Pamiętasz, jak określali Cię najczęściej rodzice? Jakie cechy były Ci przypisywane w żartach, rodzinnych historiach, a może w specyficznej ksywce? Może rodzice mówili o Tobie: nasz mały mądrala, słodki aniołek, spokojne dziecko lub nadali Ci jakąś ksywkę: Śmieszek, Gapcio, Głuptasek, Rozrabiaka, Urwis, Pyskatek, Zosia-samosia, itp.

 

Głuptasek czy Profesorek? Śmieszek czy Nerwus?

 

Przypomnij sobie, jak Cię określano i zobacz, z jakimi przyzwoleniami wiążą się te określenia oraz jakie niosą potencjalne zakazy. Śmieszek czy też mały Głuptasek może być rozkoszny i rozbawiać towarzystwo, ale już niekoniecznie odważnie stawiać na swoim, czy też brać odpowiedzialność za ważne zadania. Inteligencja też raczej nie jest związana z tego rodzaju określeniami, prawda? Co innego Mądralińska czy Profesorek – tu jest mocne przyzwolenie na myślenie i rozwój inteligencji. Mniej jest jednak w tych określeniach zgody na spontaniczność i bycie po prostu dzieckiem. A Gapcio czy Oferma? Dość jasno związane są z brakiem zdolności do osiągania sukcesu, zaradności. Raczej wskazują na konieczność pozostawania pod opieką innych, tych bardziej „ogarniętych”.

Częściej niż przydomki, były to konkretne określenia: mądry chłopiec, odważny synek, urocza dziewczynka, śliczna / słodka córeczka (tak, niestety często stereotypowo przypisane do płci). Czasem także te negatywne: pyskata, uparty jak osioł, roztrzepana, niechluj, bałaganiara, brudasek, wścibskie dziecko, itd.

Pamiętasz, jakie Twoje cechy podkreślali rodzice? Może uznasz, że to tylko słowa, których się często używa w odniesieniu do dzieci. Tak, to naturalne, że rodzice używają różnych (zwykle czułych) określeń w stosunku do swoich dzieci. Przydomki mogą być czułe i ciepłe, ale mogą też być umniejszające, niesprawiedliwe czy nawet upokarzające. Nie jest przecież miło słyszeć o sobie Gamoń, Mazgaj, Zołza czy Głupek, nawet jeśli rodzice dodają do nich jakieś przyrostki, które mają teoretycznie złagodzić przekaz, typu Mały Gamoń, Nasz Słodki Mazgaj.

Niezależnie od tego czy pozytywne, czy negatywne, ksywki związane są z jakimś pakietem cech – przywołują na myśl konkretne zachowania. Niosą ważny dla dziecka przekaz. Informację o tym, czego rodzice oczekują, a czego nie akceptują. Tym samym pewne cechy wzmacniają, a inne wygaszają. Dają też dziecku „przyzwolenie” na określony typ zachowania. Obejrzenie, jakie skojarzenia i zachowania są potencjalnie związane z naszym przydomkiem (oraz potencjalnie wykluczające się z nim), pozwala w łatwiejszy sposób odkryć nasze zakazy i przyzwolenia, a zatem nieuświadomione przekazy o tym, czego nam nie wolno (i jakimi ludźmi nie możemy być), a co wolno (i jakimi ludźmi możemy być). Czasem nie jest to też takie oczywiste, szczególnie w przypadku nietypowych przydomków, które mają znaczenie tylko dla rodziny, a niekoniecznie w szerszym kontekście społecznym.

Zdarza się, że przydomek jest odbierany przez dziecko inaczej, niż chcieliby rodzice. James i Jongeward przytaczają przykład czterolatka, którego tata określał przydomkiem Strzelec. Ojciec chłopca był w studenckich czasach utalentowanym piłkarzem. Zwracał uwagę na to, że synek również ma mocne kopnięcie i był z tego dumny. Dziecko zaczęło jednak sprawiać kłopoty w przedszkolu – kopało inne dzieci, a nawet próbowało kopnąć przedszkolankę. Gdy opiekunki chłopca reagowały,  malec mówił, że jego tata powiedział, że ma wspaniałe kopnięcie. Nieświadomie więc rodzice nazywając synka Strzelec i chwaląc kopanie, dali mu przyzwolenie na agresywne kopanie innych dzieci. Gdy tylko przestali tak dziecko określać, zachowanie synka szybko uległo zmianie.

 

To miejsce jest już zajęte

 

Na ciekawy aspekt związany z przydomkami zwrócił uwagę Tony White, podczas webinaru o przyzwoleniach i zakazach. W systemie rodzinnym każdy z nas ma swoje miejsce, a pewne atrybuty przypisane do dziecka rezerwują to miejsce właśnie dla niego. Jeśli masz rodzeństwo, możesz zapewne zauważyć, że były mu przypisane inne cechy niż Tobie. Jeśli Ty „zająłeś miejsce” Mądralińskiego, to Twój brat lub siostra zajęli inną niszę. Może brat był Śmieszkiem, może siostra była Słodkim Aniołkiem, ale już raczej nie kolejnym „Profesorkiem” czy „Mądralińską”. Nie chodzi o to, że nie był(a) inteligentny(a), ale to jednak inne cechy były jego wyróżnikiem w Twojej rodzinie. Dostajemy pewne atrybuty i zajmujemy miejsca z nimi związane. Co więcej, te cechy przejawiają się później w naszym życiu i na spotkaniach dorosłych już ludzi, także dobrze widać, jak określenia te nadal są żywe.

 

Aleksander, Olek, a może Oluś? Kilka słówek o zdrobnionkach.

 

Ciekawej obserwacji dostarcza też zestawienie przydomku z formą imienia, która jest używana w stosunku do dziecka. Nie zdziwi Cię zapewne, że Śmieszek, Gapcio czy też Cukiereczek częściej będzie słyszał zdrobnioną formę imienia, podczas gdy Mądralińska czy też Profesorek – pełniejszą. Oczywiście trudniej to zaobserwować w przypadku małych dzieci – to naturalne, że rodzice zdrabniają ich imiona. Warto jednak poobserwować czy takie zależności występują w rodzinie, szczególnie w stosunku do dorosłych już dzieci.

Jeśli przy rodzinnym stole zasiadają rodzice z dorosłymi dziećmi i do jednego z dzieci zwracają się wyłącznie zdrobnieniem imienia, podczas gdy do drugiego tylko pełną formą, niesie to wyraźną informację o tym, które z dzieci „nie powinno” dorastać i usamodzielniać się zanadto. Oczywiście najczęściej rozgrywa się to na zupełnie nieświadomym dla rodziców poziomie. Jeśli współgra to dodatkowo z określeniami przypisywanymi dzieciom (Aleksander – Mały Naukowiec vs. Oluś – Śmieszek), łatwo można zauważyć, jakie przyzwolenia i zakazy są obecne u poszczególnych dzieci.

Co ciekawe, forma imienia może wpływać także na postrzeganie danej osoby przez otoczenie. Okazuje się bowiem, że osobom posługującym się pełną formą imienia przypisujemy częściej ambicję, inteligencję, kreatywność, odpowiedzialność i wzbudzanie zaufania, szczególnie w sytuacjach formalnych. Natomiast osoby posługujące się zdrobnioną formą imienia częściej postrzegamy jako bardziej dowcipne, otwarte na ludzi, przyjacielskie, radosne, lubiące się bawić. W badaniach wykazano, że gdy stajemy przed formalną lub zadaniową sytuacją, wybieramy częściej oficjalną formę swojego imienia, podczas gdy w sytuacjach nieformalnych przeważa potoczna. Jeśli zatem w rodzinie są wyraźne dysproporcje w odnoszeniu się do poszczególnych członków rodziny pod względem formy imienia – warto wziąć pod uwagę, jaki niesie to przekaz.

Jako konsultant biznesowy interesuje mnie zwykle przełożenie wiedzy psychologicznej na funkcjonowanie biznesowe. Lubię obserwować, jak przedstawiają się managerowie i jak to współgra z ich cechami osobowości. Gdy już dochodzimy do etapu pogłębionej pracy, zdarza się, że zahaczamy też o kwestię ksywek i przydomków – zarówno tych z domu, jak i tych z pracy. Niosą one bogactwo informacji przydatnych do dalszej pracy nad rozwojem kompetencji managerskich.

 

Byłem Gapciem Maciusiem… i co teraz?

 

Może właśnie uświadamiasz sobie, jak Twój przydomek dookreśla Ciebie i jak przejawia się w Twoim dorosłym życiu. Zanim sięgniesz po telefon do rodziców, żeby złożyć „zażalenie”, pomyśl o zasobach, z którymi jest związany – te już masz i możesz dalej rozwijać. Za nie warto być wdzięcznym rodzicom. Jeśli natomiast zauważasz cechy czy zachowania, które raczej nie były wspierane w Twoim domu w stosunku do Ciebie – nic straconego. Jesteś teraz dorosłą osobą i możesz podjąć inną decyzję i świadomie je rozwijać, bazując na swoich zasobach dojrzałego człowieka. Na początek obejrzyj swoje przyzwolenia: co już masz rozwinięte, a nad czym warto jeszcze popracować i świadomie rozwijaj ważne dla siebie cechy.

Pomocny może być przy tym artykuł o zakazach i przyzwoleniach: Koło Przyzwoleń.

 

BIBLIOGRAFIA
Doroszewicz, K.; Krzemińska, M. (2007). Forma imienia jako przesłanka wnioskowania o osobowości. Przegląd Psychologiczny, Vol 50(3), 259-271
James, M.; Jongeward, D. (2017). Narodzić się, by wygrać. Poznań: Dom Wydawniczy Rebis.
Jagieła, J.; Gębuś, D. (2015). What’s In a Name? Name Giving, Identity, and Script Formation. Transactional Analysis Journal, Vol 45(3), 217-227
Holtby, M. (1973). You Become What I Take You to Be: R. D. Laing’s Work on Attributions as Injunctions. Transactional Analysis Journal, Vol 3(4), 25-28.

 

 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany Wymagane pola są oznaczone *