebie najbardziej aktywny.

 

1 SCENARIUSZ: nikt nie myśli!
Charakterystyczny dla osób, dla których szczególnie ważne jest efektywne wykonywanie swojej pracy i które przykładają dużą wagę do grafików, schematów, procesów oraz lubią być za to doceniane. A gdy pojawia się stres…

I ETAP: Ja jestem OK, jeśli jestem doskonały/a
Osoba ta stara się wyjaśnić sprawę jak najdokładniej – mówi nadmiernie szczegółowo i za dużo, używa też przy tym skomplikowanych, specjalistycznych określeń, zapominając, że rozmówcy nie są ekspertami w temacie. Długofalowo widoczne zaczyna być, że przestaje delegować zadania – zostaje po godzinach, bierze na siebie za dużo, bo czuje, że sam(a) zrobi coś najlepiej, a do tego szybciej niż inni (Muszę być doskonały/a! Mogę zrobić to lepiej, szybciej, efektywniej!”). Jest to etap koncentracji na sobie: to ja muszę zrobić coś lepiej, perfekcyjnie. I zrobię to, choćbym miał(a) zarwać kolejną noc.

II ETAP: atak na tych, którzy nie myślą (maska atakującego)
Kiedy czara goryczy się przeleje, następuje silna frustracja i koncentracja na innych – tych, którzy nie myślą, którzy przeszkadzają w osiąganiu efektywności, których trzeba w związku z tym zdyscyplinować: „Czy nikt w tym zespole nie myśli? Co jest nie tak z Wami ludzie, to jest prosta sprawa! Wystarczy tylko pomyśleć, to nie boli!”. Może się zdarzyć, że słowa te nie zostaną wypowiedziane na głos, tylko w myślach, szczególnie gdy kontekst sytuacyjny na to nie pozwala i osoba ta powstrzyma się od krytyki wprost. Zapewne jednak bliscy i przyjaciele usłyszą właśnie tę narrację.

III ETAP: odrzucenie innych ze względu na to, że nie myślą
Jeżeli osoba ta nie zadba o zaspokojenie swoich potrzeb psychologicznych, przejdzie do ostatniego etapu, w którym z goryczą odrzuci innych: „Nie potrafią nawet jasno myśleć, nie są mi potrzebni.”

 

2 SCENARIUSZ: nikt się nie angażuje!
Charakterystyczny dla osób, dla których szczególnie ważne jest życie i praca w zgodzie z istotnymi dla nich wartościami, a także zaangażowanie w kluczowe kwestie i jasne, odważne wyrażanie swojego światopoglądu. Osoby te chcą być doceniane za swoje oddanie, stabilny system wartości i etyczne postępowanie. A gdy pojawia się stres…

I ETAP: Ty jesteś OK, jeśli jesteś doskonały/a
Osoba ta zaczyna przyglądać się uważniej innym: czy aby na pewno w ich działaniach widać odpowiednie zaangażowanie? Czy prezentują należyty system wartości? Wyraźnie koncentruje się na tym, co jest nie tak, a pomija to, co jest dobre. Charakterystyczne jest przeszywające spojrzenie i nacisk kładziony na słowa dotyczące przekonań rozmówcy: „Czy naprawdę jesteś przekonany o wartości tego rozwiązania?”, „Co dokładnie masz na myśli?”

II ETAP: atak na tych, którzy nie są zaangażowani (maska atakującego)
Kiedy druga strona nie spełnia wyśrubowanych standardów i nie wygląda, jakby miała zamiar to zrobić, stres pogłębia się i na kolejnym etapie osoba ta rozpoczyna krucjatę – poucza i moralizuje w odniesieniu do zaangażowania: „Czy ktoś tu może się naprawdę zaangażować w sprawę? Czy wy nie widzicie jakie to jest istotne?” lub atakuje w odniesieniu do zbyt niskich standardów moralnych: „To oburzające, jak niską świadomość masz w tym temacie. Nie wiem, jak możesz spoglądać w lustro z takim podejściem.” Tu również słowa te mogą czasem nie być wypowiedziane na głos, gdy kontekst na to nie pozwala. Zapewne jednak bliscy usłyszą wyraźnie oburzenie.

III ETAP: opuszczenie innych, ponieważ nie są zaangażowani
Jeżeli osoba ta nie zadba o zaspokojenie swoich potrzeb psychologicznych, przejdzie do ostatniego etapu, w którym z goryczą opuści innych: „Nie potrafią się zaangażować w tak ważną sprawę, ignoranci, nie chcę ich znać.”

 

3 SCENARIUSZ: znikam stąd…
Charakterystyczny dla osób, dla których szczególnie ważny jest czas dla siebie, chwila samotności i moment na refleksję, w której nie przeszkadzają inni. Osoby te cenią sobie szczególnie spokój i działanie bez emocji i pośpiechu. A gdy pojawia się stres…

I ETAP: Ja jestem OK, jeśli jestem silny/a
Osoba ta powstrzymuje się od wyrażania swojego zdania i stopniowo zapada się coraz bardziej w swoją refleksję. Można zauważyć, że zabiera głos i milknie, nie kończy wątku lub prowadzi równolegle kilka, ale w taki sposób, że widać, że w głowie ma wiele przemyśleń, których jednak nie mówi na głos. Wycofuje się z kontaktu z innymi, sama przecież da radę, przemyśli to sobie we własnym zakresie i poobserwuje, co z tego wyniknie – jest przecież wiele opcji i scenariuszy. Są to osoby, które „znikają” – nie pamiętamy, czy były na spotkaniu, czy też nie.

II ETAP: wycofanie się z relacji (maska ofiary)
Kiedy sytuacja pogłębia się, osoba ta wycofuje się z relacji i pasywnie czeka na rozwój wydarzeń. Zdarza się, że fizycznie znika – zamyka się w czterech ścianach, unika kontaktu, a gdy już jest obok, to nieobecna, często bez kontaktu wzrokowego (lub jest on przerywany).  Może zaczynać, ale nie kończyć projektów – przytłoczona mnogością opcji i scenariuszy, które trzeba przeanalizować. Na tym etapie często nie mamy pojęcia, czy osoba ta jest w pracy, czy nie, kiedy ktoś ją ostatnio widział – niby jest, ale nieobecna, trudno się z nią porozumieć.

III ETAP: opuszczenie przez innych
Jeżeli osoba ta nie zadba o zaspokojenie swoich potrzeb psychologicznych, przejdzie do ostatniego etapu, w którym zostanie opuszczona przez innych – wycofa się tak bardzo, że i inni nie będą już poszukiwać kontaktu z nią, a ona sama skończy z poczuciem, że nie miała jasności, co do oczekiwań ze strony innych.

 

4 SCENARIUSZ: o rety, nic mi nie wychodzi…
Charakterystyczny dla osób, dla których szczególnie ważne jest bycie docenianym za to, jaką są osobą, które chcą czuć, że są ważne dla innych, że sama ich obecność jest mile widziana. Osoby te cenią też zazwyczaj przyjemne otoczenie, dopasowane do osobistych preferencji lub dobre jedzenie albo inne elementy związane z którymś ze zmysłów. A gdy pojawia się stres…

I ETAP: Ja jestem OK, jeśli sprawiam przyjemność
Osoba ta koncentruje się na zaspokajaniu potrzeb innych. Umniejsza przy tym własne. Widać, że nadmiernie zabiega o zadbanie o innych: „Może Ci za ciepło? Otworzę okno, co? Nie? A może się zamienię się z Tobą miejscami – tu jest chłodniej?” W wypowiedziach charakterystyczne są zdrobnienia, można zauważyć wahanie – propozycje przedstawiane są z niepewnością i oczekiwaniem na zdanie innych: „Mam taką małą sugestię, co byście powiedzieli żebyśmy, jeśli to dla Was OK, rozważyli przełożenie spotkania? To tylko sugestia, możemy zostawić ten termin, jeśli wolicie.”

II ETAP: popełnianie błędów (maska ofiary)
Gdy stres coraz mocniej daje się we znaki, osoba ta stara się tak bardzo zadbać o innych, że zaczyna nieświadomie popełniać błędy: od drobnych wpadek, aż po te poważniejsze. Zapomina zabrać ze sobą ważne dokumenty, potyka się i rozlewa kawę, strzela jakąś gafę. Coraz bardziej wątpi w siebie i zaprasza do krytykowania siebie „jaka ze mnie niezdara”, „nic mi nie wychodzi”. Swoim zachowaniem „przeprasza, że żyje”. Bardzo to przeżywa, czując się gorsza od innych.

III ETAP: odrzucenie przez innych
Jeżeli osoba ta nie zadba o zaspokojenie swoich potrzeb psychologicznych, przejdzie do ostatniego etapu, w którym zostanie odrzucona – inni w końcu skorzystają z zaproszenia do krytykowania i traktowania jej jako ofiary, sfrustrują się także coraz to nowymi wpadkami i ograniczą kontakt, a osoba ta zostanie z poczuciem, że nie jest mile widziana

 

5 SCENARIUSZ: to wszystko przez ciebie!
Charakterystyczny dla osób, dla których szczególnie ważny jest zabawowy kontakt – kreatywność, inspirowanie się i podążanie za spontanicznymi reakcjami w swojej relacji z innymi i otoczeniem. Osoby te chcą być cenione za swoją oryginalność i spontaniczność oraz umiejętność rozbawienia towarzystwa i zbudowania fajnej, luźnej atmosfery. A gdy pojawia się stres…

I ETAP: Ja jestem OK, jeśli się staram
Osoba ta stara się ze wszystkich sił coś zrozumieć lub zrobić, ale… jej nie wychodzi. Nie może pojąć, nie jest w stanie zmobilizować się, aby zająć się jakąś sprawą. W efekcie usilnie się stara, choć bez skutku. Zaprasza wtedy innych do starania się za nią: prosi o wyjaśnienie czegoś ponownie. I jeszcze raz. I znowu. Tylko po to, aby w końcu westchnąć „no nie rozumiem”. Zauważalne jest rozproszenie, próby wciągnięcia innych w swój stan „A Ty to rozumiesz? Wiesz o co chodzi? No ja nie wiem, jak ona to tłumaczy.”

II ETAP: obwinienie innych (maska obwiniającego)
Gdy następuje eskalacja sytuacji, zaczyna się obwinianie innych z charakterystycznym „gdyby nie Ty”. Dostrzegalne jest negatywne nastawienie do osoby lub sytuacji i narzekanie. W subtelniejszej wersji rozpoczyna się gra psychologiczna w „tak, ale…”, tj. na otrzymywane argumenty osoba ta zawsze ma jakieś ale: „niby tak, ale u nas to tak nie działa / może działa, ale nie tak jak mówisz / może działa, tak jak mówisz, ale tu są błędy w założeniach”, itd. Na tym etapie zauważalne jest też negatywne nastawianie innych, tworzenie podgrup, koalicji, w których niezadowolenie rozprzestrzenia się także na inne osoby.

III ETAP: ukaranie przez innych
Jeżeli osoba ta nie zadba o zaspokojenie swoich potrzeb psychologicznych, przejdzie do ostatniego etapu, w którym zostanie finalnie ukarana przez innych za swoje zachowanie – pozostanie wówczas z pragnieniem zemsty i poczuciem, że jeszcze innym pokaże.

 

6 SCENARIUSZ: jeszcze cię dopadnę!

Charakterystyczny dla osób, dla których szczególnie ważna jest akcja i konkretne korzyści z niej płynące. Są one nastawione na działanie maksymalizujące zysk. Chcą być cenione za skuteczność swojego działania i spektakularne osiągnięcia, do których dążą.

I ETAP: Ty jesteś OK, jeśli jesteś silny/a
Osoba ta komunikuje się w krótki, dość agresywny sposób – tak, że rozmówca ma poczucie, że musi się bronić, tłumaczyć, walczyć o pozycję. Pojawia się oczekiwanie, że inni zatroszczą się o siebie sami – jeśli nie, to cóż, słabe jednostki muszą odejść, takie jest prawo natury. Nie potrafisz dotrzymać mi kroku, to nie zawracaj mi głowy. Biada Ci, jeśli okażesz słabość, przy czym słabością w odbiorze tej osoby może też być naturalne okazanie smutku czy strachu. Charakterystyczne jest pytanie: „Naprawdę chcesz wiedzieć, co o tym sądzę?”, na które nie ma dobrej odpowiedzi, ponieważ jeśli powiesz „nie” usłyszysz, że jesteś słaby/a, skoro nie masz gotowości, a jeśli „tak” – dostaniesz przykrą wypowiedź i gdy okażesz smutek / zaskoczenie / oburzenie usłyszysz, że przecież sam(a) chciałeś/aś.

II ETAP: manipulowanie (maska obwiniającego)
Kiedy sytuacja pogłębia się, osoba ta zaczyna manipulować zaangażowanymi w nią osobami, kreuje przy tym negatywną dramę („powiem Ci w tajemnicy, ale wiesz, zachowaj to dla siebie”), nie cofa się przed plotkami i półprawdami (a czasem jawną nieprawdą), aby osiągnąć korzyść. Nierzadko nagina zasady lub łamie je, uważając, że jest ponad nimi: „zasady są dla słabych, jak się boisz, to idź do domu”. Może też stosować pokrętną argumentację, aby uzasadnić swoje łamanie zasad. Na tym etapie często widać, że w grupie pojawiają się plotki i napięcia, ale nie do końca jasne jest, co się dzieje i kto jest prowodyrem.

III ETAP: odrzucenie innych
Jeżeli osoba ta nie zadba o zaspokojenie swoich potrzeb psychologicznych, przejdzie do ostatniego etapu, w którym finalnie odrzuci innych z poczuciem, że nie może już ich znieść.

Co dalej?

Rozpoznajesz już charakterystyczny dla siebie scenariusz? A może zauważasz w swoim życiu więcej niż jeden? Tak też może się zdarzyć. Dr Kahler wykazał, że jest to związane z naszą strukturą osobowości, na którą składa się sześć typów. Do każdego z nich mamy dostęp, ale w różnym stopniu. Jeden z nich jest naszą bazą – najważniejszym dla nas typem. Sekwencję stresu dla bazy widzimy bardzo często. Zdarza się jednak, choć nie u wszystkich, że w danym momencie swojego życia mocniej odczuwają inny typ, tzw. fazę – sekwencja stresu dla niej jest wówczas najsilniejsza.

Jeśli ciekawi Cię Twoja struktura i jej przełożenie na Twoje funkcjonowanie, w tym także sekwencję stresu, to zapraszam Cię do wypełnienia kwestionariusza i uzyskania indywidualnego profilu. Podczas sesji informacji zwrotnej otrzymasz praktyczne informacje obejmujące także plan działania, który pozwoli Ci zadbać o swoje potrzeby psychologiczne tak, aby rzadziej wchodzić w sekwencję stresu i krócej w niej przebywać. Nie miej jednak złudzeń, nie ma możliwości całkowitego uniknięcia tego mechanizmu. Warto jednak uczynić go bardziej świadomym. Jak napisał Irvin Yalom: „Rozumienie rodzi zmianę” – lubię ten cytat, mam go nawet mam na ścianie swojego biura 🙂

Prezentowany model, to jednak znacznie więcej niż możliwość przewidywania przebiegu stresu. Kahler wyjaśnia w nim, z jakiego powodu pojawia się taka, a nie inna sekwencja. Pokazuje również, jak nasza struktura powiązana jest z:
naszą preferowaną percepcją – sposobem, przez który postrzegamy rzeczywistość;
preferowanym kanałem komunikacji – stylem, w jakim chcemy porozumiewać się z innymi;
pożądanym środowiskiem – ulubionym sposobem organizacji przestrzeni życiowej i zawodowej;
preferowanym stylem zarządzania – stylem, w jakim chcemy zarządzać oraz być zarządzani;
potrzebami psychologicznymi – specyficznymi pragnieniami, od których zaspokojenia zależy jakość naszego życia i pracy;
sekwencją stresu – przewidywalnym przebiegiem wydarzeń pod wpływem stresu.

Poznanie własnej struktury oraz umiejętność rozpoznania jej u innych pozwala lepiej budować porozumienie, skuteczniej motywować siebie i innych, tworzyć optymalne warunki funkcjonowania: zarówno prywatnego, jak i zawodowego. To nie tylko skuteczniejsze zarządzanie, ale także efektywniejsza sprzedaż, czy też bardziej świadome życie rodzinne. Kiedy jasne stają się dla nas te wzorce, lepiej rozumiemy siebie oraz innych: partnera / partnerkę, dzieci, przyjaciół, współpracowników, klientów. Wiemy też, jak zareagować w rożnych sytuacjach, co pozwala na bardziej świadome decyzje, uwzględniające indywidualne preferencje i potrzeby. Właśnie to pozwala przeciwdziałać eskalacji konfliktu i minimalizuje stres.

Jeśli zaciekawiło Cię, jak zatrzymać sekwencję stresu na każdym jego etapie, to zainteresuj się modelem Kahlera: Process Communication Model. To genialne narzędzie do wykorzystania w życiu codziennym oraz w biznesie. Kluczem jest rozpoznanie preferowanego kanału komunikacji oraz percepcji drugiej strony w I etapie stresu oraz rozpoznanie i zareagowanie na zidentyfikowane potrzeby psychologiczne w II etapie stresu (tu już zasada kanał-komunikacja nie wystarczy). Są one powiązane z indywidualną strukturą, stąd tak ważne jest jej rozpoznanie. To właśnie rozwiązanie z powodzeniem wdrażała NASA w kontaktach z astronautami, gdy kluczowe było ograniczenie stresu lub opanowanie konfliktu, a na szali leżało powodzenie projektu. Łatwiej jednak powiedzieć niż zrobić, jednak praktyka czyni mistrza. Wpadnij zatem poćwiczyć na warsztaty – startujemy już w lutym 2019.

Więcej o modelu oraz o warsztatach poczytasz tutaj: Poznaj PCM®

BIBLIOGRAFIA:
Collignon, G. (2017). The Art of adaptive communication. Hot Springs: Kahler Communications, Inc.
Collignon, G.; Legrand, P.; Parr, J. (2012). Parlez-vous Personality? Process Communication for Coaches. Paris: Kahler Communication Europe.
Kahler, T. (2008). The Process Therapy Model. Little Rock: Taibi Kahler Associates, Inc.

Szczęśliwy związek – poznaj kontrakty, które go tworzą

Analiza Transakcyjna przykłada dużą wagę do kontraktów. Od ich jakości zależy jakość relacji, także tej romantycznej. Zdaniem Stephena Karpmana, autora koncepcji Trójkąta Dramatycznego, podwaliny szczęśliwego i trwałego związku związane są z pięcioma typami kontraktów, zawieranymi przez partnerów.

Kontrakt kojarzy się nam zwykle z wielostronicową umową z ogromem załączników. Uspokajam od razu: nie, nie chodzi o to, aby takowe spisywać z partnerem / partnerką 🙂

Kontrakt w ujęciu Analizy Transakcyjnej to jasno określone wzajemne zobowiązanie do określonego typu działania. Jego istotą jest ujawnienie wszystkich istotnych założeń, przez wyciągnięcie na powierzchnię, nazwanie i omówienie oczekiwań, także tych niejawnych. Sprowadza się to do szczerej rozmowy o wzajemnych potrzebach, oczekiwaniach i zobowiązaniach. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić, prawda?

Może pomyślisz: „Acha, czyli wystarczy porozmawiać z drugą stroną? Ok, robię to, także nie ma sensu czytać dalej.” Zerknij jednak, czy Wasze ustalenia we wskazanych obszarach rzeczywiście są tak jawne i dookreślone, jak sądzisz:

 

KONTRAKT NA UTRZYMANIE STRUKTURY

Ma miejsce, gdy partnerzy zgadzają się co do tego, że zadbają o strukturę i stabilność ich relacji. Nie będą grozić sobie odejściem lub nie wprost sugerować takie rozwiązanie, łamać przyjętych wspólnie ustaleń, czy też norm. Nie chodzi o to, że zmiana ustaleń nie jest możliwa, ale o to, w jaki sposób przebiega.

Jak w Twoim związku wygląda utrzymywanie struktury?
Czy w Twojej relacji oboje macie jasność co do tego, że się nie porzucicie, czy też może mówicie sobie czasem „no nie wiem czy to ma sens, skoro tak się zachowujesz” (groźba porzucenia)? Czy jasno powiedzieliście sobie, że rozmawiacie wprost o istotnych zmianach i tak rzeczywiście się dzieje? A może któreś z Was podejmuje ważne decyzje samodzielnie i stawia drugą stronę przed faktem dokonanym?

Gdy brakuje kontraktu na utrzymanie struktury, partnerzy (lub jedna ze stron) bez porozumienia podejmują działania, które mają wpływ na związek. Przykładowo partner / partnerka, bez omówienia sprawy z drugą stroną, podejmuje jakieś większe zobowiązanie (wyjeżdżam w podróż / kupuję dom / rzucam pracę i szukam innej). Towarzyszą temu często sformułowania typu: „Mogę podejmować decyzje, jakie chcę. Nie muszę Ci się tłumaczyć.” Złamaniem tego kontraktu jest także zmiana standardów, które dotychczas obowiązywały w relacji, np. jedna ze stron przestaje dbać o higienę lub wygląd, mimo że dotychczas to robiła albo zaczyna odnosić się do partnera / partnerki wulgarnie lub kpiąco.

Nie chodzi tu o to, aby o każdej najdrobniejszej sprawie debatować razem przez długie godziny. Raczej o wzajemną decyzję o tym, że kluczowe kwestie omawiamy ze sobą otwarcie i uwzględniamy swoje zdania. W ten sposób obie strony czują się bezpieczne w relacji, a związek jest stabilny. Jak widzisz, kluczowe jest tu nazwanie wprost swoich oczekiwań względem związku i bieżąca rozmowa o nich. Szczególnie, gdy któraś ze stron potrzebuje zmiany w jakimś aspekcie przekładającym się na związek.

Kontrakt ten dotyczy porozumienia ze stanów Ja Rodzic Normatywny partnerów. Jest to umowa obejmująca zasady, reguły i bezpieczeństwo związku.

 

KONTRAKT NA OCHRONĘ

Ma miejsce, gdy partnerzy są zdecydowani wspierać się wzajemnie, a także oszczędzać sobie niepotrzebnych zmartwień. Obejmuje to także dawanie sobie jasnych informacji o sytuacji, tak aby nie wzbudzać niepokoju u partnera / partnerki. Gdy ten kontrakt jest ustanowiony, partnerzy będą się wspierać, ale także nie będą zachowywać się w sposób, który może zaniepokoić lub zaboleć drugą stronę.

Jak w Twoim związku wygląda wzajemna ochrona?
Czy w Twojej relacji wspieracie się nawzajem w trudnościach i dodajecie sobie otuchy, gdy czeka na Was jakieś wyzwanie? Czy oboje dbacie o to, aby się nie ranić i nie wzbudzać w sobie nawzajem przykrych emocji? A może masz zwyczaj poflirtować trochę na oczach partnera / partnerki, bo odrobina niepewności jest wskazana (przynajmniej zdaniem kolorowych magazynów i pseudo-poradników)? Albo też zdarza Ci się zniknąć na cały wieczór bez słowa, bo w końcu jesteś dorosłym człowiekiem i nie trzeba się o Ciebie martwić? A może używasz podczas kłótni argumentu, o którym wiesz, że szczególnie zaboli? Czy jasno powiedzieliście sobie czego potrzebujecie, aby nie niepokoić się o drugą stronę oraz o Waszą relację i w Waszych działaniach widać, że dbacie o siebie w tym zakresie?

Gdy brakuje kontraktu na ochronę, partnerzy (lub jedna ze stron) nie wspierają się nawzajem lub nie uwzględniają potrzeb i emocji drugiej strony w swoich działaniach. Przykładowo partner / partnerka wychodzi na spotkanie ze znajomymi, mimo że druga strona przeżywa trudny czas i potrzebuje wsparcia. Pozwala sobie na spotkania na osobności, podczas gdy druga strona doświadczyła kiedyś zdrady i źle sobie radzi z niepewnością tego rodzaju. Nie daje znać, że jest już na miejscu po długiej podróży, mimo że wie, że druga strona zamartwia się w takiej sytuacji. Towarzyszą temu sformułowania typu: „Twoje emocje to Twój problem, masz jakąś paranoję i musisz sobie z nią poradzić.” czy też „Każde z nas potrafi o siebie zadbać, nie ma potrzeby żebyśmy jakoś szczególnie na siebie uważali.

W kontrakcie tym nie chodzi o to, aby zawsze się meldować i sprawozdawać każdy swój krok partnerowi. Dotyczy on raczej omówienia swoich potrzeb i emocji z nimi związanych i uwzględniania ich nawzajem, bez pomijania, umniejszania czy bagatelizowania. Nie mówiąc już o intencjonalnym ranieniu. Czasem będzie to wspólna praca nad przesadnym zamartwianiem się o drugą stronę. Ważne jednak, aby potrzeby i emocje zostały nazwane i miały w relacji swoje miejsce.

Kontrakt ten dotyczy porozumienia ze stanów Ja Rodzic Opiekuńczy partnerów. Jest to umowa obejmująca wzajemną troskę i wsparcie.

 

KONTRAKT NA OTWARTOŚĆ

Ma miejsce, gdy partnerzy są zdecydowani otwarcie ze sobą rozmawiać: o swoich potrzebach, emocjach, trudnościach, przemyśleniach. Chodzi tu o szczerą wymianę zdań, a nie o swobodne wyrzucanie żali. Gdy ten kontrakt jest ustanowiony, partnerzy będą otwarcie mówić co u nich i uważnie słuchać co u drugiej strony. Nie będą zakładać, że ktoś ma się domyślić. Będą się dzielić ważnymi dla nich przemyśleniami i emocjami – nie tylko tymi dotyczącymi relacji, ale także takimi, które po prostu dotyczą ich życia.

Jak w Twoim związku wygląda otwartość?
Czy w Waszym związku otwarcie rozmawiacie o tym, co u Was? Jak Wam minął dzień, jakich trudności doświadczacie w pracy lub w prywatnych relacjach? Czy słuchacie się wówczas i dopytujecie o swoje stanowisko? A może któreś z Was bagatelizuje to, co mówi druga strona? Czy masz gotowość dzielić się swoimi przemyśleniami, czy raczej zachowujesz je dla siebie? A Twój partner / partnerka?

Gdy brakuje kontraktu na otwartość, partnerzy nie rozmawiają ze sobą otwarcie. Wiele spraw jest niedopowiedzianych. Mówią wtedy: „Nie muszę Ci mówić wszystkiego.”, „Powinieneś/aś się domyślić.” albo „To jest tak oczywiste, że nie ma potrzeby o tym rozmawiać”. W efekcie nie rozmawiają o ważnych sprawach, swoich potrzebach lub emocjach, które wywołują. Może to przejawiać się także w słowach: „Nie mówiłem/am Ci, bo nie chcę Cię martwić”, co w praktyce oznacza: nie jesteś dla mnie partnerem / partnerką do rozmowy o tym.

W kontrakcie tym nie chodzi o to, aby nieustannie dzielić się każdą myślą. Raczej o to, aby zaprosić się wzajemnie do swojego świata wewnętrznego. Aby nie zamykać się na siebie lub zakładać, że druga strona powinna się domyślić. Nie, nie powinna. Może jednak wiedzieć o Twojej potrzebie, jeśli o niej powiesz. Zauważ, że realizacja pozostałych kontraktów jest ściśle związana z kontraktem na otwartość. Jeśli nie porozmawiacie o tym, czego od siebie potrzebujecie, aby Wasz związek był stabilny, dający ochronę, przyjemność i pozwalający na kompromis, nie ustanowicie pozostałych kontraktów.

O to właśnie chodzi w kontraktowaniu: o otwartą rozmowę i nazywanie tego, co pod spodem, bez domyślania się i robienia niesprawdzonych założeń. Także o to, aby sprawdzić czy macie wspólne definicje. Czy wiecie co dla Was oznacza wsparcie, troska o rodzinę, zdrada, bezpieczeństwo finansowe? Dla Ciebie troska o rodzinę może obejmować wspólne posiłki i spędzanie czasu razem, a dla partnera / partnerki 14-godzinny dzień pracy, aby zadbać o finansowe potrzeby rodziny. Dla Ciebie zdradą może być seks z inną osobą, a dla partnera / partnerki może to być już emocjonalne zaangażowanie w inną relację, nawet jeśli nie doszło do aktu seksualnego, itd. Może się okazać, że macie nieco inne rozumienie ważnych kwestii, zakładając przy tym, że to przecież oczywiste.

Kontrakt ten dotyczy porozumienia ze stanów Ja Dorosły partnerów. Jest to umowa obejmująca szczerą komunikację odbywającą się z wzajemnym szacunkiem (w AT mówmy tu o postawie Ja OK – Ty OK).

 

KONTRAKT NA PRZYJEMNOŚĆ

Ma miejsce, gdy partnerzy chcą sprawiać sobie frajdę i dawać przyjemność. Gdy chcą, by druga strona była najszczęśliwsza na świecie. Spontanicznie dają sobie wyrazy sympatii i miłości, ale też zapraszają się do zabawy: zarówno w rozumieniu spontanicznych wygłupów, przyjemnego wypoczynku, intrygujących niespodzianek, jak i ekscytującego seksu. Chcą dzielić ze sobą fajny i przyjemny czas, cokolwiek to dla nich oznacza.

Jak w Twoim związku wygląda przyjemność?
Czy chętnie spędzacie ze sobą wolny czas? Umiecie się razem pobawić? A może zabawa kojarzy się Wam raczej z oddzielnymi aktywnościami, realizowanymi samotnie lub z innymi osobami? Czy jest między Wami chemia i jesteście dla siebie atrakcyjni? A może seks jest już raczej rzadkim obowiązkiem, albo zdarza się tylko po alkoholu? Wiecie jak sprawiać sobie przyjemność? Co wywoła szczery uśmiech od ucha do ucha na twarzy partnera / partnerki? Co ją / jego rozbawi? Czy zdarza Wam się czasem robić sobie miłe niespodzianki? A może nie pamiętasz już kiedy partnera / partnerkę ucieszyła lub rozbawiła jakaś Twoja inicjatywa?

Gdy brakuje kontraktu na przyjemność, partnerzy nie chcą lub nie wiedzą jak fajnie spędzać ze sobą czas i dobrze się przy tym bawić. Mają rozdzielne hobby, a wspólne aktywności są raczej poważne. Rzadko bawią się ze sobą, spontanicznie sprawiają sobie przyjemności, czy też robią sobie niespodzianki. Mogą wtedy mówić: „To w porządku mieć swoje hobby, nie musimy wszystkiego robić razem.” (podczas gdy w rzeczywistości nie dzielą razem żadnej aktywności wykonywanej dla przyjemności) lub „To Twój problem, skoro nie potrafisz się bawić, moją rolą nie jest zabawianie Cię”.

W kontrakcie tym nie chodzi o to, aby dzielić każde hobby i wszystko robić razem. Jest jak najbardziej ok, jeśli macie różne hobby i poświęcacie na nie czas, o ile macie też czas na wspólne przyjemności. Niepokojące jest natomiast, jeśli na myśl o przyjemności przychodzą Ci do głowy jedynie aktywności, w których nie ma Twojego partnera / partnerki. Kluczem jest zadbanie o to, aby umieć i chcieć razem się bawić, w różnym tego słowa znaczeniu: przyjemnego wypoczynku, ekscytujących wypraw, miłych niespodzianek, fajnego seksu.

Kontrakt ten dotyczy porozumienia ze stanów Ja Dziecko Wolne. Jest to umowa obejmująca wspólną zabawę i sprawianie sobie przyjemności.

 

KONTRAKT NA ELASTYCZNOŚĆ

Ma miejsce, gdy partnerzy są zdecydowani odpuszczać na korzyść drugiej strony. Gdy dla dobra relacji są skłonni zrobić krok wstecz i opuścić nieco swoje oczekiwania, czy odłożyć na chwilę swoje potrzeby. Nie muszą wygrywać kłótni za wszelką cenę i potrafią czasem dać sobie spokój z dochodzeniem swojej racji.

Jak w Twoim związku wygląda elastyczność?
Czy oboje potraficie sobie czasem ustępować, czy też walczycie do upadłego o swoje zdanie? A może jest tak, że jedno z Was nigdy nie odpuści, dopóki to drugie się nie podda? Czy każde z Was potrafi na chwilę odłożyć swoje potrzeby, aby zadbać o drugą stronę? A może oboje uznajecie, że zrobicie po swojemu i tyle, a druga strona musi się z tym pogodzić i we własnym zakresie ogarnąć swoje sprawy?

Gdy brakuje kontraktu na elastyczność, partnerzy nie są skłonni sobie ustąpić – ani w kłótni, ani pod względem swoich oczekiwań lub potrzeb. Działają w myśl zasady: wszystko albo nic, będzie po mojemu za wszelką cenę. Czasem mówią wtedy: „Cóż, wygląda na to, że mamy inne oczekiwania, bywa. Rób jak chcesz, ja zrobię po swojemu.” albo po prostu deklarują: „Nie mam zamiaru ustąpić ani o krok w tej kwestii i nie interesują mnie Twoje argumenty.

W kontrakcie tym nie chodzi o porzucanie swoich potrzeb lub swojego zdania. Chodzi raczej o zachowanie pewnej elastyczności. To naturalne, że nasze potrzeby będą czasem w konflikcie i że nie raz przyjdzie nam zmierzyć się z różnicą oczekiwań. Ważne aspekty warto omówić szukając dobrego rozwiązania, ale w mniejszych sprawach warto od czasu do czasu ustąpić. Czasem jedno z Was odpuści, innym razem drugie. Na tym także polega sztuka bycia razem. Jasne, że w utopijnym świecie rozmawialibyśmy tak długo, żeby znaleźć idealne rozwiązanie. Ale czasem naprawdę się nie da, a czasem nie warto, bo sprawa nie jest aż tak poważna. O rety, wytrzymasz raz na jakiś czas u teściowej, mimo że wizyty u niej nie sprawiają Ci przyjemności, a później partner / partnerka potowarzyszy Ci w spotkaniu ze znajomymi, mimo że za nimi nie przepada.

Kontrakt ten dotyczy porozumienia ze stanów Ja Dziecko Przystosowane. Jest to umowa obejmująca odpuszczanie od czasu do czasu, aby ochronić relację przed wewnętrzną wojną.

 

DIAGNOZA TWOJEJ RELACJI

Pewnie widzisz już, które obszary macie dobrze zaopiekowane, a które wymagają uwagi. Niezależnie od tego, który kontrakt warto jeszcze wzmocnić w Twojej relacji, kluczem jest otwarta komunikacja. Pomyśl o swoich potrzebach i zaproś partnera / partnerkę do rozmowy o nich z gotowością do wysłuchania jak jest u niego / niej. Często nie nazywamy swoich potrzeb i nie dajemy partnerowi / partnerce szansy na ich realizację albo też nie słuchamy, co druga strona mówi do nas. Warto nad tym pracować. A jeśli w Twojej relacji jest to zbyt trudne, ponieważ oboje lub jedno z Was nie potrafi lub nie chce otwarcie rozmawiać – pomocne może być skorzystanie z terapii dla par, aby nauczyć się prowadzić tego rodzaju dialog. Bez niego zbudowanie trwałej i szczęśliwej relacji nie będzie możliwe.

Bibliografia:
Karpman, S. (2014). A game free life. San Francisco: Drama Triangle Publications.

Trójkąt Dramatyczny: mity, którymi żyjemy

W idealnych warunkach towarzyszy nam poczucie, że jesteśmy w porządku – zarówno my sami, jak i inni ludzie. Mamy wtedy pozytywne nastawienie do siebie i do innych. Analiza transakcyjna określa tę postawę jako „Ja jestem OK i Ty jesteś OK”. Cechuje ją wzajemny szacunek, poszanowanie dla potrzeb i granic swoich i innych osób, życzliwość do siebie i innych. W życiu jednak rzadko bywa idealnie i stan ten często tracimy, a gdy się to dzieje, zapraszamy mity – przekonania, w które wierzymy i które są pierwszym krokiem do wejścia w Trójkąt Dramatyczny w jednej z trzech ról: Ratownika, Prześladowcy lub Ofiary.

Na marginesie dla praktyków AT: Taibi Kahler uważa mity za swoją najważniejszą koncepcję, mimo że wprowadził do analizy transakcyjnej tak ważne pojęcia jak driver i miniskryp. Mity uznał jednak za znacznie ważniejsze odkrycie.

Czym są mity?

To przekonania odnośnie naszego wpływu na emocje innych lub wpływu innych osób na nasze emocje. Bardzo wyraźnie widać je w naszej postawie, a także w sformułowaniach, których używamy. Przyjrzyj się uważnie swoim przekonaniom i temu, jak je wyrażasz w słowach – odkryjesz swój mit. Pomoże Ci to przeanalizować swoje najczęstsze role w Trójkącie Dramatycznym.

Dlaczego mówimy tu o micie? Ponieważ w rzeczywistości odpowiadamy tylko za swoje emocje, a inni za swoje. W określonych sytuacjach możemy oczywiście odczuwać adekwatne emocje – trudno przecież cieszyć się przy stracie, czy smucić podczas przyjemnego momentu. To jednak my sami decydujemy o własnych emocjach i wyrażamy je w zgodzie ze sobą. Kiedy zaczynasz wierzyć w to, że to Ty powodujesz emocje innych lub inni sprawiają, że czujesz się w określony sposób – jesteś pod wpływem mitu, a zatem jedną nogą w Trójkącie Dramatycznym.

 

Trójkąt Dramatyczny - mity


MIT PRZEŚLADOWCY: Mogę sprawić, że poczujesz się źle.

Prześladowca w Trójkącie Dramatycznym działa w obronie swoich racji, jednak ignoruje lub umniejsza przy tym potrzeby innych. Może nie uznawać perspektywy drugiej strony lub chcieć intencjonalnie ukarać kogoś za niewłaściwe, w jego mniemaniu, zachowanie. Mit, który mu towarzyszy, dotyczy przekonania, że może sprawić, że inni ludzie poczują się źle (emocjonalnie). Inaczej mówiąc prześladowca myśli, że ma moc wywołania u innych negatywnych emocji.

– „No cóż, wkurzyłam cię, bo sobie na to zasłużyłeś.” (= mam moc, aby cię wkurzyć kiedy chcę)
– „Tak? To zobaczymy jak ci będzie teraz miło.” (= sprawię, że poczujesz się gorzej)

Mit ten wyraża się także w przekonaniu, że inni ludzie mają taką moc względem domniemanej ofiary:
– „Uważaj na ludzi, mogą cię łatwo zranić.” (= inni sprawią, że poczujesz się źle)

Przyjrzyj się uważnie twoim przekonaniom odnośnie innych osób. Czy pojawiają się w nich fantazje o tym, że kogoś wkurzysz, ukarzesz, sprawisz, że będzie mu smutno lub wywołasz w nim/niej jakieś inne negatywne emocje? To właśnie mit prześladowcy: że Ty to sprawiasz – wywołujesz negatywne emocje u innej osoby, a zatem od Ciebie zależy czy ktoś będzie w złym stanie emocjonalnym. To nieprawda. O ile możesz zadbać o stworzenie takich okoliczności, w których ktoś prawdopodobnie poczuje się źle, o tyle nie masz magicznych mocy umożliwiających „włożenie” w kogoś negatywnych emocji – to już nie zależy od Ciebie, a od decyzji i sposobu przeżywania tej drugiej strony.


MIT RATOWNIKA: Mogę sprawić, że poczujesz się dobrze.

Ratownik przejmuje odpowiedzialność za drugą stronę – niesie pomoc, często z najlepszą intencją, jednak zabiera wówczas sprawczość osobie, którą ratuje. Świadomie lub nie, uważa drugą osobę za gorszą, niezdolną do samodzielnego rozwiązania problemu. Mit, który utrzymuje, dotyczy tego, że może sprawić, aby ktoś poczuł się dobrze (emocjonalnie). Wierzy, że ma moc wywoływania pozytywnych emocji.

– „Kochanie, o nic się nie martw, wiem jak cię uszczęśliwić” (= mogę sprawić, że będziesz szczęśliwy/a)
– „Spokojnie, otrzyj łzy, zajmę się tobą, zaraz poczujesz się lepiej.” (= sprawię, że będziesz się cieszyć zamiast smucić)

Mit ten wyraża się także w przekonaniu, że inni ludzie mają taką moc względem domniemanego odbiorcy „pomocy”:
– „O rety, ależ on/ona cię uszczęśliwia.” (= inni sprawiają, że czujesz się dobrze)

Przeanalizuj swoje przekonania odnośnie innych osób. Czy pojawiają się w nich fantazje o tym, że kogoś uszczęśliwiasz, zadowalasz, sprawiasz, że czuje się dumny/a, rozbawiasz lub wywołujesz w nim/niej jakieś inne pozytywne emocje? To właśnie mit ratownika: że Ty to sprawiasz – wywołujesz pozytywne emocje u innej osoby, a zatem od Ciebie zależy czy ktoś będzie w dobrym stanie emocjonalnym. To nieprawda. O ile możesz zadbać o stworzenie takich okoliczności, w których ktoś prawdopodobnie poczuje się dobrze, o tyle nie masz magicznych mocy umożliwiających „włożenie” w kogoś pozytywnych emocji – to już nie zależy od Ciebie, a od decyzji i sposobu przeżywania tej drugiej strony.


MIT OFIARY: Możesz sprawić, że poczuję się dobrze lub źle.

Ofiara odbiera sobie zdolność do samodzielnego działania. Sprawczości upatruje w innych. Często nie wierzy w swoje zdolności, ma przekonanie, że sama nie da rady, zdarza się też, że czuje się pokrzywdzona. Mit, w który wierzy, dotyczy wpływu innych osób na swoje emocje. Jest przekonana, że to inni mają moc sprawiania, że poczuje się emocjonalnie dobrze lub źle.

– „Sprawiasz, że jestem najszczęśliwszą osobą na świecie.” (= masz moc wywoływania u mnie pozytywnego stanu emocjonalnego)
– „Przez ciebie ciągle płaczę, ranisz mnie nieustannie, przez ciebie jestem w rozsypce.” (= masz moc wywoływania u mnie negatywnego stanu emocjonalnego)

Tu również przyjrzyj się uważnie swoim przekonaniom. Czy masz poczucie, że inne osoby mogą wpłynąć na Twój stan emocjonalny? Uszczęśliwić cię lub unieszczęśliwić? Że gdyby nie on / ona / oni to z Twoimi emocjami byłoby zupełnie inaczej? To właśnie mit ofiary: że to oni, ci inni to sprawiają – wywołują u Ciebie pozytywne lub negatywne emocje. O ile inni faktycznie mogą zorganizować sytuację tak, aby była ona potencjalnie przyjemna lub nieprzyjemna w odbiorze, o tyle to jak ją odbierasz i przeżywasz zależy już tylko od Ciebie.


Trójkąt Dramatyczny: życie w micie

Być może powiesz: „Ale jak to? Przecież ja faktycznie mogę uszczęśliwić / rozzłościć mojego partnera / partnerkę. Tak to działa w naszym związku. Po prostu dobrze wiem, co jego / ją cieszy / złości.”  albo „No tak, ale mój szef ma taki charakterek, że zawsze bez problemu mnie zirytuje.” Zauważ, że do gry psychologicznej potrzeba komplementarnego gracza: Prześladowca i Ratownik poszukują Ofiar i na odwrót. Jeśli postrzegasz swojego szefa jako osobę, która może sprawić, że masz negatywne emocje, prawdopodobnie jesteście w układzie Prześladowca (szef) – Ofiara (Ty). Podobnie jeśli wierzysz, że uszczęśliwiasz swoją drugą połówkę (że to Ty zapewniasz jej szczęście), druga strona prawdopodobnie wierzy w to, że jej szczęście zależy od Ciebie. Jest to układ Ratownik – Ofiara. Tak właśnie wchodzimy w Trójkąt Dramatyczny – z komplementarnym graczem.

Pewnie widzisz już swoje ulubione mity, te najbardziej żywe. Pokazują one Twoją najczęstszą rolę w Trójkącie Dramatycznym. Prawdopodobnie widzisz też, że w różnych sytuacjach i w stosunku do różnych osób uruchamiasz różne mity. Mamy zwykle swoją ulubioną rolę, ale pozostałe także nie są nam obce.

To złudzenie, że wywołujesz emocje u innych ludzi lub oni wywołują je w Tobie. Odbiera to moc sprawczą i decyzyjność: innym lub sobie. Owszem, uruchamiasz i przeżywasz emocje zależnie od sytuacji, a zatem także zależnie od zachowania innych ludzi. Tak, ktoś może zadbać o zorganizowanie okoliczności, które będą dla Ciebie przyjemne lub nieprzyjemne, ale to Ty uruchamiasz emocje i przeżywasz je, nie inni za Ciebie, ani nie Ty za innych. Może się to wydawać banalne, w końcu to tylko sformułowanie, tak się mówi potocznie, nic wielkiego, prawda? Jednak mity pokazują gdzie lokujesz decyzyjność i moc sprawczą, co wskazuje zarówno na Twoją rolę w Trójkącie Dramatycznym, jak i pozycję życiową. W związku z tym warto im się przyjrzeć. Wszystkie te:
– „tak mi się dzieje w życiu” (zamiast: „tak organizuję sobie życie”),
– „inni mi tak robią” (zamiast: „pozwalam na pewne zachowania w stosunku do mnie”),
– „on / ona wywołuje u mnie radość / smutek” (zamiast: „smucę się / cieszę się, kiedy…”),
– „tylko ja mogę ją / jego uszczęśliwić” (zamiast: „on / ona jest szczęśliwa, kiedy…”)
pokazują ważne obszary do pracy nad sobą. Warto obejrzeć kiedy uaktywniamy mit i zadbać o powrót do pozycji OK-OK.

Ty masz wpływ na swoje życie, decyzje, emocje – inna osoba na swoje. I tak jest OK.

A jeśli interesują Cię konkretne wskazówki jak wyjść z roli w Trójkącie Dramatyczny zapraszam Cię do zerknięcia na wpis: Jak wyjść z roli w Trójkącie Dramatycznym?

Bibliografia:
Collignon, G.; Legrand, P.; Parr, J. (2012). Parlez-vous Personality? Process Communication for Coaches. Paris: Kahler Communication Europe.
Kahler, T. (2008). The Process Therapy Model. Little Rock: Taibi Kahler Associates, Inc.

Jak skutecznie umówić się ze sobą na zmianę?

Ile razy zdarzyło Ci się postanowić, że dokonasz jakiejś zmiany w swoim życiu  („tym razem to już na pewno!”), ale ponownie Ci się nie udało? Mam tu na myśli wszystkie doskonale znane „przechodzę na dietę”, „rzucam palenie”, „będę się regularnie uczyć języka”, ale też te mniej oczywiste kontrakty, które zawieramy sami ze sobą. Najlepszym przykładem są oczywiście nasze postanowienia noworoczne, które rzadko kiedy udaje się wprowadzić w czyn na dłużej.

Dlaczego tak się dzieje? Przecież chcesz tej zmiany, umawiasz się ze sobą, często nawet komunikujesz znajomym swój zamiar, żeby dodać sobie motywacji. Mało tego, nierzadko zaczynasz ją wprowadzać i przez jakiś czas jakoś idzie, ale… No właśnie, pojawia się „ale”. Motywacja spada, zaczynają się odstępstwa, aż w końcu całe zobowiązanie staje się tylko wspomnieniem. Masz ochotę przyjrzeć się dlaczego tak się dzieje? Jeśli tak, to zapraszam do dalszej części i do ćwiczenia.

Zamiast suchej teorii zaproponuję Ci ćwiczenie zaczerpnięte z warsztatu „Szkoła redecyzji w praktyce” Tony’ego White’a. Pomyśl o czymś, co chcesz zmienić w swoim życiu i odpowiedz na poniższe pytania:

  1. Czego chcę?
  2. Dlaczego tego chcę?
  3. Czego potrzebuję od innych, aby to osiągnąć?
  4. Co potrzebuję zrobić, aby to osiągnąć?
  5. Jak mogę sabotować swoje działania, aby tego nie osiągnąć?
  6. Kiedy zacznę?

/Nie przechodź dalej bez odpowiedzi na powyższe pytania – omówię je zaraz, wraz ze wskazaniem możliwych pułapek, dlatego warto znać swoje odpowiedzi przed tą analizą./

Ok, masz zatem swoje postanowienie rozpisane w oparciu o powyższe pytania. Zobaczmy zatem jakie zagrożenia dla Twojego kontraktu ze sobą mogą się tu pojawić. Omówienie pierwszego pytania będzie dobrze znane osobom, które pracują już nad sobą i znają ten kawałek z psychologii. Jest to jednak ważne wprowadzenie. Kluczowe pułapki kryją się w odpowiedzi na drugie pytanie. Zapraszam zatem do analizy swoich odpowiedzi:


CZEGO CHCESZ?

Możliwe pułapki: kontrakt stop, kontrakt na zmianę kogoś innego, kontrakt magiczny

Zerknij na swoją odpowiedź i oceń, czy chcesz zacząć coś robić („znajdę nową pracę”, „poprawię swój angielski”), czy też przestać coś robić („przestanę jeść fast food”, „będę się mniej stresować”). Jeśli Twój kontrakt ze sobą dotyczy tego, że przestaniesz coś robić (tzw. kontrakt stop) – przeformuj go na pozytywny, tj. określ, jaką zmianę wprowadzisz.

Kiedy koncentrujesz się na nierobieniu czegoś – w rzeczywistości cały czas koncentrujesz się właśnie na tej kwestii. Znasz pewnie słynne „nie myśl o różowym słoniu, nie myśl o różowym słoniu”. To, co się automatycznie pojawia, to właśnie obraz różowego słonia w naszej wyobraźni. Kiedy używamy przeczenia, przywołujemy najpierw obraz tego, czemu chcemy zaprzeczyć. Dlatego właśnie „nie będę jeść słodyczy” (co słyszymy? jeść słodycze!) warto przeformułować na np. „zadbam o zdrowe żywienie”.

Ma to też związek z Twoją motywacją, omówioną przy kolejnym pytaniu. Kontrakty typu stop częściej są powiązane z powinnością zmiany („muszę przestać to robić”), a zatem ze stanem Ja-Rodzic, co nie sprzyja realnej zmianie. Nie zawsze tak jest, ale warto tu zachować uważność.

Upewnij się też czy Twoje postanowienie dotyczy Ciebie, a nie kogoś innego.Chcę żeby mój syn znalazł pracę” nie jest tak naprawdę Twoim kontraktem. W AT mówilibyśmy tu o kontaminacji (przeniknięciu do stanu Ja-Dorosły treści ze stanu Ja-Dziecko lub Ja-Rodzic), przejawiającej się w myśleniu „jak się bardzo postaram to go/ją zmienię”. Uważaj też na zawoalowane kontrakty na zmianę innych typu „Chcę mieć lepszą relację z żoną”. Co to dokładnie oznacza: że Ty o to zadbasz czy ta druga strona, a może oboje?

To, co możesz zakontraktować ze sobą dotyczy wyłącznie Ciebie, a zatem raczej „Będę pracować nad lepszą relacją z żoną” czy też „Będę wspierać syna w poszukiwaniu pracy”.

Oceń też, na ile Twoje postanowienie jest realne. „Zostanę miss świata” czy „będę milionerem w rok” może nie są zupełnie niemożliwe, ale jedynie pod pewnymi warunkami. Jeśli tych warunków aktualnie nie spełniasz, to nie zakładaj nierealistycznego celu. Lansowane przez niektórych mówców motywacyjnych slogany typu „możesz wszystko”, „the sky is the limit” – przynoszą często więcej frustracji niż pożytku. Owszem, możesz wiele osiągnąć – wymaga to jednak realnych kroków. Jeśli chcesz być milionerem, a aktualnie jesteś bez pracy i oszczędności, to ustal realistyczny cel na najbliższy okres, a później podnoś poprzeczkę.


DLACZEGO TEGO CHCESZ?

Możliwe pułapki: kontrakt ze stanu Ja-Rodzic

Tutaj przyglądamy się motywacji właśnie i jest to sedno analizy z punktu widzenia analizy transakcyjnej. Z jakiego stanu Ja zwierasz swój kontrakt ze sobą?

Jeśli mówisz sobie: „powinnam/em to zmienić”, „muszę zacząć / przestać robić x” – zawierasz swój kontrakt ze stanu Ja-Rodzic. Jest to kontrakt zawierany z powinności, poczucia obowiązku. Uważnie obejrzyj wszystkie „muszę się za siebie zabrać”, „powinnam regularnie ćwiczyć”, „wypadałoby rzucić palenie” i pokrewne. To, co mówisz wtedy, to tak naprawdę: „odczuwam presję, aby to zrobić”. Tę presję narzucasz sobie Ty osobiście. Tak postawiona sprawa jest właściwie czymś odwrotnym od motywacji, o którą nam chodzi. Musisz, ale czy chcesz?

Nawet jeśli Twój cel nie zawiera określeń typu „muszę”, „powinienem”, „wypadałoby”, to zobacz, co pojawia się w odpowiedzi na pytanie: dlaczego tego chcesz? Nawet jeśli nie ma tych konkretnych słów, zobacz jaka energia jest w Twojej argumentacji: czy chcesz tej zmiany, czy raczej uważasz, że musisz ją wprowadzić?

Kontrakty zawarte ze stanu Ja-Rodzic będą sabotowane, ponieważ motywacja ze stanu Ja-Dziecko jest inna. Dlatego właśnie „muszę schudnąć” ze stanu Ja-Rodzic przegrywa najczęściej z „ale ja tak lubię ciasteczka” ze stanu Ja-Dziecko, bo prędzej czy później pojawi się „jedno, małe nie zaszkodzi, ew. dziesięć, bo to był trudny dzień”.

Jeśli chcesz wprowadzić zmianę, ponieważ uważasz, że jest ona logiczna, ma sens w Twojej sytuacji  – zawierasz swój kontrakt ze stanu Ja-Dorosły (np. „Codziennie poświęcę 10 minut na naukę angielskiego – to ma sens, bo mogę wygospodarować taki czas, a poprawa kompetencji językowych to dobra decyzja dla mojej kariery”). To zwykle jest wystarczająco dobry kontrakt i ma szansę powodzenia, ale może w nim brakować energii, jeśli nie jest wspierany motywacją ze stanu Ja-Dziecko.

Największe szanse na powodzenia ma jednak kontrakt ze stanu Ja-Dziecko. Dotyczy on tego, czego chcesz, na co masz ochotę (np. „Będę odkładać co miesiąc 10% wypłaty – chcę jechać na moje wymarzone wakacje!”). To tutaj jest sedno energii i motywacji do zmiany. Stan Ja-Dziecko zawsze znajdzie drogę do realizacji swoich potrzeb – jeśli nie pozytywną, to negatywną. Jeśli kontrakt ze stanu Ja-Rodzic ogranicza potrzeby ze stanu Ja-Dziecko, to prawdopodobnie będzie sabotowany, dopóki nie zostaną uwzględnione potrzeby z Ja-Dziecko.

Dlatego właśnie rezygnacja z używek typu papierosy, alkohol, narkotyki (ale także cukier!) jest tak trudna – osoba uzależniona (o ile jest na tym etapie świadomości) wie, że należy je rzucić, bo źle wpływają na jej zdrowie, rodzinę, otoczenie, ale jednocześnie chce być pod ich wpływem. Ze stanu Ja-Dziecko szuka możliwości zaspokojenia tej ochoty.

Zobacz, jaka jest różnica w motywacji do odchudzania:
Ja-Rodzic: Muszę schudnąć, bo już po prostu źle wyglądam. Powinnam/em się za siebie zabrać. To straszne do jakiego stanu się doprowadziłem/am. Trzeba coś z tym zrobić. Wypadałoby jakoś wyglądać na plaży.
Ja-Dorosły: Schudnę, bo to dobre dla zdrowia. Warto utrzymywać optymalną wagę – to zmniejsza ryzyko różnych chorób, pozwala mi zachować sprawność.
Ja-Dziecko: Chcę zrzucić żeby śmigać po górach bez zadyszki. No i mam ochotę znowu założyć mój ukochany ciuszek, w który nie mieszczę się od jakiegoś czasu. Poza tym lubię fajnie wyglądać.

Jeśli Twoja odpowiedź na pytanie o motywację do zmiany zawiera zarówno elementy ze stanu Ja-Dorosły, jak i Ja-Dziecko, to Twój kontrakt ma największe szanse na powodzenie, ponieważ jednocześnie chcesz jego realizacji, jak i uważasz ją za sensowną w Twojej sytuacji.

Jeśli jednak Twoja odpowiedź na to pytanie pochodzi ze stanu Ja-Rodzic, skup się na swoich potrzebach, zobacz co tam w Twoim Dziecku Wolnym i zastanów się, jak je zachęcić do współpracy, tak żeby była to zmiana z ochotą i chęcią, a nie w poczuciu powinności czy obowiązku, bo wówczas w ten czy inny sposób zasabotujesz realizację celu.


CZEGO POTRZEBUJĘ OD INNYCH, ABY TO OSIĄGNĄĆ?

Możliwe pułapki: konieczna zmiana innych

Zerknij na to, co masz zapisane i określ na skali 0 – 100% na ile realne jest, aby to osiągnąć. Jeśli szansa jest bardzo niska, najwyraźniej Twoje oczekiwania od innych wymagają zmiany lub przeformułowania. Jeśli zmiana jest zależna od innych, a jednocześnie oceniasz szanse na wsparcie z ich strony na kilka-kilkanaście procent, to sprawdź na ile Twój cel nie jest jednak powiązany z zawoalowanym kontraktem na zmianę innych.


CO POTRZEBUJĘ ZROBIĆ, ABY TO OSIĄGNĄĆ?

Możliwe pułapki: kontrakt stop, kontrakt na zmianę kogoś innego, kontrakt magiczny

Tutaj, podobnie jak w pytaniu pierwszym, pułapki dotyczą tego, że być może planujesz przestać coś robić (zamiast zacząć coś robić), potrzebujesz zmienić kogoś, aby osiągnąć swój cel (zamiast skoncentrować się na zmianie siebie) albo możesz zakładać nierealistyczne działania.


JAK MOGĘ SABOTOWAĆ SWOJE DZIAŁANIA, ABY TEGO NIE OSIĄGNĄĆ?

Możliwe pułapki: sabotaż ze stanu Ja-Dziecko Zaadaptowane lub ogólnie stanu Ja-Dziecko.

Mamy naturalną chęć do zmiany, motywowaną przez nasz stan Ja-Dziecko Wolne. Nasz stan Ja-Dziecko Zaadaptowane mówi jednak zwykle: „nie chcę zmiany”, stąd każdy z nas w jakimś stopniu sabotuje swoją zmianę, nawet jeśli kontrakt jest generalnie ze stanu Ja-Dziecko. Warto rozpoznać w jaki sposób to robimy.

Jak zazwyczaj utrudniasz sobie realizację swoich zamiarów? Może bierzesz na siebie za dużo, aby Ci się nie udało? Albo szukasz wymówek, aby zrzucić odpowiedzialność za porażkę na kogoś / coś innego? A może jesteś wiecznie niezadowolony/a z nie dość doskonałego efektu, frustrujesz się i porzucasz swój zamiar? Każdy z nas ma kilka swoich sposobów. Aby je odkryć, przeanalizuj swoje poprzednie postanowienia i zobacz, co stanęło im na przeszkodzie – bardzo możliwe, że odkryjesz powtarzający się schemat.

Co ważne, jeśli kontrakt jest zawarty ze stanu Ja-Rodzic, to zwykle stoi w sprzeczności z potrzebami ze stanu Ja-Dziecko i możemy się spodziewać prób sabotażu – nasze wewnętrzne dziecko będzie szukać możliwości realizacji swoich, często innych celów.


KIEDY ZACZNĘ?

Możliwe pułapki: unikanie konkretów (sabotowanie pierwszego kroku)

Masz tutaj konkretny termin czy może pojawiło się „nie wiem”, „to zależy od”, „muszę to jeszcze przemyśleć”? Jeśli nie masz terminu, to zobacz co jest powodem: być może Twój cel wymaga rozbicia na mniejsze cele i określenie terminów dla nich. Jeśli jednak odkładasz start, ponieważ nie czujesz się jeszcze gotowy/a, to warto, abyś spojrzał/a na swój cel pod kątem tego, skąd pochodzi Twoja motywacja i jakie widzisz tendencje do sabotowania swoich postanowień.

I jak patrzycie teraz na swoje cele? Ja się właśnie zastanawiam jak przehandlować wprowadzenie ćwiczeń z moim Ja-Dziecko, które lubi sobie poleniuchować (i ciasteczka też lubi). Może kupię sobie jakąś fajną, acz nieco za małą kieckę, żebym miała ochotę się w nią wbić? 😉

Najważniejsze jest bowiem to, aby zmiany naprawdę chcieć.

 

Bibliografia:
materiały ze szkolenia „Szkoła redecyzji w praktyce”, Tony White, 05-06.06.2018 r., Poznań

Czy emocje, które odczuwasz są autentyczne?

Być może często czytasz w różnych książkach poświęconych rozwojowi, aby pozwolić sobie na doświadczanie i wyrażanie emocji w zgodzie ze sobą. Co jednak, jeśli Twoje emocje nie są autentyczne? „Zaraz, zaraz…” – może powiesz – „Jak to emocje nie są autentyczne? Przecież je odczuwam, są realne.” To prawda, doświadczasz ich. Możesz jednak przeżywać emocje, których nauczyłeś/aś się odczuwać, mimo że nie odpowiadają sytuacji – wówczas nie są to autentyczne emocje. Autentyczna emocja to taka, która spełnia swoją adaptacyjną funkcję – jest adekwatna do sytuacji. Może się jednak zdarzyć (i zdarza się często), że jej wyrażanie jest zablokowane, a zamiast niej wyrażasz emocję zastępczą, nazywaną też w Analizie Transakcyjnej emocją pasożytniczą.

Każdy z nas ma swoją „ulubioną emocję”, której chętnie używa, aby widzieć świat tak, jak zdecydował się to robić na nieświadomym poziomie. Jest to jednocześnie ta emocja, do której okazywania byliśmy zachęcani w dzieciństwie, zwykle przez rodziców. Najczęściej towarzyszyło temu też mniej lub bardziej subtelne ograniczanie ekspresji innej emocji – tej, której w naszej rodzinie raczej się nie okazywało.

Wyobraź sobie małego Piotrusia, który zgubił ukochanego misia. W domu poruszenie i wspólne poszukiwania. Okazuje się jednak, że misia nie ma i co raz bardziej jasne staje się, że Piotruś zostawił go w parku podczas spaceru. Mama bierze Piotrusia za rączkę i idą do parku z nadzieją, że jeszcze tam jest i uda się go znaleźć. Niestety, nigdzie go nie ma. Piotruś stracił misia. Do jego oczu napływają łzy, a mała bródka zaczyna drgać. Doświadcza teraz straty w związku z utratą ukochanego pluszaka. Naturalną odpowiedzią na taki stan jest smutek. Mama widzi co się dzieje i mówi do Piotrusia (i tu rozważmy kilka wariantów):

A)Bardzo mi przykro.” i przytula chłopca, który zanosi się płaczem
Piotruś odbiera komunikat: Smutek jest naturalny i można go okazywać. Mama akceptuje wyrażanie go i wspiera mnie.

B)No taki duży chłopczyk, a płacze jak maluszek za misiem. Zobacz jak się z ciebie dzieci śmieją. Będziesz dużym chłopcem i przestaniesz płakać za misiem? Duże dzieci tak nie robią!
Piotruś odbiera komunikat: Nie czuj smutku. Mama nie akceptuje wyrażania smutku.

C)Ooo, pewnie znalazł go innych chłopczyk, który jest teraz bardzo szczęśliwy! Zobacz jaką radość komuś sprawiłeś! No już, otrzyj łezki i idziemy kupić innego misia, będzie śliczny i nawet bardziej mięciutki i kochany!
Piotruś odbiera komunikat: Nie czuj smutku. Zamiast tego czuj radość.

D)No popatrz co za ludzie! Kilka minut nas nie było i już ktoś go ukradł! Niewyobrażalne! A to podobno takie bezpieczne osiedle! To pewnie ten chłopiec w zielonej bluzie – cały czas przyglądał się jak się bawisz! Znasz go?
Piotruś odbiera komunikat: Nie czuj smutku. Zamiast tego czuj złość.

E)Widzisz co się dzieje, kiedy miś zostaje sam? Znika i już nie można go znaleźć. Tak się dzieje kiedy misie i mali chłopcy nie pilnują się mamy. Zawsze bądź blisko mamusi, bo inaczej może cię zabrać zły pan. Nie chcesz przecież żeby cię zabrał zły pan, prawda?
Piotruś odbiera komunikat: Nie czuj smutku, zamiast tego czuj strach.

Oczywiście pula podkładanych emocji, nie ogranicza się do czterech podstawowych emocji przedstawionych powyżej (smutku, złości, strachu, radości). Dysponujemy całym wachlarzem różnych stanów emocjonalnych, które również mogą zostać podłożone zamiast autentycznej emocji:

F)Jak dbasz o swoje zabawki? Miś jest teraz pewnie bardzo samotny. Gdybyś go lepiej pilnował to miś byłby teraz z tobą!
Piotruś odbiera komunikat: Nie czuj smutku. Zamiast tego odczuwaj poczucie winy.

Jednorazowa sytuacja tego rodzaju nie spowoduje jeszcze podstawienia jednej emocji za drugą. Zwykle jednak w rodzinie jest pewien dający się zauważyć wzorzec. Pewne emocje są nagradzane uwagą, opieką, reakcją, a inne nie są akceptowane. Czasami rodzice wyrażają to wprost, jak w przykładzie B)  – dyskredytując daną emocję:
– „Nie bój się! Zobacz, inne dzieci się bawią. Weź się w garść i do dzieła, no już!” (nie czuj strachu);
– „To nie ładnie się tak cieszyć, innym dzieciom może być smutno, bo nie mają tak ładnych zabawek” (nie czuj radości);
– „Och, ale brzydko wyglądasz jak się tak złościsz. Nie wypada dziewczynce. No już, przestań się dąsać i przytul ciocię” (nie czuj złości).
Czasem jednak po prostu pomijają daną emocję, nie reagują na nią, a co gorsza, nawet jej nie nazywają. W przyszłości może to doprowadzić do niewyrażania, a nawet nierozpoznawania jakiejś emocji lub jej przejawów. Dziecko szybko uczy się, że pożądane i nagradzane uwagą są inne reakcje – właśnie te, które podkładają rodzice. Najczęściej dzieje się to nieświadomie – rodzice powielają znany sobie wzorzec, który przechodzi w ten sposób przez całe pokolenia. Dziecko uczy się przecież interpretować rzeczywistość przez ramy odniesienia, których dostarczają rodzice. Skoro mówią, że się nie smucę, a złoszczę to pewnie tak jest i tak uczę się postrzegać świat.

Są stany emocjonalne, których pojawienie się jest wyraźnym sygnałem, że są one zastępcze – przykrywają autentyczne emocje, schowane głęboko pod spodem. Są to m.in.: poczucie winy, wściekłość, uraza, wrogość, poczucie beznadziei, poczucie nieadekwatności. Są jednak sytuacje, w których nie jest to takie jednoznaczne, tak jak np. w przypadku złości, która pojawiła się w reakcji na wywieraną presję i jest wówczas autentyczna. Gdy jednak trwa w postaci zagniewania, nawet gdy presja ustała, jest już wówczas nieadekwatna i zastępuje, np. strach przed ponownym doświadczeniem krzywdy.

KIEDY EMOCJA JEST AUTENTYCZNA?

Strach pojawia się, gdy interpretujesz sytuację, jako zagrażającą.
Dotyczy przyszłości – coś złego może się wydarzyć i reagujesz, aby temu zapobiec.
Pierwotną reakcją jest ucieczka, a od innych oczekujemy uzyskania wsparcia i ochrony.
Na poziomie wewnętrznym do przerobienia jest zaakceptowanie swoich ograniczeń.
Gdy odczuwasz strach, zadaj sobie pytanie: Co mi realnie zagraża?

Jeśli nic Ci nie zagraża, a jedynie przywołujesz jakieś wspomnienie, które budzi lęk lub wyobrażasz sobie różne scenariusze, którymi się przestraszasz – nie jest to autentyczna emocja. Przykład: Może znasz osobę, która zwykle uważa, że gdy jest za dobrze, na pewno coś się zaraz zepsuje i ze strachem analizuje możliwe negatywne scenariusze, mimo że nie ma ku temu żadnych przesłanek? Prawdopodobnie doświadcza ona nieautentycznego strachu.

Złość jest reakcją na doświadczaną szkodę, przekroczenie Twoich granic przez kogoś / coś.
Dotyczy teraźniejszości – znajdujesz się w sytuacji, w której ktoś zachowuje się w sposób, którego nie akceptujesz.
Pierwotną reakcją jest atak, a od innych oczekujemy wtedy zmiany zachowania.
Na poziomie wewnętrznym do przerobienia jest zaakceptowanie różnic między nami, a innymi osobami.
Jeśli zatem odczuwasz złość zadaj sobie pytanie: Co / Kto w tej chwili narusza moje granice?

Jeśli nikt już nie wywiera na Ciebie niepożądanej presji, ale wyobrażasz sobie, że może tak być w przyszłości lub robił to chwilę temu, przestał, a Ty nadal tkwisz w złości – nie jest to autentyczna emocja. Przykład: Może znasz osobę, która nastawia się bojowo już na starcie i przewidując możliwy atak na siebie wchodzi w relację zaczynając od ataku? Albo taką, która na długo po tym jak musiała obronić swoje granice jest zła i ciska gromami, mimo ze sprawca napiętej sytuacji już dawno jest w innym miejscu? Prawdopodobnie doświadcza ona nieautentycznej złości.

Smutek jest odpowiedzią na odczuwaną stratę.
Dotyczy przeszłości – miało miejsce zdarzenie, które interpretujesz jako stratę, na co reagujesz smutkiem.
Pierwotną reakcją jest wycofanie, zamknięcie się w sobie, a od innych oczekujemy pocieszenia.
Na poziomie wewnętrznym do przerobienia jest akceptacja straty.
Jeśli przeżywasz smutek zadaj sobie pytanie: Co straciłeś/aś?

Przykład: Może znasz osobę, która przewiduje przyszłe smutne dla niej wydarzenia i przeżywa je zawczasu? Przykładem może być matka, która nie cieszy się ze ślubu dziecka, bo ma już w głowie, że pewnie niebawem wyprowadzi się ono do innego miasta i snuje w głowie myśli o przyszłej stracie kontaktu, mimo że nic z tego aktualnie nie jest realne. Prawdopodobnie doświadcza ona nieautentycznego smutku.

Radość jest odpowiedzią na doświadczaną przyjemność lub satysfakcję.
Może dotyczyć zarówno przeszłości, teraźniejszości, jak i przyszłości, ponieważ możemy odczuwać przyjemność z jakiegoś osiągnięcia (przeszłość), aktualnego doświadczenia (teraźniejszość) i przyjemną ekscytację na myśl o czekającej nas przygodzie (przyszłość).
Pierwotną reakcją jest podtrzymywanie tego stanu rzeczy, a od innych oczekujemy, że będą nam towarzyszyć, kiedy się dzielimy swoją radością.
Na poziomie wewnętrznym do przerobienia jest akceptacja przyjemności.
Jeśli doświadczasz radości zadaj sobie pytanie: Co dało/daje/da mi satysfakcję?

Przykład: Może znasz osobę, która mimo trudnej sytuacji i doświadczonej straty stara się obrócić ją w żart? Taką, która mimo dramatów życiowych mówi „oj tam, teraz już wszystko będzie pięknie!”? Prawdopodobnie doświadcza ona nieautentycznej radości.

Strach pojawiający się na myśl o przeszłości, smutek w związku z możliwymi przyszłymi wydarzeniami, radość mimo braku satysfakcji i korzyści, czy też złość dotycząca czegoś, co już się wydarzyło lub może się wydarzyć, nie są funkcjonalne, a zatem nie są to w danym momencie autentyczne emocje.

Zachęcam Cię do przyjrzenia się swoim emocjom. Zadaj sobie pytania:
* Które emocje towarzyszą mi szczególnie często?
* Czy są one adaptacyjne:
– (strach) Co mi realnie zagraża?
– (złość) Co / Kto narusza moje granice?
– (smutek) Co straciłem/am?
– (radość) Co dało/daje/da mi satysfakcję?
* Co słyszałem/am o rożnych emocjach w domu rodzinnym?
* Które emocje były najczęstsze w mojej rodzinie, gdy dorastałem/am?
* Których emocji raczej się nie okazywało?

Emocje są obszarem, nad którym często pracuję z klientami – nie tylko w psychoterapii, ale także w procesach coachingowych, a nawet w trakcie konsultacji biznesowych, ponieważ wpływa on na wiele aspektów naszego funkcjonowania. Świadomość tego, które emocje blokujemy, a które pełnią u nas funkcję zastępczą (zastępują autentyczne emocje, których nie wyrażamy) jest ważnym krokiem w stronę zwiększania swojej emocjonalnej elastyczności i autentyczności.

Bibliografia:
English, F. (1971). The substitution factor: Rackets and real feelings. Transactional Analysis Journal, Vol 1 (4), 27-32.
Summerton, O. (1995). Upside-Down Rackets. Transactional Analysis Journal, Vol 25 (3), 215-220.
Thomson, G. (1983). Fear, Anger, and Sadness. Transactional Analysis Journal, Vol 13 (1), 20-24.

Czego używasz, aby zrealizować swój skrypt?

Skrypt życiowy jest naszym nieuświadomionym planem na życie. Już we wczesnym dzieciństwie na nieświadomym poziomie decydujemy o tym, jaki będzie scenariusz naszego życia, a następnie tak je prowadzimy, aby go potwierdzić. Jest to jedna z kluczowych koncepcji analizy transakcyjnej. W książkach poświęconych AT niemal zawsze dużą część poświęca się zidentyfikowaniu naszego skryptu. W tym wpisie chcę jednak zwrócić uwagę na nieco inną kwestię – waluty skryptu, tj. tego, czym wypełniamy nasz skrypt życiowy.

Waluta skryptu życiowego

Waluta skryptu życiowego (z ang. script currency) to coś, czego używamy, aby zrealizować swój scenariusz. Można powiedzieć, że jest to swojego rodzaju motyw przewodni, do którego często się odnosimy i którego używamy, aby żyć w skrypcie. W „Słowniku analizy transakcyjnej” autorstwa prof. Jarosława Jagieły waluta jest definiowana jako „środek płatniczy gry lub skryptu”.

Eric Berne, twórca analizy transakcyjnej, wymienił pierwotnie trzy waluty skryptu: części ciała (niektórzy autorzy podają tu raczej przemoc), pieniądze i słowa. Gaylon Palmer rozwinął jednak tę koncepcję dodając kolejnych jedenaście walut i tworząc tym samym zestawienie potencjalnych 14 walut. Można być „złapanym” przez walutę (z ang. hooked by) lub nią handlować (z ang. deal in). Kiedy jesteśmy „złapani” przez jakąś walutę używamy jej do uzyskania warunkowego bycia OK (np. Jestem OK, jeśli mam władzę / koncentruję się na pieniądzach.). W drugim przypadku, gdy handlujemy daną walutą, używamy jej do transakcji i wymian (np. koncentruję się na jedzeniu – piszę książki o jedzeniu, często o nim rozmawiam).

Zachęcam Cię do przeanalizowania, którą walutę (lub które waluty) wybrałeś do realizacji swojego skryptu i w jaki sposób. Poniżej znajduje się lista 14 potencjalnych walut wraz z krótkim opisem. Zaznacz te, które są dla Ciebie istotne oraz sprawdź czy mają dla Ciebie znaczenie do uzyskania warunkowego bycia OK (tj. masz poczucie, że jesteś OK, jeśli coś dzieje się wokół danej waluty) czy też używasz ich do wymian (tj. często są tematem, który gości w Twoim życiu – chętnie się na nim koncentrujesz).

Co ważne, koncentrować możemy się na czymś, czego nie mamy, a do czego nieustanie dążymy lub czego nie możemy osiągnąć, choć stanowi ważny temat w naszym życiu, np. dwie osoby mogą mieć władzę jako swoją walutę. Pierwsza będzie wpływowym politykiem, a druga asystentem, który w skrytości marzy, że kiedyś dojdzie do stanowiska Dyrektora Generalnego, choć niekoniecznie ma ku temu kwalifikacje i możliwości. Niezależnie od możliwości temat władzy jednak go absorbuje. To czy osiągnie „sukces” przy użyciu swojej waluty zależy jednak od innych czynników. Podobnie z pieniędzmi – dwie osoby mogą mieć tę walutę skryptową. Jedna będzie milionerem gromadzącym coraz to większe sumy i skoncentrowanym na ich pomnażaniu, a druga będzie tonąć w długach podejmując coraz to gorsze decyzje finansowe. Dla obu pieniądze będą jednak motywem przewodnim.

Z walutami związane są też charakterystyczne gry psychologiczne. To temat na osobny wpis, dzisiaj podam jedynie nazwy, a ciekawych odsyłam do książki „W co grają ludzie” Eric’a Berne’a – kluczowej pozycji na półce z podpisem analiza transakcyjna.

14 walut skryptu: która z nich jest Twoja?

Pomyśl, który temat Cię absorbuje, jest dla Ciebie niezwykle istotny. To jest prawdopodobnie ten motyw, od którego rozpocząłbyś spotkanie z psychoterapeutą lub coachem, zgłaszając go jako ważny w Twoim życiu. Zerknij jak ma się on do poniższej listy:

  1. Wyjątkowość – przywiązywanie dużej wagi do unikatowości rzeczy lub doświadczeń, np. ubioru, wybranej aktywności zawodowej, sportowej, itd.
    Charakterystyczna gra: „Tak, ale”
  2. Lojalność – kluczowe znaczenie ma lojalność względem rzeczy lub osób, np. utrzymywanie tego samego najbliższego przyjaciela lub lekarza przez wiele lat, nawet za cenę oddalenia się od innych osób.
    Charakterystyczna gra: „Gdyby nie ty”
  3. Uczucia – istotne są uczucia i ich okazywanie, np. osoba ta może czuć, że jest OK tylko jeśli płacze ze szczęścia z innymi lub często się wzrusza.
    Charakterystyczna gra: „Cieplarnia”
  4. Władza – ważna jest władza i pozycja z nią związana, np. poszukiwanie aktywności zawodowej związanej z wysoką pozycją i posiadaniem podwładnych.
    Charakterystyczna gra: „Teraz cię mam, ty sukinsynu”, „Kozi róg”
  5. Odwrotność – kluczowe jest bycie przeciwko, stawianie na swoim – inaczej niż reszta, np. tendencja, aby przewrotnie zakładać inną opcję niż współpracownicy czy przyjaciele.
    Charakterystyczna gra: „Nikt mnie nie rozumie”
  6. Seks – aspekt seksualny ma istotne znaczenie, np. częsta masturbacja lub oglądanie pornografii, koncentracja na erotyce.
    Charakterystyczna gra: „Gwałt”
  7. Uroda – przywiązywanie dużej wagi do wyglądu zewnętrznego, np. nieustanne dbanie o figurę, nienaganny makijaż, dobry wygląd, przekonanie o swojej nieskazitelnej urodzie.
    Charakterystyczna gra: „Wada”
  8. Charyzma – kluczowa jest umiejętność przewodzenia innym, pociągania za sobą całych grup (w artykule autor powołuje się na bajkową postać Szczurołapa).
    Charakterystyczna gra: wariant „Ja tylko próbuję Ci pomóc”
  9. Alkohol – koncentrowanie się wokół tematu alkoholu, np. ktoś może znać przepisy wielu drinków, fascynować się produkcją i spożywaniem jakiegoś alkoholu lub znać wiele sposobów na kaca.
    Charakterystyczna gra: „Alkoholik”, „Pijany i Dumny”
  10. Jedzenie – skupienie na temacie jedzenia: wymienianie się przepisami, udoskonalanie swoich umiejętności, częste rozmowy o jedzeniu, czytanie wielu książek / blogów kulinarnych.
    Charakterystyczna gra: związana z zaburzeniami odżywiania
  11. Przemoc – istotna jest przemoc w różnym wydaniu: od oglądania brutalnych filmów, przez agresywne sporty walki aż do faktycznego wykorzystywania przemocy względem innych.
    Charakterystyczna gra: wariant „Ależ to okropne”
  12. Pieniądze – ważne jest to, co z nimi związane: gromadzenie, liczenie, wydawanie.
    Charakterystyczna gra: „Dłużnik”
  13. Słowa – są istotne dla osób, które lubią toczyć długie dysputy na jakikolwiek temat lub też koncentrują się na filozoficznych rozważaniach i teoretycznych zagadnieniach.
    Charakterystyczna gra: wariant „Jak się stąd wydostać”
  14. Specyfiki – zarówno leki, jak i narkotyki; stanowią walutę dla osób, które koncentrują się na przyjmowaniu medykamentów, jak i dla zażywających narkotyki.
    Charakterystyczna gra: „Naćpany i Dumny”

Jak wygląda w praktyce używanie waluty? Jest ściśle powiązane ze skryptem, a zatem także z będącymi jego częścią zakazami i nakazami. Przykładowo osoba, która ma zakaz „nie istniej” i walutę „jedzenie” może realizować swój skrypt przez anoreksję, a osoba która ma zakaz „niech ci się nie uda” korzystając z tej samej waluty może bezskutecznie starać się osiągnąć biegłość w jakiejś sztuce kulinarnej, co będzie stanowiło dla niej istotny element życia. Ktoś inny może używać jedzenia do budowania relacji z innymi: Jestem OK, jeśli zapewniam mojej rodzinie dobrej jakości jedzenie.

Rozpoznanie własnej waluty pozwala zobaczyć jak przy jej użyciu realizujemy swój skrypt. Jest to też ważne, ponieważ waluta jest tylko „środkiem płatniczym” w naszym skrypcie. Może on ulec zmianie (np. w efekcie naszej świadomej pracy rozwojowej nad zmianą sytuacji), podczas gdy nadal będziemy realizować skrypt, tylko przy użyciu innej waluty. Sposób realizacji (obieg skryptu) zostanie ten sam, zmieni się tylko waluta.

Wpis piszę zainspirowana webinarem Tony’ego White’a, który zwrócił uwagę na ten aspekt przy okazji omawiania kwestii zakazów. Na swoim blogu proponuje on, aby przeanalizować ww. waluty i przy każdej z nich:
– zostawić puste pole, jeśli temat zupełnie Cię nie dotyczy;
– zaznaczyć „+” jeśli jest to temat, o którym lubisz rozmawiać lub czytać;
– zaznaczyć „++” jeśli jesteś umiarkowanie zaangażowany w dany temat;
– zaznaczyć „+++” jeśli jest to dla Ciebie bardzo ważny aspekt;
oraz niezależnie:
– zaznaczyć „H” (od hooked by) jeśli używasz waluty, aby być OK;
– zaznaczyć „E” (od exchange) jeśli używasz jej do wymiany głasków.
Pomoże Ci to przeanalizować, których walut używasz i w jaki sposób.
Jego wpis zobaczysz tutaj: przejdź do bloga Tony’ego.

Bibliografia:
Palmer, G. (1977). Script currencies. Transactional Analysis Journal, Vol 7 (1), Jan 1977, 20-23.
Berne, E. (2004). W co grają ludzie. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN SA

Process Communication Model: certyfikacja

Zdałam! Już oficjalnie mogę napisać, że jestem coachem i trenerem Process Communication Model.

Pisałam na fanpage’u (Analiza Transakcyjna dla entuzjastów i praktyków) o moim szkoleniu w Paryżu i o tym, że proszę o kciuki przed egzaminem. Dziękuję za kciuki i wszystkie ciepłe wiadomości – pomogły mi bardzo, bo stresowałam się porządnie. Wróciłam już z Paryża i wczoraj świętowaliśmy we francuskim stylu, jak widać na jednym z powyższych zdjęć 🙂

Pojawiło się też sporo pytań co konkretnie zdałam i jak się to ma do AT 🙂 Dzisiejszy wpis jest właśnie o tym.

Czym jest Process Communication Model?

Process Communication Model to świetne narzędzie, które pozwoliło mi lepiej zrozumieć drivery i ich wpływ. Zakochałam się w nim jak tylko przeczytałam pierwszą książkę o modelu – wspomniałam o niej na fanpage’u. Model powstał w wyniku dalszych prac Taibiego Kahlera (twórcy pojęć miniskrypt i driver) właśnie nad driverami i powiązanymi z nimi typami osobowości. Zakłada, że istnieje sześć typów osobowości, które posiadają swoją charakterystykę. Są one powiązane z określonymi driverami, mocnymi stronami, potrzebami, motywatorami, a także sekwencją stresu. Każdy z typów ma preferowaną percepcję oraz styl komunikacji.

Nie jesteśmy jednak jednym typem. Każdy z nas ma w sobie wszystkich sześć typów, jednak w różnym natężeniu i można to zmierzyć kwestionariuszem zaprojektowanym do tego modelu. PCM pozwala zidentyfikować jaki mamy dostęp do każdego z typów oraz który jest naszą bazą (naszym podstawowym typem), a który fazą (obecnie doświadczanym typem). Rozpoznanie własnej bazy i fazy oraz bazy i fazy rozmówcy ułatwia wzajemne zrozumienie, zbudowanie porozumienia i efektywną komunikację. Co ważne, można to zrobić skutecznie w oparciu o obserwację – i tego właśnie uczyliśmy się cały czas w trakcie warsztatów. PCM pozwala także zrozumieć (i przewidzieć!) jakie zachowania pojawią się w stresie i jak przebiegnie sekwencja: od subtelnych sygnałów świadczących o pojawieniu się drivera, przez mechanizm błędu, aż do wypłaty.

Ciekawostka: Przez 20 lat PCM był używany przez NASA jako element procesu rekrutacji i szkolenia astronautów, w szczególności pod kątem zarządzania stresem. Obecnie wykorzystywany jest przede wszystkim w biznesie – w działaniach rozwojowych na rzecz budowania relacji z innymi, efektywnej komunikacji, skutecznym zarządzaniu, motywowaniu i ograniczaniu stresu.

Jak wygląda certyfikacja?

Szkolenie było podzielone na dwie części, stąd moje wpisy na fanpage’u o pobycie w Paryżu w październiku i listopadzie. Przez łącznie 10 dni uczyłam się jak wykorzystywać model w praktyce, a egzamin miał być weryfikacją nie tego czy znam model, a raczej czy umiem go używać. Zaczynał się od zaprezentowania każdego z 6 typów poprzez odpowiednie przesłanki: słowa, ton głosu, gesty, postawę i mimikę. Potrzebujemy zgodności min. 3 z 5 przesłanek, także egzaminator oceniał czy prezentuję min. 3. Najtrudniejsze zaczęło się jednak później: każdy z nas prezentował 1 z 12 tematów zaczynając od anegdoty z własnego życia ilustrującej ten fragment koncepcji i przechodząc do treści merytorycznych, a w trakcie prezentacji w dowolnych momentach uczestnicy podgrywali każdy z typów w pozycji OK/OK oraz jako driver (a zatem już nie OK/OK). Oceniany był nie tylko kontent merytoryczny, ale przede wszystkim adekwatne reakcje na zachowanie grupy. Mam nadzieję, że już rozumiecie mój stres 😉 Zrobienie tego po angielsku było dla mnie sporym wyzwaniem.

Co dalej?

Napiszę niebawem 😉 Jeśli już wiecie, że temat Was interesuje i chcielibyście rozpoznać swój układ typów lub nauczyć się jak to robić u innych – dajcie znać.